czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 38:

Dziś 29 maja,czyli moja kochana córeczka ma 8 lat.Boże jak ten czas szybko leci.Z samego rana poleciałam do cukierni w której zamówiłam tort,no ja takich zdolności nie mam.Oczywiście miałam problem z upchaniem go do lodówki,ale się udało.Urządzam Mai urodziny w domu,stwierdziłam że jak są moi rodzice to spokojnie mogę je urządzić.
- Mamo pomożesz mi z tym jedzeniem?-zapytałam mojej rodzicielki.
- Jasne,tata pojechał jeszcze po zakupy bo wiesz musimy dzieci czymś nakarmić.-zaśmiała się.
- Mamuś,dzieci na urodziny nie przychodzą jeść tylko dobrze się bawić.
- Lenka,a kiedy wy z Bartek jedziecie do tej Hiszpanii?
- No dostał wolne dopiero od 6 czerwca więc jakoś tak 8 wylatujemy.
- Może ci się oświadczy.-puściła mi oczko.
- Dobrze wiesz że nie chcę się narzucać,jeżeli zdecyduje to wykona ten krok.
- Lenka ja tylko chcę żebyś była szczęśliwa,przecież pamiętam jak cierpiałaś.-powiedziała.
- Ale już nie cierpię,jestem wreszcie szczęśliwa.-uśmiechnęłam się.
- No dobrze my tu gadamy,a za chwilę dzieci będą się schodzić.
Szybko ogarnęłyśmy jedzenie i o 14:00 zaczęły się urodzinki.Nie było ich dużo no może 10 razem,ale dla radości Majki wszystko bym poświęciła,ale tak jak przewidziałam to mój tata zabawiał młode pokolenie by nie umarli z nudów.Ja mogłam spokojnie siedzieć z Kubusiem i obserwować jak to mój staruszek czerpie radość bardziej z zabawy niż dzieci.
- Lenka,a już nic to głupie.-powiedziała mama,więc się na nią spojrzałam.
- Co chciałaś zapytać?
- Ale nie krzycz,czy Bartek zostaje w Polsce?-zapytała.
- A co ma się wyprowadzić?
- Nie tylko wiesz zaczynają im się transfery i wiesz,on ma plany?
- Mamuś nie wiem nic mi nie mówił,ale spokojnie powie mi.-zaśmiałam się.
- No martwię się o ciebie,czy to takie straszne?-zapytała.
- Nie,dobra dzieci czas na tort.-krzyknęłam i bardzo szybko zjawiły się przy stole.Zapaliłam świeczkę i podeszłam do solenizantki.Zaśpiewaliśmy wspólnie sto lat.-Pomyśl myszko życzenie.-cmoknęłam ją w czółko.
- Już.-pisnęła i zdmuchnęła świeczkę.Biła od niej taka radość,że mi samej przez cały dzień na twarzy ukazywał się uśmiech.Nie było by rzeczy,która by mnie zmartwiła.Około 16:00,nastąpiło malowanie twarzy.Więc szybkie wyjaśnienie,moja mama uparła się,że takie urodziny trzeba jak najlepiej zapamiętać więc dzieci powinny mieć pamiątkę.Myślałam,że nie będą chciały,ale bardzo szybko ustawiła się kolejka i każdy krzyczał co chce.Nie zgadniecie kto pierwszy był w kolejce,tak mój tatuś.
- Więc kochanie namaluj mi maskę pandy.-powiedział,a ja się zaśmiałam.
- Tato ale to było dla dzieci.-szepnęłam.
- Oj każdy może,więc żonko bierz się do roboty.-oczywiście kilka razy musiał marudzić,że tu mu wyjechało,tu mu się rozmazało,ale w końcu powstało cudeńko.Każdy przeważnie brał maskę pieska lub w przypadku chłopców tygrysy.Zabawy nie było końca,ale to co się zaczyna bardzo szybko się kończy,nim się obejrzałam minął cały dzień i koniec imprezy.Ostatni pojechał do domu Oliwer,którego odbierała Daga,ale my musiałyśmy jeszcze pogadać i co musiałam sprzątać ten bałagan.No ale nie codziennie ma się urodziny.
- Co ty tak sprzątasz?-zapytał tata wchodząc do salonu.
- Bo jest bałagan,a ty tatuśku idź zmyć tą twarz.-zaśmiałam się go widząc.
- O jeju a co muzeum otwierasz,że musi być czystko.Jutro posprzątamy,a twarz zmyję jak tylko twoja mamusia przestanie okupywać łazienkę.-powiedział.
- Ja wszystko słyszę,więc uważaj mam cię na widoku.-nie wiadomo skąd nagle za nim znalazła się moja mama.
- Ale musisz przyznać Teresko że długo tam siedzisz.-powiedział,a ja się zaśmiałam.
- Tak,dobrze od dziś liczę ci czas jaki spędzasz rano w toalecie.-powiedziała i zaśmiała się.
- Och nikt mnie nie rozumie.Idę się umyć.-wyszedł a ja z mamą wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Czasami się zastanawiam czy go mi gdzieś nie podmienili.Byłam przed chwilą u Kubusia śpi.
- Dziękuję,ja tu ogarnę bo nie zasnę z myślą że mam bałagan.Dobranoc mamo.-przytuliłam.
- Dobranoc.-poszła do sypialni,a ja postanowiłam otworzyć okno by się przewietrzyło.
- Gdzieś wychodzisz?-zapytał tata,a ja spojrzałam na niego jak na debila.
- Co?-zapytałam.
- No wychodzisz gdzieś?-zapytał wskazując na okno,a ja się zaśmiałam.
- Tato idź spać bo majaczysz.
- No wiesz co tak się odzywać do ojca?-zapytał i się zaśmiał.
- Wiem mam szlaban prawda?-zapytałam ze skruszoną miną.
- No jasne,żadnego wychodzenia z domu aż do trzydziestki.
- A to wytrzymam te 4 lata w domu.Dobra tato dobranoc,jestem padnięta.-pocałowałam go w policzek i poszłam do sypialni,gdzie szybo zasnęłam.
Rano wstałam około 10:00,poszłam się ubrać.
 - Dzień dobry.-weszłam do kuchni,gdzie siedzieli rodzice z Mają i Kubusiem.Podeszłam do mamy i wzięłam od niej małego.
- A o której to się synku wstało?-zapytałam,a on się do mnie uśmiechnął.
- Córeczko my będziemy dziś wracać.-powiedziała mama.
- Już dziś,no proszę was.-powiedziałam.
- Skarbie musimy,wiesz praca nie może wiecznie czekać.-zaśmiał się tata.
I tak jak zapowiedzieli wyjechali tuż po obiedzie,i znów zostałam sama.Jak ja tego cholernie nie lubię.
Dni mijały tak samo,wczesne wstawanie bo Kubusia brały kolki,później odprowadzałam Majkę do szkoły i tak na okrągło.Czas dla siebie znajdywałam dopiero późnym wieczorem.Strasznie cieszyłam się naszym wspólnym wyjazdem.Częściowo walizkę mam spakowaną,ale każdego dnia coś wkładam nowego do niej bo wiem że mi się to przyda.Nim się obejrzałam był już 5 czerwca.Jutro Bartek będzie już w domu,nareszcie.Strasznie się za nim stęskniłam nie było go prawie miesiąc.Maja to od rana chodzi nakręcona jak to ona spędzi czas ze swoim ojcem.Kubuś to jeszcze nic nie rozumie,ale na pewno zauważy tą sytuacje że w końcu widzi swojego drugiego rodzica,ale co poradzić taka praca.
Na nogach byłam już o 6:00 dzięki mojemu synkowi,któremu już po prostu nie chciało się spać i pomyślał,że obudzi matkę.Maja wstała o 8:00,a Rafi jak to pies mu nic nie przeszkadza i spał dalej.One się jakoś zmówiły,przecież Bartek ma być po 15:00 to jeszcze kupa czasu,przecież możemy go wykorzystać snem,ale kto by mnie słuchał.Wreszcie po długich oczekiwaniach Mai w drzwiach pojawił się Bartek z wielką walizką.
- Tatuś-pisnęła na cały dom i wskoczyła mu na ręce.Rafi nie lepszy zaczął łasić się do najlepszego pana na ziemi.
- No już psiaku też się stęskniłem.-klęknął i zaczął go głaskać,ale Kuba tez upomniał się i zaczął płakać,ale kiedy był już na rękach u ojca to przestał.Kiedy wszyscy byli zadowoleni z przyjazdu Bartka,wreszcie mogła ja się przywitać.
- Nareszcie jesteś.-szepnęłam.
- Jestem.-powiedział i mnie pocałował.
- Tato chodź coś obejrzymy.-pociągnęła go za rękę Maja.
- Maja stop,daj tacie odpocząć.-powiedziałam,nie była zadowolona ale odpoczynek siłą wyższą,ale by mi się przydał.
- Spakowana już jesteś?-zapytał mnie kiedy podawałam mu obiad.
- No jasne,nawet ciebie spakowałam,ale nie wiem czy czegoś nie zapomniałam,ale teraz tak pomyślałam że może powinnam wziąć ten drugi strój kąpielowy a nie ten pierwszy.-zaczęłam poważnie myśleć nad tym,a on się śmiał.Może to dla mężczyzn śmieszne,ale to poważna sprawa,w końcu inni tez będą mnie w nim widzieć,muszę jakoś wyglądać.
- Skarbie nie bierz żadnego bo nie będą ci potrzebne.-puścił mi oczko,a ja się zaśmiała.
- Wezmę oba kochanie.-powiedziałam i go pocałowałam.
Dziś wyjeżdżamy do pięknej słonecznej Hiszpanii.Już nie mogę się doczekać kiedy moje stopy dotkną tego rozgrzanego piasku,kiedy promienie słońca zaczną padać na moją twarz.Rodzice Bartka byli u nas już wczoraj.Wszystko im powiedziałam jak to kobieta i matka,co jak i kiedy.Na lotnisku byliśmy o 11:00,a nasz lot jest godzinę później.Oczywiście zaczęłam sprawdzać wszystko sto razy czy wszystko wzięłam.Nareszcie ogłosili że pasażerowie lotu są proszeni do odprawy.Złapałam Bartka za rękę i poszliśmy do samolotu.
- Troszkę się boję.-powiedziałam kiedy siedzieliśmy już na pokładzie samolotu.
- Spokojnie,będę cały czas przy tobie.-zaśmiał się.
- A ja przy tobie.-puściłam mu oczko.Kiedy wzbijaliśmy się w w górę,poczułam takie przyjemne uczucie,jak bym miała skrzydła.Oczywiście całą drogę przespałam,obudziłam się dopiero kiedy Bartek zapiął mój pas,ponieważ lądowaliśmy.Nareszcie koła samolotu dotknęły hiszpańskiej ziemi.Wyszliśmy powoli z pokładu i pierwsze promienia słońca zetknęły się z moją twarzą.
- Ale się cieszę.-pisnęłam i rzuciłam się Bartkowi w ramiona.
- Podoba cię się?-zapytał,a ja w odpowiedzi go pocałowałam.
- To jest najlepsza niespodzianka na ziemi.-odebraliśmy nasz bagaż i pojechaliśmy do naszego hotelu i następnego dnia zaczęliśmy nasze upragnione wakacje......
 
 
 
 
 
I jestem po długiej przerwie,ciesze się że czekaliście na mnie.Mój laptop obiecał mi już żadnych takich niespodzianek więc mam taką nadzieję.Dziś taki krótszy,ale następny będzie już o szalonych wakacjach,myślicie że coś się w Hiszpanii wydarzy?
Następny pojawi się w sobotę.
Pozdrawiam Aga


 

środa, 12 listopada 2014

Wreszcie jestem :)

Mogę wreszcie napisać coś dobrego. Mój laptop wwrócił do żywych i mam nadzieje że na tak długi okres mnie już nie opiści.
Teraz zaczne nadrabiać u was rozdziały, a jutro pojawi się u mnie.Mam nadzieje że ktoś czekał.
Pozdrawia Aga

piątek, 7 listopada 2014

Przepraszam

Mój laptop odmówił posłuszeństwa i nie wiem kiedy powróci. Mam nadzieje że jeszcze w tym tygodniu a jak nie to w następnym.
Pozdrawiam Aga

sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 37:

Obudził mnie telefon,spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam zdjęcie Bartka.
- Halo?-zapytałam zaspana.
- Mogę wiedzieć co ty robiłaś w nocy?-krzyknął,a ja aż się podniosłam.
- O co ci chodzi?-zapytałam.
- O to że łazisz po klubach,a dzieci zostawiasz z obcymi.
- Kto ci tak powiedział?-teraz ja krzyknęłam.
- Sabina widziała cię wczoraj kompletnie pijaną,jesteś nie odpowiedzialna.-czułam się jakbym była nastolatką i słuchała kazania ojca.
- Po pierwsze nie byłam pijana,po drugie dzieci zostały z Witkiem i Ulą,a po trzecie jestem dorosła i też mogę czasem spotkać się z przyjaciółkami,a ty zajmij się treningami i dzisiejszym meczem a nie swoją kochanką.-krzyknęłam i się rozłączyłam,a następnie rzuciłam telefonem o ścianę,który rozpadł się na kawałki.Wkurzył mnie,a jeszcze bardziej Sabina że wymyśla bóg wie co,niech ja ją spotkam to jej poprzestawiam kilka rzeczy w głowie,a i jeszcze Bartkowi poprzestawiam trochę w głowie bo za bardzo ulega koleżaneczce.
- Co się stało?-do mojej sypialni weszła Maja.
- Nic skarbie tylko telefon mi upadł i się zepsuł.
- Mamusiu a idziemy dziś na mecz?-zapytała.
- Wiesz myszko dziś raczej nie bo Kubusiem nikt nie może się zająć.
- To może z nami pójdzie?-zapytała siadając koło mnie.
- Jest za mały na mecz,ale nic się nie stanie jak obejrzymy go w telewizji.-powiedziałam a ona posmutniała.
- Ale mamusiu.-zrobiła maślane oczka.
- Wiesz zadzwonię do cioci Oli jak będzie szła po poproszę by ciebie zabrała.-ona się uśmiechnęła i pobiegła do swojego pokoju,a ja wstałam do Kubusia który już nie spał.-A mój synek najpiękniejszy nie śpi już?-zapytałam,a on lekko się uśmiechnął.
Tak jak ustaliłam z Olą,Maja z nią pójdzie na mecz ja nie miałam zamiaru go widzieć.Zdenerwował mnie,wychodzi na to że ja nie mam już na nic prawa.Nigdy nie zrozumiem tej rzeczy,że mężczyźni mogą pozwolić sobie na wszystko,a my mamy siedzieć w domu i zajmować się dziećmi.Równo o 17:30 usiadłam przed telewizorem i oglądałam kolejny mecz naszych orzełków.Dziś graliśmy z Niemcami,potężny przeciwnik.
Mecz był bardzo zacięty,dlatego czekał nas time break.Ja między jedną,a drugą zagrywką latałam do Kuby.Walczyliśmy do końca i udało nam się ugrać te 2 punkty.
Zapewne jesteście ciekawi,dlaczego ja nie gram choć mój talent na to się zapowiadał.Otóż po maturze miałam wiele propozycji klubowych,ale jak dowiedziałam się o ciąży to nie mogłam z nich skorzystać.Po urodzeniu Mai,wolałam zająć się nią i poświęcać jej uwagi za oboje rodziców.No i teraz gdybym miała stanąć na boisku i grać to za pewne nie dałabym rady.Wiem,że zmarnowałam taką okazję,ale dziś nie żałuję bo to co mam teraz mnie zadowala.Ocknęłam się akurat gdy Bartek udzielał wywiadu .Uśmiechnęłam się i po jego rozmowie wyłączyłam telewizor.
- Jestem szczęśliwa.-zaśmiałam się cicho.Ola przyprowadziła Maję po 23:00,podziękowałam jej za opiekę i pożegnałyśmy się.Udałam się do pokoju córki zapytać jak się bawiła.
- No Maju jak było na meczu?-zapytałam siadając koło niej na łóżku.
- Fajnie.-szepnęła smutna.
- Ej tylko fajnie myślałam że znakomicie.-zaśmiałam się,a ona nic.-Co się stało?
- Myślisz że tata lubi bardziej Sabinę niż mnie?-zapytała,a ja zaniemówiłam.
- O czym ty mówisz córeczko?
- Bo dziś tata do mnie w ogóle nie podszedł,wolał rozmawiać z nią.-powiedziała.
- No co ty może cię nie zauważył.-powiedziałam sama w to nie wierząc.
- Może,dobranoc mamusiu.-przytuliła mnie i położyła na drugi bok.Ja zamiast sama iść się położyć,usiadłam na parapecie i zaczęłam się bardziej zastanawiać nad wszystkim.
Ocknęłam się dopiero rano,kiedy to musiałam iść otworzyć drzwi.
- Bartek?-zapytałam.
- Dostaliśmy dziś wolny dzień i postanowiłem zabrać was na spacer.-zaśmiał się.
- Fajnie.-szepnęłam i poszłam do kuchni,a on za mną.
- Przepraszam,że tak na ciebie naskoczyłem.-przytulił mnie od tyłu.
- Bartek musimy poważnie porozmawiać.-odwróciłam się do niego.
- Co się stało?-zapytał siadając na krześle.
- Co ty do mnie czujesz?-zapytałam prosto z mostu.
- Jak to co,kocham cię.-zaśmiał się.
- Bartek przepraszam,że tak pytam bo bardziej się zastanawiam czy jest to samo uczucie co w liceum.-spojrzałam na niego.
- Nawet większe,wiem że tego tak nie okazuję,ale po sezonie wszystko ci wynagrodzę.-powiedział.
- Ja nie chcę żebyś mi to wynagradzał,ja chciałam tylko wiedzieć,a teraz z innej beczki.-powiedziałam,a on spojrzał na mnie bardzo uważnie.
- Co?-zapytał.
- Twoja córka mi się poskarżyła,że nie podszedłeś wczoraj po meczu do niej.
- Nie wiedziałem,że była.Wczoraj mi dopiero Piter powiedział,że była z Olą,a tak właściwie telefonu nie odbierasz.-powiedział zły.
- Bo się rozwalił,po naszej rozmowie.-uśmiechnęłam się.
- Przepraszam za nią.-szepnął tuląc się do mnie.
- Ja też muszę cię przeprosić za tą swoją cholerną zazdrość.-popatrzyłam w podłogę,a on się zaśmiał.
- Cieszę się,że walczysz o mnie jak lwica,ale ja też nie jestem lepszy.-powiedział i mnie pocałował,ale przerwał nam Kuba oznajmiając że się obudził.Z wielkim uśmiechem poszliśmy do pokoju syna.
- No i kto to się obudził?-zapytał go i wziął n ręce.
- A czemu dostaliście wolne?-zapytałam.
- Bo meczu dziś nie mamy tylko dopiero po jutrze więc powiedział,że możemy iść na miasto.-zaśmiał się.
- Na miasto?-spojrzałam na niego.
- Tata.-pisnęła zadowolona Maja i przytuliła się do jego nogi.
- Poczekaj.-podał mi Kubę i teraz ja wziął na ręce.-Moja księżniczka.
- Tato nie podszedłeś do mnie.
- Wiem myszko nie zauważyłem cię,ale za to zapraszam was na spacer.-szybko się ogarnęliśmy i wyszliśmy do parku.
Siedziałam z Bartkiem przytuleni na ławce,Kuba spał w wózku,a Maja latała w te i z powrotem.Lubiłam takie chwilę,kiedy mogę siedzieć i mieć swoje życie przy sobie.Najlepszy odpoczynek,nie zawsze potrzebne są jakieś medytacje czy zamknięcie się w pokoju,żeby uzyskać spokój.Wystarczy iść z najbliższymi na spacer nie żeby rozmawiać,tylko żeby być.
- W ogóle kotku gratulacje.-powiedziałam i cmoknęła go w policzek.
- Za co?-spojrzał na mnie.
- Za mecz,grałeś genialnie.-zaśmiałam się cicho.
- Grałem dla was,Lenka bo wiele myślałem i co ty na to byśmy kupili sobie dom w Bełchatowie?-powiedział.
- Bartuś,na razie dobrze nam tak jak jest.O domie pomyślimy kiedy indziej.-zaśmiałam się.
- Lenka bo po eliminacjach mamy większe wolne i pomyślałem,że może pojedziemy na wakacje.
- Wakacje w połowie czerwca?-zapytałam.-Przecie Maja ma szkołę.
- Wiem,ale tak sami.-powiedział,a ja zaczęłam się nad tym zastanawiać.
- Nie wiem,muszę porozmawiać z rodzicami czy zajmą się dziećmi,ale gdzie ty chcesz jechać?-zapytałam.
- Do Hiszpanii,nawet mam już wszystko zarezerwowane,a moi rodzice zgodzili się w tym czasie zająć dziećmi.-powiedział,a ja pisnęłam z radości co spowodowało,że spadliśmy z ławki.To było moje marzenie od dzieciństwa.
- Pamiętałeś.-pocałowałam go bardzo namiętnie.
- Jak mógłbym zapomnieć,skarbie to co?-spojrzał na mnie.
- No pewnie,e tak kochanie.-zaśmiałam się,co spowodowało to,że przy nas pojawiła się Maja i obudził się Kubuś.
- Czemu leżycie na ziem?-zapytała Maja.
- Spadliśmy z ławki,dobra która godzina?-zapytał Bartek i spojrzał na zegarek.-Muszę już lecieć.
- No nie tato.-tupnęła Maja.
- Muszę myszko,chodźcie odprowadzę was.-spacerkiem wróciliśmy do mieszkania i ja bardzo długo się z nim żegnałam,niestety dalsze mecze oglądnę już w telewizji,ponieważ Maja ma szkołę.Dzieci była tak zmęczone,że bardzo szybko zasnęły,więc miałam okazję się zrelaksować.Poszłam wziąć bardzo długą kąpiel i nie uwierzycie wreszcie poczułam,że odpoczywam.Cały ciężar spadał ze mnie,czułam się tak lekko.Po jakiejś godzinie wyszłam z łazienki,wypoczęta i zrobiłam sobie musli.Zasnęłam po 23:00.
Następnego dnia,z samego rana wyjechałam do Bełchatowa.W ogóle moja mama zapowiedziała wizytę i mam się ich spodziewać około 16:00 no to zacznie się przepytywanie no w końcu nie widzieliśmy się miesiąc,jedynie co pogadaliśmy przez telefon.
Jak tylko weszliśmy do mieszkania,to Kubę położyłam spać,a Maja poszłam się bawić więc postanowiłam posprzątać trochę mieszkanie.No tak już jest,jak w domu masz małe dziecko to trudno zachować porządek,bo wszędzie walają się rzeczy potrzebne do dziecka.Nim się spostrzegłam to była już 16:00 i zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Mama,tata.-powiedziałam i przytuliłam rodziców.
- No córeczko,strasznie schudłaś.-powiedziała mama,jak zwykle gdy mnie widzi po długiej okresie kiedy to się nie widzimy.
- Mamo,przesadzasz.
- No właśnie Teresko przesadzasz.-powiedział mój tata.
- Oj Andrzej poprzyj mnie,a nie.-zaśmiała się.
- Dziadek,babcia.-koło nas zjawiła się Maja.Wy przytulali się i poszłam po ich kolejnego wnuka.Cały dzień spędziliśmy na spacerze i oczywiście zakupach bo w lodówce same światełko,co także skomentowała mama.
Wieczorem kiedy zjedliśmy wspólnie kolację siedziałam z mamą w salonie,a tata i Mają poszli do Kuby,i zaczęło się przepytywanie.
- A jak wam się z Bartkiem układa?-zapytała.
- Dobrze,teraz go nie ma,ale jak jest to poświęca dzieciom dużo czasu.-uśmiechnęłam się.
- A tobie?
- Mi na inny sposób.
- Lenka ja nie chcę być nachalna,ale co z chrzcinami?-zapytała.
- No wiesz nie zastanawialiśmy się nad tym jeszcze.
- Tylko wiecie,że wy ślubu nie macie.Pamiętasz jak trudno było ochrzcić Maję,bo ksiądz był bardzo nie ugięty.
- Wiem mamo,ale nie chcę napierać na niego,żeby się ze mną żenił.Wolę poczekać aż sam zdecyduje czy chcę ze mną być.-powiedziałam.
- Lenka ja nie chcę żebyś znów cierpiała,przez niego.-powiedziała.
- Mamo nie będę cierpieć,ale ostatni razem to przez samą siebie cierpiałam.
- Cieszę się,że wam się ułożyło.-szepnęła i mnie przytuliła.
- Kocham cie mamo.-szepnęłam.
- Ja ciebie,razem z tatą bardo mocno.-odszepnęła.Cieszę się,że mam takich rodziców,którzy zawsze wszystko zrozumieją i nie będą naciskać,kocham ich i nie wyobrażam sobie życia bez nich.
- Mamo,a tata kiedy ci się oświadczył?-zapytałam.
- Wiesz też długo na to czekałam,le wreszcie po tych 3 latach zaszczycił mnie tym klęknięciem.-powiedziała i w tym momencie do salonu wszedł tata.
- Nie skarbie zaszczyciłem cię tylko bardzo kochałem i dalej kocham,dlatego klęknąłem.-powiedział i usiadł koło mamy i mocno ją przytulił.- Mam nadzieję Lenka,że się z Bartkiem pośpieszycie bo chcę doczekać waszego ślubu.-powiedział do mnie.
- Andrzej przestań tak mówić.-powiedziała mama.
- Mogę nawet tato się założyć,że przeżyjesz najdłużej.-zaśmiałam się i przytuliłam go.
- Cieszę się,że mam takie dwie perły w życiu.-powiedział i przytulił nas obie.
- Dobrze ja pójdę się położyć,bo zmęczona jestem.-powiedziałam.-Dobranoc.-poszłam do sypialni i od razu chwyciłam komórkę,tak mam zastępczą dopóki nie kupie nowej,ale wróćmy wzięłam i wystukałam SMS'a do Bartka.
Bardzo za tobą tęsknię.
Cieszę się,że ciebie mam.
Słodkich snów ;*
Odpowiedź przyszła niemal natychmiastowo.
Też bardzo tęsknię.
Też się cieszę,że ciebie mam.
I czy był nagły przyjazd twoich rodziców?
Kocham cię słońce.
Dobranoc ;*
Zaśmiałam się,czytając jego odpowiedź.Odpisałam tylko,że nie nagły a zapowiedziany i zasnęłam.
Rano obudził mnie przyjemny zapach z kuchni.Spojrzałam na zegarek ,który wskazywał 9:00,o cholera zaspałam.Szybko wstałam poleciałam do pokoju Mai ale jej nie było.Udałam się więc do kuchni i zobaczyłam jak mój najukochańszy tata robi naleśniki.
- Tato bo się przyzwyczaję.-zaśmiałam się.
- Raz człowiek zrobi coś dobrego to już się nabijają.
- Oj nie gniewaj się,a i dziękuję,że Majkę do szkoły odprowadziłeś.-pocałowałam go w policzek.
- Chociaż tak mogę ci pomóc,bo wiem jak ci ciężko jak nie ma Bartka.-powiedział.
- Cholernie ciężko.-szepnęłam i przytuliłam się do niego.......
 
 
 
 
 
I mamy kolejny,dziś wyjątkowo późno.Wszystko wiąże się z dzisiejszym świętem,który pewnie każdy spędził w większości czasu na cmentarzach,by bliskim zapalić znicz.Dzisiaj też z tego wszystkiego krótszy.Następny pojawi się w środę,także zapraszam serdecznie.
Pozdrawiam Aga

środa, 29 października 2014

Rozdział 36:

Nareszcie dziś pierwszy mecz polaków,w Katowicach byłam już od wczoraj.Kubuś został z Izą i Sebą,a ja wraz z Mają maszerowałyśmy do Spodka.Oczywiście byłam ubrana narodowo.


- Mamusiu,a pójdziemy kupić popcorn?-zapytałam mnie kiedy weszłyśmy na halę,pokiwałam głową i po chwili byłyśmy już w swoim sektorze z jedzeniem i piciem.
- Cześć dziewczyny.-usłyszałam i się odwróciłam,a tam zobaczyłam grupę dziewczyn chłopaków.
- Cześć myślałam że nie będziecie dopingować chłopaków.-zaśmiałam się.
- No co ty nie przegapiłybyśmy tego.-zaśmiała się Monika,dziewczyna Fabiana.
- Dobra teraz robimy sobie selfi.-krzyknęła Iwona.Ustawiłyśmy się i muszę powiedzieć że mimo iż na zdjęciu pojawiło się 14 osób to wyszło rewelacyjnie.Nareszcie po dwóch tygodniach widzę Bartka.Boże to była katorga,rozmawiałam z nim jedynie na skeypie,albo przez telefon.Zaczęli grać hymny,na początku USA,a następnie nasz.Oczywiście kiedy kibice zaczęli śpiewać poczułam uścisk w gardle,zawsze chciałam stać na boisku i patrzeć jak wokół mnie kilka tysięcy Polaków śpiewa Mazurka Dąbrowskiego.Później przedstawili wyjściowe szóstki i zaczął się mecz.
- Moniś powiedz jak się czujesz?-zapytałam.
- Jak ciężarówka,boję się porodu.
- Spokojnie,ja też się bałam a tu już był drugi.
- No ale wiesz boję się że Michała nie będzie ze mną,a bardzo tego chcę.-powiedziała,a ja posmutniałam.
- Wiem jak bardzo tego pragniesz,ja też chciałam żeby Bartek był ze mną ale los chciał inaczej.-powiedziałam.Zaczęłyśmy kibicować,nigdy nie bolały mnie tak ręce jak teraz,moje gardło całkowicie zdarte ale było warto dla takiego zwycięstwa 3:0.Chłopcy się rozciągali więc poszłam z Mają do band reklamowych.Standardem musiałam się wkurzyć na Sabinę,ale tak już mam.Wreszcie Bartek nas zauważył i ruszył swój tyłek w naszą stronę.
- Tata.-krzyknęła Maja i rzuciła się mu w ramiona.
- Ale się za tobą stęskniłem.-postawił ją na ziemi,a ona poleciała na boisko grać z innymi dziećmi.
- A za mną się trochę stęskniłeś?-zapytałam.
- No pewnie że tak.-podszedł do mnie.-Za tobą nie da się nie tęsknić.-objął mnie w pasie.
- Bardzo śmieszne,czy jestem aż tak nachalna że o mnie pamiętasz?-zapytałam.
- Oj skarbie.-mruknął i przyssał się do moich ust i to dosłownie ale mi to nie przeszkadzało bardzo za tym tęskniłam.
- Gratulacje byłeś świetny.-szepnęłam.
- Dziękuje.-przyłożył swoje czoło do mojego.-Kocham cię.-szepnął.
- Ja ciebie też,a tak poza tym tak z innej beczki czy aby Sabina nie jest nachalna jak tak mogę to załatwić.-powiedziałam na serio,a on zaczął się śmiać.
- Nie zazdrośnico.
- Tak pewnie ci się to podoba,ja cię znam kolego.-zaśmiałam się.
- Ale ja gustuje w brunetkach i taka jedna zawróciła mi w głowie.-szepnął mi do ucha i znów pocałował.
- Powiedz że ta brunetka jeszcze kilka miesięcy temu jakoś wyglądała a teraz wszystko się bokami wylewa.-powiedziałam.
- Lenka proszę nie zaczynaj znowu,jesteś piękna i zawsze będziesz.-powiedział.
- Nawet gdy będę stara,pomarszczona i będę ważyła 100 kg?-zapytałam a on się uśmiechnął.
- Tak nawet wtedy.Dobra ja muszę lecieć,mam nadzieję że będziecie po jutrze na meczu?-zapytał.
- Postaramy się ale nie obiecuję.-pożegnaliśmy się i zgarnęłam po drodze Kubę,a później poszłam do mojego starego mieszkania.
Następnego dnia wstałam sobie około 10:00,dobra żart już o 6:00 byłam na nogach a wszystko dzięki Rafiemu który koniecznie musiał wyjść na dwór.Szybko z nim wyszłam i chciałam się jeszcze położyć ale teraz zabronił mi telefon.
- Halo?-zapytałam.
- Cześć kochana dziś jest imprezka w klubie Ozzy i chcę cię tam widzieć.-wydarła się do telefonu Pola.
- Sorki kochana ja mam dwójkę dzieci w domu więc odpada.
- Nie kochana z dziećmi zostanie Witek z Ulą,Lenka musisz w końcu iść się rozerwać,cały czas siedzisz z dziećmi.
- No ale jak Bartek się dowie to mnie zabije.-powiedziałam.
- Lena on nie jest twoim ojcem jesteś dorosła trochę rozrywki ci się przyda,a dzieci nie zostają same.
- No dobra o której mam być gotowa?-zapytałam.
- O 18:00 a i pamiętaj ubierz się seksi.-powiedziała i się rozłączyła.I tak na początku pomyślałam że źle zrobiłam zgadzając się ale w końcu mogę też raz sobie pozwolić na imprezkę.
Cały dzień spędziłam przy szafie i pytałam się siebie w co mam się ubrać.
- Mamusiu mogę ci pomóc.-powiedziała Maja.
- Ja będziesz tak kochana.-zaśmiałam się.
- A gdzie idziesz?-zapytała.
- Idę się spotkać z ciocią Izą i ciocią Polą.-w końcu nadeszła godzina 17:00.Poleciałam się szybko ubrać.
 
Włosy pozostawiłam sobie rozpuszczone.O 17:30 przyszedł Witek z Ulą.Chwilkę pogadaliśmy i czas było się zbierać.Pożegnałam się z wszystkimi i jeszcze setny raz powtórzyłam co trzeba zrobić przy Kubusiu i Mai no co tak już matki mają.
Wyszłam przed blok gdzie stały już dziewczyny.
- Idziemy laski?-zapytała Pola.
- Tak a co cię wzięło na imprezę?-zapytałam.
- A co nie można chodźmy.-pociągnęła nas trochę dziwnie się zachowywała jak nie ona,ale wolałam nie wnikać.
Weszłyśmy do środka,klub był duży i przyjemny.Zajęłyśmy stolik i zamówiłyśmy sobie po drinku.Zabawa była fajna,poczułam się wreszcie jak za dawnych czasów.Pośmiałyśmy się,pogadałyśmy i wreszcie nadszedł czas na tańce.Byłyśmy troszkę wstawione ale ja trzymałam się najbardziej no w końcu później wracam do dzieci.Tańczyłam z kilkoma facetami,którzy po tańcu podarowali mi swój numer,schowałam je do torebki i bawiłam się dalej.Około 2:00 wyszłyśmy z klubu i podążyłyśmy do mnie do mieszkania.
- Dziewczyny wiecie wróćmy tam.-powiedziała Pola.
- Po co na dziś starczy.-zaśmiałam się.
- Ale tam się człowiek niczym nie przejmuje.-powiedziała i przystanęła.
- Co się stało Pola?-zapytała Iza.
- Rozstałam się z Czarkiem i na dodatek nie mogę mieć dzieci.-rozpłakała się.
- O czym ty mówisz?-zapytałam.
- Byłam przed wczoraj u lekarza,powiedział że nie będę miała dzieci,nie mam żadnych szans a Czarek jak się dowiedział to wstąpił w niego jakiś demon powiedział że nie po to rozstawał się z żoną i teraz nie mogę mieć dzieci.A na sam koniec wypomniał mi że nie mogę mieć dzieci dlatego że jedno już swoje zabiłam.-usiadła na ławce i płakała,jak spotkam go to po prostu zabiję.
- Pola nie mów tak,nikogo nie zabiłaś,tam jeszcze nikogo nie było,nie masz prawa się oskarżać,a wiedz jak go spotkam to zabiję.-powiedziałam i ją przytuliłam.
- Ale ja chcę mieć dzieci,tak ci Lena zazdroszczę,ty pewnie Iza też z Sebą się staracie a ja mogę się starać i nic.
- Pola ale możesz zawsze zaadoptować porzucone dziecko,a najważniejsze nie poddawaj się.-powiedziała Iza.
- Dziewczyny ja muszę wam coś powiedzieć.Bo ja przed wczoraj chciałam się no wiecie.-powiedziała a mi zrobiło się słabo.
- O boże Pola.-powiedziałam i zaczęłam płakać,przed wczoraj mogłam stracić przyjaciółkę.
- Przepraszam.-szepnęła.
- Posłuchaj mnie ty masz żyć rozumiesz,jeszcze nie jedno się wydarzy,nie możesz rezygnować nie możesz.-krzyczała Iza.
- Iza spokojnie.-powiedziałam bo Iza strasznie się zdenerwowała.
- Nie będę spokojna jeżeli jakiś dupek skrzywdził moją przyjaciółkę,a ona chciała.-i tak płakałyśmy wszystkie trzy.Właśnie zdałam sobie sprawę jak mamy podobne życie,każda ma okres w niż że ma wszystkiego dosyć wylewa nocami tonę łez ale tez mamy szczęście kiedy wylewamy tonę łez ale ze śmiechu.Trzeba żyć tym co mamy bo nasz dzień jeszcze nadejdzie i pokażemy całemu światu na co nas stać......
 
 
 
 
 
I jest kolejny,mam nadzieję że wam się spodoba,dziś problemy nie ma Lenka tylko Pola.Czy uda jej się wszystko uporządkować w życiu???
Następny pojawi się w sobotę,także do zobaczenia wielka szkoda że Matt Anderson kończy karierę,ale Matt wiedz że jestem z tobą.
Pozdrawiam Aga


 



poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 35:

Jak zawsze obudziłam Maję do szkoły i oczywiście Bartka na trening,na który ja sobie później zawitam.Kiedy wyszli z domu,ja postanowiła się jeszcze zdrzemnąć.Nie trwało to za długo bo Kubu się obudził.Nakarmiłam go,przebrałam.I sama poszłam się ubrać.
Z mieszkania wyszliśmy o 11:00,spacerkiem dotarłam na halę,ochroniarz bez trudu mnie wpuścił w końcu mnie zna.
- Przepraszam gdzie jest gabinet statystyków?-zapytałam sprzątaczki.
- Musi iść pani do końca korytarzem i drzwi po lewej,a czy to jest Kubuś?-zapytała z uśmiechem.
- Tak,a skąd pani wie?-zaśmiałam się.
- Pan Bartek dużo opowiada mi jaką to on ma wspaniałą rodzinę.-ucieszyło mnie to że,w sercu zrobiło mi się strasznie ciepło.Chwilkę pogadałam z panią Basią później zajrzałam do Pauliny i poprosiłam by zajęła się Kubą przez chwilkę,a następnie ruszyłam do pokoju Sabiny.Zapukałam i kiedy usłyszałam słowo "PROSZĘ" to weszłam.
- Cześć.-powiedziałam.
- Lena,a co cię tu sprowadza?-zapytała zszokowana.
- Chciałam pogadać,masz czas,a co się głupio pytam dla mnie znajdziesz czas.-usiadłam sobie wygodnie.
- Więc czego chcesz?-zapytała.
- Posłuchaj może się powtórzę,ale czego nie zrozumiałaś po mojej ostatniej wizycie u ciebie?
- Nie rozumiem o czym do mnie mówisz.-zaśmiała się a ja miałam ochotę ją walnąć.
- Dobrze więc porozmawiamy jeszcze raz,masz raz na zawsze odczepić się od Bartka,a jeżeli zobaczę że jesteś za blisko niego to porozmawiamy sobie inaczej.-powiedziałam stanowczo.
- Posłuchaj Bartek mi mówił że ostatnimi czasy olewasz go,chciał zabrać cię na kolację ale ty go olałaś więc to tylko twoja wina.
- Wiesz mam w dupie to co do mnie mówisz,ale Bartek nie jest twoim służącym i nie będzie na każde twoje wezwanie.-powiedziałam zła.
- Oj Lena,Bartek ma tylko we mnie jakieś oparcie,tylko mi potrafi się wygadać.Ty nie jesteś dla niego odpowiednia.-zaśmiała się.
- Ale Bartek jest ze mną i ty tego nie zmienisz.
- Ze względu na dzieci,gdybyście ich nie mieli to szybko by cię zostawił.
- Wiesz że nie masz racji,my z Bartkiem byliśmy już w liceum więc nie zniszczysz między nami nic.-powiedziałam.
- Po co mam niszczyć skoro sama to robisz,bo nie potrafisz mu zaufać.-powiedziała.
- Ja mu ufam to tobie nie ufam,i ja cię proszę nie zbliżaj się do niego,to tylko dla twojego dobra.-wstałam.
- Posłuchaj ja jadę z nimi do Spały,więc będę zawsze blisko.-zaśmiała się,a ja do niej podeszłam.
- Zrobisz coś co rozwali mój związek to cie zabiję.-szepnęłam i wyszłam z pokoju bo gdybym została dużej to bym jej coś zrobiła.Nędzna suka,potrafi tylko niszczyć szczęście,ale ja się nie poddam.
- Już jestem.-uśmiechnęłam się do Pauliny.
- On jest taki cudowny.Załatwiłaś sprawę?-zapytała.
- Mam nadzieję ze tak.-powiedziałam i do pokoju wszedł Mariusz z Bartkiem.
- A co wy tu robicie?-zapytał Bartek i najpierw mnie pocałował a później wziął synka na ręce.
- Przyszliśmy po ciebie,taki spacerek.-zaśmiałam się.W hali spędziliśmy jeszcze godzinę bo chłopaki brali prysznic i w ogóle.Później spacerkiem udaliśmy się pod szkołę,skoro Maja kończyła lekcje.
- Lenka a tak na serio co robiłaś na hali?-zapytał kiedy usiedliśmy na ławce,powiedzieć mu prawdę czy raczej ominąć ten wątek.
- Paulina zadzwoniła że ma małą sprawę do obgadania i wiesz przyszłam,a co nie cieszysz się.
- Ja bardzo.-pocałował mnie ale to nie trwało za długo bo Kuba zaczął przypominać że też z nami jest.
- Musimy się kiedyś dzieci pozbyć na max dwa dni.-zaśmiał się a ja razem z nim.
- No wiesz jak nasi rodzice nie będą mieli nic przeciwko to czemu nie.-i rozległ się dzwonek,a chwilę później Majka wybiegła z budynku.
- Mamo nie uwierzysz,dostałam jedynkę.-powiedziała smutna i zaczęła płakać.
- Skarbie nie płacz mi też się zdarzały jedynki.-powiedziałam i wzięłam ją na kolana.
- A za co?-zapytał Bartek.
- Za sprawdzian z matematyki.
- Oj myszko nie przejmuj się nauczymy się dobrze i napiszesz poprawę.-uśmiechnęłam się,a on wytarła łzy.
- Kubuś.-pisnęła i teraz zauważyła że jej brat też tu jest.-Idziemy już?-zapytała,a ja pokiwałam głową.
Resztę dnia spędziliśmy razem,ale wieczór już nie bo zadzwoniła Sabina.
- No ty chyb nie chcesz iść?-zapytałam kiedy skończył gadać.
- Szybko to załatwię spokojnie.-zaśmiał się,ale mi do śmiechu nie było.
- Bartek przecież mieliśmy wieczór spędzić razem.-powiedziałam.
- Kochanie wrócę szybciej niż myślisz.-pocałował mnie i wyszedł.No świetnie,ona się ze mną w tym momencie bawi.Wkurzona poszłam wziąć prysznic i położyłam się do łóżka,wcześniej zostawiając mu pościel w salonie.Jeżeli dla niego na prawdę ważna jest Sabina to niech z nią będzie,a nie ze mną.Nawet nie wiem o której zasnęłam wiem tylko że Bartek długo nie wracał.
Rano obudził mnie budzik o 7:00,wstałam i wyszłam do salonu.Szok,Bartek nie wrócił na noc,jego pościel nie była tknięta.Zaczęłam się trochę denerwować,może mu się coś stało.Chwyciłam telefon,ale nie odbierał.Nie minęło 5 minut kiedy otworzyły się drzwi wejściowe.Pognałam szybko na przedpokój i kiedy ujrzałam Bartka całe zmartwienie no dobra nie całe zeszło.
- Gdzie ty byłeś?-zapytałam wkurzona.
- Śpieszę się na trening pogadamy później.-powiedział i chwytając torbę wyszedł.Przez moją głowę przelatywały głupie myśli,a co jeśli Sabina dopięła swojego i nawet nie chcę o tym myśleć.Zapomniałam o wszystkim,ale w miarę szybko się ocknęłam bo Majkę do szkoły musiałam zaprowadzić.
O 10:00 odwiedziły mnie Pola i Iza,z czego bardzo się ucieszyłam bo musiałam się wygadać.
- Co się stało Lenka?-zapytała Pola,kiedy stłukłam kolejną filiżankę.
- Bartek chyba ma romans.-powiedziałam i zaczęłam płakać.
- Jak to chyba,nie jesteś tego pewna.-powiedziała Iza.
- Wczoraj zadzwoniła Sabina,czegoś chciała on pojechał i nie wrócił na noc.-łkałam.
- Skąd wiesz może wrócił.-stwierdziła Pola.
- Nie bo wszedł do domu dopiero o 7:00.
- Lenka ale to nie znaczy że on cię zdradza.
- Same w to nie wierzycie,nie wiem co mm robić.-opadłam na krzesło.
- Posłuchaj mnie,jak będzie brał prysznic sprawdź mu telefon.-powiedziała Iza.
- Mam mu grzebać w telefonie?-zapytałam.
- To jest jedyne wyjście,chyba że potrafisz zapytać się go prosto w twarz?
- Nie,dobra sprawdzę,ale jak mnie przyłapie?-zapytałam.
- To udasz że ktoś dzwonił,albo sprawdzałaś godzinę.-powiedziała Pola.
Jak dla mnie to nie był dobry pomysł ale ja muszę znać prawdę,czemu Bartek dziś na noc nie wrócił.Była godzina 16:00 kiedy do domu wszedł Bartek z Mają.Ja byłam w salonie z Kubą,kiedy przekroczył próg łazienki,zrobiłam to wzięłam jego komórkę i zaczęłam ją przeglądać.Nie zobaczyłam żadnych niepokojących wiadomości,więc byłam jakoś spokojna,ale gdzie on był???
- Maja chodź na obiad.-zawołałam córkę do kuchni,gdzie na stole stał dzisiejszy obiad.Jadłyśmy sobie spokojnie,i o kilku minutach dołączył do nas Bartek.Nic się nie odzywał,więc sama nie zaczynałam tematu.
- Mamusiu a wiesz że poprawiłam jedynkę na czwórkę.-powiedziała Maja,a ja się uśmiechnęłam.
- To super,a nie mówiłam teraz idź odrobić lekcje.-powiedziałam sprzątając talerze.Kiedy zajęłam się zmywaniem naczyń,poczułam jak przytula się do moich pleców.
- Kocham cię.-szepnął i poczułam że to dobry moment o zapytanie gdzie spędził noc.Więc zakręciłam wodę i odwróciłam się do niego.
- Bartuś gdzie ty byłeś całą noc?-zapytałam.
- Wszędzie,wracając od Sabiny zadzwonił Winiar że są w barze,więc poszedłem tam do nich,a później po całym mieście szukaliśmy Wrone bo gdzieś wyszedł i nie mogliśmy go znaleźć,a później okazało się że zasnął pod stołem w tym barze.-powiedział a ja zaczęłam się śmiać.
- To dlaczego nie zadzwoniłeś?-zapytałam.
- Bo wiedziałem że już śpisz.-uśmiechnął się.
- Boże,nawet nie wiesz jak mi ulżyłeś.-powiedziałam.
- Dlaczego?-zapytał.
- Kiedyś ci powiem,ale teraz idź do Kubusia a ja dokończę zmywanie.-pokiwał głową,a ja z uśmiechem zmywałam dalej.Teraz męczy mnie jedna sprawa,czego chciał Sabina.Po sprzątaniu udałam się do salonu.
- Bartuś mogę mieć jeszcze jedno pytanko?-zapytałam siadając koło niego i głaskając Kubusia po plecach.
- No jasne.
- Co chciał wczoraj Sabina?-zapytałam w końcu.
- Chciała bym jej pomógł z poskładać nowe meble.
- Bartek czy ona ma kogoś?
- Nie sądzę,ale może się mylę a co?-zapytał.
- Nic nic tylko się pytam,a następnym razem daj znać jak nie wracasz na noc bo martwię się o ciebie.
I niestety nadszedł ten dzień kiedy muszę go oddać Spale.Wstaliśmy bardzo wcześnie,bo o 5:00.Zanieśliśmy wszystkie jego rzeczy do samochodu i wyruszyliśmy w drogę do Spały.Około 9:30 byliśmy pod ośrodkiem,przywitaliśmy się ze wszystkimi i czekaliśmy na trenerów i sztab.
- Cześć Lenka.-usłyszałam za sobą i zobaczyłam Monikę.
- No cześć,ale już masz brzuszek.-powiedziałam przytulając ją.
- No tak w końcu za cztery miesiące będę rodzić.-zaśmiała się.
- A macie imię?-zapytałam.
- No Pola.-powiedziała.-A gdzie Kubuś z Mają?-zapytała.
- Z moimi rodzicami,a przyjechałam tylko coś zobaczyć.
- Nawet wiem co,to tlenione coś co idzie w naszą stronę.-spojrzałam w tamtą stronę i myślałam że mi oczy wylecą,ubrała się jak tania dziwka.Starałam się być grzeczna ale nie wychodziło mi to,wreszcie przyjechała reszta sztabu i nadszedł czas by się pożegnać.
- To widzimy się dopiero na meczu w Katowicach.-uśmiechnął się.
- Nawet tak nie mów,nie wiem czy wytrzymam.-zaśmiałam się.
- Wierzę w ciebie,kocham cię słonko.-szepnął.
- Ja ciebie też.-zauważyłam że w naszą stronę zmierza Sabina,więc szybko wiłam się Bartkowi w usta.Nie powiem bo spodobała mu się ta reakcja.
- Masz o nas myśleć-szepnęłam.
- Zawsze będę.-odszepnął i znów mnie pocałował.I niestety musiałam już jechać,co było chyba najtrudniejsze bo nie chciałam go zostawiać.
- Chodź Monia odwiozę cię.-powiedziałam.
- Przestań pojadę autobusem.-spojrzałam na nią.
- Chodź,i tak jadę do Katowic więc odwiozę cię.-uśmiechnęła się i pojechałyśmy do Jastrzębia,a ja później do Katowic.I wiecie co cholernie za nim tęsknie a minął dopiero jeden dzień......




I jest kolejny,przepraszam za taki poślizg ale problemy robią swoje,ale wszystko jest dobrze i mamy go :)
Jak wam się podoba,jak obiecałam jest dłuższy i trochę się w nim działo,jak myślicie czy w Spale wydarzy się coś co nie powinno mieć miejsca?
Następny w środę.
Pozdrawiam Aga




niedziela, 26 października 2014

Opóźnienie:

Rozdział pojawi się tutaj jutro,albo dziś wieczorem,przepraszam nie mogę podać powodu.
Mam nadzieję że ktoś czeka :)
Pozdrawiam Aga