czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 68:

Dziś w końcu doczekałam się moich rodziców,którzy choć przez te kilka dni odciążą mnie w kilku rzeczach.Bo teraz będę mogła iść do pracy nie stresując się czy moje dzieci mają dobrą opiekę.
- Lena,a może nie powinnaś chodzić do pracy?-do sypiali weszła mama,kiedy robiłam makijaż do pracy.
- Mamo muszę jakoś utrzymać dzieci i siebie.-zaśmiałam się wciąż robiąc makijaż.
- Córeczko,ale my z tatą byśmy dawali ci pieniądze,przecież ty miałaś się oszczędzać,nie pamiętasz co ci było.
- Mamo dawałam sobie radę z Mają przez tyle lat to teraz też dam.
- Kochanie ale teraz masz dwójkę dzieci,większe wydatki,wcześniej nie byłaś chora,a teraz jesteś.
- Nie jestem chora,miałam mały spadek formy,to nie choroba.-odwróciłam się do niej.
- Prawie cię z tatą straciliśmy,dalej uważasz że to nic takiego.
- Masz rację,ale to nie zmienia faktu że ja chcę pokazać że potrafię też utrzymać dzieci.
- Ale nam tego nie musisz udowadniać,a tym prędzej Bartkowi,bo wie że jesteś świetną matką,ale każda matka na świecie potrzebuje pomocy.-mówiła a ja pakowałam telefon do torebki.
- Ja po pracy zrobię zakupy,więc będę trochę po 20:00.-powiedziałam wychodząc z sypiali.
- Jaka ty jesteś uparta,Lenka pozwól sobie pomóc.
- Mamo śpieszę się dam sobie radę,a nawet będę na siebie uważać.Bądź spokojna i więcej zaufania do mnie.-pocałowałam ją w policzek i wyszłam z mieszkania udając się do samochodu.
Wiem,że moja mama ma rację w tym wszystkim,ale ja nie chcę wiecznie żyć na czyjejś pomocy.Kiedy sama stwierdzę,że ją potrzebuje to wtedy poproszę rodziców,przecież jestem już dorosła.Dość szybko znalazłam się w pracy,nawet nie było aż tylu klientów.
- Cześć Witek.-przywitałam się z szefem i jednocześnie z przyjacielem.
- Przepraszam,a co ty tu robisz?-zapytał a ja się na niego dziwnie spojrzałam.
- Pracuje tu z tego co wiem.-zaśmiałam się.
- No tak,ale dziś masz wolne z tego co mówi mój grafik.-powiedział i spojrzał na kalendarz.
- Ojej przestań jedna kelnerka więcej ci się zawsze przyda.
- Lena pracowałaś w tamtym tygodniu od rana do wieczora dzień w dzień więc trzymaj się grafiku,dziś i jutro masz wolne.
- Witek proszę cię moi rodzice przyjechali,dzieci są z nimi,a ja mogę więcej popracować.Potrzebne mi są pieniądze.-usiadłam przed ladą i popatrzyłam mu w oczy.
- Lena ja cię rozumiem,ale ty nie jesteś robotem,musisz mieć dzień przerwy nie da się tak cały czas.Idź do domu.
- Nigdzie nie idę zostaje w pracy i tyle.-powiedziałam i poszłam do szatni.
- Lena czy ja mam cię zwolnić,żebyś zrozumiała co do ciebie mówię?-zapytał,a ja aż przystanęłam.
- Nie możesz mnie zwolnić.-szepnęłam.
- To idziesz teraz do domu i koniec kropka.-powiedział i wyszedł z szatni.
Wychodząc jeszcze przeprosiłam go za swoje zachowanie.Nie chciałam wracać do domu,nie uwierzycie gdzie zaniosły mnie moje nogi.Więc udałam się do spodka.Jakimś cudem weszłam do środka i usiadłam na jednym z miejsc.Wspomnienia wracają.

Gadałam sobie spokojnie z koleżanką kiedy podszedł do nas Bartek,chodząca gwiazda w szkole.Każda dziewczyna chciała go mieć.
- Cześć Lenor.-powiedział,a ja nie nienawidziłam jak ktoś tak do mnie mówił.
- Mówiłam żebyś mnie tak nie nazywał,czego chcesz?-powiedziałam wkurzona.
- Nie tak ostro -usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem,koleżanka się zmyła twierdząc że musi coś załatwić.
- Więc co?-zapytałam strącając jego ramie.
- Muszą strasznie Cię boleć nogi, bo cały wieczór chodziłaś mi po głowie.-zaśmiałam się.
- Nie ale dzięki za troskę.-powiedziałam i poszłam przed siebie.Ale ten lazł za mną.
- No i gdzie tak kopytkujesz przepiękna gazelo?-zapytał.
- Na matmę idioto.-powiedziałam.
- Dzwonili do mnie z nieba, mówili że im anioł uciekł,nie martw się nie powiem gdzie jesteś.-puścił mi oczko.
- Człowieku daj mi spokój.-stanęłam z nim twarzą w twarz no znaczy ja musiałam zadrzeć głowę do góry żeby nasze oczy się styknęły.
- Wiesz co maleńka, masz piękne oczy... pasują do mojej pościeli.
- Jesteś debilem prawda?-zapytałam śmiejąc się.
- Nie wiem co tak seksowna dziewczyna robi w tak brudnym umyśle jak moim,ale mi się to podoba.-znów puścił mi oczko.
- Czego ty chcesz?-zapytałam.
- Szweda mi się po kieszeni parę złotych. Może pójdziemy je razem wydać na kawę?
- Słyszałam że masz teraz trening więc spada na niego.-powiedziałam i się odwróciłam.-Palant.-szepnęłam jeszcze i weszłam do sali.
Pamiętam że całą matme nie mogłam się skupić,byłam tak zadowolona że zwrócił na mnie uwagę.Chętnie cofnęłabym się do tamtych czasów gdzie nie miałam jeszcze tylu problemów,gdzie codziennie budziłam się z wielkim uśmiechem i myślą że dziś będę miała nową przygodę.Bycie młodą mamą jest strasznie trudne bo musisz stać się nagle dorosłą i wziąć za tą małą istotkę wielką odpowiedzialność.

Dziś była impreza szkolna,było cudownie,wszyscy tańczyli,śpiewali.W pewnym momencie podszedł do mnie Bartek.
- Lena mogę cię na chwilę porwać?-zapytał patrząc w moje oczy,rozpływałam się w nich.
- Tak,ale nic mi nie zrobisz?-zaśmiałam się.
- Obiecuję.-przeprosiłam koleżanki i wyszłam z nim na zewnątrz.
- No wiec co się stało?-zapytałam kiedy od dłuższej chwili nic nie mówił.
- Bo ja...nie już nic wracajmy.-jąkał się i odwrócił się,ale szybko złapałam go za rękę.
- Bartek no powiedz mi proszę.-uśmiechnęłam się.
- No bo ja...to znaczy Lena bo,ja cię...nie to głupie.
- Bartek.-krzyknęłam bo chciałam to usłyszeć z jego ust.
- Kocham cię.-szepnął,a w moim brzuchu pojawiło się stado motyli,a moje serce strasznie szybko biło,nic nie odpowiedziałam tylko wspięłam się na palce i bardzo namiętnie go pocałowałam.
- Ja ciebie też.-powiedziałam kiedy się od niego oderwałam.
 Jak wtedy wróciłam do domu,ten wariat zadzwonił do mnie i wtedy powiedział mi że jest teraz najszczęśliwszym mężczyzną na świecie,bo ma przy sobie dziewczynę na której zależy mu najbardziej.Mimowolnie zaczęły mi spływać łzy.

- Lenka,jesteś dla mnie wszystkim.Chcę budzić się i zasypiać koło ciebie.Bardzo cię kocham i nie wyobrażam sobie życia z nikim innym,dlatego muszę zadać ci ważne pytanie.Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie i zostaniesz moją żoną?
Nasze szalone wakacje,na których stało się to na co czekałam długie 7 lat.Wtedy czułam się spełniona w życiu niczego więcej mi nie brakowało.
- Cześć.-powiedziałam wchodząc do kuchni.
- Ty dzwonisz czy ja?-zapytał.
- Ale gdzie dzwonić?-zapytałam zdziwiona.
- Do wszystkich,że nie będzie ślubu.
- O to ci chodzi.-powiedziałam siadając.
- No wiesz trzeba poinformować że nie chcesz ślubu.
- To nie chodzi o to że nie chce.Po prostu może my się pośpieszyliśmy,przecież rok nas jeszcze nie zbawi.
- Lena to nie chodzi o to po prostu boisz się mi zaufać.Taka jest prawda.-powiedział.
- Nie prawda,ufam ci tylko coś mnie hamuje rozumiesz.-spojrzałam an niego.
- To może powinniśmy się rozstać,zrobić przerwę to będzie najlepsze.-szepnął.Nastała taka bardzo męcząca cisza.Ale niestety on miał rację,to nam pomoże.
- Masz rację robimy przerwę w związku.-powiedziałam ściągając pierścionek zaręczynowy i podając mu go.
- Nie oddawaj go,zachowaj go.Idę spakować swoje rzeczy i wracam do Włoch.
 I bum wszystko pęka jak bańka mydlana.Siedziałam w spodku cały dzień i płakałam.Właśnie zrozumiałam że zmarnowałam życie dzieciom i Bartkowi,bo wiecznie wszystko było przeze mnie.Nie dziwię się że znalazł pocieszenie w rękach Clary.Jestem po prostu głupia,kochałam go,kocham teraz i nigdy nie przestane.Teraz muszę go tylko przeprosić.Wyciągnęłam telefon i wybrałam jego numer.Szybko odebrał.
- Halo?-zapytał.
- Cześć Bartek.-szepnęłam.
- Lena? Coś się stało?
- Nie ja chciałam się tylko coś dowiedzieć.-powiedziałam i pociągnęłam nosem.
- Czemu płaczesz?-zapytał,cholera rozpoznał.
- Nie płaczę,kiedy będziesz w Polsce?-zapytałam.
- Za jakieś dwa tygodnie,a co się stało?
- Przepraszam.-powiedziałam i się rozłączyłam,znów zaczęłam płakać wszystko mnie już przerasta.
Oczami Bartka:
- Bartek idę do sklepu coś chcesz?-do sypiali weszła Clara.
- Nie dziękuje.-uśmiechnąłem się.
- Co ty dziś taki dziwny jesteś?-zapytała siadając mi na kolanach.
- Nie zdaje ci się,nie chce mi się dziś iść na trening.-zaśmiałem się.
- Oj głuptasie.-zaśmiała się i mnie pocałowała.-Idę po treningu dostaniesz nagrodę.-powiedziała i wyszła z mieszkania.Podszedłem do szafki i wyciągnąłem swój album w,którym znajdowały się wszystkie zdjęcia z liceum jak i z dalszego mojego życia.Praktycznie cały album zajmowała mi Lenka.Tęsknię za nią cholernie.Byłem głupi,że pozwoliłem jej odejść,chciałbym się tak mocno walnąć za to że zaproponowałem jej rozstanie.Usłyszałem dźwięk swojej komórki.
- Halo?-zapytałem nie patrząc kto dzwoni.
- Cześć Bartek.-usłyszałem szept Lenki.
- Lena? Coś się stało?
- Nie ja chciałam się tylko coś dowiedzieć.-powiedziała i pociągnęła nosem od razu wiedziałem że płakała.
- Czemu płaczesz?-zapytałem zatroskany.
- Nie płaczę,kiedy będziesz w Polsce?-zapytała.
- Za jakieś dwa tygodnie,a co się stało?
- Przepraszam.-powiedziała i się rozłączyła,próbowałem się do niej dodzwonić,ale nic z tego nie odebrała.Najchętniej rzuciłbym to wszystko i pojechał do niej i stojąc z nią twarzą w twarz powiedział jak bardzo ją kocham i prosił o wybaczenie moich wszystkich błędów jakie popełniłem i za wszystkie krzywdy,przez które one płakała i cierpiała.Wziąłem do ręki zdjęcie,które dostałem w prezencie od niej kiedy się tu przeprowadziłem.Odwróciłem je i znów oglądałem ten sam napis:KOCHAMY CIĘ!!!!
Schowałem wszystko do szafki i zacząłem szykować się na trening.Clara jest inna bardzo chce robić wszystko bym czuł się zadowolony,czasami brakuje mi kłótni z Leną,ona miała zawsze swoje zdanie i zawsze się o to sprzeczaliśmy.Cały czas oceniam Clarę pod skalę Leny,teraz wiem co muszę robić żebym był szczęśliwy.
Oczami Leny:
Przed powrotem do domu,zrobiłam jeszcze zakupy.W samochodzie jeszcze ogarnęłam się,żeby rodzice nie rozpoznali że płakałam.Chcę unikać tych pytań co się stało i dlaczego płaczę.Kiedy przekroczyłam próg mieszkania wskoczyła na mnie Maja i mówiła bardzo szybko jak to ona i Kubuś tęsknili i że narysował piękny obrazek,który musi mi pokazać.
- Poczekaj Maja muszę się rozebrać.-zaśmiałam się.
- No a w ogóle zadzwonimy dziś do taty proszę.-spojrzała na mnie,boże jak ona ma strasznie podobne oczy do Bartka.
- Tak kochanie.-uśmiechnęłam się.
- Mama.-usłyszałam i już wiedziałam że moje drugie słoneczko mnie woła.Bardzo mocno przytuliłam Kubusia i przywitałam się z rodzicami.
- To ja już podaję kolację,zrobiłam ryż z kurczakiem.-powiedziała mama i poszła do kuchni.
- Mamo no chodź.-pociągnęła mnie Maja,więc za nią poszłam.Pokazała mi piękny rysunek.
- Jaki śliczny,a co on przedstawia?-zapytałam wskazując na postacie.
- No to jest nasz rodzina.To tata jak trzyma cię za rękę,a ty mnie,a ja Kubusia.Taka super rodzina.-uśmiechnęła się.
- Piękny jest myszko.
- Mamusiu a ty i tatuś za sobą nie tęsknicie?-zapytała.
- Ja bardzo tęsknię kochanie.-szepnęłam i przytuliłam ją.
- A jakbyś powiedziała tatusiowi że tęsknisz to może by do nas wrócił.
- Wątpię skarbie,ale tata bardzo was kocha i zawsze będzie.
- Ale ciebie tata też kocha.Nie można przestać kogoś kochać.-powiedziała,a ja na nią spojrzałam.-Pani nam powiedziała że jak kogoś bardzo się kocha to nie można nigdy przestać kochać.Pani mówiła prawdę?-zapytała mnie,a ja kiwnęłam głową.
- Tak to prawda.
- Widzisz.-powiedziała i się zaśmiała.-razem z nią zaczęłam się śmiać.
- Chodź mój mały filozofie.-wzięłam ją za rączkę i poszłyśmy do kuchni,gdzie na nas czekali.
Około 21:00 włączyłam laptop i zauważyłam że Bartek jest dostępny,więc zadzwoniłam do niego wcześniej wołając Maję.
- Cześć tatusiu.-zapiszczała kiedy tylko zobaczyła twarz Bartka.
- Cześć księżniczko,co tam u ciebie?-zapytał i Maja zaczęła wszystko opowiadać,a wiadomo jak ona lubi gadać.Zdążyłam nawet położyć Kubusia spać i kiedy weszłam do sypiali Maja właśnie kończyła.
- I tak mi minął dzień tatusiu.-zaśmiałam się.
- Majka ile ty gadasz.-powiedziałam z uśmiechem i usiadłam koło córki.
- Ale tata sam zapytał.-zaśmiałam się.
- Tak to moja wina.-powiedział i wszyscy się zaśmialiśmy.-A gdzie Kubuś?
- Śpi,zmęczony cały dzień spędził z dziadkiem więc szybko zasnął.
- Tatusiu kiedy do nas wrócisz?-zapytała Maja.
- Niedługo chcę podpisać umowę z Resovią.-powiedział,a ja aż spadłam z łóżka.
- Chcesz wrócić do Polski?-zapytałam.
- Tak,tutaj jest fajnie ale za daleko od bliskich.-Dlaczego dziś płakałaś?-zapytał,spojrzałam na Maję,która zasnęła mi na łóżku,więc mogliśmy spokojnie gadać.
- Przepraszam cię za wszystko.-szepnęłam.
- Nie masz za co.
- Mam bo dziś uświadomiłam sobie,że nie wyszło nam dlatego że wiecznie coś mi nie pasowało.Dlatego chcę żeby tobie się ułożyło z Clarą i życze wam powodzenia.-uśmiechnęłam się.
- Lena posłuchaj.
- Ja wszystko rozumiem.
- Lena bo ja....-zaczął ale mu przerwałam.
- Bartek potrzebuje pomocy.-powiedziałam i starałam się mu patrzeć w oczy.
- Co się stało?-zapytał.
- Nie daje rady w kwestii finansowej.Staram się brać nadgodziny,ale to nic nie daje z mojej pensji,trochę mi głupio o to prosić ale...-mówiła,ale on mi przerwał.
- Przestań Lenka,przecież to żaden problem,jestem rodzicami i wiadomo że należy ci się pomoc z mojej strony.Nie może być to niestety fizyczna,ale mi będzie o wiele lepiej kiedy będę wam chociaż tak pomagał.Obiecuję że zaraz jak się rozłączymy to przeleję ci pieniądze.
- Bartek,ale ja nie chce dużo ja ci je później oddam.
- Nie ma żadnego oddawania.-powiedział,a ja się do niego uśmiechnęłam.
- Dziękuje Bartek.Za wszystko i jakbyś chciał to zadzwoń jutro wcześniej to Kubusia też zobaczysz wiesz jak on rośnie.-zaśmiała się.
- Na pewno.To leć spać,do jutra.Dobranoc.-szepnął,a w moim sercu zrobiło się strasznie gorąco.
- Dobranoc.-rozłączyłam się i spojrzałam na nasze zdjęcie stojące dalej przy moim łóżku.-Kocham cię Bartek.-szepnęłam i ułożyłam się na łóżku.Sen bardzo szybko przyszedł.
Następnego dnia wstałam o godzinie 7:00,o dziwo byłam wyspana.Wparowałam do kuchni i zaczęłam przygotowywać składniki do ciasta.Tak tak coś mnie wzięła ochota na jabłecznik.Do pracy włączyłam sobie jeszcze radio i razem z artystami śpiewałam słowa piosenek.Dziś mam bardzo dobry humor,może to po tej wczorajszej rozmowie,nie wiem ale podoba mi się to.
- Co ty robisz?-zapytała mama wchodząc do kuchni.
- Jabłecznik,mam taką ochotę na niego.-zaśmiałam się.
- Co ty masz takie zachcianki?
- Spokojnie w ciąży nie jestem,bo tydzień temu skończył mi się okres więc nie wiem jakieś takie ochoty.-mówiłam z uśmiechem.
- Oooo widzę moja córeczka w świetnym humorze.-do kuchni wszedł również tata.
- A żebyś tatusiu wiedział że w świetnym.Wczoraj pogodziłam się z Bartkiem,wiem również to że strasznie go kocham,ale nie będę wtrącać mu się znowu w życie,po prostu cieszę się jego szczęściem.-mówiłam bardzo szybko.
- Córeczko tylko wiesz że sama się męczysz tym wszystkim.Wiedząc że go kochasz,widzisz go z inną.To bardzo męczy twoje myśli i organizm.-powiedziała mama.
- Wiem ale mam mu się rzucić na szyję i błaga by wrócił?-spojrzałam na nią.
- Ja już nie wiem.-powiedziała i wyszła.
- Masz na siebie myszko uważać i spróbuj ułożyć sobie życie.-pocałował mnie tata w czoło.
- Wiem tato,staram się to robić.-uśmiechnęłam się.
- Jestem dumny z ciebie.Mogę śmiało chwalić się taką córką jaką mam,ba zawsze mogłem się chwalić.
- A ja że mam tak wspaniałych rodziców.
Z ciastem uporałam się w dwie godziny,później zajęłam się śniadaniem dla dzieci.Miałam dziś obmyślony cały plan dnia.Po śniadaniu zabrałam wszystkich na spacer.Na obiad poszliśmy do mojej knajpki.Tam oczywiście pytania dziewczyn co ja w takim świetnym humorze.Nie no raz miej dobry humor to od razu szukają tu powodu.Nie powiem dzięki wczorajszej rozmowie ten humor jest bo wiem,że zawsze mogę liczyć na Bartka i nie zapowiada mi się takie złe życie jakie sobie w głowie ułożyłam.Dzień zakończyłam na rozmowie z przyjmującym i dziećmi.Kubuś to aż na laptop wszedł i dotykał ekranu na,którym widniała twarz Bartka.Czułam się jak kiedyś.
Niestety następny dzień był bardzo wymęczający.Byłam od samego rana w pracy,kiedy to koło południa dostałam telefon,że Maja na przerwie nie fortunnie się wywróciła i złamała sobie lewą rękę.Nie czekając pojechałam szybko do szpitala,gdzie czekał już mój tata.Mai aktualnie zakładali gips,kiedy wyszła z sali to strasznie płakała.
- Myszko już po wszystkim.-mówiłam biorąc ją na ręce.
- Boli mnie.-szeptała wtulona w moje ramię.
- Wiem kochanie,zaraz zadzwonimy do taty dobrze?-zapytałam,a ona kiwnęła tylko główką.Bartek bardzo szybko odebrał.Bardzo się przejął Mają,a kiedy usłyszał że Maja płacze to zapowiedział że przyjeżdża tydzień wcześniej.Nie powiem ucieszyłam się z tej wiadomości,bo mam nadzieje że przyjedzie bez tej swojej wywłoki.
Maja ma mieć gips przez miesiąc.Najgorszy były pierwsze dni bo w nocy budziła się z lekką gorączką.Moi rodzice pojechali już,a ja wzięłam sobie wolne żeby móc się Mają zająć.Nie powiem czekałam tylko na przyjazd Bartka.....






I jest kolejny :-) Mam nadzieję że nie jesteście źli że tak długo,stwierdziłam że na drugim blogu będę dodawać nowe rozdziały po zakończeniu tego bloga.Jak wam się rozdział podoba,jak widać po stracie cennej osoby wspomnienia i wszystkie uczucia wracają :-)
Następny za tydzień :-)
Pozdrawiam Aga

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 67:

Obudził mnie przeogromny kac jak stąd do Warszawy.Otworzyłam oczy i zaczęłam się rozglądać po swojej sypialni.Obok mnie spała Pola,a po drugiej stronie Ula.Kaśka i Julka spały w salonie na kanapie.Nie chętnie wstałam i udałam się do kuchni w celu znalezienia czegoś co choć przez chwilę by mi się dobrze zrobiło.Na parapecie leżała moja komórka i w tym momencie przypomniałam sobie,że Bartek miał dzwonić czy dojechali.Oho super 20 nieodebranych połączeń i 10 wiadomości o treści czy mogłabym odebrać i czy nic się nie stało,a niech się pomartwi trochę o mnie.
- Cześć piękna.-do kuchni weszły po kolei dziewczyny.Dałam każdej po butelce wody i tabletce na głowę.
- Dzięki,że przyszłyście.-uśmiechnęłam się.
- Wiesz Lenka było świetnie,tylko nie jest ci żal że zniszczyłyśmy tą suknię?-zapytała Pola.
- Nie ja tego potrzebowałam,ona ciągle mi tylko przypominała jaka jestem beznadziejna.Dobra laski ogarniamy się i lecimy do roboty,znaczy zależy kto dziś musi iść.-powiedziałam i spojrzałam po dziewczynach i od razu zobaczyłam zmęczoną minę Poli.-Ooo Polcia razem dziś pracujemy.-zaśmiałam się.
- Ula zadzwoń do Witka że ja nie dam rady.-powiedziała do Uli.
- Pola wiesz,że po ostatniej imprezie powiedział,że nie chce rano dostawać telefonów że za bardzo zaszalałyśmy i nie możesz przyjść.-powiedziała i spojrzała na Polę.
- Dziewczyny ale mi jest tak nie dobrze.-powiedziała i poleciała do kibelka.
- Dobra ja ją dziś zastąpię.-powiedziała Ula i zaczęłyśmy się zbierać.Przed pracą odprowadziłyśmy też Polę do domu i wraz z Ulką poszłyśmy do baru.Na początku było dobrze,myślałam że dziś nie będzie tak dużo ludzi,ale tylko gdy wybiła godzina obiadowa,to aż ludzie się u nas w knajpie nie mieścili.Nie miałyśmy z Ulą chwili spokoju.Cały czas dzwonił mi telefon,ale nie mogłam odebrać bo albo coś podać,albo przyjąć zamówienie.Na szczęście o 18:00 zmieniły nas Kaśka i Julka,które miały na wieczór tak powiem dyżur bo dziś jakaś impreza jest organizowana.
- Lena musisz zostać.-do szatni wszedł Witek.
- Jak to zostać,przecież dziewczyny już mnie zmieniły.-popatrzyłam na niego.
- No wiem,ale czterech kelnerów nie da radę,musisz zostać,Ula też zostaje.
- Dobra tylko jeszcze zadzwonię bo cały czas mój telefon się do mnie dobija.-powiedziałam i wyjęłam urządzenie,które znów zaczęło dzwonić.To był Bartek.
- Halo?-zapytałam i usłyszałam taki spokojny wydech.
- Boże czemu od wczoraj nie odbierałaś,dzwoniłem?
- Jezu pracuje chyba,co u dzieci?-zapytałam nie chcąc słuchać jego niby martwienia się o mnie.
- Dobrze,cały czas z dziadkami siedzą.
- To się cieszę.Dobra ja kończę bo muszę wracać do pracy.Cześć.-powiedziałam i się rozłączyłam.Wiecie męczy mnie rozmowa z nim przez telefon,sami widzicie że ona się nawet nie klei.Wyłączyłam komórkę i wróciłam na salę.I taki zapieprz do samego rana.
Wszystko skończyło się o 5 rano,ale samo sprzątanie zajęło nam do godziny 7:00.Do domu wracałam z zamkniętymi oczami,w ogóle cud że wróciłam do domu i że nie zasnęłam gdzieś na pierwszej ławce w parku.Gdy tylko znalazłam się w mieszkaniu padłam jak długa na łóżku i zasnęłam.Ale nie dali mi długo pospać bo znów mój telefon się odezwał.Tym razem to była moja mamusia.
- Tak mamuś?-zapytałam zaspana.
- Przepraszam nie chciałam cię obudzić,ale co ty na to że jak będziesz dzieci odbierać to może byś wpadła do nas,wiesz tata dostał teraz tydzień urlopu to przyjedźcie.
- A może to wy przyjedziecie,miejsca jest dużo,a teraz najbardziej byście mi się tu przydali bo mamy teraz taki zapierz w pracy,że czasami nie mam co z dziećmi zrobić a tak to z wami by były.
- No dobra to za tydzień się widzimy córeczko.-zaśmiała się.
- No papa.-wyłączyłam telefon i znów spać.Takim oto sposobem pospałam sobie do godziny 16:00.Wiecie gdyby dzieci były to już o 9:00 byłabym na nogach a teraz mam taki luz lekki że są u niedoszłych teściów.Oni to mają okropnie co chwilę muszą poznawać nowe laski Bartka,co się do jednej przyzwyczają to muszą już kolejną poznawać,ale Bartek zawsze taki był w szkole to tydzień z tą ,później ten tydzień z tamtą.Nawet nie wiem co mnie tak do niego ciągnęło,ale gdy już zaczęliśmy być razem to było cudownie do czasu,kiedy nie dostał tego pieprzonego kontraktu z Kędzierzynem.Najbardziej bolało mnie że zerwał ze mną jakby to był tylko mały problemik.Nie patrzył co się między nami stało.Bo skoro jesteśmy w związku i decydujemy się na łóżko to chyba jednak kobieta coś dla tego faceta znaczy.Chyba że byłam wtedy zabawką,którą znowu zapragnął mieć i znowu ją zapłodnił i teraz którą znowu porzucił,znaczy ja porzuciłam ale on powinien walczyć a nie znalazł sobie kolejną.I co mam się spodziewać że za kilka lat znowu przyjdzie do mnie i ja głupia znowu uwierzę że mnie kocha,bo ja go do cholery kocham i w tej sprawie zawsze będę naiwna.Wybaczyłam mu wszystko co możliwe,nawet to że jest teraz z Clarą mu wybaczyłam.Czemu ja zawsze muszę wszystko zniszczyć,Bartek nigdy nie był niczego winny.Ja mu nie powiedziałam o ciąży,uciekłam,7 lat się nie odzywałam,wieczne kłótnie to ja zaczynałam,teraz to rozstanie to ja tego zażądałam.Boże właśnie zrozumiałam że wszystko złe w naszym związku to ja.W tym momencie czuję się okropnie.
W końcu mogłam jechać odebrać od swoich niedoszłych teściów,moje kochane dzieci.Z samego rana wyjechałam do Nysy,ale droga za fajna nie była,nie sądziłam że mogą być takie wielkie korki na ulicy.Ale kiedy wreszcie minęłam tabliczkę z napisem Nysa to odetchnęłam z ulgą.Kiedy znalazłam się pod domem Kurków to siedziałam w samochodzie dobre 30 minut,jakoś głupio mi było tam wejść po tym wszystkim.W końcu oni dalej nie rozumieją mojej decyzji o zerwaniu zaręczyn,ale też nie mogłam siedzieć w aucie cały dzień.Wzięłam kilka głębokich oddechów i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych.Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili otworzyła mi drzwi Maja.
- Mama!!!-krzyknęła i mocno się do mnie przytuliła.
- Boże moja myszka jak ja się stęskniłam za tobą.-zaśmiałam się i weszłam z nią do środka.-Dzień dobry.-powiedziałam jak w przedpokoju zobaczyłam rodziców Bartka i Kubusia,którego trzymała pani Iwona.Wzięłam syna na ręce i mocno przytuliłam.
- Cześć Lenka,jak cię dawno nie widzieliśmy.-zaśmiał się tata Bartka.Zostałam zaproszona do salonu gdzie siedziała Clara z Bartkiem.Nie powiem,ale zrobiło mi się trochę tak niezręcznie.
- Maja masz już rzeczy spakowane?-spojrzałam na córkę,która usiadła Bartkowi na kolanach i mocno się przytuliła.
- Jeszcze nie.
- To chodź spakujemy i uciekamy.-powiedziałam.
- Gdzie myślałam że zostaniecie do jutra,dopiero co przyjechałaś,odpoczniesz i jutro pojedziecie.-powiedziała pani Iwona uśmiechając się do mnie.
- Nie chce wam kłopotu sprawiać,a lepiej będzie jak pojedziemy już.
- Przestań jak mama mówi żebyście zostali to zostaniecie.-po dłuższej chwili odezwał się Bartek.I wszyscy mnie przegłosowali,więc nie miałam wyjścia.
Po kolacji,na której musiałam siedzieć koło Clary udałam się do pokoju,żeby się odświeżyć.Kiedy patrzyłam przez okno do pokoju weszła Clara.
- Cześć nie przeszkadzam?-zapytała.
- Nie raczej nie,coś się stało?-powiedziałam dalej patrząc w okno.
- Mam nadzieję że nie jesteś zła że jestem z Bartkiem?
- Słucham?-zapytałam odwracając się do niej.-Po tym wszystkim mam ci życzyć szczęścia bo nie rozumiem,od samego początku dostawiałaś się do Bartka,mi już nawet nie chodzi o to że z nim jesteś,ale jak jeszcze był zaręczony to wtedy nie miałaś skrupułów i normalnie się nie martwiłaś czy nie jestem zła,a teraz masz tupet tu przychodząc i zadawać mi takie pytanie.To ja ci zadam lepsze ile razy weszłaś Bartkowi do łóżka jak jeszcze był ze mną?-zapytałam patrząc jej prosto w oczy,a ona zaniemówiła.
- Czyli już wiesz?-szepnęła i teraz to ja poczułam się jakbym dostała porządnie w twarz.-Dwa razy ale to było przypadkiem po alkoholu.-tłumaczyła się a ja stałam i nie mogłam w to uwierzyć.Zostałam zdradzona przed własnym ślubem i gdybym nie zerwała z Bartkiem nigdy bym się tego nie dowiedziała.Zaczęłam się sama sobą brzydzić,on spał z nią,później przychodził do mnie,całował ją później mnie.Niedobrze mi się zrobiło.
- Dobra możesz już wyjść,chcę zostać sama.-powiedziałam odwracając się do okna i ukrywając spływające po moim policzku łzy.Na szczęście wyszła bez słowa.Całe życie w tym momencie mi się zawaliło to jest nie do opisania.
Nie zważając na godzinę oznajmiłam że idę na spacer choć było w cholerę zimno to nie przeszkadzało mi to bo po takiej dawce nowinek ostudzić myśli musiałam.Chciałam być sama,ale za mną z domu wybiegł Bartek.
- Lena pogadajmy.-powiedział łapiąc mnie za rękę.
- Ale o czym bo jest dużo tematów.-powiedziałam śmiejąc się.
- Lena proszę cię.-szepnął.
- Bartek popatrz mi się prosto w oczy.-powiedziałam a on spełnił moją prośbę.-Nie nawidzę cię.-szepnęłam.-Potrafiłam ci wszystko wybaczyć,ale myśl że ty przed ślubem mnie zdradzałeś i przyjeżdżałeś do mnie i do dzieci jakby nic się nie stało mnie osłabia i obrzydza.Czy ty przez całe życie traktowałeś mnie poważnie,czy jednak byłam twoją kolejną zdobyczą i jak tylko pojawił się kontrakt to uciekłeś ode mnie bo tak było ci prościej.
- Lena zawsze byłaś ważna dla mnie,a nawet dalej jesteś.-powiedział,ale mu przerwałam.
- Przestań mnie w końcu okłamywać,wiesz odkąd zaczęłam się z tobą spotykać zawsze myślałam że stworzymy świetną rodzinę dla naszych dzieci,które chciałam mieć z tobą,później jak powiedziałeś o kontrakcie i że już w naszą miłość nie wierzysz to całe moje plany się zawaliły.Po 7 latach odzyskałam tą wiarę,ale znowu ty mi ją zepsułeś.Tylko po co znowu namieszałeś mi w życiu,boże ja już nie mogę.Ty sobie teraz pojedziesz a ja tu zostaję z dwójką dzieci,nie wiesz jaki to jest trud dla mnie.-powiedziałam płacząc.
- Przecież ci pomogę Lenka.-przytulił mnie.
- Nie dotykaj mnie.Chcesz usłyszeć prawdę więc tak żałuję że jesteś ojcem moich dzieci,żałuję że w ogóle zgodziłam się z tobą być.Rozumiesz mnie żałuje.-wykrzyczałam i wróciłam do domu.Widziałam przez okno że stał cały czas w tym samym miejscu i w ogóle się nie ruszał.Niestety rozum wykrzyczał swoje,a w tym momencie głos serca był za cichy by pokonać głos rozumu.
Rano od razu po śniadaniu postanowiłam wyjechać,Bartek zapakował rzeczy dzieci do samochodu i od razu się z nimi pożegnał ja tylko zrobiłam to z rodzicami Bartka i jego bratem.
- Lena mogę mieć prośbę?-zapytał Bartek.
- Mam nadzieję że nie będziesz prosić o wybaczenie.-zaśmiałam się zła.
- Dla dobra dzieci pogódźmy się.-powiedział,a ja spojrzałam na dzieci w samochodzie.
- Mogę z tobą normalnie rozmawiać,nie będę utrudniała kontaktów z dziećmi,ale nic poza tym i tak za dużo ode mnie wymagasz.-powiedziałam i wsiadałam do samochodu.Z każdą minutą kiedy samochód oddalał się od Nysy to miałam ochotę zawrócić i powiedzieć mu że dalej go kocham,ale także mam ochotę uderzyć go porządnie w twarz za to że mnie zdradził,ale muszę być dorosła i pokazać że nie z takimi rzeczami daję sobie radę.
- Mamo dlaczego ty i tata się nie kochacie?-zapytała w pewnym momencie Maja.
- Maja posłuchaj to że ja i tata nie jesteśmy razem nie oznacza że was nie kochamy.-popatrzyłam w lusterko by widzieć jej twarz.
- Ale ja wiem,że nas kochacie,ale czemu wy?
- To trudne,ale tata kocha Clarę i tak musi być.
- Czyli znowu będziemy same przez tyle lat co ostatnio?-zapytała a ja zjechałam na ubocze.
- Maju posłuchaj ja wiem,że masz żal do mnie że nie wiedziałaś tyle lat kto jest twoim tatą,za to cię strasznie przepraszam.Gdy tylko będziesz starsza wytłumaczę ci moje zachowanie,a to że tata nie będzie z nami nie oznacza że o nas zapomni i znów będziemy same,bo tak nie będzie,zobaczysz.-uśmiechnęłam się do niej,a ona do mnie.
- Kocham cię mamusiu.
- Ja ciebie też mój krasnalku,a teraz ciii bo Kubuś śpi.-puściłam jej oczko i ruszyliśmy w dalszą drogę.Teraz moje myśli krążą nad nowym początkiem.Na końcu dro­gi jest początek, z które­go wys­tarto­wałam.Te­raz widzę, ile się zmieniło,ale na końcu dro­gi jest no­wy początek.Te­raz widzę, ile jeszcze przed mną.Ktoś mi po­wie­dział abym w końcu za­pom­niała o przeszłości,więc może to teraz będzie moją receptą na dalsze życie bez osoby którą kocham,a którą będę codziennie widzieć patrząc na moje dwa skarby,które trzymają mnie przy życiu.......





Oto i jest nowy rozdział,mam nadzieję że wam się spodoba.Dziękuję za poprzednie komentarze,bo strasznie się cieszę że czekałyście na mnie i tak ciepło mnie przyjęłyście.Ten jeszcze krótki,ale kolejne będą już dłuższe :-) Kolejny rozdział za kilka dni,a na drugim blogu troszkę się spóźnię ale nadrobię :-) Także do następnego ;-*
Pozdrawiam Aga

środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 66:

Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem.Może działaliśmy w wielkich emocjach.Znów skrzywdziliśmy dzieci.Nie wiem czy zasługujemy być rodzicami,skoro nie potrafimy dobrze zająć się własnymi dziećmi.Co było dla mnie najgorsze?
Tak dzwoniłam do wszystkich osób z listy i odwoływałam ślub.Jak pytali dlaczego,mówiłam " Po prostu nie wyszło ".
To łatwiejsze niż uciekanie w kłamstwa,że postanowiliśmy jeszcze rok poczekać,bo tak na prawdę wątpię,żebym kiedykolwiek z Bartkiem stanęła na ślubnym kobiercu.Jak to mówią nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy,ja zaryzykowałam było cudownie do pewnego czasu,praktycznie jego kariera układa mu życie.Ona pokazała tylko,że ja nie nadaje się na drugą połówkę sportowca,bo nie potrafię spełniać oczekiwań,które on miał względem mnie.Niby przeciwieństwa się przyciągają,ale to nie u nas niestety.Wraz z rozstaniem postanowiłam wrócić do Katowic.
Jak przeżyły to dzieci,więc tak Maja jak to Maja jest zła ale jest już mądrą,dużą dziewczynką i rozumie że tak musi być,a Kubuś to jeszcze mały ale zauważa brak ojca.Nasi rodzice cały czas trują mi głowę,żebyśmy jeszcze pogadali ale to nic nie da.Praktycznie Bartek jak dzwoni to wcześniej pisze mi smsa i ja wtedy wołam Maję do laptopa i gadają,czasami to sadzam koło Mai,Kubę i tak w trójkę przeprowadzają konwersację.
- Lenka,a co z suknią ślubną?-zapytała mnie Pola.
- Nie mam pojęcia,chyba będę musiała sprzedać.-powiedziałam kładąc na stole kubeczki z herbatą.
- A nie lepiej ci ją zatrzymać.-spojrzałyśmy obie na Izę.-No co się tak patrzycie,przecież sama powiedziałaś,że z Bartkiem nie rozstajecie się na zawsze.
- Ale raczej tak będzie i jest,bo gdyby mu zależało to jakoś próbowałby to wszystko naprawić.
- Słuchaj daliście sobie przerwę.Nie miej do niego zażaleń że się nie stara,minął dopiero miesiąc.
- Iza koniec tego tematu,musimy same od niego uciec bo tak dłużej nie można.Rozmawiając o tym nigdy nie odpoczniesz.-zarządziła Pola.
- Masz rację.
- Właśnie Izka jak się czujesz?-zapytałam.
- No wiesz jak na czwarty miesiąc to dobrze.Ważne że mdłości przeszły.Wiem,że to będzie trochę głupie jak to powiem,ale cieszę się że znów jesteśmy w Katowicach razem.-uśmiechnęła się.
- Ja też Iza.-zaśmiałam się i przytuliłam je mocno.
- Mamo,tata cię prosi żebyś na chwilkę przyszła.-do kuchni weszła Maja.Kiwnęłam głową i poszłam do sypialni.Zamknęłam drzwi,żeby Majka nie podsłuchiwała.Usiadłam przed laptopem i czekałam aż się odezwie.
- Cześć.-szepnął cicho.
- Cześć.Coś się stało,że chciałeś porozmawiać?-zapytałam.
- Tak odwołałaś wszystko związane ze ślubem?-zapytał,a ja zaniemówiłam.
- Eee tak odwołałam,a co?
- Nic tylko się pytam,to dobrze że się tym zajęłaś bo przynajmniej ktoś wskoczy na nasze miejsce zarezerwowane w restauracji.-powiedział.
- No tak zwolniliśmy terminy wszędzie.O mamo.-klepnęłam się w czoło.
- Co?
- Odwołałam wszystko,ale nie byłam u księdza.Boże,wszystko na mojej głowie.-szepnęłam.
- A właśnie będę w Polsce za tydzień i jadę do rodziców,czy będę mógł wziąć ze sobą dzieci?-zapytał.
- A dlaczego pytasz to też twoje dzieci?-spojrzałam zdziwiona.
- Bo zawsze możesz zmienić zdanie.-powiedział,a mnie muszę powiedzieć zabolały te słowa.W tym momencie on oskarżył mnie że to ja zmieniam zdania i dlatego nasz ślub został odwołany.
- Wiesz ja muszę kończyć bo są u mnie dziewczyny i rozumiesz.-powiedziałam zła.
- Jasne,cześć.-powiedział i wyłączył rozmowę.
- Cześć.-szepnęłam i zamknęłam laptopa.Wróciłam do dziewczyn i opowiedziałam im o tej rozmowie.
- No Lenka wiesz jak to faceci oni zawsze mają tą dumę i nie przyznają się do błędu.
- Iza tu nie chodzi o przyznanie się do błędu,ale o to że to ja wiecznie zmieniam zdanie,on oczywiście jest tym oburzony.-mówiłam wymachując rękami.
- Lena stop,nie przejmuj się już tym.Ty masz swoje zdanie,on ma swoje i tego nikt nie zmieni.Na razie to zróbcie by dzieci nie odczuły za bardzo waszego rozstania.-powiedziała Pola i zakończyłyśmy tymi słowami temat mojego rozstania.
Dziewczyny posiedziały ze mną do wieczora,nastała kolejna samotna noc.Dzieci już spały,a ja siedziałam w kuchni i piłam kolejną herbatę.Jakoś spać nie mogę z tego wszystkiego.Niby nie jest mi źle z tym rozstaniem bo wiem że było nam potrzebne,ale czuję tą samotność,bo chociaż jak on był tam to czułam że ktoś mnie kocha,a teraz nie czuje nic,dlaczego tak jest nie wiem?
Oczami Bartka:
Od rozstania minął miesiąc.Tęsknię za nimi,ale to rozstanie było jak najbardziej na miejscu.
Po rozmowie z Leną,byłem wkurzony,więc wyjąłem z lodówki piwa i zacząłem sam pić.Przy czwartym ktoś zadzwonił do drzwi.Z ledwością wstałem i poszedłem otworzyć.To była Clara.
- Cześć Bartek.-uśmiechnęła się,nie wiele myśląc pocałowałem ją.Nie stawiała sprzeciwu.Bardzo szybko znaleźliśmy drogę do sypialni.I stało się,spędziliśmy kolejną noc razem.
Rano otworzyłem oczy i rozglądnąłem się dookoła.Nie mogłem sobie przypomnieć,co wydarzyło się poprzedniej nocy,ale szybko wspomnienia wróciły widząc obok Clare.Szybko zerwałem się z łóżka i poszedłem do kuchni.Jaki ja jestem nie odpowiedzialny,w Polsce mam dzieci,dziewczynę na której mi zależy,ale ona niestety mnie już pewnie nienawidzi.
- Cześć.-usłyszałem koło ucha i poczułem delikatny pocałunek na ustach.
- Cześć.-szepnąłem.
- Bartek co jest między nami,bo chce być pewna?-zapytała,a ja spojrzałem na nią.
- Clara ja nie chcę cię urazić ale nie panowałem nad sobą.
- Bartek rozumiałam z pierwszym razem,ale teraz nie odpuszczę bo to nie było nie panowanie nad sobą.Dobra byłeś nie trzeźwy.-powiedziała i podeszła do mnie.-Powiedz mi teraz żebym wyszła a wyjdę.-zbliżyła usta do moich i czekała na mój ruch.Nie wyprosiłem jej,wręcz przeciwnie znów poszliśmy do sypialni.
Tydzień później:
Oczami Leny:
Dziś Bartek przyjeżdża po dzieci,od wczoraj jest w Polsce,jestem mega wkurzona na niego a nawet więcej.Wyobraźcie sobie że dowiedziałam się jak on strasznie przeżywa nasze rozstanie tak bardzo,że już znalazł sobie nową panienkę,a co to za panienka oczywiście że Clara.Od samego początku wiedziałam że ona na niego poluje i jak tylko dowiedziała się że nam się nie układa to zaatakowała.Ciekaw jestem czy tylko Bartek będzie aż tak ze mną uczciwy i powie mi o tym bo mimo wszystko należy mi się trochę jego szczerości.
- Majka spakuj jeszcze tą bluzę.-powiedziałam podając jej ową rzecz.
- Mamo a ty na serio nie chcesz jechać do dziadków?-zapytała.
- Maja tłumaczyłam ci że ja po was przyjadę.-zaśmiałam się.
- Ale kiedyś byliśmy razem z tatą,czemu teraz nie?
- Córeczko proszę cię szybciej się pakuj bo zaraz będzie tata.-urwałam temat.Tak jak było ustalone Bartek był po dzieci równo o 12:00.
- Tata.-krzyknęła Maja i rzuciła się na niego.
- Cześć boże jak ty urosłaś.-powiedział i wziął Kubę który już jakoś stara się poruszać.-A ty synek jak urosłeś.-zaśmiał się.Ja bez słowa poszłam do kuchni i zaczęłam pić zaczętą kawę.Powoli znosił rzeczy do samochodu w którym czekała Clara było widać po niej zdenerwowanie żebym tylko nie wyszła z mieszkania,ale spokojnie nie będę na tą kobietę tracić sił i nerwów.Pożegnałam się z dziećmi i w końcu on się do mnie odezwał.
- To ja ich przywiozę za tydzień.
- Nie trzeba sama po nie przyjadę,bo jeszcze chciałam pojechać do moich rodziców.-spojrzałam na niego zła.
- No dobra,jak dojedziemy to zadzwonię.
- Mam nadzieję że zajmiesz się dziećmi,bo nie chcę znowu jeździć do szpitali bo czegoś byś nie dopilnował,a i jeszcze jedno ona nie ma prawa dotykać moich dzieci,zrozumiano?-spojrzałam na niego.
- Lena przestań,ona nic im nie zrobi.-powiedział zły.
- No pewnie że nie zrobi bo ich nie dotknie.Jedź już bo nie chce mi się ciebie oglądać i jej też.-powiedziałam i się odwróciłam w stronę okna.On bez słowa wyszedł i wdziałam tylko jak odjeżdżają.Nie mam zamiaru ukrywać odrazy do niej i złości na niego,niech wie że w tym momencie bardzo mnie skrzywdził.Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Poli.
- Słucham się kochanie?-zapytała wesoła.
- Impreza u mnie o 18:00,powiedz dziewczyną,mile widziany alkohol.-powiedziałam i się rozłączyłam.On może się bawić więc ja też mogę.O 18:00 wpadły dziewczyny i nawet się postarały z alkoholem.Nie było tylko Izy bo źle się czuła.A tak to była Pola,Ula,Kaśka,Julka i ja.Nowe kelnerki w knajpie ale świetny kontakt mamy więc zaczęłyśmy imprezować.Nie powiem na początku alkohol wchodził nie za bardzo ale z godziny na godzinę to szybko schodził.Jak tylko się kończył to leciałyśmy do sklepu obok mojego bloku.Na chwilkę zapomniałam o tym wszystkim co się wydarzyło.
- Dziewczyny mam pomysł.-powiedziałam i chwiejącym krokiem przyniosłam z sypialni moją suknię ślubną i jakieś farby i nożyczki.-Z powodu że jednak nie wychodzę za mąż pomóżcie zniszczyć mi tą suknię,która tylko mnie w tej szafie denerwuje.Byłyśmy nieźle pijane i muszę być szczera gdy tylko brudziłam moją suknię to z każdym ruchem było mi lepiej.Zniszczyłyśmy wszystko co związane ze ślubem,zaproszenia,buty,welon,pamiątki dla gości,nawet wszystkie prezenty od Bartka uległy małej deformacji.Na sam koniec ubrałam buty i wyszłam na balkon i nie patrząc na to że jest już bardzo późno krzyknęłam na całe gardło:
- Nie nawidzę cię!-mam nadzieję że on to usłyszy i po tym wszystkim zaczęłam płakać ,ale nie dałam dziś rządzić łzą znów w mój organizm trafiła wielka ilość alkoholu.Raz mogę zaszaleć......


Witam po długiej nieobecności,boże mam nadzieję że nie jesteście na mnie złe i że będziecie dalej ze mną.Mam nowe postanowienie że nigdy się nie poddam i będę walczyć.Także nowy już wkrótce a teraz zostawiam wam do oceny ten rozdział :-)
Pozdrawiam Aga

WRACAM !!!!

Mam ogromną przyjemność poinformować was,że dałam radę i mogę powiedzieć że wracam do was.Nawet nie wiecie jak za wami tęskniłam mam nadzieję że ktoś na mnie czekał i dalej będzie czytał moje wypociny :-)
Także na dwóch blogach powinno dziś jeszcze się coś pokazać dziękuję z góry wszystkim którzy czekali :-)
Pozdrawiam Aga

wtorek, 20 października 2015

Przykra wiadomość :-(

Niestety muszę to zrobić ZAWIESZAM swoje blogi na czas nieokreślony z przyczyn mojego zdrowia,z którym nie jest za dobrze i nie znajduję czasu na pisanie rozdziałów.Mam nadzieję że jak kiedyś wrócę to wy będziecie na mnie czekać. WYBACZCIE MI !!!!!

 Pozdrawiam Aga

niedziela, 20 września 2015

Rozdział 65:

To dziś Kubuś kończy rok.Od rana latam po całym Bełchatowie,a to odebrać tort,a to jeszcze coś pozałatwiać.
- Bartek weź nadmuchaj jeszcze te balony.-powiedziałam rzucając mu paczkę balonów.
- Ale jest ich już dużo w mieszkaniu.-powiedział rozglądając się.
- Kubuś lubi balony więc bierz się do roboty.-zaśmiałam się widząc jego minę.
- Skarbie czym ty się stresujesz to tylko urodziny,na których będą nasi rodzice.
- Ja się nie stresuje ale to są jego pierwsze urodziny i musi być idealnie.-powiedziałam.
- Damy radę.-uśmiechnął się.
- Nie wiem,dlaczego ty się nie stresujesz?-zapytałam.
- Urodziny to urodziny.Wiesz pragnę ci przypomnieć że to pierwsze urodziny mojego dziecka na których mogę być.-powiedział.
- Ooo przepraszam bardzo,u Mai nie byłeś ze swojej głupoty.
- Teraz mojej głupoty,a ty oczywiście bez winy?-spojrzał na mnie.
- A co to ja powiedziałam,że nie wierze w związki na odległość?
- No oczywiście,a to ja ukrywałem całą ciąże i przez siedem lat nie odezwałem się słówkiem i pewnie gdyby Maja nie była zawzięta na znalezienie ojca nie powiedziałabyś do dziś,że na świecie jest moja córka.-powiedział zły.
- Oczywiście,ale nie zapominaj że ty na pierwszym miejscu masz siatkówkę i karierę,później długo długo nic i dopiero rodzinę.-zaśmiałam się.
- To co ja tu jeszcze robię,powinienem iść na trening.-powiedział i się zaśmiał.-Przecież kariera jest najważniejsza.-krzyknął.
- Droga wolna,ale pamiętaj jeżeli teraz wyjdziesz to nie wracaj.-krzyknęłam,mierzyliśmy się wzrokiem,dopóki nie przerwała nam Maja.
- Dlaczego na siebie krzyczycie?-zapytała,a my się na nią spojrzeliśmy.
- Nie krzyczymy myszko,tylko żartujemy z tatą.-powiedziałam.-Chodź pomogę ci ubrać sukienkę,bo zaraz dziadkowie przyjadą,a ty weź się za te balony.-powiedziałam patrząc na niego.
Poszłam pomóc Mai się ubrać i następnie zajęłam się Kubusiem,który nie do końca wiedział,że to jego święto ale ważne że otoczenie które stworzyliśmy z Bartkiem bardzo mu się podobało.Kiedy dzieci były gotowe to ja poszłam się ubrać.Dokańczając makijaż usłyszałam dzwonek do drzwi.To byli nasi rodzice.
- Ooo i jest nasza synowa,mówiłem Iwonka że będzie ślicznie wyglądać jak zawsze.-zaśmiał się teściu i mnie przytulił.
- Dziękuję za komplement.-zaśmiałam się.
- A Lenka gdzie jest mój wnuczek?-zapytała mnie mama Bartka.
- Tutaj jest.-powiedział Bartek idąc z Kubą w naszą stronę.
- Jaki przystojny chłopak.-zaśmiali się.
- Będzie jak tatuś.-powiedziała moja mama.
- Lepiej żeby nie.-powiedziałam pod nosem,ale niestety wszyscy to usłyszeli.-Zapraszam do stołu.
Zabawa była świetna,ale wiedziałam że wszyscy wiedzą,że między mną a Bartkiem jest znowu spięcie.Rodzice siedzieli do 21:00 u nas,chciałam żeby zostali na noc ale musieli wracać,więc nie zatrzymywałam.Bartek poszedł odprowadzić rodziców do drzwi i w tym momencie dostał smsa.Byłam zbyt ciekawa więc odczytałam go.

PRZEPRASZAM
CLARA

Wpatrywałam się cały czas w ekran telefonu i nie mogłam ogarnąć za co ona go przeprasza.
- Mamo poczytasz mi bajkę?-zapytała Maja.
- Tak słoneczko.-odłożyłam telefon na blat i poszłam do pokoju z Majką.Czytałam jej bajkę i dalej się głowiłam z tym smsem.Kiedy Maja zasnęła,jeszcze długo siedziałam w jej pokoju,może nie chciałam teraz rozmawiać z Bartkiem.Może pośpieszyliśmy się z tym wszystkim.Może ślub dla nas to za dużo?
Przecież nigdy między nami nie było tyle kłótni,ta przerwa dość dług między nami wiele zmieniła.Bo można mówić że się kogoś kocha,ale nie zawsze jesteśmy tego pewni i zamiast się nad tym zastanowić to wolimy kłamać swoje rozumy,aby serca były szczęśliwe.Tylko ile tak można,kocham Bartka ale musimy poczekać ze ślubem,bo jeżeli przez głupie kłótnie w dalszym życiu mamy się rozwieść to tak będzie najlepiej.Wstałam i poszłam do sypialni gdzie na łóżku leżał już Bartek.
- Co tak długo?-zapytał.
- Czytałam jej bajkę.-powiedziałam biorąc rzeczy do kąpieli.Wzięłam szybki prysznic i położyłam się na swoim miejscu.
- Możemy porozmawiać?-zapytał mnie.
- O czym?
- O nas.
- Bartek ja wiele o tym myślałam,powinniśmy zrezygnować ze ślubu.-powiedziałam,a on aż się podniósł.
- Jak to zrezygnować ze ślubu?
- Normalnie.Mozę nie w tym roku,bo wiesz w końcu na razie nie jest nam potrzebny.
- A co z dziećmi?-zapytał.
- Ale ślub niczego by nie zmienił w życiu dzieci więc możemy jeszcze poczekać.-spojrzałam na niego.
- Kochasz mnie?-zapytał.
- Może to ja powinnam zapytać nie uważasz?-zaśmiałam się zła i odwróciłam się do niego plecami.
- Ja cię bardzo mocno kocham,i zawsze będę kochać,pamiętaj o tym Lenka.-szepnął i pocałował mnie w ramię,sam odwrócił się na drugą stronę i zasnął.Ja niestety jakoś nie mogłam.Chciałam wszystko ułożyć sobie w głowie.Bo jeżeli ja Bartka ograniczam i psuję wszystko w jego życiu.
Rano dalej patrzyłam w ścianę.Usłyszałam,że Bartek się przebudza więc zamknęłam oczy i udawałam ze śpię.
Niestety długo tak leżeć nie mogłam bo musimy w końcu wszystko ustalić.
- Cześć.-powiedziałam wchodząc do kuchni.
- Ty dzwonisz czy ja?-zapytał.
- Ale gdzie dzwonić?-zapytałam zdziwiona.
- Do wszystkich,że nie będzie ślubu.
- O to ci chodzi.-powiedziałam siadając.
- No wiesz trzeba poinformować że nie chcesz ślubu.
- To nie chodzi o to że nie chce.Po prostu może my się pośpieszyliśmy,przecież rok nas jeszcze nie zbawi.
- Lena to nie chodzi o to po prostu boisz się mi zaufać.Taka jest prawda.-powiedział.
- Nie prawda,ufam ci tylko coś mnie hamuje rozumiesz.-spojrzałam an niego.
- To może powinniśmy się rozstać,zrobić przerwę to będzie najlepsze.-szepnął.Nastała taka bardzo męcząca cisza.Ale niestety on miał rację,to nam pomoże.
- Masz rację robimy przerwę w związku.-powiedziałam ściągając pierścionek zaręczynowy i podając mu go.
- Nie oddawaj go,zachowaj go.Idę spakować swoje rzeczy i wracam do Włoch.-powiedział idąc do sypialni.Nie minęła godzina a już wychodził z mieszkania mówiąc tylko ciche żegnaj.Kiedy zamknęły się tylko drzwi łzy same spływały po moich policzkach,ale my się kochamy prawda,przecież wszystko będzie dobrze,wszystko będzie dobrze......





Jest po dłuższym czasie kolejny rozdział,jest on krótki ale muszę wskoczyć w rytm nadrabiania wszystkiego ale kolejny będzie już dłuższy.
Jak uważacie dobrze zrobili rezygnując z ślubu i z przerwy w związku???
Liczę na wasze komentarze i do usłyszenia.
Pozdrawiam Aga

Dzień dobry!!

Witajcie po tak długiej przerwie,miałam się pojawić w sierpniu ale niestety miałam mały wypadek,który skłonił mnie do jeszcze miesiąca przerwy ale jestem i mam nadzieję że pamiętaliście o mnie i będziecie znowu mnie odwiedzać i mam dla was niespodziankę.Wraz z moją przerwą wymyśliłam kolejne opowiadanie,więc teraz będę prowadzić dwa opowiadania.
Także wszystkim którzy byli cierpliwi to dostali taki prezent przeprosinowy ode mnie.
Wielkie także PRZEPRASZAM ode mnie i mam nadzieję że sie na mnie nie gniewacie.


 http://skrywana-milosc.blogspot.com/
Zapraszam serdecznie

Pozdrawiam Aga

poniedziałek, 20 lipca 2015

Ważne ogłoszenie

Muszę was poinformować że rozdział pojawi się dopiero w sierpniu. Skłoniły mnie do tego sprawy rodzinne.Bardzo przepraszam ale mam nadzieję że nie zapomnicie o mnie :) Także do zobaczenia i życzę udanym wakacji :)


Pozdrawiam Aga

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 64:

Tydzień później:
Wróciłam już do zdrowia na szczęście,wczoraj miałam wizytę u lekarza.Choroba mnie nie osłabiła i jest wszystko w porządku.Bartek trzy dni temu wrócił do Włoch,ale obiecał przyjechać na urodziny Kubusia.Czas biegł bardzo szybko bo nim się spostrzegłam to do ślubu zostało tylko 5 miesięcy.To strasznie mało,bo na naszą sytuację mało rzeczy mamy załatwione.
- Mamo pójdziemy na spacer?-do kuchni wbiegła Maja,przerywając moje rozmyślenia.
- Tak tylko musimy poczekać,aż Kubuś się obudzi.
- On już nie śpi.Była u niego.-uśmiechnęła się.
- Pewnie go obudziłaś.-zaśmiałam się.
- Nie jak przyszłam to już nie spał.-broniła się.Poszłyśmy do pokoju małego i rzeczywiście leżał uśmiechnięty w łóżeczku.
- Dobra to idź Maja się ubrać,a ja ogarnę Kubę i siebie.
Szybko ubrałam synka,a następnie poszłam go nakarmić.Po śniadaniu ja poszłam się ubrać.
Wyszliśmy razem w końcu na spacer do pobliskiego parku.Pogoda wreszcie zaczęła dopisywać.Nie było już śniegu,a słońce zaczynało wreszcie dobrze grzać.W końcu zaczyna się marzec,a to miesiąc wiosny.Kiedy doszliśmy do parku,Maja zaczęła biegać z Rafim,a ja pomagałam Kubusiowi chodzić.
- Brakuje jeszcze taty.-usłyszałam za sobą,odwróciłam więc głowę i zobaczyłam Polę.
- A żebyś wiedziała,że brakuje.-zaśmiałam się i przywitałam się z przyjaciółką.-A co ty tu robisz?
- To już nie mogę cię odwiedzić?-zapytała z uśmiechem.
- Możesz,ale mam nadzieję że nic się nie stało.-spojrzałam na nią.
- Przyjechałam pogadać.-powiedziała.
- To opowiadaj.-powiedziałam siadając na ławce,a Kubę włożyłam do wózka,gdzie zaczął bawić się zabawkami.
- Ostatnio rozmawiałam szczerze z Darkiem i chcemy być razem.-powiedziała.-Ale ja wiem,że to nie będzie szczęśliwy związek.
- O czym ty mówisz,jak nie szczęśliwy,kochacie się a to najważniejsze.-powiedziałam i spojrzałam na nią.
- Wiesz Lena o czym mówię.-szepnęła i spojrzała na Kubę.
- Pola nie myśl tak.Darek cię kocha.
- Wiem,że mnie kocha ale ja mu nie dam dzieci.-powiedziała i zaczęły spływać jej łzy po policzkach.
- A rozmawiałaś z nim na temat dzieci?-zapytałam,a ona pokręciła przecząco głową.
- Nie,bo kiedy chce zacząć to od razu chce mi się płakać i ni e zaczynam go w ogóle.
- A może właśnie powinnaś z nim porozmawiać jakie jest jego zdanie na ten temat.
- Każdy facet chce mieć dzieci.
- Nie każdy,musisz z nim porozmawiać.-powiedziałam łapiąc ją za rękę.
- A co myślisz o adopcji?-spojrzała na mnie.
- Wiesz to też jest rozwiązanie,tylko musicie być małżeństwem.
- Tylko to się tak długo czeka na to wszystko.-złapała się za głowę.
- Ale dasz dziecku miłość,której nie dostał od swoich prawdziwych rodziców.Na początku musisz porozmawiać z Darkiem.
- Masz rację Lena.-uśmiechnęła się do mnie.
- Opowiadaj jak było u jego rodziców bo w końcu nic nie wiem.-zaśmiałam się.
- Było super,Darek ich chyba wcześniej uprzedził jaka jest moja sytuacja,bo w ogóle nie wspominali o dzieciach,a później jego mama powiedziała żeby się nie poddawać.
- To bardzo się cieszę.-spojrzałam na zegarek,który pokazał już godzinę 14:00.Zawołałam Maję i wróciliśmy do domu.Pola została na obiad ale po posiłku musiała wracać na drugą zmianę do pracy.
Późnym popołudniem zadzwonił mój telefon,to był Bartek.Odebrałam i od razu kazał telefon oddać Mai.Rozmawiali przez całą godzinę.Ja bardzo ciekawska osoba próbowałam podsłuchiwać,ale nie za wiele zrozumiałam,musiałam po prostu wypytać Bartka o wszystko,albo Maję.
Siedziałam w salonie,a Kuba bawił się klockami kiedy w końcu ja otrzymałam urządzenie do komunikacji do ręki.
- O jednak chcesz ze mną rozmawiać.-zaśmiałam się.
- No raz mogę dłużej z moją drugą księżniczką porozmawiać chyba?-zapytał.
- No możesz głupku.Dlaczego dzwonisz teraz,przecież powinieneś być na treningu.
- Tak,ale treningu nie ma więc zadzwoniłem,ale ty mnie sprawdzasz.-zaśmiał się.
- Dobra,lepiej opowiadaj o czym z Mają gadałeś.
- A to moja droga tajemnica.
- No wiesz co masz tajemnice przed swoją przyszłą żoną i matką twoich dzieci?-zapytałam.
- Tak.To sprawa moja i Mai.
- Ok,będziesz coś chciał ode mnie.-powiedziałam.
- Pewnie,że będę.Lenka bo wpadłem na taki pomysł...-zaczął,a ja mu weszłam w zdanie.
- Ale nikt nie ucierpi na tym i nie będzie nikogo bolało?-zapytałam,a on się zaśmiał.
- Nie spokojnie,ale tak pomyślałem że może na urodziny Kuby to ty przylecisz z dziećmi do Maceraty?-zapytał,a ja zrobiłam wielkie oczy.
- Bartuś a na pewno dobrze pomyślałeś?-zapytałam,a tam cisza.
- Tak,a co ci się znowu nie podoba?
- Nie,że mi się nie podoba,ale to są pierwsze urodziny twojego syna i nie sądzisz,że nasi rodzice,a przede wszystkim twoi chcieli by być przy swoim wnuku?-zapytałam spokojnie,a on westchnął.
- No to zorganizujemy jeszcze jedne urodziny w Polsce.
- Bartek,możemy porozmawiać szczerze?-zapytałam.
- Rozmawiamy szczerze.-powiedział.
- Czemu nie będziesz mógł przyjechać?-zapytałam.
- Mam w tym dniu ważny trening przed meczem z Modeną,a gram w pierwszej szóstce i dlatego chce żebyś przyjechała do mnie.-wytłumaczył.
- Dobrze,ale to ty zadzwonisz i powiedz rodzicom moim i swoim o tym ja nie zamierzam świecić oczami.
- Ale ja nie mam czasu zadzwonić nawet do nich.-powiedział.
- To jest Bartek twój pomysł więc ty im to powiesz,możesz nawet wieczorami zadzwonić.
- I co ja mam powiedzieć rodzicom?-zapytał,a ja się zaśmiałam.
- Może,że nie będą na pierwszych urodzinach swojego wnuka,bo w tym dniu mam ważny trening i ja przyjeżdżam z dziećmi do ciebie.-powiedziałam zła.
- No to najwyżej ja nie będę na urodzinach.-powiedział po dłuższej ciszy.
- Rób co chcesz Bartek,tylko o swojej decyzji mnie poinformuj.
- Chyba,że zrobisz urodziny w tym terminie co mają być,a później przylecicie do mnie?
- Dobra zgadamy się jeszcze.-jeszcze chwilę pogadaliśmy i musieliśmy się pożegnać,bo Bartek miał mieć jakiegoś gościa.Ciekawe jaki to gość.
Oczami Bartka:
Podczas rozmowy z Leną,zadzwonił dzwonek.Pożegnałem się z narzeczoną i poszedłem otworzyć.
- Clara?-zapytałem.
- No ja a ktoś za mną jeszcze stoi?-zapytała z uśmiechem.
- Nie wejdź.Coś się stało?-zapytałem.
- Nie tylko przyniosłam ci ostatnie statystyki,bo byłeś w Polsce i trener kazał podrzucić.
- Dzięki,ale trzeba było zostawić w klubie jutro bym odebrał.-uśmiechnąłem się.
- Żaden kłopot.Przeszkodziłam w czymś?-zapytała.
- Nie spokojnie.Napijesz się czegoś?
- A poproszę herbatę.Więc opowiadaj co tam w Polsce?
- Jakoś leci,szykują się urodziny Kuby.
- No to kawaler rośnie.-uśmiechnęła się.
- Oj rośnie,ale Maj też niczego sobie strasznie podskoczyła.
- No tak mają geny po tobie.-zaśmialiśmy się.-A co u Leny,bo słyszałam że chora była.
- Tak,ale już wszystko w porządku.-postawiłem przed Clarą ciepły napój.
- Jak przygotowania do wesela?-zapytała.
- Jakoś idą,ale dajemy radę.Co u ciebie?-spojrzałem na nią.
- Po staremu,o pogłośnij radio.-poprosiła,więc spełniłem jej prośbę.-Uwielbiam tą piosenkę.
- Mogę panią prosić?-zapytałem,a później się oboje zaśmialiśmy.
- Oczywiście.-zaczęliśmy tańczyć.Przy refrenie spojrzeliśmy sobie w oczy.Nagle nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać i wreszcie nasze usta się spotkały.Bardzo szybko znaleźliśmy się w sypialni.Zdejmowaliśmy z siebie ubrania,gdy nagle na podłogę spadło zdjęcie Leny z dziećmi.To był znak co ja właśnie robię.Szybko się opamiętałem i wstałem z łóżka ubierając koszulkę.
- Przepraszam Bartek nie wiem co mną kierowało.-powiedziała zakładając bluzę.
- Nie to ja przepraszam.
- Ja już pójdę,jeszcze raz przepraszam.-powiedziała i wyszła.Usiadłem na łóżku i podniosłem zdjęcie,które dalej leżało na ziemi.Chciałem sam sobie porządnie walnąć w twarz za to co zrobiłem wcześniej i co niemal zrobiłem chwilę temu.Po prostu jestem idiotom.Siedziałem tak do drugiej w nocy.W końcu podniosłem tyłek i poszedłem do salonu po telefon.Wybrałem numer Leny i czekałem aż odbierze.
- Halo?-zapytała senna.
- Lenka,obudziłem cię?-zapytałem,a ona ziewnęła.
- Nie wcale czytałam książkę.
- Przepraszam,ale muszę ci coś powiedzieć.-szepnąłem.
- Co musisz mi powiedzieć?
- Bardzo mocno cię kocham.-szepnąłem znów,a ona czułem jak się uśmiecha.
- Ja ciebie też najmocniej na świecie.-powiedziała.
- To idź spać dalej zadzwonię po treningu.Pa kotku.
- Pa misiu.-rozłączyłem się.
Teraz wiem co muszę zrobić.
Oczami Leny:
Rano obudziłam się strasznie wyspana i w świetnym humorze.Byłam zła na Bartka ze mnie obudził w środku nocy,ale cała złość przeszła po jego słowach.Wzięłam do ręki telefon i sprawdziłam godzinę.Była 10:00.Muszę dziś Bartka przycisnąć by wreszcie dał mi odpowiedź w sprawie urodzin Kuby.Już za kilka dni mój synek będzie miał pierwsze urodziny.Nie wiem kiedy minął ten czas.Przecież niedawno robiłam wszystko by Maja nie dowidziała się kto jest jej ojcem,a dziś jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.Mam świetnego narzeczonego,z którym zdarzają mi się kłótnie i to ogromne ale dajemy radę,mam dzieci które sprawiają że każdego dnia na mojej twarzy panuje uśmiech,mam świetną rodzinę.Czego chcieć więcej,a i oczywiście jeszcze mam świetnego pieska,bo on należy do rodziny jak nic.
- Mamo,jestem głodna.-do sypialni weszła Maja.
- Już słoneczko,a co byś chciała?-zapytałam jej,a ona zrobiła minę myśliciela i po chwili uśmiechnęła się szeroko.
- Naleśniki.-krzyknęła.Kiwnęłam głową i udałam się do kuchni,ale po drodze zajrzałam do pokoju syna,który leżał i tylko krzyczał.
- Śniki.-krzyczał,a ja się zaśmiałam.
- Kubuś też będzie jadł naleśniki?-zapytałam biorąc go na ręce.
- Śniki.-szybko ubrałam Kubę i udałam się z synem do kuchni,gdzie czekała na nas już Maja.Posadziłam Kubusia w jego foteliku i zajęłam się przygotowywaniem masy naleśnikowej,którą znam na pamięć bo wielkiej filozofii nie ma by zapamiętać przepis.Kiedy pierwsze naleśniki były gotowe podałam je dzieciom,a one pałaszowały aż im się uszy trzęsły.No wiadomo,że smakuje w końcu mamusia robi.
- A co dziś będziemy robić?-zapytałam Mai.
- Możemy porysujemy?-spojrzała na mnie swoimi błękitnymi oczami.
- No możemy.To idź z Kubusiem do salonu,a ja pozmywam i będziemy rysować.-powiedziałam,a ona poszła z bratem do salonu.Szybko posprzątałam w kuchni i poszłam się ubrać.
Wróciłam do salonu,gdzie był już rozstawiony cały sprzęt Mai do malowania,nawet Kuba miał swoją tablicę na której mógł sobie malować kredą.
- To co mamusiu rysujemy?-zapytała Maja.
- Może nowy portret rodziny?-zapytałam,a ona ochoczo kiwnęła głową.Zaczęła więc malować,więc jej nie przeszkadzałam i rysowałam z Kubą samochód.Tylko co narysowałam to on od razu zmazywał gąbką.Wiele zabawy było z tym malowaniem.A jeszcze śmieszne było to,że Rafi też zlizywał to co malowałam na tabliczce.
- Mamusiu skończyłam.-pisnęła zadowolona Maja.
- Chodź Kubuś zobaczymy co Maja narysowała.-wzięłam syna na ręce i podeszłam do dzieła Mai.
- Piękne Maju,a gdzie tata?-spojrzałam na córkę.
- No tutaj w samolocie,machamy mu.-powiedziała.
- Ale myślałam,że tatuś będzie z nami tutaj.
- Przecież taty z nami nie ma bo jest tam daleko.Więc musiał być w samolocie.Idziemy powiesić na lodówkę?-spojrzała na mnie.
- No możemy powiesić.-powiedziałam i poszłyśmy powiesić rysunek.
Wieczorem,kiedy dzieci już smacznie spały,usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.Zdziwiona poszłam na przedpokój.Ujrzałam Bartka,który wnosił swoją walizkę.Staliśmy kilka metrów od siebie i patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nie przywitasz się ze mną?-zapytał z uśmiechem.
- Ale jak ty tu,przecież ważny mecz z Modeną.-mówiłam i mówiłam,ale on pocałował mnie co spowodowało,że szybko przestałam trajkotać.
- No i takie powinny być przywitania.-zaśmiał się.-Tęskniłem cholernie.-szepnął.
- Ja za tobą też.-przytuliłam się do niego.
- Dzieci śpią?-zapytał,a ja kiwnęłam głową.Nagle usłyszeliśmy skomlenie,Rafi także stęsknił się za swoim ulubionym panem bo skakał wokół jego nóg,dopóki Bartek nie kucnął i zaczął go głaskać.
- Jesteś głodny?-zapytałam.
- Strasznie kochanie.-wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do kuchni,gdzie kazałam siąść na krześle,a ja zajęłam się robieniem kanapek.
- Trener się zgodził byś przyjechał?-zapytałam krojąc pomidora.
- Mhm,gdyby nie to mnie by tu nie było.O Maja namalowała nowy rysunek?-zapytał podchodząc do lodówki.-Nawet Majka ma rację,nie ma mnie z wami.-szepnął.
- Skarbie na nowy sezon się przeprowadzamy z tobą.-uśmiechnęłam się.
- Przenoszę się do Resovi.-powiedział i spojrzał na mnie.
- Ale przecież miałeś być w Lube jeszcze rok.
- Zmieniłem zdanie chcę wrócić do ojczyzny.-uśmiechnął się,a ja pisnęłam i uwiesiłam się mu na szyi.-Będę miał was blisko siebie.Kocham cię Lenka.-szepnął opierając swoje czoło o moje.
- Ja ciebie też Bartuś.-powiedziałam i złączyłam nasze wargi gorącym pocałunkiem.
- Jak to przeżyła Clara?-zapytałam z uśmiechem.
- Dowie się w nowym sezonie,jak mnie na treningu nie będzie.-zaśmiał się,a ja razem z nim.
- Zmieniłeś się.-powiedziałam patrząc na niego.
- No ostatnio nieźle przypakowałem.-powiedział i napiął mięśnie.
- Nie o to mi chodziło.-zaśmiałam się.-Tak w ogóle się zmieniłeś.
- To źle czy dobrze?-zapytał.
- Dobrze misiu.-powiedziałam i dokończyłam przygotowywanie kolacji.
Kiedy położyliśmy się wreszcie razem do łóżka,nie wiedziałam czy mogę spokojnie zasnąć i gdy się obudzę to nie będzie sen że on tutaj jest,ale w końcu moje zmęczenie dało o sobie znać i zasnęłam przytulona do mojego wielkiego misia.

Sypialnia.
Bartek i Clara.
Pocałunek.
Porozrzucane ubrania.
Łóżko.
Odpoczynek.
Poczucie winy.
Kłamstwo.
- Mamo wstawaj.-poczułam jak ktoś szturcha moje ramię,otworzyłam oczy i ujrzałam Maję.
- Co się stało?-zapytałam ziewając.
- Popatrz tatuś jest w domku.-pisnęła i przytuliła się do Bartka,który trzymał już naszego synka.
- Cześć kochanie,jak się spało?-zapytał mnie z tym jego mega uroczym uśmiechem.I w tym momencie przypomniał mi się mój sen.Dość dziwny był jak film,pewien wątek i czarność i znów kolejna scena i znów czarność.Ale to kolejny z moich głupich snów.
- Świetnie,bo byłeś obok.-posłałam w jego stronę czarujący uśmiech.
- To co jemy na śniadanko,ja robię.-powiedział podawając mi Kubę i wstał.
- Omlety.-krzyknęła Maja.
- Lety.-powtórzył za siostrą Kuba.
- Skarbie omlety?-zapytał się mnie.
- Omlety skarbie.-uśmiechnęłam się.
- Kto idzie zobaczyć jak gotuję?-zapytał,a my podążyliśmy za nim.
Znów zagościł u nas spokój i brak problemów.Za kilka dni urodziny Kuby i mam nadzieję,że powrót Bartka do ojczyzny w nowym sezonie przyniesie nam dużo szczęści,a co najważniejsze wreszcie będziemy wielką szczęśliwą rodziną.......
 
 
 
I jest nareszcie kolejny.Jeszcze raz wielkie przeprosiny,mam nadzieję że więcej mój laptop nie nawali.Polacy dalej w grze,bardzo się cieszę :)
Kolejny pojawi się za tydzień.Mam nadzieję że ten wam się spodoba.
Teraz zaczynam nadrabiać zaległości na waszych blogach :)
Pozdrawiam Aga


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Wielkie opóźnienia

Muszę z przykrością poinformować że rozdział pojawi się dopiero w niedzielę ponieważ zaczęły się wakacje i mojemu laptopowi coś odwaliło mam nadzieję że zacznie działać. Jeżeli się wcześniej obudzi to dodam wcześniej. Bardzo was przepraszam i życzę udanym WAKACJI !!


Pozdrawiam Aga

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 63:

Obudziło mnie lekkie głaskanie po mojej twarzy.Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Mai.
- Cześć mamusiu,jak się czujesz?-zapytała.
- Córeczko bo się zarazisz.-powiedziałam.
- Nie,a wiesz że tata zrobił obiad.-zaśmiała się,a ja na nią spojrzałam.
- Jaki obiad?
- No dobra zamówił pizzę,ale kazał powiedzieć,że zrobił obiad.-uśmiechnęła się.Powoli wstałam z łóżka i poszłam do salonu,gdzie siedział Bartek z Kubą i oglądali bajkę.
- Cześć słoneczko.-powiedziałam,a mój syneczek się uśmiechnął.
- Miałaś skarbie leżeć.-powiedział do mnie Bartek.
- A Maja zawołała mnie na obiad bo powiedziała,że zrobiłeś to gdzie jej moja porcja wyśmienitej pizzy?-zapytałam i kaszlnęłam.
- Lenka idź się połóż,ja ci zaraz obiad przyniosę do łóżka.-powiedział wstając.
- Nie przesadzaj nie umieram to tylko choroba,która przechodzi.Sama zrobię sobie obiad.-zaśmiałam się.
- Lenka proszę cię.-złapał mnie za rękę.
- Ja też cię proszę.-uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni.Zrobiłam sobie kanapkę,ale kiedy miałam ją ugryźć to przeszła mi ochota na jedzenie.Zostawiłam więc ją na blacie i wróciłam do sypialni.Położyłam się i nie minęła chwila,kiedy do pomieszczenia wszedł Bartek.Niósł ze sobą moją kanapkę.
- Proszę bardzo chyba zapomniałaś jej z kuchni.-powiedział i usiadł koło mnie.
- Nie jestem głodna straciłam apetyt.
- Lenka jesteś chora powinnaś jeść,żeby wyzdrowieć..-spojrzał na mnie.
- To ja ją tu położę,a jak zgłodnieje to zjem ją,dobrze?-zapytałam,a ona westchnął.
- Mierzyłaś gorączkę?-zapytał.
- Teraz będę mierzyć.-powiedziałam biorąc do ręki termometr.Nie musiałam długo czekać na wskazanie temperatury,byłam tak gorąca,że urządzenie pokazało szybko 39'C.
- Poczekaj przyniosę ci leki.-pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Nigdy nie lubiłam chorować,zawsze gdy w dzieciństwie chorowałam to było to tak okropne,że dziwiłam się że przeżywałam.Czekając na Bartka,zadzwonił dzwonek do drzwi.Nie miałam siły wstać,ale bardzo mnie ciekawiło kto przyszedł,więc z ledwością wstałam i podeszłam do drzwi sypialni,zaczęłam nasłuchiwać.Po kilku sekundach,już wiedziałam kto przyszedł i powiem wam tylko jedno,Bartka to kiedyś zabiję za jego długi jęzor.
- Lenka córeczko czemu nie zadzwoniłaś,że jesteś chora.-do sypiali dosłownie wbiegła moja mama i mama Bartka.
- Bo nie umieram to zwykła grypa.-powiedziałam przewracając oczami.
- Grypa to poważny wirus,powinnaś pierwsze co zadzwonić do nas.-powiedziała pani Iwona.I nagle do sypialni z lekami wszedł Bartek.
- Bartek ty kablu jeden.-krzyknęłam na niego i zakaszlałam.
- Co to nie ja powiedziałem.-bronił się.-Znaczy próbowałem nie mówić.-podrapał się po głowie.
- Śpisz dziś w salonie.
- Dlaczego niby?-zapytał i zrobił minę oburzonego dziecka.
- Bo się skarbie zarazisz,a ja nie mogę na to pozwolić.-powiedziałam i położyłam się przykrywając kołdrą.
- Chodź Iwonka musimy ugotować rosół.On pomoże Lence.-powiedziała moja mama i wyszły obie z pokoju.
- Ojcowie też są?-zapytałam narzeczonego.
- Nie.Lenka zadzwoniłem bo ja bym sobie nie poradził.-powiedział siadając po drugiej stronie łóżka.
- To nie powód żeby od razu dzwonić po nasze mamy.Bartek ja jestem dorosła umiem o siebie zadbać.-powiedziałam.
- Mhm na pewno.-szepnął tak żebym ja tego nie usłyszała,ale niestety słuch mam bardzo dobry.
- Co znowu chcesz mi przypomnieć że byłam w szpitalu?-zapytałam.
- Byłaś w szpitalu,kobieto ty walczyłaś o życie,a my wszyscy się o ciebie martwiliśmy.-powiedział podniesionym głosem.
- Przepraszam,ale to ty mnie doprowadziłeś do takiego stanu.
- Jasne teraz wszystko zwal na mnie,nie moja wina że nie chciałaś ze mną pojechać.-spojrzałam na niego wściekła.
- Oczywiście bo ja nie chciałam pojechać,człowieku nie chciałam być suką,która ogranicza swojego faceta.Od początku ci mówiłam,że jak wybierzesz klub za granicą to ja nie jadę.-krzyknęłam i poczułam ze moje gardło się rozpada,ale nie zaprzestanę na tym.
- Umowę podpisałem na kolejny rok,znowu tu zostajesz?-zapytał zły,przepraszam poprawka krzyknął zły.
- A żebyś wiedział że zostaję.
- I sobie zostawaj.-krzyknął znów.
- Wynoś się stąd,bo tylko mi ciśnienie podnosisz.-również krzyknęłam,a on posłusznie wyszedł trzaskając drzwiami.Nie minęła chwila,a do pokoju weszła moja mama.Po jej wzroku widziałam,że szykuje się poważna rozmowa.
- Lena mogę wiedzieć co wy robicie?-zapytała.
- Nic,rozmawialiśmy.-powiedziałam cicho,moje gardło totalnie wysiadło.
- To nazywasz rozmową,Maja uciekła do pokoju,Kuba siedzi i was słucha.Cały blok was słyszał.-mówiła wyliczając na palcach.
- Mamo proszę cię nie....-zaczęłam ale mi przerwała.
- Nie teraz ty mnie posłuchasz.Zaszłaś w ciąże,postanowiłaś nic Bartkowi nie mówić,dobrze nie odzywałam się.Nie chciałaś z nim wyjechać,też się nie odzywałam,ale teraz przegięłaś.Trafiłaś do szpitala,nic nikomu nie powiedziałaś że źle się czułaś.On siedział każdego dnia martwił się o ciebie,przeżywał to a ty wbijasz mu nóż w plecy i oskarżasz że to jego wina.Jesteś dorosła,a tak się nie zachowujesz,bo osoba dorosła szuka pomocy u bliskich,a ty nic.-mówiła,a z każdym jej słowem coraz gorzej się czułam.
- Przestań już.-powiedziałam.
- Mam prawo się odezwać jeżeli widzę,że moja córka źle postępuje.Teraz cię zostawiam i masz przemyśleć co do ciebie powiedziałam.-powiedziała i wyszła zostawiając mnie z wielkim natłokiem myśli.
Oczami Bartka:
Wkurzony wyszedłem z sypialni i udałem się kuchni,gdzie zastałem tylko moją mamę.
- Dlaczego się tak patrzysz?-zapytałem.
- Bartek czy wy musicie się tak kłócić,dzieci się przestraszyły.Teresa poszła je uspokoić.-powiedziała.
- Rozmawialiśmy tylko.
- Dlaczego cały czas jej przypominasz ten szpital?-spojrzała na mnie,ale nie odpowiedziałem.-Bartek to dla niej był trudny okres w życiu,a ty nie pozwalasz jej o tym zapomnieć.
- Martwiłem się o nią wtedy,a ona mi mówi że to moja wina.
- Synu ja nie chce się wtrącać,ale poniekąd ta wizyta w szpitalu to też wzięła się od stresu,który sam przyznasz jej sprawiałeś.-stwierdziła.
- Ty też przeciwko mnie?-zapytałem.
- Bartek widziałam jak ona się męczyła twoim wyjazdem.Jesteście dorośli,macie dzieci.One są bardziej dojrzalsze od was.Zabawa w wypominanie sobie złego się powinna w waszym wieku zakończyć.A ty chłopie jesteś za nich odpowiedzialny.Chcesz ich stracić przez jakąś głupotę?-zapytała,a ja kiwnąłem głową.
- Nie chcę.-szepnąłem.
- To zacznij Bartek był głową rodziny.-powiedziała i wyszła z kuchni.Moją głową zawładnęły myśli.
Oczami Leny:
Moja głowa pękała od natłoków tych myśli,ale żadna nie była sensowna.Z jednej strony moja mama ma rację,ale zawsze starałam się ratować Bartka przyszłość.Został bardzo znanym siatkarzem,wiele dzieci wzoruje się nim.Jest autorytetem,jestem dziecinna,sama to wiem.Może dlatego że dość szybko musiałam się stać dorosła.Nie mogłam zostać nastolatką poznającą otaczający mnie świat,musiałam udawać sama przed sobą że znam go na pamięć.To było trudne,ale z czasem myślałam,że to ogarnęłam.Właśnie myślałam i jak widać pomyliłam się.Wiele razy popełniłam błąd,ale każdy człowiek je popełnia,ale i tak to nie może być moim usprawiedliwieniem.Doprowadziłam się prawie do śmierci nie myśląc o konsekwencjach.Zostawiłabym tutaj Bartka,który jest moją miłością od dawna i zawsze czekałam na nowy dzień,żeby móc go spędzić razem z nim.Zostawiłabym Maję i Kubusia owoce naszej miłości,która miała dość długą przerwę,ale wróciła z tej dalekiej podróży.Zostawiałbym rodziców,którzy cieszyli się kiedy zabrzmiał mój pierwszy płacz,którzy uczyli mnie jakimi ścieżkami mogę podążać,a jakie omijać szerokim łukiem.Jeden błąd a tyle konsekwencji.Najgorsze co może być w tym wszystkim to,to że nasze dzieci wiedzą że rodzice się nie dogadują.Przyprawiamy im wiele zmartwień,koniec czas dorosnąć Lena i to jak najszybciej.
Przykryłam się szczelniej kołdrą bo poczułam chłód.Połknęłam jeszcze leki,które dawno temu powinnam wziąć i znów ułożyłam się na łóżku.Głowa mi pulsowała,moje zatoki powoli się zatykały na dobre,gardło cholernie piekło.Masakra z tymi wirusami.Tak sobie myślałam i myślałam,nie spostrzegłam się nawet,że do pokoju wszedł Bartek.Bez słowa wyciągnął z szafy dresy i zaczął się przebierać.
- Gdzie idziesz?-zapytałam cienkim głosem.
- Pobiegać.-powiedział i dalej się ubierał.
- A kiedy wrócisz?
- Nie wiem.-szepnął i wyszedł.
- Aha.-także szepnęłam,ale on nawet tego nie usłyszał.I tyle z tego dorastania mojego.
Musiałam zasnąć bo obudziła mnie mama wchodząc do sypialni z talerzem rosołu.
- Masz Lenka i zjedz wszystko.-uśmiechnęła się.
- Długo spałam?-zapytałam cicho.
- Z dwie godzinki.Dzieci już zjadły i Rafi był na dworze.-mówiła.
- A...-zaczęłam ale mi przerwała.
- Jedz,a i żadnego gadania bo głos w ogóle ci wysiądzie.
- Ale czy....-znów mi przerwała.
- Jedz.-powiedziała i wyszła.Zaczęłam więc wiosłować łyżką w talerzu.Nie miałam ochoty jeść,nie czułam się głodna.Odstawiłam talerz koło talerza z kanapką i się położyłam.Chciałam spytać czy wrócił już Bartek.Wstała z łóżka i weszłam do salonu.Nasze mamy siedziały z dziećmi i oglądały bajki,a Bartka jak nie było
- Dziecko czemu ty nie leżysz?-zapytała teraz mama Bartka.
- Wrócił Bartek?-zapytałam kaszląc.
- Nie jeszcze nie.-odpowiedziała.
- Mamo oglądniesz z nami bajkę?-zapytała Maja.
- Tak żabko.-usiadłam koło nich i oglądaliśmy razem.
Nie wiem ile minęło czasu,ale wreszcie w mieszkaniu zawitał Bartek.Po prostu przypomniał sobie gdzie mieszka.Bez słowa poszedł do sypialni,chciała się tam udać ale powstrzymała mnie jego mama.
Dzieci zmęczone całym dniem zasnęły,nasze mamy też się położyły.Ja poszłam wziąć jeszcze leki i też ruszyłam do sypialni.Bartek leżał na podłodze.
- Co ty robisz?-zapytałam.
- Leże i myślę.-powiedział krótko.
- Aha.-szepnęłam i się położyłam.-Nie idziesz spać?-zapytałam znowu.
- Już idę.-wstał i wziął swoją poduszkę i koc.-Dobranoc.-i wyszedł.Nie wiecie jak w tym momencie zrobiło mi się przykro.Przykryłam się i patrzyłam na sufit.
W nocy wstałam do łazienki załatwiłam swoją potrzebę i w drodze powrotnej poszłam do salonu.Bartek nie spał bo stał przy oknie.
- Czemu nie śpisz?-zapytał jak mnie zobaczył.
- A ty dlaczego...-przerwał mi.
- Nie mogę jakoś zasnąć.-powiedział i znów spojrzał w okno.-Ty idź się połóż,musisz leżeć.
- Jak pójdziesz położyć się ze mną to i ja też się położę.-powiedziałam i zauważyłam pomimo tej ciemności,że kącik jego ust powędrował ku górze.Bez słowa wziął mnie za rękę i poszliśmy do sypialni.Położyłam się na swoim miejscu,a on na swoim.
- Dobranoc.-szepnął.
- I co to tyle,dobranoc?-zapytałam.
- A co mam ci zaśpiewać kołysankę?-zaśmiał się.
- Bartek,masz mnie w tym momencie przytulić.-uśmiechnęłam się,a on przysunął i spełnił mój rozkaz.Wtuliłam się bardzo w niego.
- Przepraszam.-szepnął i pocałował mnie w czoło.
- Ja ciebie też przepraszam.-odszepnęłam i zamknęłam oczy.
Następnego dnia obudziłam się z gorączką.Było mi strasznie gorąco,a na dodatek Bartek grzał lepiej niż kaloryfer i nie mogłam się od niego odkleić.Za mocno mnie trzymał.
- Bartek odsuń się.-powiedziałam szturchając go.
- Co się dzieje?-zapytał zaspany.
- Odsuń się.-powiedziałam jeszcze raz.
- Tak już.-szepnął i znów się położył,znów mnie przytulając.Ale teraz nie miałam do niego pretensji bo nagle zrobiło mi się zimno i jeszcze bardziej się do niego przytuliłam.Nagle zrobiło mi się nie dobrze i szybko zerwałam się z łóżka,biegnąc do łazienki.Po wszystkim oparłam się o szafkę.
- Lena wszystko dobrze?-usłyszałam głos mamy.
- Tak.-powiedziałam,ale ona i tak weszła do środka.
- Jaka ty blada jesteś.-powiedziała siadając koło mnie.
- Źle się poczułam i musiałam zwymiotować.
- Chodź się położyć.-pomogła mi wstać i poszłam do sypialni,a mama poszła zrobić mi herbatę.Spojrzałam na zegarek była 9:00 rano.
- Czemu nie śpisz?-zapytał mnie Bartek,który się właśnie obudził.
- Zrobiło mi się nie dobrze,ale już wszystko dobrze.
- Na pewno,może do lekarza pojedziemy?p-zapytał.
- Nie trzeba.-powiedziałam,a on się nachylił i mnie pocałował.-Zarazisz się.-zaśmiałam się kiedy zaczął obsypywać pocałunkami całe moje ciało.
- Nie ważne.-zaczęliśmy się całować namiętnie,ale do sypialni wkroczyły nasze mamusie.
- O Lenka słoneczko jak się czujesz?-zapytała mama Bartka.
- Dobrze,dziękuje.-powiedziałam.
- Zabierzemy dziś dzieci na spacer.-powiedziała moja mama.-A Bartek pójdzie na zakupy.-później spojrzała na mojego narzeczonego.
- Sam mam iść?-zapytał.
- A co z księdzem?-zaśmiałam się.
- No dobrze,co moja księżniczka chce ze sklepu?-spojrzał na mnie,a nagle do sypiali wbiegła Maja.
- Więc twoja księżniczka,chce to.-powiedziała i podała mu listę długą jak z stąd do Warszawy.
- Przecież to same słodycze.-stwierdził po przeczytaniu wszystkiego.
- Będziesz dzieciom odmawiał?-spojrzałam i poszłam po Kubusia.
- Ma-ma.-powiedział kiedy mnie zobaczył.
- Lenka,powinnaś leżeć.-usłyszałam za plecami.
- Mamo,przecież nie umieram.
- Lenka nawet tak nie mów.-powiedziała zła.Wzięłam Kubę na ręce i poszliśmy do salonu.
- Dobra,teraz śniadanie,ubieramy się i idziemy na spacer co niektórzy.-powiedziała mama Bartka i znów wbiła wzrok na przyjmującego.
- Boże przecież zostawię w tym sklepie majątek.-powiedział zawiedziony i poszedł do sypialni.
- Ma to po Adamie,takie dramatyzowanie.-zaśmiała się pani Iwonka.
- Mamusiu a ty nie idziesz z nami?-zapytała mnie Maja.
- Nie żabko,bo jestem chora.-powiedziałam i pocałowałam ją w główkę.
- Ale później obejrzymy bajkę?
- Tak obejrzymy.
Po godzinie zostałam sama w mieszkaniu.Usiadłam przy laptopie i zaczęłam szukać sali na ślub,bo ostatnio Bartek jakoś z chłopakami nie znalazł.Zapisałam na kartce co jest zrobione i załatwione.Został nam tylko garnitur Bartka,ustalenie menu i muzyki,zamówienie tortu,kupienie dzieciom strojów i oczywiście następnego dnia chrzest Kubusia.Ojeju to będzie dużo roboty.Jak sobie przypomnę kiedy będąc jeszcze nastolatką myślałam o swoim ślubie,to chce mi się płakać.Mój ślub miał być magiczny,ale ten będzie zaczarowany i wszyscy zapamiętamy go długo,a w szczególności ja zapamiętam go co końca życia.....




I jest kolejny.
Mam nadzieję że was nie przynudziłam tym rozdziałem.Liczę na wasze komentarze.
Niestety przegraliśmy dwa mecze z USA,ale chłopaki walczymy dalej :)
Następny pojawi się za tydzień,przepraszam że pojawiają się takie opóźnienia.
Pozdrawiam Aga

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 62:

Postać była coraz bliżej mnie jak nigdy zebrało się we mnie tyle siły,że niewiele myśląc ruszyłam w stronę osobnika,który miał czelność się włamać do mojego mieszkania i zaczęłam go okładać pięściami.Uderzałam gdzie się da.
- Lena przestań.-usłyszałam głos Bartka.Przerażona odnalazłam szybko włącznik do światła.Gdy nastała jasność w przedpokoju,zobaczyłam Bartka trzymającego się za nos.
- Boże Bartek co ty tu robisz?-zapytałam przerażona.
- Raczej ty mi powiedz czemu mnie bijesz?-powiedział i usiadł na podłodze dalej trzymając się za nos.
- Myślałam że to jakiś włamywacz.-wytłumaczyłam szybko przynosząc apteczkę.-Pokaż mi go.-powiedziałam.
- Nie ja sobie samo poradzę.Ty mnie już nie dotykaj.-powiedział zabierając mi apteczkę i udał się do łazienki,ale ja podążyłam za nim.
- Bartuś przepraszam cię,ale dlaczego nie zadzwoniłeś,nie uprzedziłeś?-spytałam opierając się o pralkę.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę.-powiedział.Podeszłam do niego i kazałam mu teraz oprzeć się o pralkę.
- Pokaż mi ten nos.-wzięłam gazik i zaczęłam wycierać krew.-Kwiaty też od ciebie?-zapytałam.
- Tak,mogłaś powiedzieć ze nie lubisz róż,a nie od razu mnie bić.-syknął.
- Przepraszam cię.-powiedziałam smutna.
- Ja dziś śpię na kanapie.-powiedział i wyszedł z łazienki.Wyszłam za nim i zaczęłam ciągnąć do sypialni.Kiedy byliśmy blisko łóżka,pchnęłam go żeby upadł na nie.
- Przepraszam,przepraszam,przepraszam.-mówiłam jak najęta i wreszcie go pocałowałam.
- A tak poza tym to cieszę się,że gdyby na serio ktoś się włamał to potrafisz się bronić słońce.-zaśmiał się i znów pocałował.
- A tak poza tym to uwielbiam czerwone róże.-powiedziała odrywając się od niego.-Dobra kładziemy się spać bo mogę sobie rękę uciąć,że Kuba i Maja będą hałasować od 8:00 rano.-zaśmiałam się.Szybko się ogarnęliśmy i znów położyłam się do łóżka,ale teraz z moim narzeczonym.
Tak jak przypuszczałam dzieci zaczęły hałasować o 8:05.Dały nam jeszcze pospać 5 minut.Niechętnie wstałam i poszłam do pokoju syna,gdzie dochodziły odgłosy śmiechów.
- A co tu się dzieje?-zapytałam.
- Nic,bawię się z Kubusiem.-powiedziała Maja.-Mamo,a kogo to torba w przedpokoju?-zapytała.
- A ten pan jest u mnie w sypialni.Chodź weźmiemy Kubusia i zobaczymy kto to.-powiedziałam z uśmiechem i poszliśmy razem do sypialni.
Bartek spał zakryty kołdrą po sam czubek głowy,jedynie nogi mu wystawały.Tak komicznie to wyglądało.
- Kto to jest?-zapytała szeptem Maja.
- No ten pan.-odpowiedziałam również szeptem.
- Nogi mu wystają.-pokazała Maja.
- No to co budzimy tego pana,czy zostawiamy go?-spojrzałam na nią.
- Budzimy.-Maja bardzo delikatnie weszła na drugą stronę łóżka,a Kuba przyglądał się poczynaniom siostry.Sam również zaczął mi się wyrywać więc się posadziłam go na Bartku.Oboje zaczęli ciągnąć kołdrę.Kiedy odkryli twarz Bartka to Maja spojrzała na mnie.
- Mamo ten pan wygląda jak tata.-powiedziała.
- Myślisz,że jest podobny?-zapytałam.A wtedy Kuba zaczął piszczeć z radości,bo chyba rozpoznał swojego ojca.
- Ta-ta.-powiedział,a wtedy Bartek otworzył oczy.
- Tata.-rzuciła się na niego Maja z Kubusiem.Chyba takiego powitania się nie spodziewał.
- Ale się za wami stęskniłem,tylko mnie nie uduście.-zaśmiał się.
- Tato dlaczego nie powiedziałeś,że przyjedziesz?-spojrzała na niego Maja.
- Niespodzianka księżniczko.
- Ty mi oczu nie mydlij,jakbyś powiedział to dziś miałabym ładny rysunek dla ciebie,a tak muszę go dopiero zrobić.Oszaleć można z tymi facetami.-mówiła Maja idąc do swojego pokoju,a ja nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
- Widzisz pozwalaj dalej jej oglądać Dlaczego ja i Trudne sprawy.-powiedział Bartek i zaczął się śmiać.
- Ta-ta.-przypomniał o sobie Kubuś.
- Tak synku za tobą też się stęskniłem.-przytulił go.-Idziemy jeść bo komuś burczy w brzuszku.-zaśmiał się.
- No tak nasz synek jest głodny.-powiedziałam.
- Ale ja nie mówiłem o Kubie.-powiedział Bartek,a ja się na niego spojrzałam.-No co też mogę być raz głodny.-z wielkimi uśmiechami poszliśmy do kuchni.
Kuba zajął swoje miejsce w foteliku i przyglądał się poczynaniom swoich rodziców.
- To robimy omlety.-zarządził Bartek i kazał mi usiąść na krześle,a do mnie dołączyła Maja.
- A my co mamy robić?-zapytałam.
- Wy macie patrzeć jak mistrz robi omlety.-zaśmiał się.
- Więc patrzymy.-powiedziałam.
- Więc drogie panie i mój synku najpierw musimy zrobić masę.Przepis mam w małym palcu,więc nie muszę patrzeć do książki z przepisami.-mówił jak najęty.Pokazywał każdą sztukę wbijania jajek czy sypania soli do masy.To było tak komiczne.
- Tato podrzuć go do góry.-poprosiła Maja,a więc Bartek wziął patelnie i podrzucił omletem.Niestety omlet zamiast wylądować z powrotem na patelni to wylądował przed moimi nogami.
- Ja wiem,że czysta jest podłoga,ale nie muszę jeść jak pies.-powiedziałam i jak na zawołanie pod moje nogi podbiegł Rafi i zaczął zajadać się omletem przyrządzonym przez swojego pana.
- O Rafiemu smakuje.-zaśmiał się.-Dobra zrobię to jeszcze raz dopóki nie uda mi się podrzucić tego omleta.-powiedział i robił to i robił i robił,a my byliśmy coraz bardziej głodni.Więc ja zrobiłam dzieciom i sobie kanapki z serkiem.My dawno zjedliśmy,a on dalej cudował z tym podrzucaniem.Wiem jedno co mu dziś wyjdzie tak wyjdzie mu posprzątanie całej kuchni.
Dzieci bawiły się w salonie,a ja oglądałam telewizję co chwilę patrząc czy Bartek już skończył.Co wy on dalej męczy te omlety,przecież to pierwszy stopień choroby psychicznej.Usłyszałam dzwonek do drzwi,więc ruszyłam swoje zgrabne cztery litery i poszłam otworzyć przybyszom.
- Cześć Lenka,możemy się wprosić?-zapytali równocześnie Monika,Michał,Asia i Zbyszek no i oczywiście była też Pola.
- Oczywiście wy zawsze.-zaśmiałam się.-Zapraszam do salonu.
- A Bartek przyjechał bo tak mówił?-zapytał Michał.
- Tak jest w kuchni i próbuje podrzucić omleta.-powiedziałam,a Zibi i Michał od razu pognali do kuchni.
- Mogę się założyć,że też będą zaraz go podrzucać.-zaśmiała się Asia.
- Zobaczcie Pola przyszła.-powiedziałam,a Kubuś od razu zaczął się uśmiechać do Polci.
- No miłość wisi w powietrzu nad nimi.-zaśmiała się Moni,a my razem z nią.Dzieci się bawiły razem,a my gadałyśmy.Weszłam na chwilę do kuchni by zrobić kawę i tak jak dziewczyny przypuszczały na ogniu były już trzy patelnie.Nie no oszaleć można.Zrobiłam szybko kawę i wróciłam do salonu.
- Wariaci.-powiedziałam.
- Bywa,no Lenka i jak przygotowania do ślubu?-zapytała Monia.
- W ogóle ich nie ma.Cały czas zakładam że dziś popatrzę,a tak później przychodzi zrobić to i tamto,a jak już skończę wszystkie obowiązki to zastaje mnie noc.-powiedziałam.
- A coś w ogóle zrobiłaś?-zapytała Asia.
- Mam zaproszenia.-powiedziałam i podeszłam do szafki wyjmując je.
- Jakie piękne.-westchnęły widząc je.
- Mi od razu się spodobały.-uśmiechnęłam się.
- A co z suknią?-spojrzały na mnie.
- Chcę się wybrać po nią,ale czas.
- Lenka jak będziesz tak wszystko przekładać to do ślubu pójdziesz w niczym.
- Najwyżej.-zaśmiałam się.
- Jutro jedziemy znaleźć jakiś piękny krój który tobie się spodoba.-postanowiła Asia.
- A dzieci?-zapytałam.
- Przecież jest Bartek,a ja Pole z Michałem zostawię.Żaden problem.Poczekajcie wyślę dziewczyną sms'a,że jutro akcja ślub.-powiedziała Monia i wyciągnęła telefon wraz z Asią.
- Dziewczyną?-zapytałam.
- Słuchaj u nas już taki zwyczaj,że razem jeździmy po suknię.No wiesz Daga,Iwona,Ola,Monia no wszystkie jeździmy.-powiedziała.
- Dobra to wyślij jeszcze do Poli i Izy.-powiedziałam upijając łyk kawy.
- Już im wysłałam.No to szykuje się niezły dzień jutro.Tyle dziewczyn wpadnie do ślubnego,że za głowę się złapią.-zaśmiała się Asia,a my do niej dołączyłyśmy.
- Skarbie udało się.-krzyknął z kuchni Bartek,wstałam wraz z dziewczynami i ruszyłyśmy do kuchni.Rzeczywiście wszyscy trzej stali i obracali te omlety.
- Barwo kochanie,jestem tak z ciebie dumna.A teraz mam dla ciebie i chłopaków nagrodę.-uśmiechnęłam się.
- Co?-zapytali z entuzjazmem.
- Więc cała trójka dostaję do ręki szczotkę i ścierkę i sprzątacie w kuchni.-szybko im miny zrzedły.
- Serio to jest ta nagroda?-zapytał Bartek.
- A przepraszam no tak jeszcze jest jedna nagroda jutro zostajesz z dziećmi bo ja jadę poszukać sukni ślubnej,bo jak wiesz w lipcu mamy ślub,a jeszcze nic załatwione nie mamy,więc misiu jutro opiekujesz się dziećmi a do tego szukasz pięknej sali na wesele,tak?-zapytałam,a on pokiwał tylko głową.
- Przecież ja sam tego nie ogarnę.-załamał się.
- Spokojnie Bartek Michał i Zbyszek ci pomogą.-zaśmiała się Asia.
- A tak Misiu jutro zajmujesz się Polą.-powiedziała Monia i wróciłyśmy do salonu,a oni zaczęli się kłócić,który czego jutro szuka.
- I chce słyszeć jak sprzątacie.-krzyknęłam.
Zajęło im to całe dwie godziny,jak na facetów dobry czas.Nisi goście zostali na obiedzie,a także podwieczorku.W końcu jednak i zostali na noc,bo po co mają się wracać skoro i tak rano musimy się znów spotkać.
Rano dziewczyny obudziły mnie o 8:00,czyli normalka.Szybko zjadłyśmy śniadanie i ruszyłyśmy w drogę do Katowic,gdzie miałyśmy się spotkać z resztą dziewczyn.Jak mówiła Monia wszystkie przyjechały,jak tylko wyszłam z samochodu to mnie wy przytulały i stwierdziły że dzięki nim będę extra laską.
- Dobra plan jest taki najpierw idziemy na kawkę,bo nie każda dziś ją wypiła,a potem idziemy na shopping.-zaśmiała się Iwona.I tak oto poszłyśmy do pobliskiej kawiarni.
- Lenka a ty masz jakiś wymarzony krój?-zapytała mnie Ola.
- Znaczy ja chcę taką,która chwyci mnie za serce i poczuje że to musi być ta i nie ma innej opcji.-powiedziałam.
- Czyli taka na żywioł i za słowami serca?-zapytała Iza.
- Tak dokładnie tak.-zaśmiałyśmy się.Wypiłyśmy naszą kawę i ruszyłyśmy do salonu sukni ślubnych.Asia miała rację,kiedy wszystkie tam weszłyśmy to pracownicy zrobili wielkie oczy.
- Dzień dobry.-podeszła do nas miła pani.-Czy panie wszystkie do ślubów?-zapytała,a my się zaśmiałyśmy.
- Nie tylko ja to moje koleżanki,które będą oceniać czy dobrze wyglądam.-wytłumaczyłam.
- A to zapraszam panią do przymierzali,a panie zapraszam na kanapy.-uśmiechnęła się.-Czy szukać dany krój czy z każdego podawać suknie?-zapytała mnie.
- Z każdego poproszę.-zaśmiałam się.
- Dobrze tylko panią zmierzę,żeby wiedzieć jaki rozmiar przynosić.-szybko zdjęła miary i zaczęło się wielkie mierzenie.
Suknie były przepiękne,każdy krój dziewczyny komentowały tak samo.Samej mi się podobały,ale nie znalazłam tej co ma to coś.W tym salonie siedzimy już 3 godzinę i jeszcze nic nie wybrałam.
- Lena,tobie się która najbardziej podobała?-zapytała Monia.
- Ja już nie pamiętam w której pięknie wyglądałam.-jęknęłam.
- To przymierzaj jeszcze inne może któraś ci się na prawdę spodoba.-powiedziała Daga.Więc sprzedawczyni,podawała mi kolejnych kilkanaście sukienek.Od najprostszych aż do kroju princessy.Chyba dziś przymierzyłam ze sto sukni,a może i więcej.
- Mamy jeszcze jedną,która dopiero wczoraj została do nas przywieziona.-uśmiechnęła się sprzedawczyni.
- To ja chętnie ją zobaczę.-uśmiechnęłam się.Czekałam jak na skazanie w tej przymierzalni.Bo jeżeli ona mi się nie spodoba to muszę jechać dalej do innych salonów,a ja mam już dość.
- Proszę ją przymierzyć i wyjść do koleżanek bo się niecierpliwią.-zaśmiała się.
Na początku oglądnęłam ją z każdej strony i następnie założyłam.Kiedy spojrzałam w lustro,poczułam to co chciałam od samego początku,to był ten żywioł i głos mojego serca.
- Dziewczyny znalazłam suknię.-krzyknęłam.
- To chodź się pokaż.-wyszłam z przymierzalni i patrzyłam jak dziewczyną z sekundy na sekundę oczy przybierały kształt piłeczek pingpongowych.
- I jak?-zapytałam.
- O mamuniu jak ty prześlicznie wyglądasz.-zachwycały się.
- Jest pani zdecydowana?-zapytała mnie sprzedawczyni.
- 100 razy tak.-pisnęłam,a wszystkie się zaśmiały.
- Dobrze to wybierzemy do niej jeszcze dodatki i buty.-to była już prościzna.Dla mnie ważne było że mam sukienkę,która zawładnęłam moim sercem.Na sam koniec podeszłam do kasy i wyjęłam kartę kredytową Bartka.Tak,wczoraj sam mi ją dał i powiedział,że mam kupić najpiękniejszą sukienkę jaka mi się spodoba i pieniądze nie grają roli.Kochany głupek.
Po tych zakupach pojechałyśmy do knajpki Uli i Witka,na pyszny obiad i przy okazji dać zaproszenie.
- Tak się cieszę,boże Witek muszę kupić sukienkę.-powiedziała Ula.
- Spokojnie masz czas do lipca,teraz jest luty.-zaśmiał się.
- Ty zobaczysz jak to wszystko szybko minie.-powiedziała Iza.
- No właśnie Izka,ty za cztery miesiące rodzisz.-powiedziała Ula,a dziewczyny się zaśmiały.
- I widzisz Witek,a czuje się jakby to było wczoraj jak się o niej dowiedziałam.
- Dobra obiad był przepyszny ale my musimy się już zbierać.-powiedziałam.-W końcu musimy wrócić do Bełchatowa bo mi dom rozniosą.-zaśmiałam się.
Przed knajpką podziękowałam dziewczyną za pomoc i oczywiście dałam zaproszenia,które wczoraj pomogły mi wypełnić je dziewczyny.Pożegnałyśmy się i ruszyłyśmy z powrotem do Bełchatowa.Kiedy weszłyśmy do mieszkania to było strasznie cicho.Ale wszystko się wyjaśniło kiedy weszłyśmy do salonu.Więc tak wszyscy spali.Pola spała na Michale,Kubuś z Mają byli oparci o Bartka,a Zibi spał rozwalony na kanapie.
- Jak słodko,zrobię im zdjęcie.-powiedziałam.Następnie wzięłam Kubusia i poszłam go zanieść do pokoju,to samo zrobiła Monia.Maję również zaniosłam do pokoju,a ich zostawiliśmy na podłodze.
- Boże jestem wykończona.-powiedziała Asia.
- A ja co mam powiedzieć,mierzyłam chyba ze sto sukienek.-powiedziałam wstawiając wodę na herbatę.
- Laski udało nam się,zobaczymy czy w ogóle znaleźli coś chłopacy bo jak tak to praktycznie wszystko masz zrobione,a jak nie to jeszcze sala nam została.-stwierdziła Monia.
- Na dziś koniec.Teraz herbatka i ciasto.-zarządziłam i się zaśmiałyśmy.
Chłopacy wstali około 18:00,dzieci tak samo czyli wstali prawie na kolację,którą my przyrządziłyśmy bo jak oni,przecież oni są zmęczeni.Po kolacji,nasi goście musieli już wracać do siebie.Jeszcze raz podziękowałam za pomoc i zostaliśmy sami.
- I co kupiłaś suknię?-zapytał się Bartek kiedy sprzątałam po kolacji.
- Oczywiście i spokojnie na karcie masz jeszcze pieniądze.-zaśmiałam się.
- Mogłaś nawet wydać wszystko.-objął mnie od tyłu.
- Wszystko mówisz?-zapytałam przymykając oczy.
- Mhm.-szepnął i pocałował moją szyję.
- Kocham cię.-szepnęłam cicho.
- Ja ciebie też,najmocniej na świecie.-uśmiechnął się i mocniej mnie przytulił.
- Tato poczytasz mi bajkę?-zapytała Maja,wchodząc do kuchni.
- Jasne słoneczko.-wziął ją na ręce i poszedł z nią do pokoju,a ja poszłam do pokoju Kuby.
- Ma-ma.-powiedział,a ja pocałowałam go w czółko.Wzięłam jego ulubioną bajkę i zaczęłam mu czytać i zawsze uwielbiam na niego patrzeć jak wpatruje się wielkimi oczami w ilustracje w książce.Kiedy przeczytałam ostatnie zdanie to Kubuś już spał.Delikatnie ułożyłam go w łóżeczku i wyszłam z pokoju,natykając się na Bartka.
- Zasnął?-zapytał.
- Tak,a Maja?
- Też,więc co robimy?-zapytał.
- Ja idę posprzątać w kuchni,a ty...-i przerwał mi pocałunkiem.
- Choć śliczna do pokoju.-szepną i mnie pociągnął do sypialni.
- A gdzie Rafi?-zapytałam.
- Z Mają w pokoju.-powiedział i znów się do mnie przyssał.I takim oto sposobem mieliśmy nie przespaną noc.
Rano obudziłam się z wielkim bólem głowy,gdy tylko otworzyłam oczy pobiegłam szybko do łazienki.Było mi tak nie dobrze.
- Lenka?-usłyszałam głos Bartka.
- Wyjdź stąd nie chce byś to widział.-powiedziałam.
- Lenka nie przesadzaj.-znów zrobiło mi się niedobrze,a Bartek wziął moje włosy i mi je przytrzymał.
- Chyba mnie coś wzięło.-powiedziałam oparta o szafkę.
- Może do lekarza pojedziemy?-zapytał mnie.
- Nie,zwykła niestrawność i tyle.-powiedziałam.
- Ale cały dzień leżysz w łóżku i nie ma ja dziś wszystko robię.-powiedział i pomógł mi pójść do łóżka.Przymknęłam oczy i znów odleciałam,nie wiem ile spałam,ale obudził mnie znów ból głowy.Było mi strasznie gorąco,ale kiedy się odkryłam to momentalnie robiło mi się zimno,a na dodatek miałam katar.
- Super Lena załatwiłaś się.-powiedziałam sama do siebie.
- O skarbie i jak się czujesz?-zapytał Bartek wchodząc do sypialni z talerzem kanapek i gorącą herbatą.
- Jest bardziej kiepsko niż było.-powiedziałam i kichnęłam.
- Może jednak pojedziemy do lekarza,albo wezwę lekarza.-popatrzył na mnie.
- Dobra pojedziemy,ale co z dziećmi?-zapytałam.
- Dziećmi zajmie się sąsiadka.-powiedział.Poszłam się do łazienki ubrać.I po godzinie pojechaliśmy do znanego mi szpitala.Jak na złość dyżur miał mój lekarz.Zaprosił mnie do swojego gabinetu,zbadał i od razu wystawił diagnozę.
- No dopadł panią teraz panujący wirus.-powiedział i zaczął pisać coś na kartce.
- Czyli co za wirus?-zapytałam.
- Grypa panią dopadła.Tu są lekarstwa,antybiotyk dwa razy dziennie nie na pusty żołądek.Tu ma pani listę jak spożywać lekarstwa.
- Dziękuję.-powiedziałam.
- Bardzo nie dobrze,że panią ten wirus dopadł.-powiedział kręcąc głową.
- Każdego choroba może wziąć.
- Ale dla pani to jeszcze gorzej niż przeleżeć grypę.Ma pani osłabiony organizm,a ta choroba jeszcze bardziej go osłabi.Dlatego po grypie proszę się u mnie zjawić.-powiedział,a ja kiwnęłam głową.
- Dobrze do widzenia.-powiedziałam i wyszłam na korytarz gdzie czekał na mnie Bartek.
- I co?-zapytał.
- Grypa,a to recepta,muszę to wykupić.-powiedziałam ubierając płaszcz.
- Od razu pojedziemy.Chodź.-złapał mnie za rękę i udaliśmy się do samochodu.Szybko wykupiliśmy leki i wróciliśmy do mieszkania.
- Idź po dzieci.-powiedziałam.
- A ty do łóżka.-zarządził.
- Bartek nie będę leżeć nie umieram to tylko grypa.-powiedziałam zła.
- Ale ja nie pytam się ciebie czy pójdziesz się położyć tylko każę ci iść do łóżka.-powiedział,a ja obrażona poszłam do sypialni.Położyłam się do łóżka i po prostu na świecie odpłynęłam......




I jest kolejny,wreszcie na czas.
To jednak był Bartek,a nie jakiś włamywacz,co do Damiana to spokojnie on jeszcze wróci.
W ogóle Liga rozpoczęta,a my już mamy dwa zwycięstwa na koncie i muszę przyznać że Bartek świetnie się odnajduje w roli atakującego i już zgarnął statuetkę MVP.Nie zapomnijmy również o wspaniałym debiucie Mateusza Bieńka.Oby tak dalej :)
Następny za tydzień i liczę na wasze komentarze.
Pozdrawiam Aga