wtorek, 20 października 2015

Przykra wiadomość :-(

Niestety muszę to zrobić ZAWIESZAM swoje blogi na czas nieokreślony z przyczyn mojego zdrowia,z którym nie jest za dobrze i nie znajduję czasu na pisanie rozdziałów.Mam nadzieję że jak kiedyś wrócę to wy będziecie na mnie czekać. WYBACZCIE MI !!!!!

 Pozdrawiam Aga

niedziela, 20 września 2015

Rozdział 65:

To dziś Kubuś kończy rok.Od rana latam po całym Bełchatowie,a to odebrać tort,a to jeszcze coś pozałatwiać.
- Bartek weź nadmuchaj jeszcze te balony.-powiedziałam rzucając mu paczkę balonów.
- Ale jest ich już dużo w mieszkaniu.-powiedział rozglądając się.
- Kubuś lubi balony więc bierz się do roboty.-zaśmiałam się widząc jego minę.
- Skarbie czym ty się stresujesz to tylko urodziny,na których będą nasi rodzice.
- Ja się nie stresuje ale to są jego pierwsze urodziny i musi być idealnie.-powiedziałam.
- Damy radę.-uśmiechnął się.
- Nie wiem,dlaczego ty się nie stresujesz?-zapytałam.
- Urodziny to urodziny.Wiesz pragnę ci przypomnieć że to pierwsze urodziny mojego dziecka na których mogę być.-powiedział.
- Ooo przepraszam bardzo,u Mai nie byłeś ze swojej głupoty.
- Teraz mojej głupoty,a ty oczywiście bez winy?-spojrzał na mnie.
- A co to ja powiedziałam,że nie wierze w związki na odległość?
- No oczywiście,a to ja ukrywałem całą ciąże i przez siedem lat nie odezwałem się słówkiem i pewnie gdyby Maja nie była zawzięta na znalezienie ojca nie powiedziałabyś do dziś,że na świecie jest moja córka.-powiedział zły.
- Oczywiście,ale nie zapominaj że ty na pierwszym miejscu masz siatkówkę i karierę,później długo długo nic i dopiero rodzinę.-zaśmiałam się.
- To co ja tu jeszcze robię,powinienem iść na trening.-powiedział i się zaśmiał.-Przecież kariera jest najważniejsza.-krzyknął.
- Droga wolna,ale pamiętaj jeżeli teraz wyjdziesz to nie wracaj.-krzyknęłam,mierzyliśmy się wzrokiem,dopóki nie przerwała nam Maja.
- Dlaczego na siebie krzyczycie?-zapytała,a my się na nią spojrzeliśmy.
- Nie krzyczymy myszko,tylko żartujemy z tatą.-powiedziałam.-Chodź pomogę ci ubrać sukienkę,bo zaraz dziadkowie przyjadą,a ty weź się za te balony.-powiedziałam patrząc na niego.
Poszłam pomóc Mai się ubrać i następnie zajęłam się Kubusiem,który nie do końca wiedział,że to jego święto ale ważne że otoczenie które stworzyliśmy z Bartkiem bardzo mu się podobało.Kiedy dzieci były gotowe to ja poszłam się ubrać.Dokańczając makijaż usłyszałam dzwonek do drzwi.To byli nasi rodzice.
- Ooo i jest nasza synowa,mówiłem Iwonka że będzie ślicznie wyglądać jak zawsze.-zaśmiał się teściu i mnie przytulił.
- Dziękuję za komplement.-zaśmiałam się.
- A Lenka gdzie jest mój wnuczek?-zapytała mnie mama Bartka.
- Tutaj jest.-powiedział Bartek idąc z Kubą w naszą stronę.
- Jaki przystojny chłopak.-zaśmiali się.
- Będzie jak tatuś.-powiedziała moja mama.
- Lepiej żeby nie.-powiedziałam pod nosem,ale niestety wszyscy to usłyszeli.-Zapraszam do stołu.
Zabawa była świetna,ale wiedziałam że wszyscy wiedzą,że między mną a Bartkiem jest znowu spięcie.Rodzice siedzieli do 21:00 u nas,chciałam żeby zostali na noc ale musieli wracać,więc nie zatrzymywałam.Bartek poszedł odprowadzić rodziców do drzwi i w tym momencie dostał smsa.Byłam zbyt ciekawa więc odczytałam go.

PRZEPRASZAM
CLARA

Wpatrywałam się cały czas w ekran telefonu i nie mogłam ogarnąć za co ona go przeprasza.
- Mamo poczytasz mi bajkę?-zapytała Maja.
- Tak słoneczko.-odłożyłam telefon na blat i poszłam do pokoju z Majką.Czytałam jej bajkę i dalej się głowiłam z tym smsem.Kiedy Maja zasnęła,jeszcze długo siedziałam w jej pokoju,może nie chciałam teraz rozmawiać z Bartkiem.Może pośpieszyliśmy się z tym wszystkim.Może ślub dla nas to za dużo?
Przecież nigdy między nami nie było tyle kłótni,ta przerwa dość dług między nami wiele zmieniła.Bo można mówić że się kogoś kocha,ale nie zawsze jesteśmy tego pewni i zamiast się nad tym zastanowić to wolimy kłamać swoje rozumy,aby serca były szczęśliwe.Tylko ile tak można,kocham Bartka ale musimy poczekać ze ślubem,bo jeżeli przez głupie kłótnie w dalszym życiu mamy się rozwieść to tak będzie najlepiej.Wstałam i poszłam do sypialni gdzie na łóżku leżał już Bartek.
- Co tak długo?-zapytał.
- Czytałam jej bajkę.-powiedziałam biorąc rzeczy do kąpieli.Wzięłam szybki prysznic i położyłam się na swoim miejscu.
- Możemy porozmawiać?-zapytał mnie.
- O czym?
- O nas.
- Bartek ja wiele o tym myślałam,powinniśmy zrezygnować ze ślubu.-powiedziałam,a on aż się podniósł.
- Jak to zrezygnować ze ślubu?
- Normalnie.Mozę nie w tym roku,bo wiesz w końcu na razie nie jest nam potrzebny.
- A co z dziećmi?-zapytał.
- Ale ślub niczego by nie zmienił w życiu dzieci więc możemy jeszcze poczekać.-spojrzałam na niego.
- Kochasz mnie?-zapytał.
- Może to ja powinnam zapytać nie uważasz?-zaśmiałam się zła i odwróciłam się do niego plecami.
- Ja cię bardzo mocno kocham,i zawsze będę kochać,pamiętaj o tym Lenka.-szepnął i pocałował mnie w ramię,sam odwrócił się na drugą stronę i zasnął.Ja niestety jakoś nie mogłam.Chciałam wszystko ułożyć sobie w głowie.Bo jeżeli ja Bartka ograniczam i psuję wszystko w jego życiu.
Rano dalej patrzyłam w ścianę.Usłyszałam,że Bartek się przebudza więc zamknęłam oczy i udawałam ze śpię.
Niestety długo tak leżeć nie mogłam bo musimy w końcu wszystko ustalić.
- Cześć.-powiedziałam wchodząc do kuchni.
- Ty dzwonisz czy ja?-zapytał.
- Ale gdzie dzwonić?-zapytałam zdziwiona.
- Do wszystkich,że nie będzie ślubu.
- O to ci chodzi.-powiedziałam siadając.
- No wiesz trzeba poinformować że nie chcesz ślubu.
- To nie chodzi o to że nie chce.Po prostu może my się pośpieszyliśmy,przecież rok nas jeszcze nie zbawi.
- Lena to nie chodzi o to po prostu boisz się mi zaufać.Taka jest prawda.-powiedział.
- Nie prawda,ufam ci tylko coś mnie hamuje rozumiesz.-spojrzałam an niego.
- To może powinniśmy się rozstać,zrobić przerwę to będzie najlepsze.-szepnął.Nastała taka bardzo męcząca cisza.Ale niestety on miał rację,to nam pomoże.
- Masz rację robimy przerwę w związku.-powiedziałam ściągając pierścionek zaręczynowy i podając mu go.
- Nie oddawaj go,zachowaj go.Idę spakować swoje rzeczy i wracam do Włoch.-powiedział idąc do sypialni.Nie minęła godzina a już wychodził z mieszkania mówiąc tylko ciche żegnaj.Kiedy zamknęły się tylko drzwi łzy same spływały po moich policzkach,ale my się kochamy prawda,przecież wszystko będzie dobrze,wszystko będzie dobrze......





Jest po dłuższym czasie kolejny rozdział,jest on krótki ale muszę wskoczyć w rytm nadrabiania wszystkiego ale kolejny będzie już dłuższy.
Jak uważacie dobrze zrobili rezygnując z ślubu i z przerwy w związku???
Liczę na wasze komentarze i do usłyszenia.
Pozdrawiam Aga

Dzień dobry!!

Witajcie po tak długiej przerwie,miałam się pojawić w sierpniu ale niestety miałam mały wypadek,który skłonił mnie do jeszcze miesiąca przerwy ale jestem i mam nadzieję że pamiętaliście o mnie i będziecie znowu mnie odwiedzać i mam dla was niespodziankę.Wraz z moją przerwą wymyśliłam kolejne opowiadanie,więc teraz będę prowadzić dwa opowiadania.
Także wszystkim którzy byli cierpliwi to dostali taki prezent przeprosinowy ode mnie.
Wielkie także PRZEPRASZAM ode mnie i mam nadzieję że sie na mnie nie gniewacie.


 http://skrywana-milosc.blogspot.com/
Zapraszam serdecznie

Pozdrawiam Aga

poniedziałek, 20 lipca 2015

Ważne ogłoszenie

Muszę was poinformować że rozdział pojawi się dopiero w sierpniu. Skłoniły mnie do tego sprawy rodzinne.Bardzo przepraszam ale mam nadzieję że nie zapomnicie o mnie :) Także do zobaczenia i życzę udanym wakacji :)


Pozdrawiam Aga

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 64:

Tydzień później:
Wróciłam już do zdrowia na szczęście,wczoraj miałam wizytę u lekarza.Choroba mnie nie osłabiła i jest wszystko w porządku.Bartek trzy dni temu wrócił do Włoch,ale obiecał przyjechać na urodziny Kubusia.Czas biegł bardzo szybko bo nim się spostrzegłam to do ślubu zostało tylko 5 miesięcy.To strasznie mało,bo na naszą sytuację mało rzeczy mamy załatwione.
- Mamo pójdziemy na spacer?-do kuchni wbiegła Maja,przerywając moje rozmyślenia.
- Tak tylko musimy poczekać,aż Kubuś się obudzi.
- On już nie śpi.Była u niego.-uśmiechnęła się.
- Pewnie go obudziłaś.-zaśmiałam się.
- Nie jak przyszłam to już nie spał.-broniła się.Poszłyśmy do pokoju małego i rzeczywiście leżał uśmiechnięty w łóżeczku.
- Dobra to idź Maja się ubrać,a ja ogarnę Kubę i siebie.
Szybko ubrałam synka,a następnie poszłam go nakarmić.Po śniadaniu ja poszłam się ubrać.
Wyszliśmy razem w końcu na spacer do pobliskiego parku.Pogoda wreszcie zaczęła dopisywać.Nie było już śniegu,a słońce zaczynało wreszcie dobrze grzać.W końcu zaczyna się marzec,a to miesiąc wiosny.Kiedy doszliśmy do parku,Maja zaczęła biegać z Rafim,a ja pomagałam Kubusiowi chodzić.
- Brakuje jeszcze taty.-usłyszałam za sobą,odwróciłam więc głowę i zobaczyłam Polę.
- A żebyś wiedziała,że brakuje.-zaśmiałam się i przywitałam się z przyjaciółką.-A co ty tu robisz?
- To już nie mogę cię odwiedzić?-zapytała z uśmiechem.
- Możesz,ale mam nadzieję że nic się nie stało.-spojrzałam na nią.
- Przyjechałam pogadać.-powiedziała.
- To opowiadaj.-powiedziałam siadając na ławce,a Kubę włożyłam do wózka,gdzie zaczął bawić się zabawkami.
- Ostatnio rozmawiałam szczerze z Darkiem i chcemy być razem.-powiedziała.-Ale ja wiem,że to nie będzie szczęśliwy związek.
- O czym ty mówisz,jak nie szczęśliwy,kochacie się a to najważniejsze.-powiedziałam i spojrzałam na nią.
- Wiesz Lena o czym mówię.-szepnęła i spojrzała na Kubę.
- Pola nie myśl tak.Darek cię kocha.
- Wiem,że mnie kocha ale ja mu nie dam dzieci.-powiedziała i zaczęły spływać jej łzy po policzkach.
- A rozmawiałaś z nim na temat dzieci?-zapytałam,a ona pokręciła przecząco głową.
- Nie,bo kiedy chce zacząć to od razu chce mi się płakać i ni e zaczynam go w ogóle.
- A może właśnie powinnaś z nim porozmawiać jakie jest jego zdanie na ten temat.
- Każdy facet chce mieć dzieci.
- Nie każdy,musisz z nim porozmawiać.-powiedziałam łapiąc ją za rękę.
- A co myślisz o adopcji?-spojrzała na mnie.
- Wiesz to też jest rozwiązanie,tylko musicie być małżeństwem.
- Tylko to się tak długo czeka na to wszystko.-złapała się za głowę.
- Ale dasz dziecku miłość,której nie dostał od swoich prawdziwych rodziców.Na początku musisz porozmawiać z Darkiem.
- Masz rację Lena.-uśmiechnęła się do mnie.
- Opowiadaj jak było u jego rodziców bo w końcu nic nie wiem.-zaśmiałam się.
- Było super,Darek ich chyba wcześniej uprzedził jaka jest moja sytuacja,bo w ogóle nie wspominali o dzieciach,a później jego mama powiedziała żeby się nie poddawać.
- To bardzo się cieszę.-spojrzałam na zegarek,który pokazał już godzinę 14:00.Zawołałam Maję i wróciliśmy do domu.Pola została na obiad ale po posiłku musiała wracać na drugą zmianę do pracy.
Późnym popołudniem zadzwonił mój telefon,to był Bartek.Odebrałam i od razu kazał telefon oddać Mai.Rozmawiali przez całą godzinę.Ja bardzo ciekawska osoba próbowałam podsłuchiwać,ale nie za wiele zrozumiałam,musiałam po prostu wypytać Bartka o wszystko,albo Maję.
Siedziałam w salonie,a Kuba bawił się klockami kiedy w końcu ja otrzymałam urządzenie do komunikacji do ręki.
- O jednak chcesz ze mną rozmawiać.-zaśmiałam się.
- No raz mogę dłużej z moją drugą księżniczką porozmawiać chyba?-zapytał.
- No możesz głupku.Dlaczego dzwonisz teraz,przecież powinieneś być na treningu.
- Tak,ale treningu nie ma więc zadzwoniłem,ale ty mnie sprawdzasz.-zaśmiał się.
- Dobra,lepiej opowiadaj o czym z Mają gadałeś.
- A to moja droga tajemnica.
- No wiesz co masz tajemnice przed swoją przyszłą żoną i matką twoich dzieci?-zapytałam.
- Tak.To sprawa moja i Mai.
- Ok,będziesz coś chciał ode mnie.-powiedziałam.
- Pewnie,że będę.Lenka bo wpadłem na taki pomysł...-zaczął,a ja mu weszłam w zdanie.
- Ale nikt nie ucierpi na tym i nie będzie nikogo bolało?-zapytałam,a on się zaśmiał.
- Nie spokojnie,ale tak pomyślałem że może na urodziny Kuby to ty przylecisz z dziećmi do Maceraty?-zapytał,a ja zrobiłam wielkie oczy.
- Bartuś a na pewno dobrze pomyślałeś?-zapytałam,a tam cisza.
- Tak,a co ci się znowu nie podoba?
- Nie,że mi się nie podoba,ale to są pierwsze urodziny twojego syna i nie sądzisz,że nasi rodzice,a przede wszystkim twoi chcieli by być przy swoim wnuku?-zapytałam spokojnie,a on westchnął.
- No to zorganizujemy jeszcze jedne urodziny w Polsce.
- Bartek,możemy porozmawiać szczerze?-zapytałam.
- Rozmawiamy szczerze.-powiedział.
- Czemu nie będziesz mógł przyjechać?-zapytałam.
- Mam w tym dniu ważny trening przed meczem z Modeną,a gram w pierwszej szóstce i dlatego chce żebyś przyjechała do mnie.-wytłumaczył.
- Dobrze,ale to ty zadzwonisz i powiedz rodzicom moim i swoim o tym ja nie zamierzam świecić oczami.
- Ale ja nie mam czasu zadzwonić nawet do nich.-powiedział.
- To jest Bartek twój pomysł więc ty im to powiesz,możesz nawet wieczorami zadzwonić.
- I co ja mam powiedzieć rodzicom?-zapytał,a ja się zaśmiałam.
- Może,że nie będą na pierwszych urodzinach swojego wnuka,bo w tym dniu mam ważny trening i ja przyjeżdżam z dziećmi do ciebie.-powiedziałam zła.
- No to najwyżej ja nie będę na urodzinach.-powiedział po dłuższej ciszy.
- Rób co chcesz Bartek,tylko o swojej decyzji mnie poinformuj.
- Chyba,że zrobisz urodziny w tym terminie co mają być,a później przylecicie do mnie?
- Dobra zgadamy się jeszcze.-jeszcze chwilę pogadaliśmy i musieliśmy się pożegnać,bo Bartek miał mieć jakiegoś gościa.Ciekawe jaki to gość.
Oczami Bartka:
Podczas rozmowy z Leną,zadzwonił dzwonek.Pożegnałem się z narzeczoną i poszedłem otworzyć.
- Clara?-zapytałem.
- No ja a ktoś za mną jeszcze stoi?-zapytała z uśmiechem.
- Nie wejdź.Coś się stało?-zapytałem.
- Nie tylko przyniosłam ci ostatnie statystyki,bo byłeś w Polsce i trener kazał podrzucić.
- Dzięki,ale trzeba było zostawić w klubie jutro bym odebrał.-uśmiechnąłem się.
- Żaden kłopot.Przeszkodziłam w czymś?-zapytała.
- Nie spokojnie.Napijesz się czegoś?
- A poproszę herbatę.Więc opowiadaj co tam w Polsce?
- Jakoś leci,szykują się urodziny Kuby.
- No to kawaler rośnie.-uśmiechnęła się.
- Oj rośnie,ale Maj też niczego sobie strasznie podskoczyła.
- No tak mają geny po tobie.-zaśmialiśmy się.-A co u Leny,bo słyszałam że chora była.
- Tak,ale już wszystko w porządku.-postawiłem przed Clarą ciepły napój.
- Jak przygotowania do wesela?-zapytała.
- Jakoś idą,ale dajemy radę.Co u ciebie?-spojrzałem na nią.
- Po staremu,o pogłośnij radio.-poprosiła,więc spełniłem jej prośbę.-Uwielbiam tą piosenkę.
- Mogę panią prosić?-zapytałem,a później się oboje zaśmialiśmy.
- Oczywiście.-zaczęliśmy tańczyć.Przy refrenie spojrzeliśmy sobie w oczy.Nagle nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać i wreszcie nasze usta się spotkały.Bardzo szybko znaleźliśmy się w sypialni.Zdejmowaliśmy z siebie ubrania,gdy nagle na podłogę spadło zdjęcie Leny z dziećmi.To był znak co ja właśnie robię.Szybko się opamiętałem i wstałem z łóżka ubierając koszulkę.
- Przepraszam Bartek nie wiem co mną kierowało.-powiedziała zakładając bluzę.
- Nie to ja przepraszam.
- Ja już pójdę,jeszcze raz przepraszam.-powiedziała i wyszła.Usiadłem na łóżku i podniosłem zdjęcie,które dalej leżało na ziemi.Chciałem sam sobie porządnie walnąć w twarz za to co zrobiłem wcześniej i co niemal zrobiłem chwilę temu.Po prostu jestem idiotom.Siedziałem tak do drugiej w nocy.W końcu podniosłem tyłek i poszedłem do salonu po telefon.Wybrałem numer Leny i czekałem aż odbierze.
- Halo?-zapytała senna.
- Lenka,obudziłem cię?-zapytałem,a ona ziewnęła.
- Nie wcale czytałam książkę.
- Przepraszam,ale muszę ci coś powiedzieć.-szepnąłem.
- Co musisz mi powiedzieć?
- Bardzo mocno cię kocham.-szepnąłem znów,a ona czułem jak się uśmiecha.
- Ja ciebie też najmocniej na świecie.-powiedziała.
- To idź spać dalej zadzwonię po treningu.Pa kotku.
- Pa misiu.-rozłączyłem się.
Teraz wiem co muszę zrobić.
Oczami Leny:
Rano obudziłam się strasznie wyspana i w świetnym humorze.Byłam zła na Bartka ze mnie obudził w środku nocy,ale cała złość przeszła po jego słowach.Wzięłam do ręki telefon i sprawdziłam godzinę.Była 10:00.Muszę dziś Bartka przycisnąć by wreszcie dał mi odpowiedź w sprawie urodzin Kuby.Już za kilka dni mój synek będzie miał pierwsze urodziny.Nie wiem kiedy minął ten czas.Przecież niedawno robiłam wszystko by Maja nie dowidziała się kto jest jej ojcem,a dziś jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.Mam świetnego narzeczonego,z którym zdarzają mi się kłótnie i to ogromne ale dajemy radę,mam dzieci które sprawiają że każdego dnia na mojej twarzy panuje uśmiech,mam świetną rodzinę.Czego chcieć więcej,a i oczywiście jeszcze mam świetnego pieska,bo on należy do rodziny jak nic.
- Mamo,jestem głodna.-do sypialni weszła Maja.
- Już słoneczko,a co byś chciała?-zapytałam jej,a ona zrobiła minę myśliciela i po chwili uśmiechnęła się szeroko.
- Naleśniki.-krzyknęła.Kiwnęłam głową i udałam się do kuchni,ale po drodze zajrzałam do pokoju syna,który leżał i tylko krzyczał.
- Śniki.-krzyczał,a ja się zaśmiałam.
- Kubuś też będzie jadł naleśniki?-zapytałam biorąc go na ręce.
- Śniki.-szybko ubrałam Kubę i udałam się z synem do kuchni,gdzie czekała na nas już Maja.Posadziłam Kubusia w jego foteliku i zajęłam się przygotowywaniem masy naleśnikowej,którą znam na pamięć bo wielkiej filozofii nie ma by zapamiętać przepis.Kiedy pierwsze naleśniki były gotowe podałam je dzieciom,a one pałaszowały aż im się uszy trzęsły.No wiadomo,że smakuje w końcu mamusia robi.
- A co dziś będziemy robić?-zapytałam Mai.
- Możemy porysujemy?-spojrzała na mnie swoimi błękitnymi oczami.
- No możemy.To idź z Kubusiem do salonu,a ja pozmywam i będziemy rysować.-powiedziałam,a ona poszła z bratem do salonu.Szybko posprzątałam w kuchni i poszłam się ubrać.
Wróciłam do salonu,gdzie był już rozstawiony cały sprzęt Mai do malowania,nawet Kuba miał swoją tablicę na której mógł sobie malować kredą.
- To co mamusiu rysujemy?-zapytała Maja.
- Może nowy portret rodziny?-zapytałam,a ona ochoczo kiwnęła głową.Zaczęła więc malować,więc jej nie przeszkadzałam i rysowałam z Kubą samochód.Tylko co narysowałam to on od razu zmazywał gąbką.Wiele zabawy było z tym malowaniem.A jeszcze śmieszne było to,że Rafi też zlizywał to co malowałam na tabliczce.
- Mamusiu skończyłam.-pisnęła zadowolona Maja.
- Chodź Kubuś zobaczymy co Maja narysowała.-wzięłam syna na ręce i podeszłam do dzieła Mai.
- Piękne Maju,a gdzie tata?-spojrzałam na córkę.
- No tutaj w samolocie,machamy mu.-powiedziała.
- Ale myślałam,że tatuś będzie z nami tutaj.
- Przecież taty z nami nie ma bo jest tam daleko.Więc musiał być w samolocie.Idziemy powiesić na lodówkę?-spojrzała na mnie.
- No możemy powiesić.-powiedziałam i poszłyśmy powiesić rysunek.
Wieczorem,kiedy dzieci już smacznie spały,usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.Zdziwiona poszłam na przedpokój.Ujrzałam Bartka,który wnosił swoją walizkę.Staliśmy kilka metrów od siebie i patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nie przywitasz się ze mną?-zapytał z uśmiechem.
- Ale jak ty tu,przecież ważny mecz z Modeną.-mówiłam i mówiłam,ale on pocałował mnie co spowodowało,że szybko przestałam trajkotać.
- No i takie powinny być przywitania.-zaśmiał się.-Tęskniłem cholernie.-szepnął.
- Ja za tobą też.-przytuliłam się do niego.
- Dzieci śpią?-zapytał,a ja kiwnęłam głową.Nagle usłyszeliśmy skomlenie,Rafi także stęsknił się za swoim ulubionym panem bo skakał wokół jego nóg,dopóki Bartek nie kucnął i zaczął go głaskać.
- Jesteś głodny?-zapytałam.
- Strasznie kochanie.-wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do kuchni,gdzie kazałam siąść na krześle,a ja zajęłam się robieniem kanapek.
- Trener się zgodził byś przyjechał?-zapytałam krojąc pomidora.
- Mhm,gdyby nie to mnie by tu nie było.O Maja namalowała nowy rysunek?-zapytał podchodząc do lodówki.-Nawet Majka ma rację,nie ma mnie z wami.-szepnął.
- Skarbie na nowy sezon się przeprowadzamy z tobą.-uśmiechnęłam się.
- Przenoszę się do Resovi.-powiedział i spojrzał na mnie.
- Ale przecież miałeś być w Lube jeszcze rok.
- Zmieniłem zdanie chcę wrócić do ojczyzny.-uśmiechnął się,a ja pisnęłam i uwiesiłam się mu na szyi.-Będę miał was blisko siebie.Kocham cię Lenka.-szepnął opierając swoje czoło o moje.
- Ja ciebie też Bartuś.-powiedziałam i złączyłam nasze wargi gorącym pocałunkiem.
- Jak to przeżyła Clara?-zapytałam z uśmiechem.
- Dowie się w nowym sezonie,jak mnie na treningu nie będzie.-zaśmiał się,a ja razem z nim.
- Zmieniłeś się.-powiedziałam patrząc na niego.
- No ostatnio nieźle przypakowałem.-powiedział i napiął mięśnie.
- Nie o to mi chodziło.-zaśmiałam się.-Tak w ogóle się zmieniłeś.
- To źle czy dobrze?-zapytał.
- Dobrze misiu.-powiedziałam i dokończyłam przygotowywanie kolacji.
Kiedy położyliśmy się wreszcie razem do łóżka,nie wiedziałam czy mogę spokojnie zasnąć i gdy się obudzę to nie będzie sen że on tutaj jest,ale w końcu moje zmęczenie dało o sobie znać i zasnęłam przytulona do mojego wielkiego misia.

Sypialnia.
Bartek i Clara.
Pocałunek.
Porozrzucane ubrania.
Łóżko.
Odpoczynek.
Poczucie winy.
Kłamstwo.
- Mamo wstawaj.-poczułam jak ktoś szturcha moje ramię,otworzyłam oczy i ujrzałam Maję.
- Co się stało?-zapytałam ziewając.
- Popatrz tatuś jest w domku.-pisnęła i przytuliła się do Bartka,który trzymał już naszego synka.
- Cześć kochanie,jak się spało?-zapytał mnie z tym jego mega uroczym uśmiechem.I w tym momencie przypomniał mi się mój sen.Dość dziwny był jak film,pewien wątek i czarność i znów kolejna scena i znów czarność.Ale to kolejny z moich głupich snów.
- Świetnie,bo byłeś obok.-posłałam w jego stronę czarujący uśmiech.
- To co jemy na śniadanko,ja robię.-powiedział podawając mi Kubę i wstał.
- Omlety.-krzyknęła Maja.
- Lety.-powtórzył za siostrą Kuba.
- Skarbie omlety?-zapytał się mnie.
- Omlety skarbie.-uśmiechnęłam się.
- Kto idzie zobaczyć jak gotuję?-zapytał,a my podążyliśmy za nim.
Znów zagościł u nas spokój i brak problemów.Za kilka dni urodziny Kuby i mam nadzieję,że powrót Bartka do ojczyzny w nowym sezonie przyniesie nam dużo szczęści,a co najważniejsze wreszcie będziemy wielką szczęśliwą rodziną.......
 
 
 
I jest nareszcie kolejny.Jeszcze raz wielkie przeprosiny,mam nadzieję że więcej mój laptop nie nawali.Polacy dalej w grze,bardzo się cieszę :)
Kolejny pojawi się za tydzień.Mam nadzieję że ten wam się spodoba.
Teraz zaczynam nadrabiać zaległości na waszych blogach :)
Pozdrawiam Aga


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Wielkie opóźnienia

Muszę z przykrością poinformować że rozdział pojawi się dopiero w niedzielę ponieważ zaczęły się wakacje i mojemu laptopowi coś odwaliło mam nadzieję że zacznie działać. Jeżeli się wcześniej obudzi to dodam wcześniej. Bardzo was przepraszam i życzę udanym WAKACJI !!


Pozdrawiam Aga

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 63:

Obudziło mnie lekkie głaskanie po mojej twarzy.Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Mai.
- Cześć mamusiu,jak się czujesz?-zapytała.
- Córeczko bo się zarazisz.-powiedziałam.
- Nie,a wiesz że tata zrobił obiad.-zaśmiała się,a ja na nią spojrzałam.
- Jaki obiad?
- No dobra zamówił pizzę,ale kazał powiedzieć,że zrobił obiad.-uśmiechnęła się.Powoli wstałam z łóżka i poszłam do salonu,gdzie siedział Bartek z Kubą i oglądali bajkę.
- Cześć słoneczko.-powiedziałam,a mój syneczek się uśmiechnął.
- Miałaś skarbie leżeć.-powiedział do mnie Bartek.
- A Maja zawołała mnie na obiad bo powiedziała,że zrobiłeś to gdzie jej moja porcja wyśmienitej pizzy?-zapytałam i kaszlnęłam.
- Lenka idź się połóż,ja ci zaraz obiad przyniosę do łóżka.-powiedział wstając.
- Nie przesadzaj nie umieram to tylko choroba,która przechodzi.Sama zrobię sobie obiad.-zaśmiałam się.
- Lenka proszę cię.-złapał mnie za rękę.
- Ja też cię proszę.-uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni.Zrobiłam sobie kanapkę,ale kiedy miałam ją ugryźć to przeszła mi ochota na jedzenie.Zostawiłam więc ją na blacie i wróciłam do sypialni.Położyłam się i nie minęła chwila,kiedy do pomieszczenia wszedł Bartek.Niósł ze sobą moją kanapkę.
- Proszę bardzo chyba zapomniałaś jej z kuchni.-powiedział i usiadł koło mnie.
- Nie jestem głodna straciłam apetyt.
- Lenka jesteś chora powinnaś jeść,żeby wyzdrowieć..-spojrzał na mnie.
- To ja ją tu położę,a jak zgłodnieje to zjem ją,dobrze?-zapytałam,a ona westchnął.
- Mierzyłaś gorączkę?-zapytał.
- Teraz będę mierzyć.-powiedziałam biorąc do ręki termometr.Nie musiałam długo czekać na wskazanie temperatury,byłam tak gorąca,że urządzenie pokazało szybko 39'C.
- Poczekaj przyniosę ci leki.-pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Nigdy nie lubiłam chorować,zawsze gdy w dzieciństwie chorowałam to było to tak okropne,że dziwiłam się że przeżywałam.Czekając na Bartka,zadzwonił dzwonek do drzwi.Nie miałam siły wstać,ale bardzo mnie ciekawiło kto przyszedł,więc z ledwością wstałam i podeszłam do drzwi sypialni,zaczęłam nasłuchiwać.Po kilku sekundach,już wiedziałam kto przyszedł i powiem wam tylko jedno,Bartka to kiedyś zabiję za jego długi jęzor.
- Lenka córeczko czemu nie zadzwoniłaś,że jesteś chora.-do sypiali dosłownie wbiegła moja mama i mama Bartka.
- Bo nie umieram to zwykła grypa.-powiedziałam przewracając oczami.
- Grypa to poważny wirus,powinnaś pierwsze co zadzwonić do nas.-powiedziała pani Iwona.I nagle do sypialni z lekami wszedł Bartek.
- Bartek ty kablu jeden.-krzyknęłam na niego i zakaszlałam.
- Co to nie ja powiedziałem.-bronił się.-Znaczy próbowałem nie mówić.-podrapał się po głowie.
- Śpisz dziś w salonie.
- Dlaczego niby?-zapytał i zrobił minę oburzonego dziecka.
- Bo się skarbie zarazisz,a ja nie mogę na to pozwolić.-powiedziałam i położyłam się przykrywając kołdrą.
- Chodź Iwonka musimy ugotować rosół.On pomoże Lence.-powiedziała moja mama i wyszły obie z pokoju.
- Ojcowie też są?-zapytałam narzeczonego.
- Nie.Lenka zadzwoniłem bo ja bym sobie nie poradził.-powiedział siadając po drugiej stronie łóżka.
- To nie powód żeby od razu dzwonić po nasze mamy.Bartek ja jestem dorosła umiem o siebie zadbać.-powiedziałam.
- Mhm na pewno.-szepnął tak żebym ja tego nie usłyszała,ale niestety słuch mam bardzo dobry.
- Co znowu chcesz mi przypomnieć że byłam w szpitalu?-zapytałam.
- Byłaś w szpitalu,kobieto ty walczyłaś o życie,a my wszyscy się o ciebie martwiliśmy.-powiedział podniesionym głosem.
- Przepraszam,ale to ty mnie doprowadziłeś do takiego stanu.
- Jasne teraz wszystko zwal na mnie,nie moja wina że nie chciałaś ze mną pojechać.-spojrzałam na niego wściekła.
- Oczywiście bo ja nie chciałam pojechać,człowieku nie chciałam być suką,która ogranicza swojego faceta.Od początku ci mówiłam,że jak wybierzesz klub za granicą to ja nie jadę.-krzyknęłam i poczułam ze moje gardło się rozpada,ale nie zaprzestanę na tym.
- Umowę podpisałem na kolejny rok,znowu tu zostajesz?-zapytał zły,przepraszam poprawka krzyknął zły.
- A żebyś wiedział że zostaję.
- I sobie zostawaj.-krzyknął znów.
- Wynoś się stąd,bo tylko mi ciśnienie podnosisz.-również krzyknęłam,a on posłusznie wyszedł trzaskając drzwiami.Nie minęła chwila,a do pokoju weszła moja mama.Po jej wzroku widziałam,że szykuje się poważna rozmowa.
- Lena mogę wiedzieć co wy robicie?-zapytała.
- Nic,rozmawialiśmy.-powiedziałam cicho,moje gardło totalnie wysiadło.
- To nazywasz rozmową,Maja uciekła do pokoju,Kuba siedzi i was słucha.Cały blok was słyszał.-mówiła wyliczając na palcach.
- Mamo proszę cię nie....-zaczęłam ale mi przerwała.
- Nie teraz ty mnie posłuchasz.Zaszłaś w ciąże,postanowiłaś nic Bartkowi nie mówić,dobrze nie odzywałam się.Nie chciałaś z nim wyjechać,też się nie odzywałam,ale teraz przegięłaś.Trafiłaś do szpitala,nic nikomu nie powiedziałaś że źle się czułaś.On siedział każdego dnia martwił się o ciebie,przeżywał to a ty wbijasz mu nóż w plecy i oskarżasz że to jego wina.Jesteś dorosła,a tak się nie zachowujesz,bo osoba dorosła szuka pomocy u bliskich,a ty nic.-mówiła,a z każdym jej słowem coraz gorzej się czułam.
- Przestań już.-powiedziałam.
- Mam prawo się odezwać jeżeli widzę,że moja córka źle postępuje.Teraz cię zostawiam i masz przemyśleć co do ciebie powiedziałam.-powiedziała i wyszła zostawiając mnie z wielkim natłokiem myśli.
Oczami Bartka:
Wkurzony wyszedłem z sypialni i udałem się kuchni,gdzie zastałem tylko moją mamę.
- Dlaczego się tak patrzysz?-zapytałem.
- Bartek czy wy musicie się tak kłócić,dzieci się przestraszyły.Teresa poszła je uspokoić.-powiedziała.
- Rozmawialiśmy tylko.
- Dlaczego cały czas jej przypominasz ten szpital?-spojrzała na mnie,ale nie odpowiedziałem.-Bartek to dla niej był trudny okres w życiu,a ty nie pozwalasz jej o tym zapomnieć.
- Martwiłem się o nią wtedy,a ona mi mówi że to moja wina.
- Synu ja nie chce się wtrącać,ale poniekąd ta wizyta w szpitalu to też wzięła się od stresu,który sam przyznasz jej sprawiałeś.-stwierdziła.
- Ty też przeciwko mnie?-zapytałem.
- Bartek widziałam jak ona się męczyła twoim wyjazdem.Jesteście dorośli,macie dzieci.One są bardziej dojrzalsze od was.Zabawa w wypominanie sobie złego się powinna w waszym wieku zakończyć.A ty chłopie jesteś za nich odpowiedzialny.Chcesz ich stracić przez jakąś głupotę?-zapytała,a ja kiwnąłem głową.
- Nie chcę.-szepnąłem.
- To zacznij Bartek był głową rodziny.-powiedziała i wyszła z kuchni.Moją głową zawładnęły myśli.
Oczami Leny:
Moja głowa pękała od natłoków tych myśli,ale żadna nie była sensowna.Z jednej strony moja mama ma rację,ale zawsze starałam się ratować Bartka przyszłość.Został bardzo znanym siatkarzem,wiele dzieci wzoruje się nim.Jest autorytetem,jestem dziecinna,sama to wiem.Może dlatego że dość szybko musiałam się stać dorosła.Nie mogłam zostać nastolatką poznającą otaczający mnie świat,musiałam udawać sama przed sobą że znam go na pamięć.To było trudne,ale z czasem myślałam,że to ogarnęłam.Właśnie myślałam i jak widać pomyliłam się.Wiele razy popełniłam błąd,ale każdy człowiek je popełnia,ale i tak to nie może być moim usprawiedliwieniem.Doprowadziłam się prawie do śmierci nie myśląc o konsekwencjach.Zostawiłabym tutaj Bartka,który jest moją miłością od dawna i zawsze czekałam na nowy dzień,żeby móc go spędzić razem z nim.Zostawiłabym Maję i Kubusia owoce naszej miłości,która miała dość długą przerwę,ale wróciła z tej dalekiej podróży.Zostawiałbym rodziców,którzy cieszyli się kiedy zabrzmiał mój pierwszy płacz,którzy uczyli mnie jakimi ścieżkami mogę podążać,a jakie omijać szerokim łukiem.Jeden błąd a tyle konsekwencji.Najgorsze co może być w tym wszystkim to,to że nasze dzieci wiedzą że rodzice się nie dogadują.Przyprawiamy im wiele zmartwień,koniec czas dorosnąć Lena i to jak najszybciej.
Przykryłam się szczelniej kołdrą bo poczułam chłód.Połknęłam jeszcze leki,które dawno temu powinnam wziąć i znów ułożyłam się na łóżku.Głowa mi pulsowała,moje zatoki powoli się zatykały na dobre,gardło cholernie piekło.Masakra z tymi wirusami.Tak sobie myślałam i myślałam,nie spostrzegłam się nawet,że do pokoju wszedł Bartek.Bez słowa wyciągnął z szafy dresy i zaczął się przebierać.
- Gdzie idziesz?-zapytałam cienkim głosem.
- Pobiegać.-powiedział i dalej się ubierał.
- A kiedy wrócisz?
- Nie wiem.-szepnął i wyszedł.
- Aha.-także szepnęłam,ale on nawet tego nie usłyszał.I tyle z tego dorastania mojego.
Musiałam zasnąć bo obudziła mnie mama wchodząc do sypialni z talerzem rosołu.
- Masz Lenka i zjedz wszystko.-uśmiechnęła się.
- Długo spałam?-zapytałam cicho.
- Z dwie godzinki.Dzieci już zjadły i Rafi był na dworze.-mówiła.
- A...-zaczęłam ale mi przerwała.
- Jedz,a i żadnego gadania bo głos w ogóle ci wysiądzie.
- Ale czy....-znów mi przerwała.
- Jedz.-powiedziała i wyszła.Zaczęłam więc wiosłować łyżką w talerzu.Nie miałam ochoty jeść,nie czułam się głodna.Odstawiłam talerz koło talerza z kanapką i się położyłam.Chciałam spytać czy wrócił już Bartek.Wstała z łóżka i weszłam do salonu.Nasze mamy siedziały z dziećmi i oglądały bajki,a Bartka jak nie było
- Dziecko czemu ty nie leżysz?-zapytała teraz mama Bartka.
- Wrócił Bartek?-zapytałam kaszląc.
- Nie jeszcze nie.-odpowiedziała.
- Mamo oglądniesz z nami bajkę?-zapytała Maja.
- Tak żabko.-usiadłam koło nich i oglądaliśmy razem.
Nie wiem ile minęło czasu,ale wreszcie w mieszkaniu zawitał Bartek.Po prostu przypomniał sobie gdzie mieszka.Bez słowa poszedł do sypialni,chciała się tam udać ale powstrzymała mnie jego mama.
Dzieci zmęczone całym dniem zasnęły,nasze mamy też się położyły.Ja poszłam wziąć jeszcze leki i też ruszyłam do sypialni.Bartek leżał na podłodze.
- Co ty robisz?-zapytałam.
- Leże i myślę.-powiedział krótko.
- Aha.-szepnęłam i się położyłam.-Nie idziesz spać?-zapytałam znowu.
- Już idę.-wstał i wziął swoją poduszkę i koc.-Dobranoc.-i wyszedł.Nie wiecie jak w tym momencie zrobiło mi się przykro.Przykryłam się i patrzyłam na sufit.
W nocy wstałam do łazienki załatwiłam swoją potrzebę i w drodze powrotnej poszłam do salonu.Bartek nie spał bo stał przy oknie.
- Czemu nie śpisz?-zapytał jak mnie zobaczył.
- A ty dlaczego...-przerwał mi.
- Nie mogę jakoś zasnąć.-powiedział i znów spojrzał w okno.-Ty idź się połóż,musisz leżeć.
- Jak pójdziesz położyć się ze mną to i ja też się położę.-powiedziałam i zauważyłam pomimo tej ciemności,że kącik jego ust powędrował ku górze.Bez słowa wziął mnie za rękę i poszliśmy do sypialni.Położyłam się na swoim miejscu,a on na swoim.
- Dobranoc.-szepnął.
- I co to tyle,dobranoc?-zapytałam.
- A co mam ci zaśpiewać kołysankę?-zaśmiał się.
- Bartek,masz mnie w tym momencie przytulić.-uśmiechnęłam się,a on przysunął i spełnił mój rozkaz.Wtuliłam się bardzo w niego.
- Przepraszam.-szepnął i pocałował mnie w czoło.
- Ja ciebie też przepraszam.-odszepnęłam i zamknęłam oczy.
Następnego dnia obudziłam się z gorączką.Było mi strasznie gorąco,a na dodatek Bartek grzał lepiej niż kaloryfer i nie mogłam się od niego odkleić.Za mocno mnie trzymał.
- Bartek odsuń się.-powiedziałam szturchając go.
- Co się dzieje?-zapytał zaspany.
- Odsuń się.-powiedziałam jeszcze raz.
- Tak już.-szepnął i znów się położył,znów mnie przytulając.Ale teraz nie miałam do niego pretensji bo nagle zrobiło mi się zimno i jeszcze bardziej się do niego przytuliłam.Nagle zrobiło mi się nie dobrze i szybko zerwałam się z łóżka,biegnąc do łazienki.Po wszystkim oparłam się o szafkę.
- Lena wszystko dobrze?-usłyszałam głos mamy.
- Tak.-powiedziałam,ale ona i tak weszła do środka.
- Jaka ty blada jesteś.-powiedziała siadając koło mnie.
- Źle się poczułam i musiałam zwymiotować.
- Chodź się położyć.-pomogła mi wstać i poszłam do sypialni,a mama poszła zrobić mi herbatę.Spojrzałam na zegarek była 9:00 rano.
- Czemu nie śpisz?-zapytał mnie Bartek,który się właśnie obudził.
- Zrobiło mi się nie dobrze,ale już wszystko dobrze.
- Na pewno,może do lekarza pojedziemy?p-zapytał.
- Nie trzeba.-powiedziałam,a on się nachylił i mnie pocałował.-Zarazisz się.-zaśmiałam się kiedy zaczął obsypywać pocałunkami całe moje ciało.
- Nie ważne.-zaczęliśmy się całować namiętnie,ale do sypialni wkroczyły nasze mamusie.
- O Lenka słoneczko jak się czujesz?-zapytała mama Bartka.
- Dobrze,dziękuje.-powiedziałam.
- Zabierzemy dziś dzieci na spacer.-powiedziała moja mama.-A Bartek pójdzie na zakupy.-później spojrzała na mojego narzeczonego.
- Sam mam iść?-zapytał.
- A co z księdzem?-zaśmiałam się.
- No dobrze,co moja księżniczka chce ze sklepu?-spojrzał na mnie,a nagle do sypiali wbiegła Maja.
- Więc twoja księżniczka,chce to.-powiedziała i podała mu listę długą jak z stąd do Warszawy.
- Przecież to same słodycze.-stwierdził po przeczytaniu wszystkiego.
- Będziesz dzieciom odmawiał?-spojrzałam i poszłam po Kubusia.
- Ma-ma.-powiedział kiedy mnie zobaczył.
- Lenka,powinnaś leżeć.-usłyszałam za plecami.
- Mamo,przecież nie umieram.
- Lenka nawet tak nie mów.-powiedziała zła.Wzięłam Kubę na ręce i poszliśmy do salonu.
- Dobra,teraz śniadanie,ubieramy się i idziemy na spacer co niektórzy.-powiedziała mama Bartka i znów wbiła wzrok na przyjmującego.
- Boże przecież zostawię w tym sklepie majątek.-powiedział zawiedziony i poszedł do sypialni.
- Ma to po Adamie,takie dramatyzowanie.-zaśmiała się pani Iwonka.
- Mamusiu a ty nie idziesz z nami?-zapytała mnie Maja.
- Nie żabko,bo jestem chora.-powiedziałam i pocałowałam ją w główkę.
- Ale później obejrzymy bajkę?
- Tak obejrzymy.
Po godzinie zostałam sama w mieszkaniu.Usiadłam przy laptopie i zaczęłam szukać sali na ślub,bo ostatnio Bartek jakoś z chłopakami nie znalazł.Zapisałam na kartce co jest zrobione i załatwione.Został nam tylko garnitur Bartka,ustalenie menu i muzyki,zamówienie tortu,kupienie dzieciom strojów i oczywiście następnego dnia chrzest Kubusia.Ojeju to będzie dużo roboty.Jak sobie przypomnę kiedy będąc jeszcze nastolatką myślałam o swoim ślubie,to chce mi się płakać.Mój ślub miał być magiczny,ale ten będzie zaczarowany i wszyscy zapamiętamy go długo,a w szczególności ja zapamiętam go co końca życia.....




I jest kolejny.
Mam nadzieję że was nie przynudziłam tym rozdziałem.Liczę na wasze komentarze.
Niestety przegraliśmy dwa mecze z USA,ale chłopaki walczymy dalej :)
Następny pojawi się za tydzień,przepraszam że pojawiają się takie opóźnienia.
Pozdrawiam Aga