czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 68:

Dziś w końcu doczekałam się moich rodziców,którzy choć przez te kilka dni odciążą mnie w kilku rzeczach.Bo teraz będę mogła iść do pracy nie stresując się czy moje dzieci mają dobrą opiekę.
- Lena,a może nie powinnaś chodzić do pracy?-do sypiali weszła mama,kiedy robiłam makijaż do pracy.
- Mamo muszę jakoś utrzymać dzieci i siebie.-zaśmiałam się wciąż robiąc makijaż.
- Córeczko,ale my z tatą byśmy dawali ci pieniądze,przecież ty miałaś się oszczędzać,nie pamiętasz co ci było.
- Mamo dawałam sobie radę z Mają przez tyle lat to teraz też dam.
- Kochanie ale teraz masz dwójkę dzieci,większe wydatki,wcześniej nie byłaś chora,a teraz jesteś.
- Nie jestem chora,miałam mały spadek formy,to nie choroba.-odwróciłam się do niej.
- Prawie cię z tatą straciliśmy,dalej uważasz że to nic takiego.
- Masz rację,ale to nie zmienia faktu że ja chcę pokazać że potrafię też utrzymać dzieci.
- Ale nam tego nie musisz udowadniać,a tym prędzej Bartkowi,bo wie że jesteś świetną matką,ale każda matka na świecie potrzebuje pomocy.-mówiła a ja pakowałam telefon do torebki.
- Ja po pracy zrobię zakupy,więc będę trochę po 20:00.-powiedziałam wychodząc z sypiali.
- Jaka ty jesteś uparta,Lenka pozwól sobie pomóc.
- Mamo śpieszę się dam sobie radę,a nawet będę na siebie uważać.Bądź spokojna i więcej zaufania do mnie.-pocałowałam ją w policzek i wyszłam z mieszkania udając się do samochodu.
Wiem,że moja mama ma rację w tym wszystkim,ale ja nie chcę wiecznie żyć na czyjejś pomocy.Kiedy sama stwierdzę,że ją potrzebuje to wtedy poproszę rodziców,przecież jestem już dorosła.Dość szybko znalazłam się w pracy,nawet nie było aż tylu klientów.
- Cześć Witek.-przywitałam się z szefem i jednocześnie z przyjacielem.
- Przepraszam,a co ty tu robisz?-zapytał a ja się na niego dziwnie spojrzałam.
- Pracuje tu z tego co wiem.-zaśmiałam się.
- No tak,ale dziś masz wolne z tego co mówi mój grafik.-powiedział i spojrzał na kalendarz.
- Ojej przestań jedna kelnerka więcej ci się zawsze przyda.
- Lena pracowałaś w tamtym tygodniu od rana do wieczora dzień w dzień więc trzymaj się grafiku,dziś i jutro masz wolne.
- Witek proszę cię moi rodzice przyjechali,dzieci są z nimi,a ja mogę więcej popracować.Potrzebne mi są pieniądze.-usiadłam przed ladą i popatrzyłam mu w oczy.
- Lena ja cię rozumiem,ale ty nie jesteś robotem,musisz mieć dzień przerwy nie da się tak cały czas.Idź do domu.
- Nigdzie nie idę zostaje w pracy i tyle.-powiedziałam i poszłam do szatni.
- Lena czy ja mam cię zwolnić,żebyś zrozumiała co do ciebie mówię?-zapytał,a ja aż przystanęłam.
- Nie możesz mnie zwolnić.-szepnęłam.
- To idziesz teraz do domu i koniec kropka.-powiedział i wyszedł z szatni.
Wychodząc jeszcze przeprosiłam go za swoje zachowanie.Nie chciałam wracać do domu,nie uwierzycie gdzie zaniosły mnie moje nogi.Więc udałam się do spodka.Jakimś cudem weszłam do środka i usiadłam na jednym z miejsc.Wspomnienia wracają.

Gadałam sobie spokojnie z koleżanką kiedy podszedł do nas Bartek,chodząca gwiazda w szkole.Każda dziewczyna chciała go mieć.
- Cześć Lenor.-powiedział,a ja nie nienawidziłam jak ktoś tak do mnie mówił.
- Mówiłam żebyś mnie tak nie nazywał,czego chcesz?-powiedziałam wkurzona.
- Nie tak ostro -usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem,koleżanka się zmyła twierdząc że musi coś załatwić.
- Więc co?-zapytałam strącając jego ramie.
- Muszą strasznie Cię boleć nogi, bo cały wieczór chodziłaś mi po głowie.-zaśmiałam się.
- Nie ale dzięki za troskę.-powiedziałam i poszłam przed siebie.Ale ten lazł za mną.
- No i gdzie tak kopytkujesz przepiękna gazelo?-zapytał.
- Na matmę idioto.-powiedziałam.
- Dzwonili do mnie z nieba, mówili że im anioł uciekł,nie martw się nie powiem gdzie jesteś.-puścił mi oczko.
- Człowieku daj mi spokój.-stanęłam z nim twarzą w twarz no znaczy ja musiałam zadrzeć głowę do góry żeby nasze oczy się styknęły.
- Wiesz co maleńka, masz piękne oczy... pasują do mojej pościeli.
- Jesteś debilem prawda?-zapytałam śmiejąc się.
- Nie wiem co tak seksowna dziewczyna robi w tak brudnym umyśle jak moim,ale mi się to podoba.-znów puścił mi oczko.
- Czego ty chcesz?-zapytałam.
- Szweda mi się po kieszeni parę złotych. Może pójdziemy je razem wydać na kawę?
- Słyszałam że masz teraz trening więc spada na niego.-powiedziałam i się odwróciłam.-Palant.-szepnęłam jeszcze i weszłam do sali.
Pamiętam że całą matme nie mogłam się skupić,byłam tak zadowolona że zwrócił na mnie uwagę.Chętnie cofnęłabym się do tamtych czasów gdzie nie miałam jeszcze tylu problemów,gdzie codziennie budziłam się z wielkim uśmiechem i myślą że dziś będę miała nową przygodę.Bycie młodą mamą jest strasznie trudne bo musisz stać się nagle dorosłą i wziąć za tą małą istotkę wielką odpowiedzialność.

Dziś była impreza szkolna,było cudownie,wszyscy tańczyli,śpiewali.W pewnym momencie podszedł do mnie Bartek.
- Lena mogę cię na chwilę porwać?-zapytał patrząc w moje oczy,rozpływałam się w nich.
- Tak,ale nic mi nie zrobisz?-zaśmiałam się.
- Obiecuję.-przeprosiłam koleżanki i wyszłam z nim na zewnątrz.
- No wiec co się stało?-zapytałam kiedy od dłuższej chwili nic nie mówił.
- Bo ja...nie już nic wracajmy.-jąkał się i odwrócił się,ale szybko złapałam go za rękę.
- Bartek no powiedz mi proszę.-uśmiechnęłam się.
- No bo ja...to znaczy Lena bo,ja cię...nie to głupie.
- Bartek.-krzyknęłam bo chciałam to usłyszeć z jego ust.
- Kocham cię.-szepnął,a w moim brzuchu pojawiło się stado motyli,a moje serce strasznie szybko biło,nic nie odpowiedziałam tylko wspięłam się na palce i bardzo namiętnie go pocałowałam.
- Ja ciebie też.-powiedziałam kiedy się od niego oderwałam.
 Jak wtedy wróciłam do domu,ten wariat zadzwonił do mnie i wtedy powiedział mi że jest teraz najszczęśliwszym mężczyzną na świecie,bo ma przy sobie dziewczynę na której zależy mu najbardziej.Mimowolnie zaczęły mi spływać łzy.

- Lenka,jesteś dla mnie wszystkim.Chcę budzić się i zasypiać koło ciebie.Bardzo cię kocham i nie wyobrażam sobie życia z nikim innym,dlatego muszę zadać ci ważne pytanie.Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie i zostaniesz moją żoną?
Nasze szalone wakacje,na których stało się to na co czekałam długie 7 lat.Wtedy czułam się spełniona w życiu niczego więcej mi nie brakowało.
- Cześć.-powiedziałam wchodząc do kuchni.
- Ty dzwonisz czy ja?-zapytał.
- Ale gdzie dzwonić?-zapytałam zdziwiona.
- Do wszystkich,że nie będzie ślubu.
- O to ci chodzi.-powiedziałam siadając.
- No wiesz trzeba poinformować że nie chcesz ślubu.
- To nie chodzi o to że nie chce.Po prostu może my się pośpieszyliśmy,przecież rok nas jeszcze nie zbawi.
- Lena to nie chodzi o to po prostu boisz się mi zaufać.Taka jest prawda.-powiedział.
- Nie prawda,ufam ci tylko coś mnie hamuje rozumiesz.-spojrzałam an niego.
- To może powinniśmy się rozstać,zrobić przerwę to będzie najlepsze.-szepnął.Nastała taka bardzo męcząca cisza.Ale niestety on miał rację,to nam pomoże.
- Masz rację robimy przerwę w związku.-powiedziałam ściągając pierścionek zaręczynowy i podając mu go.
- Nie oddawaj go,zachowaj go.Idę spakować swoje rzeczy i wracam do Włoch.
 I bum wszystko pęka jak bańka mydlana.Siedziałam w spodku cały dzień i płakałam.Właśnie zrozumiałam że zmarnowałam życie dzieciom i Bartkowi,bo wiecznie wszystko było przeze mnie.Nie dziwię się że znalazł pocieszenie w rękach Clary.Jestem po prostu głupia,kochałam go,kocham teraz i nigdy nie przestane.Teraz muszę go tylko przeprosić.Wyciągnęłam telefon i wybrałam jego numer.Szybko odebrał.
- Halo?-zapytał.
- Cześć Bartek.-szepnęłam.
- Lena? Coś się stało?
- Nie ja chciałam się tylko coś dowiedzieć.-powiedziałam i pociągnęłam nosem.
- Czemu płaczesz?-zapytał,cholera rozpoznał.
- Nie płaczę,kiedy będziesz w Polsce?-zapytałam.
- Za jakieś dwa tygodnie,a co się stało?
- Przepraszam.-powiedziałam i się rozłączyłam,znów zaczęłam płakać wszystko mnie już przerasta.
Oczami Bartka:
- Bartek idę do sklepu coś chcesz?-do sypiali weszła Clara.
- Nie dziękuje.-uśmiechnąłem się.
- Co ty dziś taki dziwny jesteś?-zapytała siadając mi na kolanach.
- Nie zdaje ci się,nie chce mi się dziś iść na trening.-zaśmiałem się.
- Oj głuptasie.-zaśmiała się i mnie pocałowała.-Idę po treningu dostaniesz nagrodę.-powiedziała i wyszła z mieszkania.Podszedłem do szafki i wyciągnąłem swój album w,którym znajdowały się wszystkie zdjęcia z liceum jak i z dalszego mojego życia.Praktycznie cały album zajmowała mi Lenka.Tęsknię za nią cholernie.Byłem głupi,że pozwoliłem jej odejść,chciałbym się tak mocno walnąć za to że zaproponowałem jej rozstanie.Usłyszałem dźwięk swojej komórki.
- Halo?-zapytałem nie patrząc kto dzwoni.
- Cześć Bartek.-usłyszałem szept Lenki.
- Lena? Coś się stało?
- Nie ja chciałam się tylko coś dowiedzieć.-powiedziała i pociągnęła nosem od razu wiedziałem że płakała.
- Czemu płaczesz?-zapytałem zatroskany.
- Nie płaczę,kiedy będziesz w Polsce?-zapytała.
- Za jakieś dwa tygodnie,a co się stało?
- Przepraszam.-powiedziała i się rozłączyła,próbowałem się do niej dodzwonić,ale nic z tego nie odebrała.Najchętniej rzuciłbym to wszystko i pojechał do niej i stojąc z nią twarzą w twarz powiedział jak bardzo ją kocham i prosił o wybaczenie moich wszystkich błędów jakie popełniłem i za wszystkie krzywdy,przez które one płakała i cierpiała.Wziąłem do ręki zdjęcie,które dostałem w prezencie od niej kiedy się tu przeprowadziłem.Odwróciłem je i znów oglądałem ten sam napis:KOCHAMY CIĘ!!!!
Schowałem wszystko do szafki i zacząłem szykować się na trening.Clara jest inna bardzo chce robić wszystko bym czuł się zadowolony,czasami brakuje mi kłótni z Leną,ona miała zawsze swoje zdanie i zawsze się o to sprzeczaliśmy.Cały czas oceniam Clarę pod skalę Leny,teraz wiem co muszę robić żebym był szczęśliwy.
Oczami Leny:
Przed powrotem do domu,zrobiłam jeszcze zakupy.W samochodzie jeszcze ogarnęłam się,żeby rodzice nie rozpoznali że płakałam.Chcę unikać tych pytań co się stało i dlaczego płaczę.Kiedy przekroczyłam próg mieszkania wskoczyła na mnie Maja i mówiła bardzo szybko jak to ona i Kubuś tęsknili i że narysował piękny obrazek,który musi mi pokazać.
- Poczekaj Maja muszę się rozebrać.-zaśmiałam się.
- No a w ogóle zadzwonimy dziś do taty proszę.-spojrzała na mnie,boże jak ona ma strasznie podobne oczy do Bartka.
- Tak kochanie.-uśmiechnęłam się.
- Mama.-usłyszałam i już wiedziałam że moje drugie słoneczko mnie woła.Bardzo mocno przytuliłam Kubusia i przywitałam się z rodzicami.
- To ja już podaję kolację,zrobiłam ryż z kurczakiem.-powiedziała mama i poszła do kuchni.
- Mamo no chodź.-pociągnęła mnie Maja,więc za nią poszłam.Pokazała mi piękny rysunek.
- Jaki śliczny,a co on przedstawia?-zapytałam wskazując na postacie.
- No to jest nasz rodzina.To tata jak trzyma cię za rękę,a ty mnie,a ja Kubusia.Taka super rodzina.-uśmiechnęła się.
- Piękny jest myszko.
- Mamusiu a ty i tatuś za sobą nie tęsknicie?-zapytała.
- Ja bardzo tęsknię kochanie.-szepnęłam i przytuliłam ją.
- A jakbyś powiedziała tatusiowi że tęsknisz to może by do nas wrócił.
- Wątpię skarbie,ale tata bardzo was kocha i zawsze będzie.
- Ale ciebie tata też kocha.Nie można przestać kogoś kochać.-powiedziała,a ja na nią spojrzałam.-Pani nam powiedziała że jak kogoś bardzo się kocha to nie można nigdy przestać kochać.Pani mówiła prawdę?-zapytała mnie,a ja kiwnęłam głową.
- Tak to prawda.
- Widzisz.-powiedziała i się zaśmiała.-razem z nią zaczęłam się śmiać.
- Chodź mój mały filozofie.-wzięłam ją za rączkę i poszłyśmy do kuchni,gdzie na nas czekali.
Około 21:00 włączyłam laptop i zauważyłam że Bartek jest dostępny,więc zadzwoniłam do niego wcześniej wołając Maję.
- Cześć tatusiu.-zapiszczała kiedy tylko zobaczyła twarz Bartka.
- Cześć księżniczko,co tam u ciebie?-zapytał i Maja zaczęła wszystko opowiadać,a wiadomo jak ona lubi gadać.Zdążyłam nawet położyć Kubusia spać i kiedy weszłam do sypiali Maja właśnie kończyła.
- I tak mi minął dzień tatusiu.-zaśmiałam się.
- Majka ile ty gadasz.-powiedziałam z uśmiechem i usiadłam koło córki.
- Ale tata sam zapytał.-zaśmiałam się.
- Tak to moja wina.-powiedział i wszyscy się zaśmialiśmy.-A gdzie Kubuś?
- Śpi,zmęczony cały dzień spędził z dziadkiem więc szybko zasnął.
- Tatusiu kiedy do nas wrócisz?-zapytała Maja.
- Niedługo chcę podpisać umowę z Resovią.-powiedział,a ja aż spadłam z łóżka.
- Chcesz wrócić do Polski?-zapytałam.
- Tak,tutaj jest fajnie ale za daleko od bliskich.-Dlaczego dziś płakałaś?-zapytał,spojrzałam na Maję,która zasnęła mi na łóżku,więc mogliśmy spokojnie gadać.
- Przepraszam cię za wszystko.-szepnęłam.
- Nie masz za co.
- Mam bo dziś uświadomiłam sobie,że nie wyszło nam dlatego że wiecznie coś mi nie pasowało.Dlatego chcę żeby tobie się ułożyło z Clarą i życze wam powodzenia.-uśmiechnęłam się.
- Lena posłuchaj.
- Ja wszystko rozumiem.
- Lena bo ja....-zaczął ale mu przerwałam.
- Bartek potrzebuje pomocy.-powiedziałam i starałam się mu patrzeć w oczy.
- Co się stało?-zapytał.
- Nie daje rady w kwestii finansowej.Staram się brać nadgodziny,ale to nic nie daje z mojej pensji,trochę mi głupio o to prosić ale...-mówiła,ale on mi przerwał.
- Przestań Lenka,przecież to żaden problem,jestem rodzicami i wiadomo że należy ci się pomoc z mojej strony.Nie może być to niestety fizyczna,ale mi będzie o wiele lepiej kiedy będę wam chociaż tak pomagał.Obiecuję że zaraz jak się rozłączymy to przeleję ci pieniądze.
- Bartek,ale ja nie chce dużo ja ci je później oddam.
- Nie ma żadnego oddawania.-powiedział,a ja się do niego uśmiechnęłam.
- Dziękuje Bartek.Za wszystko i jakbyś chciał to zadzwoń jutro wcześniej to Kubusia też zobaczysz wiesz jak on rośnie.-zaśmiała się.
- Na pewno.To leć spać,do jutra.Dobranoc.-szepnął,a w moim sercu zrobiło się strasznie gorąco.
- Dobranoc.-rozłączyłam się i spojrzałam na nasze zdjęcie stojące dalej przy moim łóżku.-Kocham cię Bartek.-szepnęłam i ułożyłam się na łóżku.Sen bardzo szybko przyszedł.
Następnego dnia wstałam o godzinie 7:00,o dziwo byłam wyspana.Wparowałam do kuchni i zaczęłam przygotowywać składniki do ciasta.Tak tak coś mnie wzięła ochota na jabłecznik.Do pracy włączyłam sobie jeszcze radio i razem z artystami śpiewałam słowa piosenek.Dziś mam bardzo dobry humor,może to po tej wczorajszej rozmowie,nie wiem ale podoba mi się to.
- Co ty robisz?-zapytała mama wchodząc do kuchni.
- Jabłecznik,mam taką ochotę na niego.-zaśmiałam się.
- Co ty masz takie zachcianki?
- Spokojnie w ciąży nie jestem,bo tydzień temu skończył mi się okres więc nie wiem jakieś takie ochoty.-mówiłam z uśmiechem.
- Oooo widzę moja córeczka w świetnym humorze.-do kuchni wszedł również tata.
- A żebyś tatusiu wiedział że w świetnym.Wczoraj pogodziłam się z Bartkiem,wiem również to że strasznie go kocham,ale nie będę wtrącać mu się znowu w życie,po prostu cieszę się jego szczęściem.-mówiłam bardzo szybko.
- Córeczko tylko wiesz że sama się męczysz tym wszystkim.Wiedząc że go kochasz,widzisz go z inną.To bardzo męczy twoje myśli i organizm.-powiedziała mama.
- Wiem ale mam mu się rzucić na szyję i błaga by wrócił?-spojrzałam na nią.
- Ja już nie wiem.-powiedziała i wyszła.
- Masz na siebie myszko uważać i spróbuj ułożyć sobie życie.-pocałował mnie tata w czoło.
- Wiem tato,staram się to robić.-uśmiechnęłam się.
- Jestem dumny z ciebie.Mogę śmiało chwalić się taką córką jaką mam,ba zawsze mogłem się chwalić.
- A ja że mam tak wspaniałych rodziców.
Z ciastem uporałam się w dwie godziny,później zajęłam się śniadaniem dla dzieci.Miałam dziś obmyślony cały plan dnia.Po śniadaniu zabrałam wszystkich na spacer.Na obiad poszliśmy do mojej knajpki.Tam oczywiście pytania dziewczyn co ja w takim świetnym humorze.Nie no raz miej dobry humor to od razu szukają tu powodu.Nie powiem dzięki wczorajszej rozmowie ten humor jest bo wiem,że zawsze mogę liczyć na Bartka i nie zapowiada mi się takie złe życie jakie sobie w głowie ułożyłam.Dzień zakończyłam na rozmowie z przyjmującym i dziećmi.Kubuś to aż na laptop wszedł i dotykał ekranu na,którym widniała twarz Bartka.Czułam się jak kiedyś.
Niestety następny dzień był bardzo wymęczający.Byłam od samego rana w pracy,kiedy to koło południa dostałam telefon,że Maja na przerwie nie fortunnie się wywróciła i złamała sobie lewą rękę.Nie czekając pojechałam szybko do szpitala,gdzie czekał już mój tata.Mai aktualnie zakładali gips,kiedy wyszła z sali to strasznie płakała.
- Myszko już po wszystkim.-mówiłam biorąc ją na ręce.
- Boli mnie.-szeptała wtulona w moje ramię.
- Wiem kochanie,zaraz zadzwonimy do taty dobrze?-zapytałam,a ona kiwnęła tylko główką.Bartek bardzo szybko odebrał.Bardzo się przejął Mają,a kiedy usłyszał że Maja płacze to zapowiedział że przyjeżdża tydzień wcześniej.Nie powiem ucieszyłam się z tej wiadomości,bo mam nadzieje że przyjedzie bez tej swojej wywłoki.
Maja ma mieć gips przez miesiąc.Najgorszy były pierwsze dni bo w nocy budziła się z lekką gorączką.Moi rodzice pojechali już,a ja wzięłam sobie wolne żeby móc się Mają zająć.Nie powiem czekałam tylko na przyjazd Bartka.....






I jest kolejny :-) Mam nadzieję że nie jesteście źli że tak długo,stwierdziłam że na drugim blogu będę dodawać nowe rozdziały po zakończeniu tego bloga.Jak wam się rozdział podoba,jak widać po stracie cennej osoby wspomnienia i wszystkie uczucia wracają :-)
Następny za tydzień :-)
Pozdrawiam Aga

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 67:

Obudził mnie przeogromny kac jak stąd do Warszawy.Otworzyłam oczy i zaczęłam się rozglądać po swojej sypialni.Obok mnie spała Pola,a po drugiej stronie Ula.Kaśka i Julka spały w salonie na kanapie.Nie chętnie wstałam i udałam się do kuchni w celu znalezienia czegoś co choć przez chwilę by mi się dobrze zrobiło.Na parapecie leżała moja komórka i w tym momencie przypomniałam sobie,że Bartek miał dzwonić czy dojechali.Oho super 20 nieodebranych połączeń i 10 wiadomości o treści czy mogłabym odebrać i czy nic się nie stało,a niech się pomartwi trochę o mnie.
- Cześć piękna.-do kuchni weszły po kolei dziewczyny.Dałam każdej po butelce wody i tabletce na głowę.
- Dzięki,że przyszłyście.-uśmiechnęłam się.
- Wiesz Lenka było świetnie,tylko nie jest ci żal że zniszczyłyśmy tą suknię?-zapytała Pola.
- Nie ja tego potrzebowałam,ona ciągle mi tylko przypominała jaka jestem beznadziejna.Dobra laski ogarniamy się i lecimy do roboty,znaczy zależy kto dziś musi iść.-powiedziałam i spojrzałam po dziewczynach i od razu zobaczyłam zmęczoną minę Poli.-Ooo Polcia razem dziś pracujemy.-zaśmiałam się.
- Ula zadzwoń do Witka że ja nie dam rady.-powiedziała do Uli.
- Pola wiesz,że po ostatniej imprezie powiedział,że nie chce rano dostawać telefonów że za bardzo zaszalałyśmy i nie możesz przyjść.-powiedziała i spojrzała na Polę.
- Dziewczyny ale mi jest tak nie dobrze.-powiedziała i poleciała do kibelka.
- Dobra ja ją dziś zastąpię.-powiedziała Ula i zaczęłyśmy się zbierać.Przed pracą odprowadziłyśmy też Polę do domu i wraz z Ulką poszłyśmy do baru.Na początku było dobrze,myślałam że dziś nie będzie tak dużo ludzi,ale tylko gdy wybiła godzina obiadowa,to aż ludzie się u nas w knajpie nie mieścili.Nie miałyśmy z Ulą chwili spokoju.Cały czas dzwonił mi telefon,ale nie mogłam odebrać bo albo coś podać,albo przyjąć zamówienie.Na szczęście o 18:00 zmieniły nas Kaśka i Julka,które miały na wieczór tak powiem dyżur bo dziś jakaś impreza jest organizowana.
- Lena musisz zostać.-do szatni wszedł Witek.
- Jak to zostać,przecież dziewczyny już mnie zmieniły.-popatrzyłam na niego.
- No wiem,ale czterech kelnerów nie da radę,musisz zostać,Ula też zostaje.
- Dobra tylko jeszcze zadzwonię bo cały czas mój telefon się do mnie dobija.-powiedziałam i wyjęłam urządzenie,które znów zaczęło dzwonić.To był Bartek.
- Halo?-zapytałam i usłyszałam taki spokojny wydech.
- Boże czemu od wczoraj nie odbierałaś,dzwoniłem?
- Jezu pracuje chyba,co u dzieci?-zapytałam nie chcąc słuchać jego niby martwienia się o mnie.
- Dobrze,cały czas z dziadkami siedzą.
- To się cieszę.Dobra ja kończę bo muszę wracać do pracy.Cześć.-powiedziałam i się rozłączyłam.Wiecie męczy mnie rozmowa z nim przez telefon,sami widzicie że ona się nawet nie klei.Wyłączyłam komórkę i wróciłam na salę.I taki zapieprz do samego rana.
Wszystko skończyło się o 5 rano,ale samo sprzątanie zajęło nam do godziny 7:00.Do domu wracałam z zamkniętymi oczami,w ogóle cud że wróciłam do domu i że nie zasnęłam gdzieś na pierwszej ławce w parku.Gdy tylko znalazłam się w mieszkaniu padłam jak długa na łóżku i zasnęłam.Ale nie dali mi długo pospać bo znów mój telefon się odezwał.Tym razem to była moja mamusia.
- Tak mamuś?-zapytałam zaspana.
- Przepraszam nie chciałam cię obudzić,ale co ty na to że jak będziesz dzieci odbierać to może byś wpadła do nas,wiesz tata dostał teraz tydzień urlopu to przyjedźcie.
- A może to wy przyjedziecie,miejsca jest dużo,a teraz najbardziej byście mi się tu przydali bo mamy teraz taki zapierz w pracy,że czasami nie mam co z dziećmi zrobić a tak to z wami by były.
- No dobra to za tydzień się widzimy córeczko.-zaśmiała się.
- No papa.-wyłączyłam telefon i znów spać.Takim oto sposobem pospałam sobie do godziny 16:00.Wiecie gdyby dzieci były to już o 9:00 byłabym na nogach a teraz mam taki luz lekki że są u niedoszłych teściów.Oni to mają okropnie co chwilę muszą poznawać nowe laski Bartka,co się do jednej przyzwyczają to muszą już kolejną poznawać,ale Bartek zawsze taki był w szkole to tydzień z tą ,później ten tydzień z tamtą.Nawet nie wiem co mnie tak do niego ciągnęło,ale gdy już zaczęliśmy być razem to było cudownie do czasu,kiedy nie dostał tego pieprzonego kontraktu z Kędzierzynem.Najbardziej bolało mnie że zerwał ze mną jakby to był tylko mały problemik.Nie patrzył co się między nami stało.Bo skoro jesteśmy w związku i decydujemy się na łóżko to chyba jednak kobieta coś dla tego faceta znaczy.Chyba że byłam wtedy zabawką,którą znowu zapragnął mieć i znowu ją zapłodnił i teraz którą znowu porzucił,znaczy ja porzuciłam ale on powinien walczyć a nie znalazł sobie kolejną.I co mam się spodziewać że za kilka lat znowu przyjdzie do mnie i ja głupia znowu uwierzę że mnie kocha,bo ja go do cholery kocham i w tej sprawie zawsze będę naiwna.Wybaczyłam mu wszystko co możliwe,nawet to że jest teraz z Clarą mu wybaczyłam.Czemu ja zawsze muszę wszystko zniszczyć,Bartek nigdy nie był niczego winny.Ja mu nie powiedziałam o ciąży,uciekłam,7 lat się nie odzywałam,wieczne kłótnie to ja zaczynałam,teraz to rozstanie to ja tego zażądałam.Boże właśnie zrozumiałam że wszystko złe w naszym związku to ja.W tym momencie czuję się okropnie.
W końcu mogłam jechać odebrać od swoich niedoszłych teściów,moje kochane dzieci.Z samego rana wyjechałam do Nysy,ale droga za fajna nie była,nie sądziłam że mogą być takie wielkie korki na ulicy.Ale kiedy wreszcie minęłam tabliczkę z napisem Nysa to odetchnęłam z ulgą.Kiedy znalazłam się pod domem Kurków to siedziałam w samochodzie dobre 30 minut,jakoś głupio mi było tam wejść po tym wszystkim.W końcu oni dalej nie rozumieją mojej decyzji o zerwaniu zaręczyn,ale też nie mogłam siedzieć w aucie cały dzień.Wzięłam kilka głębokich oddechów i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych.Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili otworzyła mi drzwi Maja.
- Mama!!!-krzyknęła i mocno się do mnie przytuliła.
- Boże moja myszka jak ja się stęskniłam za tobą.-zaśmiałam się i weszłam z nią do środka.-Dzień dobry.-powiedziałam jak w przedpokoju zobaczyłam rodziców Bartka i Kubusia,którego trzymała pani Iwona.Wzięłam syna na ręce i mocno przytuliłam.
- Cześć Lenka,jak cię dawno nie widzieliśmy.-zaśmiał się tata Bartka.Zostałam zaproszona do salonu gdzie siedziała Clara z Bartkiem.Nie powiem,ale zrobiło mi się trochę tak niezręcznie.
- Maja masz już rzeczy spakowane?-spojrzałam na córkę,która usiadła Bartkowi na kolanach i mocno się przytuliła.
- Jeszcze nie.
- To chodź spakujemy i uciekamy.-powiedziałam.
- Gdzie myślałam że zostaniecie do jutra,dopiero co przyjechałaś,odpoczniesz i jutro pojedziecie.-powiedziała pani Iwona uśmiechając się do mnie.
- Nie chce wam kłopotu sprawiać,a lepiej będzie jak pojedziemy już.
- Przestań jak mama mówi żebyście zostali to zostaniecie.-po dłuższej chwili odezwał się Bartek.I wszyscy mnie przegłosowali,więc nie miałam wyjścia.
Po kolacji,na której musiałam siedzieć koło Clary udałam się do pokoju,żeby się odświeżyć.Kiedy patrzyłam przez okno do pokoju weszła Clara.
- Cześć nie przeszkadzam?-zapytała.
- Nie raczej nie,coś się stało?-powiedziałam dalej patrząc w okno.
- Mam nadzieję że nie jesteś zła że jestem z Bartkiem?
- Słucham?-zapytałam odwracając się do niej.-Po tym wszystkim mam ci życzyć szczęścia bo nie rozumiem,od samego początku dostawiałaś się do Bartka,mi już nawet nie chodzi o to że z nim jesteś,ale jak jeszcze był zaręczony to wtedy nie miałaś skrupułów i normalnie się nie martwiłaś czy nie jestem zła,a teraz masz tupet tu przychodząc i zadawać mi takie pytanie.To ja ci zadam lepsze ile razy weszłaś Bartkowi do łóżka jak jeszcze był ze mną?-zapytałam patrząc jej prosto w oczy,a ona zaniemówiła.
- Czyli już wiesz?-szepnęła i teraz to ja poczułam się jakbym dostała porządnie w twarz.-Dwa razy ale to było przypadkiem po alkoholu.-tłumaczyła się a ja stałam i nie mogłam w to uwierzyć.Zostałam zdradzona przed własnym ślubem i gdybym nie zerwała z Bartkiem nigdy bym się tego nie dowiedziała.Zaczęłam się sama sobą brzydzić,on spał z nią,później przychodził do mnie,całował ją później mnie.Niedobrze mi się zrobiło.
- Dobra możesz już wyjść,chcę zostać sama.-powiedziałam odwracając się do okna i ukrywając spływające po moim policzku łzy.Na szczęście wyszła bez słowa.Całe życie w tym momencie mi się zawaliło to jest nie do opisania.
Nie zważając na godzinę oznajmiłam że idę na spacer choć było w cholerę zimno to nie przeszkadzało mi to bo po takiej dawce nowinek ostudzić myśli musiałam.Chciałam być sama,ale za mną z domu wybiegł Bartek.
- Lena pogadajmy.-powiedział łapiąc mnie za rękę.
- Ale o czym bo jest dużo tematów.-powiedziałam śmiejąc się.
- Lena proszę cię.-szepnął.
- Bartek popatrz mi się prosto w oczy.-powiedziałam a on spełnił moją prośbę.-Nie nawidzę cię.-szepnęłam.-Potrafiłam ci wszystko wybaczyć,ale myśl że ty przed ślubem mnie zdradzałeś i przyjeżdżałeś do mnie i do dzieci jakby nic się nie stało mnie osłabia i obrzydza.Czy ty przez całe życie traktowałeś mnie poważnie,czy jednak byłam twoją kolejną zdobyczą i jak tylko pojawił się kontrakt to uciekłeś ode mnie bo tak było ci prościej.
- Lena zawsze byłaś ważna dla mnie,a nawet dalej jesteś.-powiedział,ale mu przerwałam.
- Przestań mnie w końcu okłamywać,wiesz odkąd zaczęłam się z tobą spotykać zawsze myślałam że stworzymy świetną rodzinę dla naszych dzieci,które chciałam mieć z tobą,później jak powiedziałeś o kontrakcie i że już w naszą miłość nie wierzysz to całe moje plany się zawaliły.Po 7 latach odzyskałam tą wiarę,ale znowu ty mi ją zepsułeś.Tylko po co znowu namieszałeś mi w życiu,boże ja już nie mogę.Ty sobie teraz pojedziesz a ja tu zostaję z dwójką dzieci,nie wiesz jaki to jest trud dla mnie.-powiedziałam płacząc.
- Przecież ci pomogę Lenka.-przytulił mnie.
- Nie dotykaj mnie.Chcesz usłyszeć prawdę więc tak żałuję że jesteś ojcem moich dzieci,żałuję że w ogóle zgodziłam się z tobą być.Rozumiesz mnie żałuje.-wykrzyczałam i wróciłam do domu.Widziałam przez okno że stał cały czas w tym samym miejscu i w ogóle się nie ruszał.Niestety rozum wykrzyczał swoje,a w tym momencie głos serca był za cichy by pokonać głos rozumu.
Rano od razu po śniadaniu postanowiłam wyjechać,Bartek zapakował rzeczy dzieci do samochodu i od razu się z nimi pożegnał ja tylko zrobiłam to z rodzicami Bartka i jego bratem.
- Lena mogę mieć prośbę?-zapytał Bartek.
- Mam nadzieję że nie będziesz prosić o wybaczenie.-zaśmiałam się zła.
- Dla dobra dzieci pogódźmy się.-powiedział,a ja spojrzałam na dzieci w samochodzie.
- Mogę z tobą normalnie rozmawiać,nie będę utrudniała kontaktów z dziećmi,ale nic poza tym i tak za dużo ode mnie wymagasz.-powiedziałam i wsiadałam do samochodu.Z każdą minutą kiedy samochód oddalał się od Nysy to miałam ochotę zawrócić i powiedzieć mu że dalej go kocham,ale także mam ochotę uderzyć go porządnie w twarz za to że mnie zdradził,ale muszę być dorosła i pokazać że nie z takimi rzeczami daję sobie radę.
- Mamo dlaczego ty i tata się nie kochacie?-zapytała w pewnym momencie Maja.
- Maja posłuchaj to że ja i tata nie jesteśmy razem nie oznacza że was nie kochamy.-popatrzyłam w lusterko by widzieć jej twarz.
- Ale ja wiem,że nas kochacie,ale czemu wy?
- To trudne,ale tata kocha Clarę i tak musi być.
- Czyli znowu będziemy same przez tyle lat co ostatnio?-zapytała a ja zjechałam na ubocze.
- Maju posłuchaj ja wiem,że masz żal do mnie że nie wiedziałaś tyle lat kto jest twoim tatą,za to cię strasznie przepraszam.Gdy tylko będziesz starsza wytłumaczę ci moje zachowanie,a to że tata nie będzie z nami nie oznacza że o nas zapomni i znów będziemy same,bo tak nie będzie,zobaczysz.-uśmiechnęłam się do niej,a ona do mnie.
- Kocham cię mamusiu.
- Ja ciebie też mój krasnalku,a teraz ciii bo Kubuś śpi.-puściłam jej oczko i ruszyliśmy w dalszą drogę.Teraz moje myśli krążą nad nowym początkiem.Na końcu dro­gi jest początek, z które­go wys­tarto­wałam.Te­raz widzę, ile się zmieniło,ale na końcu dro­gi jest no­wy początek.Te­raz widzę, ile jeszcze przed mną.Ktoś mi po­wie­dział abym w końcu za­pom­niała o przeszłości,więc może to teraz będzie moją receptą na dalsze życie bez osoby którą kocham,a którą będę codziennie widzieć patrząc na moje dwa skarby,które trzymają mnie przy życiu.......





Oto i jest nowy rozdział,mam nadzieję że wam się spodoba.Dziękuję za poprzednie komentarze,bo strasznie się cieszę że czekałyście na mnie i tak ciepło mnie przyjęłyście.Ten jeszcze krótki,ale kolejne będą już dłuższe :-) Kolejny rozdział za kilka dni,a na drugim blogu troszkę się spóźnię ale nadrobię :-) Także do następnego ;-*
Pozdrawiam Aga

środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 66:

Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem.Może działaliśmy w wielkich emocjach.Znów skrzywdziliśmy dzieci.Nie wiem czy zasługujemy być rodzicami,skoro nie potrafimy dobrze zająć się własnymi dziećmi.Co było dla mnie najgorsze?
Tak dzwoniłam do wszystkich osób z listy i odwoływałam ślub.Jak pytali dlaczego,mówiłam " Po prostu nie wyszło ".
To łatwiejsze niż uciekanie w kłamstwa,że postanowiliśmy jeszcze rok poczekać,bo tak na prawdę wątpię,żebym kiedykolwiek z Bartkiem stanęła na ślubnym kobiercu.Jak to mówią nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy,ja zaryzykowałam było cudownie do pewnego czasu,praktycznie jego kariera układa mu życie.Ona pokazała tylko,że ja nie nadaje się na drugą połówkę sportowca,bo nie potrafię spełniać oczekiwań,które on miał względem mnie.Niby przeciwieństwa się przyciągają,ale to nie u nas niestety.Wraz z rozstaniem postanowiłam wrócić do Katowic.
Jak przeżyły to dzieci,więc tak Maja jak to Maja jest zła ale jest już mądrą,dużą dziewczynką i rozumie że tak musi być,a Kubuś to jeszcze mały ale zauważa brak ojca.Nasi rodzice cały czas trują mi głowę,żebyśmy jeszcze pogadali ale to nic nie da.Praktycznie Bartek jak dzwoni to wcześniej pisze mi smsa i ja wtedy wołam Maję do laptopa i gadają,czasami to sadzam koło Mai,Kubę i tak w trójkę przeprowadzają konwersację.
- Lenka,a co z suknią ślubną?-zapytała mnie Pola.
- Nie mam pojęcia,chyba będę musiała sprzedać.-powiedziałam kładąc na stole kubeczki z herbatą.
- A nie lepiej ci ją zatrzymać.-spojrzałyśmy obie na Izę.-No co się tak patrzycie,przecież sama powiedziałaś,że z Bartkiem nie rozstajecie się na zawsze.
- Ale raczej tak będzie i jest,bo gdyby mu zależało to jakoś próbowałby to wszystko naprawić.
- Słuchaj daliście sobie przerwę.Nie miej do niego zażaleń że się nie stara,minął dopiero miesiąc.
- Iza koniec tego tematu,musimy same od niego uciec bo tak dłużej nie można.Rozmawiając o tym nigdy nie odpoczniesz.-zarządziła Pola.
- Masz rację.
- Właśnie Izka jak się czujesz?-zapytałam.
- No wiesz jak na czwarty miesiąc to dobrze.Ważne że mdłości przeszły.Wiem,że to będzie trochę głupie jak to powiem,ale cieszę się że znów jesteśmy w Katowicach razem.-uśmiechnęła się.
- Ja też Iza.-zaśmiałam się i przytuliłam je mocno.
- Mamo,tata cię prosi żebyś na chwilkę przyszła.-do kuchni weszła Maja.Kiwnęłam głową i poszłam do sypialni.Zamknęłam drzwi,żeby Majka nie podsłuchiwała.Usiadłam przed laptopem i czekałam aż się odezwie.
- Cześć.-szepnął cicho.
- Cześć.Coś się stało,że chciałeś porozmawiać?-zapytałam.
- Tak odwołałaś wszystko związane ze ślubem?-zapytał,a ja zaniemówiłam.
- Eee tak odwołałam,a co?
- Nic tylko się pytam,to dobrze że się tym zajęłaś bo przynajmniej ktoś wskoczy na nasze miejsce zarezerwowane w restauracji.-powiedział.
- No tak zwolniliśmy terminy wszędzie.O mamo.-klepnęłam się w czoło.
- Co?
- Odwołałam wszystko,ale nie byłam u księdza.Boże,wszystko na mojej głowie.-szepnęłam.
- A właśnie będę w Polsce za tydzień i jadę do rodziców,czy będę mógł wziąć ze sobą dzieci?-zapytał.
- A dlaczego pytasz to też twoje dzieci?-spojrzałam zdziwiona.
- Bo zawsze możesz zmienić zdanie.-powiedział,a mnie muszę powiedzieć zabolały te słowa.W tym momencie on oskarżył mnie że to ja zmieniam zdania i dlatego nasz ślub został odwołany.
- Wiesz ja muszę kończyć bo są u mnie dziewczyny i rozumiesz.-powiedziałam zła.
- Jasne,cześć.-powiedział i wyłączył rozmowę.
- Cześć.-szepnęłam i zamknęłam laptopa.Wróciłam do dziewczyn i opowiedziałam im o tej rozmowie.
- No Lenka wiesz jak to faceci oni zawsze mają tą dumę i nie przyznają się do błędu.
- Iza tu nie chodzi o przyznanie się do błędu,ale o to że to ja wiecznie zmieniam zdanie,on oczywiście jest tym oburzony.-mówiłam wymachując rękami.
- Lena stop,nie przejmuj się już tym.Ty masz swoje zdanie,on ma swoje i tego nikt nie zmieni.Na razie to zróbcie by dzieci nie odczuły za bardzo waszego rozstania.-powiedziała Pola i zakończyłyśmy tymi słowami temat mojego rozstania.
Dziewczyny posiedziały ze mną do wieczora,nastała kolejna samotna noc.Dzieci już spały,a ja siedziałam w kuchni i piłam kolejną herbatę.Jakoś spać nie mogę z tego wszystkiego.Niby nie jest mi źle z tym rozstaniem bo wiem że było nam potrzebne,ale czuję tą samotność,bo chociaż jak on był tam to czułam że ktoś mnie kocha,a teraz nie czuje nic,dlaczego tak jest nie wiem?
Oczami Bartka:
Od rozstania minął miesiąc.Tęsknię za nimi,ale to rozstanie było jak najbardziej na miejscu.
Po rozmowie z Leną,byłem wkurzony,więc wyjąłem z lodówki piwa i zacząłem sam pić.Przy czwartym ktoś zadzwonił do drzwi.Z ledwością wstałem i poszedłem otworzyć.To była Clara.
- Cześć Bartek.-uśmiechnęła się,nie wiele myśląc pocałowałem ją.Nie stawiała sprzeciwu.Bardzo szybko znaleźliśmy drogę do sypialni.I stało się,spędziliśmy kolejną noc razem.
Rano otworzyłem oczy i rozglądnąłem się dookoła.Nie mogłem sobie przypomnieć,co wydarzyło się poprzedniej nocy,ale szybko wspomnienia wróciły widząc obok Clare.Szybko zerwałem się z łóżka i poszedłem do kuchni.Jaki ja jestem nie odpowiedzialny,w Polsce mam dzieci,dziewczynę na której mi zależy,ale ona niestety mnie już pewnie nienawidzi.
- Cześć.-usłyszałem koło ucha i poczułem delikatny pocałunek na ustach.
- Cześć.-szepnąłem.
- Bartek co jest między nami,bo chce być pewna?-zapytała,a ja spojrzałem na nią.
- Clara ja nie chcę cię urazić ale nie panowałem nad sobą.
- Bartek rozumiałam z pierwszym razem,ale teraz nie odpuszczę bo to nie było nie panowanie nad sobą.Dobra byłeś nie trzeźwy.-powiedziała i podeszła do mnie.-Powiedz mi teraz żebym wyszła a wyjdę.-zbliżyła usta do moich i czekała na mój ruch.Nie wyprosiłem jej,wręcz przeciwnie znów poszliśmy do sypialni.
Tydzień później:
Oczami Leny:
Dziś Bartek przyjeżdża po dzieci,od wczoraj jest w Polsce,jestem mega wkurzona na niego a nawet więcej.Wyobraźcie sobie że dowiedziałam się jak on strasznie przeżywa nasze rozstanie tak bardzo,że już znalazł sobie nową panienkę,a co to za panienka oczywiście że Clara.Od samego początku wiedziałam że ona na niego poluje i jak tylko dowiedziała się że nam się nie układa to zaatakowała.Ciekaw jestem czy tylko Bartek będzie aż tak ze mną uczciwy i powie mi o tym bo mimo wszystko należy mi się trochę jego szczerości.
- Majka spakuj jeszcze tą bluzę.-powiedziałam podając jej ową rzecz.
- Mamo a ty na serio nie chcesz jechać do dziadków?-zapytała.
- Maja tłumaczyłam ci że ja po was przyjadę.-zaśmiałam się.
- Ale kiedyś byliśmy razem z tatą,czemu teraz nie?
- Córeczko proszę cię szybciej się pakuj bo zaraz będzie tata.-urwałam temat.Tak jak było ustalone Bartek był po dzieci równo o 12:00.
- Tata.-krzyknęła Maja i rzuciła się na niego.
- Cześć boże jak ty urosłaś.-powiedział i wziął Kubę który już jakoś stara się poruszać.-A ty synek jak urosłeś.-zaśmiał się.Ja bez słowa poszłam do kuchni i zaczęłam pić zaczętą kawę.Powoli znosił rzeczy do samochodu w którym czekała Clara było widać po niej zdenerwowanie żebym tylko nie wyszła z mieszkania,ale spokojnie nie będę na tą kobietę tracić sił i nerwów.Pożegnałam się z dziećmi i w końcu on się do mnie odezwał.
- To ja ich przywiozę za tydzień.
- Nie trzeba sama po nie przyjadę,bo jeszcze chciałam pojechać do moich rodziców.-spojrzałam na niego zła.
- No dobra,jak dojedziemy to zadzwonię.
- Mam nadzieję że zajmiesz się dziećmi,bo nie chcę znowu jeździć do szpitali bo czegoś byś nie dopilnował,a i jeszcze jedno ona nie ma prawa dotykać moich dzieci,zrozumiano?-spojrzałam na niego.
- Lena przestań,ona nic im nie zrobi.-powiedział zły.
- No pewnie że nie zrobi bo ich nie dotknie.Jedź już bo nie chce mi się ciebie oglądać i jej też.-powiedziałam i się odwróciłam w stronę okna.On bez słowa wyszedł i wdziałam tylko jak odjeżdżają.Nie mam zamiaru ukrywać odrazy do niej i złości na niego,niech wie że w tym momencie bardzo mnie skrzywdził.Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Poli.
- Słucham się kochanie?-zapytała wesoła.
- Impreza u mnie o 18:00,powiedz dziewczyną,mile widziany alkohol.-powiedziałam i się rozłączyłam.On może się bawić więc ja też mogę.O 18:00 wpadły dziewczyny i nawet się postarały z alkoholem.Nie było tylko Izy bo źle się czuła.A tak to była Pola,Ula,Kaśka,Julka i ja.Nowe kelnerki w knajpie ale świetny kontakt mamy więc zaczęłyśmy imprezować.Nie powiem na początku alkohol wchodził nie za bardzo ale z godziny na godzinę to szybko schodził.Jak tylko się kończył to leciałyśmy do sklepu obok mojego bloku.Na chwilkę zapomniałam o tym wszystkim co się wydarzyło.
- Dziewczyny mam pomysł.-powiedziałam i chwiejącym krokiem przyniosłam z sypialni moją suknię ślubną i jakieś farby i nożyczki.-Z powodu że jednak nie wychodzę za mąż pomóżcie zniszczyć mi tą suknię,która tylko mnie w tej szafie denerwuje.Byłyśmy nieźle pijane i muszę być szczera gdy tylko brudziłam moją suknię to z każdym ruchem było mi lepiej.Zniszczyłyśmy wszystko co związane ze ślubem,zaproszenia,buty,welon,pamiątki dla gości,nawet wszystkie prezenty od Bartka uległy małej deformacji.Na sam koniec ubrałam buty i wyszłam na balkon i nie patrząc na to że jest już bardzo późno krzyknęłam na całe gardło:
- Nie nawidzę cię!-mam nadzieję że on to usłyszy i po tym wszystkim zaczęłam płakać ,ale nie dałam dziś rządzić łzą znów w mój organizm trafiła wielka ilość alkoholu.Raz mogę zaszaleć......


Witam po długiej nieobecności,boże mam nadzieję że nie jesteście na mnie złe i że będziecie dalej ze mną.Mam nowe postanowienie że nigdy się nie poddam i będę walczyć.Także nowy już wkrótce a teraz zostawiam wam do oceny ten rozdział :-)
Pozdrawiam Aga

WRACAM !!!!

Mam ogromną przyjemność poinformować was,że dałam radę i mogę powiedzieć że wracam do was.Nawet nie wiecie jak za wami tęskniłam mam nadzieję że ktoś na mnie czekał i dalej będzie czytał moje wypociny :-)
Także na dwóch blogach powinno dziś jeszcze się coś pokazać dziękuję z góry wszystkim którzy czekali :-)
Pozdrawiam Aga