sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 54:

Wieczorem,kiedy dzieci już spały,kiedy zasypiał cały Bełchatów ja stałam przy oknie i nie mogłam się napatrzeć.Nie było mnie tydzień,a czuję jakby cały rok mnie ominął.Nie mogę pojąć co ja ze sobą zrobiłam,mając dwójkę dzieci,kochającego narzeczonego doprowadziłam się o mało do śmierci.
- Do spania kochanie.-usłyszałam szept Bartka i jego silne ramiona,które objęły mnie mocno wokół pasa.Wtuliłam się w niego bardziej.
- Jeszcze nie.-szepnęła i odwróciłam się do niego.
- Lekarz kazał ci odpoczywać.-spojrzał mi w oczy.
- Wiem,ale troszkę sobie pospałam i nie chce mi się teraz,wolę zająć się czymś innym.-zaśmiałam się i wspięłam się na palcach i delikatnie musnęłam jego usta.
- Czym skarbie?-zapytał łapiąc mnie za biodra.
- Może dokończymy tą konwersację w sypiali?-zapytałam i złapałam go za rękę i zaczęłam ciągnąć do sypialni.Kiedy zamknęłam drzwi to rzuciłam go na łóżko i wręcz zrywałam z niego ubrania,ale sam zachowywał się podobnie.Nasze rzeczy latały po całej sypiali,kiedy chciałam z niego ściągnąć bokserki,usłyszałam płacz Kubusia.Niechętnie się od niego oderwałam.
- Zaraz wrócę.-powiedziałam,ale on postanowił,że ze mną pójdzie.Weszliśmy do pokoju syna,a on nagle przestał płakać,wzięłam go na ręce,a on się we mnie wtulił.Pokazałam Bartkowi by się położył,a ja do niego za chwilę dołączę.Chodziłam z Kubusiem po całym pokoju i po godzinie wreszcie zasnął,delikatnie go położyłam do łóżeczka i wróciłam do sypialni.
- Zasnął?-zapytał.
- Tak,musiało mu się coś przyśnić.-powiedziałam siadając okrakiem na Bartku.-Więc na czym skończyliśmy?-zapytałam.
- Nie myszko,jest już po 1:00 idziemy spać,jutro też jest dzień.-pocałował mnie,a ja zrobiłam smutną minę.
- Bartuś no.-zaczęłam całować jego szyję,zostawiając tak lekko mokre ślady.
- Lenka.-szepnął wiedziałam że zaczął się przełamywać i jak na zawołanie zaczął oddawać pocałunki.Znów zrobiliśmy się strasznie na siebie napaleni.Kiedy byliśmy już nadzy to Bartek delikatnie złączył nasze ciała w jedność.Wiem,że wyszłam dopiero ze szpitala,ale nie trzeba się ze mną obchodzić jak z jajkiem.Więc to ja dziś nadawałam tępo naszej namiętnej nocy,spać poszliśmy dopiero nad ranem.
Spałam sobie spokojnie,kiedy usłyszałam śmiechy dobiegające z salonu,obróciłam głowę w stronę szafki na której stał zegarek.Kiedy ujrzałam godzinę 14:09 szybko się zerwałam z łóżka i ubrałam na siebie szlafrok.
- Mama.-ucieszyła się Maja i przytuliła się do mojej nogi.
- Cześć żabko,a co tu tak wesoło?-zapytałam patrząc na to na Maję,to na Bartka i Kubusia.
- A nic bawimy się klockami.-powiedział Bartek.
- Właśnie mamusiu musisz prezenty odpakować.-pociągnęła mnie w stronę zielonego drzewka pod którym stało kilka ładnie zapakowanych pudełek.
- Dobrze to podawaj.-uśmiechnęłam się.Pierwsze pudełka,które mi podała było od rodziców moich i Bartka a w nich piękne zestawy kosmetyków,które uwielbiam bardzo mi się podobają.Kolejny był od Poli i Darka.Tam piękna szkatułka na biżuterie,którą jej pokazywałam,świetny prezent dała mi Iza z Sebą,całe pudełko słodyczy plus liścik że strasznie schudłam i mam przytyć.Nadszedł czas na prezent od Bartka,delikatnie rozwijałam pudełko,a w nim ujrzałam piękny naszyjnik.Było to złote serduszko,takie jakie kocham i zawsze chciałam dostać.
Spojrzałam na Bartka,a on puścił do mnie oczko.
- Podobają ci się mamusiu prezenty?-zapytała Maja.
- No jasne słońce.-pocałowałam ją w czółko.
- Zapiąć ci go skarbie?-zapytał Bartek stając za mną,a ja kiwnęłam głową.
- Jest piękny,kochanie.-powiedziałam i go pocałowałam.
- Ja też dziękuje za prezent.-puścił mi oczko,postanowiłam coś zjeść.Udałam się do kuchni i co zrobiła Lena,ależ oczywiście zaczęłam gotować obiad bo moja trójka skarbów zaczęła o sobie dawać znać.Przygotowałam więc zupę pomidorową z ryżem na którą sama miałam ochotę.Kiedy tylko zawołałam OBIAD zlecieli się do kuchni jak stado wygłodniałych lwów.Nałożyłam każdemu porcję obiadu i zjedliśmy ją ze smakiem,tą pyszną zupkę.Później Bartek poszedł z dziećmi do salonu,a ja zajęłam się zmywaniem.Kiedy sobie tak spokojnie zmywałam do kuchni wleciała Maja.
- Mamo,a możemy iść na dwór?-zapytała mnie.
- No ale zapytaj się taty czy pójdzie z tobą i Kubusiem.-powiedziałam,a ona poleciała do swojego ojca.-Zgodził się mamo.-krzyknęła a ja się zaczęłam śmiać.Poszłam więc ubrać Kubusia stosowanie do pogody.
- Skarbie może z nami pójdziesz?-zapytał Bartek kiedy ubierał kurtkę w przedpokoju.
- Nie misiu muszę troszkę mieszkanie ogarnąć,a w ogóle troszkę odpocznę.-powiedziałam poprawiając mu szalik.
- No dobrze,ale telefon cały czas przy sobie.-powiedział i mnie pocałował.Po naszym czułym pożegnaniu wziął dzieci i oczywiście Rafiego na spacer,a ja poszłam troszkę ogarnąć mieszkanie.Nie zajęło mi to dużo czasu może z 30 minut bo mam takie świetne mamy że sprzątały mieszanie pod moją nieobecność.Więc szybko ogarnęłam mieszkanie i położyłam się w salonie na kanapie.Tak mi się nudziło,że zasnęłam.Nie wiem ile spałam,ale przebudziłam się kiedy do domu wszedł Bartek z dziećmi i psiakiem.Poszłam więc na przedpokój i się przeraziłam.
- Co się stało?-zapytałam kiedy Bartek miał rozwalony nos.
- Nic się nie stało.-powiedział i podał mi Kubę i poszedł do łazienki.
- Maju co się stało?-zapytałam córki.
- Taki pan stał pod naszym blokiem i tata powiedział że ma sobie stąd iść i zaczął się z tym panem bić.-powiedziała.Szybko rozebrałam Kubę i poprosiłam Maję by się z nim pobawiła w salonie,a sama udałam się do łazienki.
- Bartek co się stało?-zapytałam kiedy tylko zamknęłam drzwi pomieszczenia.
- Przecież ci powiedziałem że nic.-powiedział ocierając krew.
- Bartek to był Damian prawda?-zapytałam,a on westchnął.
- Tak.-szepnął.
- I zacząłeś się bić przy dzieciach oszalałeś?-zapytałam zła.
- Wkurzył mnie.
- Ale trzeba było mu powiedzieć że ma spadać,a nie rzucać się na niego.Bartek były z tobą dzieci.-powiedziałam i wzięłam od niego gazik i zaczęłam mu ocierać tą krew.
- Przepraszam Lenka.-powiedział,a ja go pocałowałam.
- Oj Bartuś,mam nadzieję że nic mu nie zrobiłeś?-spojrzałam mu w oczy.
- Nie tylko też ma rozwalony nos.-uśmiechnął się.
- Pokaż ten nos.-powiedziałam i szybko mu go opatrzyłam.Wyszliśmy z łazienki i poszliśmy do salonu.Maja siedziała z Kubusiem na kanapie i oglądali bajkę,znaczy Maja oglądała a Kuba jej dokuczał.
- Mamo powiedz mu coś.-powiedziała.
- Kubuś,chodź do mamy.-powiedziałam i wzięłam go na ręce.-Zbudujemy wielki zamek klocków.-zaczęłam więc swoją budowlę,ale jak coś powstawało to Kuba to burzył i śmiał się z tego.
- Bam.-powiedział i znów się zaśmiał,a wszyscy razem z nim.
- Oj Kubuś.-powiedziałam i zaczęłam go gilgotać.Usłyszeliśmy w pewnym momencie dzwonek do drzwi.Wstałam i poszłam otworzyć.Za drzwiami stał Damian.
- Czego chcesz?-zapytałam zamykając drzwi.
- Chciałem dziś pogadać,ale twój narzeczony mnie nie wpuścił.
- I bardzo dobrze.-powiedziałam.
- Wszystko już w porządku ze zdrowiem?-zapytał.
- Tak,a w ogóle nie życzę sobie żebyś bił się z Bartkiem na oczach moich dzieci.
- Posłuchaj umówimy się i spędzimy ze sobą noc.
- Co?-krzyknęłam.
- To co słyszałaś,masz czas do piątku.
- Jesteś popieprzony.Nigdy rozumiesz.-powiedziałam.
- Ty dalej twierdzisz,że Bartek jest tobie wierny w tych Włoszech.Przebiera w każdych dziewczynach.-zaśmiał się i poszedł.
Wiem,że teraz mnie znienawidzicie ale zmartwiło mnie ostatnie zdanie Damiana.Teraz zaczęło mi się to układać w całość,nie miał czasu bo wychodził z kolegami do klubów gdzie jest dużo dziewczyn,jeszcze na dodatek ta Clara.Nie Lena,Bartek nigdy cię nie zdradził,i nie zrobi tego.Stałam na tym korytarzu dobre 20 minut,kiedy weszłam do mieszkania to od razu przy mnie pojawił się Bartek.
- A co ty tak długo gadałaś?
- Przyszła sąsiadka i nie chciała wchodzić,pytała o zdrowie.-skłamałam.
- No dobrze,ja idę zadzwonić do klubu,muszę się dowiedzieć kiedy mam być już na treningach.-powiedział i poszedł do sypialni.I co przeszło przez moją głowę,że idzie zadzwonić do Clary,a czemu nie może pogadać w salonie tylko pd razu się zamknął w sypialni.Boże,Lena przestań.Siedziałam jak na szpilkach w salonie i nie wytrzymałam i poszłam pod drzwi sypialni.Wiem,że nie powinnam ale zaczęłam podsłuchiwać jego rozmowę.
- Tak kocham bardzo mocno.-mówił.-Tak Clara,jak wrócę to się spotkamy,jak zawsze u mnie.Znów się zapowiada świetna noc.-kiedy to usłyszałam,zrobiło mi się słabo,Damian miał racje Bartek mnie zdradza i do tego z Clarą.
Oczami Bartka:
Poszedłem zadzwonić do klubu by dowiedzieć się kiedy mam wstawić się na treningach.Wybrałem numer i czekałem.Po chwili usłyszałem głos Clary.
- Tak słucham?-zapytała.
- Cześć Clara.
- O Bartek,a co się stało że dzwonisz?
- Pytanie kiedy mam się wstawić na treningach?
- A poczekaj już sprawdzam.Wy macie być 3 stycznia na treningu o godzinie 9:00.
- Dzięki.-zaśmiałem się.
- A jak Lena?-zapytała.
- Już od wczoraj jest w domu,wszystko w porządku.
- I bierzesz rodzinkę do Włoch?
- Tak,muszę ją namówić na tą przeprowadzkę.-powiedziałem.
- Widzę że bardzo ją kochasz.-zaśmiała się.
- Tak kocham bardzo mocno.
- Właśnie miałam ci przypomnieć,szykuje ci się sesja i wywiad,więc jeden wieczór musisz mieć wolny dla prasy i fotografów.
- Tak Clara,jak wrócę to się spotkamy,jak zawsze u mnie.
- Tylko nie zapomnij w mieszkaniu mieć czysto,jak przyjdę z nimi.-zaśmialiśmy się.
- Znów się zapowiada świetna noc.-powiedziałem.
- Oj tak długo cię będą trzymać na mikrofonach i aparatach.Dobra Bartek ja kończę,jakby coś to dzwoń.
- No cześć pa.-rozłączyłem się i poszedłem do salonu.
Oczami Leny:
Moje oczy powoli zaczynały mnie szczypać.Cholera jednak to prawda,Bartek ma romans z Clarą.Nie słuchałam jego dalszej rozmowy tylko poszłam do salonu.
- Mamusiu a pomożesz mi namalować taki ładny duży balonik?-zapytała mnie Maja.
- Tak myszko.-powiedziałam i zajęłam się rysowaniem,wtedy też do salonu wszedł Bartek.
- A co tu robicie?-zapytał,całując mnie w policzek.
- Możesz mi nie przeszkadzać?-zapytałam,skupiając się na rysunku.
- Przepraszam pani malarz.-zaśmiał się i usiadł obok.Nagle zaczęła mi jego obecność przeszkadzać.
- I kiedy musisz być na treningach?-zapytałam.
- 3 styczeń,Lenka musimy pogadać.-powiedział.
- To chodź do kuchni,muszę zrobić kolacje.-powiedziałam,a on podążył za mną.Zaczęłam szykować kanapki.
- Lena,bo ja właśnie 2 stycznia wylatuje.-powiedział.
- Dobrze,jedź przecież musisz.
- Lena tu chodzi o coś innego.-powiedział.
- Mów jestem przygotowana na najgorsze.-powiedziałam,a po moich policzkach zaczęły kapać łzy.
- Ty i dzieci jesteście dla mnie ważni i ja nie mogę już tak żyć.-mówił.
- Powiedz mi tylko dlaczego?-zapytałam odwracając się do niego przodem.
- Musimy Lena,tak już postanowiłem.
- W czym ona była lepsza?-kolejny raz zapytałam.
- Kto był lepszy?-zapytał.
- Nie ukrywaj się już,rozumiem że nie pojechałam z tobą i tam znalazłeś szczęście.-mówiłam.
- O co ci chodzi kotek?-zapytał,a ja nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Nie zostawiaj mnie dla niej.-przytuliłam się do niego,a on mnie przytulił.
- Lenka nie płacz przecież nie zostawiam cię,wręcz przeciwnie zabieram cię i dzieci.
- Co?-oderwałam się od niego.-Chcesz zabawić się w trójkąt i jeszcze dzieci do tego wciągasz.
- Jaki trójkąt,Lena czy ty chcesz mi zarzucić że mam romans?-zapytał.
- A nie masz?-zapytałam wycierając łzy.
- Nie i nigdy nie miałem.-spojrzał na mnie z takim rozczarowaniem w oczach,a mi zrobiło się strasznie głupio.
- Boże Bartek przepraszam.-powiedziałam.
- Jasne nic się nie stało.-powiedział i usiadł przy stole.
- Skarbie przepraszam ja po prostu usłyszałam strzępki rozmowy twojej i tak jakoś wyszło.-powiedziałam siadając mu na kolanach.
- Podsłuchiwałaś?-zapytał.
- Nie ale przechodziłam i tak wyszło,przepraszam.-popatrzyłam mu w oczy.
- Chce żebyś ty i dzieci polecieli ze mną do Włoch.-powiedział,a ja wstałam z jego kolan.
- Po co?
- Lena wylądowałaś w szpitalu,nie dajesz sobie rady,musisz ze mną polecieć.
- Nie ja sobie daje radę,i nie polecę nigdzie.Bartek nie warto przeprowadzać się tam na ostatnie kilka miesięcy.-uśmiechnęłam się.
- Nie Lena,pojedziesz ze mną albo ja zostanę tutaj.-powiedział poważnie.
- Wiesz,że nie możesz zostać.
- Wiem,ale ja powiedziałem tak i tak będzie.
- Bartek a moje zdanie się nie liczy?-zapytałam.
- Niestety raz się liczyło i o mały włos cię nie straciłem.-powiedział i wyszedł z kuchni.
I znów to cholerne uczucie,nie ja chyba nie nadaje się na takie życie.Co ja mam teraz zrobić,przeprowadzić się na 5 miesięcy i znów wracać do Polski,widywać codziennie Clarę.Nie ja powiedziałam,że na ten pierwszy sezon zostanę i poradzę sobie.Dokończyłam przygotowywanie kanapek i zawołałam ich na kolację.Nakarmiłam Kubusia i poszłam go wykąpać,nie mam ochoty na jedzenie dziś.Kiedy Kuba już smacznie spał,to poszłam położyć Maję spać,ale zaskoczenie ona już spała więc nie pozostało mi nic innego jak pójść wziąć prysznic.Spłukałam z siebie cały dzisiejszy dzień,miałam taką ochotę żeby on już się skończył.Wchodząc do sypialni zdziwiłam się nieobecnością Bartka.Odłożyłam rzeczy na krzesło i poszłam go szukać.Nie szukałam długo bo stał na balkonie i rozmawiał przez telefon.Nie wiem z kim i o czym ale znów w głowie pokazały mi się dziwne myśli.Udałam się więc z powrotem do sypialni i położyłam się po swojej stronie łóżka.
Co chwilę patrzyłam na zegarek,mijała minuta za minutą,sekunda za sekundą.Nie wiem ile czasu minęło,ale do sypialni wreszcie wszedł Bartek.
- Czemu nie śpisz?-zapytał.
- Czekałam na ciebie,z kim rozmawiałeś?-spojrzałam na niego.
- Ze swoją kochanką o wywiadzie i sesji.-powiedział i się położył do nie plecami.
- Bartek ja na prawdę,cię przepraszam.-mówiłam,a on się w ogóle nie odzywał.-Bartuś,proszę porozmawiaj ze mną.-szturchnęłam go lekko w bok.
- Lena ja nie chcę o tym gadać bo jest 2:00 w nocy i jestem śpiący.-wkurzył się lekko.Położyłam się też do niego plecami i patrzyłam w ścianę.Sen niestety nie przychodził.Wierciłam się strasznie,nie wytrzymałam i wstałam udając się do kuchni.Zrobiłam sobie mocną kawę i usiadłam na parapecie.
Spędziłam tak całą noc,kiedy otworzyły się drzwi sypialni szybko się ogarnęłam.
- O której wstałaś?-zapytał Bartek na wstępnie.
- A cześć to nie łaska powiedzieć?-spytałam.
- Cześć o której wstałaś?-poprawił się.
- Godzinę temu.-skłamałam.
- Fajnie tylko szkoda że tak nie było.Lena,nie spałaś całą noc.
- No i co dziś mi się nie chciało.
- Lena przez to mi się nie chciało wylądowałaś w szpitalu,gdzie walczyli o twoje życie.-powiedział i podszedł do mnie i po prostu przytulił.
- Bartek ja nie chce lecieć do Włoch.-szepnęłam.
- Mamy jeszcze tydzień,teraz o tym nie myśl.-pocałował mnie w czubek głowy,a ja się w niego mocniej wtuliłam.-Ale teraz idziemy spać,jest dopiero 6:00 rano.-poszliśmy do sypialni i położyliśmy się do łóżka zasypiając wtuleni w siebie.
Kilka dni później:
Dziś jest 31 grudnia,czyli sylwester.Igła zapraszał do Rzeszowa,ale nie miałam ochoty jechał więc co wymyślił Igła?
Tak sylwester odbędzie się w Bełchatowie,gdzie w naszym mieszkaniu.Po prostu świetnie,wczoraj zostały zabrane mi dzieci.Otóż moi rodzice stwierdzili że się będą nudzić i jadą do Nysy,a po drodze zabierają nam dzieci żebyśmy mogli się wybawić.Powiem wam szczerze,nie czuję się za dobrze.Nikomu o tym nie mówię,bo to pewnie dlatego że nie odzyskałam jeszcze siły po mojej dłuższej zapaści z tego świata.
Od samego rana siedzę w kuchni z dziewczynami.Brakuje jeszcze całego Rzeszowa,ale dzwonili że będą około 16:00.
- Lenka,a co ubierasz?-zapytała Daga.
- A normalnie spodni i bluzkę,nie mam ochoty na sukienki.-powiedziałam.
- Dobra co się dzieje?-zapytała Iza.
- Nic tylko od samych przygotowań odechciewa się zabawy.
- Oj Lena dlatego tu jesteśmy wcześniej,żeby pomóc.-zaśmiała się Pola.
- Wy tak ale Iza nie powinna nic robić.-stwierdziłam patrząc na ciężarną przyjaciółkę.
- Oj tam.-usłyszałam dzwonek do drzwi.Poszłam więc otworzyć,bo Bartek oczywiście zajęty z kolegami rozstawianiem alkoholu.
- Monia,Michał.-pisnęłam i przytuliłam Kubiaków,znaczy jeszcze nie ale za niedługo.
- Też się stęskniliśmy.-oczywiście Michał szybko zmył się do męskiego grona,więc ja wzięłam Monikę do żeńskiego grona.Oczywiście żeńskie grono jest lepsze niż męskie.
- No jak Pola?-zapytała Iza.
- Dobrze teraz jest u dziadków w Wałczu,sami po nią przyjechali.-zaśmiała się Monia.
- A ja musiałam zmusić Miśka żeby chłopaków zawiózł do do moich rodziców.-powiedziała Daga,a my się zaśmiałyśmy.
Przygotowania szły dość szybko,jak też Rzeszów wspomniał byli o 16:00 w naszych skromnych progach.Jak tylko Igła wszedł do mieszkania zaczęła się zabawa.My dziewczyny okupowałyśmy łazienkę i sypialnie.Już brałam swój naszykowany strój kiedy dziewczyny wepchnęły w moje ręce sukienkę.
- Nie ma wszystkie dziś jesteśmy w kieckach.-zaśmiała się Iwona.
- Dziewczyny,ja was proszę przecież nigdzie nie wychodzimy.-powiedziałam,ale nic nie podziałało.Ubrałam się więc w sukienkę.
Włosy ułożyłam w kłosa.Kiedy wszystkie byłyśmy wyszykowane,oznajmiłam że sylwestra czas zacząć.Myślałam,że w naszym mieszkaniu,które nie jest ogromne,tylko lekko duże nie pomieści wszystkich,a tu jeszcze parkiet do tańca się zrobił.Jestem wzruszona moje mieszkanie ma tyle zalet.Muzyką zajmował się oczywiście Winiar,bo kto inny by puszczał tak świetnie muzykę,Igła latał ze swoją kamerą i wszytko nakręcał.
- A jednak to miłość.-powiedziała Iza.
- Oj tak,cieszę się jej szczęściem.-mówiłam patrząc na tańczącą Polę i Darka.-A gdzie twój mąż?-zapytałam brunetkę.
- Pije z twoim narzeczonym.-zaśmiała się.
- Dobra idę po jakieś jedzenie do kuchni.-powiedziałam i poszłam do kuchni.Co chwili przynosiłam jakieś zakąski,bo szybko znikały,tak komuś smakuje moje jedzenie.
- A tu jest moja narzeczona.-zaśmiał się Bartek i mnie pociągnął na parkiet,akurat zaczęła lecieć wolna piosenka.Więc objęłam go wokół szyi,a on złapał mnie w pasie.- Zatrzymaj mnie nie daj mi odejść.-zaczął mi szeptać refren piosenki zespołu IRA.Uwielbiałam jak to robi,wtedy świat się zatrzymuje,nie ma nic tylko ja i on.
- Kocham się Bartuś.-szepnęłam mu na ucho.
- Ja ciebie też Lenka.-pocałował mnie,a ja się zaśmiałam.-Z czego się śmiejesz?-zapytał.
- Z niczego,po prostu cię kocham.-piosenka zamieniła się na bardziej żywszą,więc ja spasowałam i poszłam usiąść.
- No Lenka dawaj tańczyć.-pociągnął mnie Igła.
- Nie Krzysiu,nie mam siły.-mówiłam,ale na marne i tak mnie zaciągnął na parkiet.Przetańczyłam 5 piosenek i nie czułam nóg.Usiadłam koło Izy,która siedziała na kanapie i sączyła soczek przez rurkę.
- Co Lenka zmęczona?-zapytała.
- Poszłabym spać najchętniej.-zaśmiałam się.
- Co ty taka blada jesteś?-zapytała mnie Pola dosiadając się do nas.
- Ja,wydaje ci się.-pokręciłam głową.
- Źle się czujesz?
- Nie spokojnie,zmęczona jestem.Wszystko gra.-zaśmiałam się.
- A ty kochana czemu pijesz drinki?-zapytała teraz Izy.
- Nie piję.To soczek.
- Tak,ja też piję tylko soczek.-zaśmiała się Pola.
Zabawa trwała dalej w najlepsze,niektórzy byli już lekko mówiąc podpici,znaczy niektórzy oczywiście że chodzi o męską część.My kobiety trzymamy rękę na pulsie.Kiedy na zegarze pojawiła się godzina 23:57 wyszliśmy z mieszkania na dwór by powitać nowy rok.
- Uwaga zaczynamy odliczanie.-krzyknął Igła.
- 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1 i Szczęśliwego Nowego Roku.-krzyknęliśmy na całe gardła.I tak wszyscy zaczęliśmy składać życzenia.Oczywiście każdy mi życzył zdrowia,szczęścia Bartkiem i zajebistego wesela na które chce każdy zaproszenie dostać.
- No kotek zostałaś tylko ty mi.-powiedział Bartek obejmując mnie.-Więc życzę ci żebyś zawsze była uśmiechnięta,żebyś wytrzymała ze mną do końca życia,żebyśmy jeszcze pomyśleli o dzieciach i bardzo mocno cię kocham Lenka.
- Dziękuję,tobie również życzę tego samego,a do tego żebyś się rozwijał zawodowo.Kocham się Bartuś.-szepnęłam,a później złączyliśmy się w ciepłym i bardzo namiętnym pocałunku.Tak oto powitaliśmy nowy rok.......
 
 
 
 
I jest kolejny,przepraszam że tak późno ale dopadła mnie grypa i nie miałam siły nawet laptopa otworzyć,ale na szczęście jest już lepiej i stworzyłam taki oto rozdział.Mam nadzieję że wam się spodoba,dziękuję za wszystkie komentarze i obiecuje że nadrobię wszystko na waszych blogach.Następny pojawi się za tydzień.
Pozdrawiam Aga

poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 53:

- Pani Lena zaczyna samodzielnie wykonywać niewielkie ruchy dłońmi,powiem tak jest wreszcie poprawa.-uśmiechnął się do mnie, ja miałem ochotę skoczyć z radości.
- A kiedy się obudzi?-zapytałem.
- Nie mogę powiedzieć,teraz to wszystko zależy od pana narzeczonej.
- Mogę do niej iść?
- Tak,jest już na normalnej sali.Sala 23.-powiedział,a ja podziękowałem i szybko pobiegłem do mojej ukochanej.Delikatnie wszedłem do środka i zobaczyłem ją bez tych wszystkich maszyn.Miała lepsze kolory na twarzy,usiadłem koło łóżka i złapałem jej rękę.
- Cześć skarbie.-szepnąłem i pocałowałem w głowę.-Wstawaj,długo już spałaś.Musisz się obudzić żeby nie przegapić sylwestra.-zaśmiałem się.-Musimy go razem spędzić.Pewnie będziesz zła,ale jak tylko się obudzisz,zabieram cię do Włoch.Nie pozwolę być ci tutaj samej,pewnie się przez to pokłócimy,ale ja nie odpuszczę.
- Cześć tatusiu.-usłyszałem i odwróciłem wzrok,a tam stała Maja i nasi rodzice.
- A co wy tu robicie?-zapytałem szeptem.
- Dzieci chciały do mamy.-zaśmiała się moja mama.Wziąłem Kubę na ręce i pokazałem na Lenkę.
- Zobacz,mamusia tutaj śpi.-powiedziałem,a on wziął swoją rączkę położył na ręce Leny,aż chciało mi się płakać.
- Tato a może mamusię trzeba obudzić pocałunkiem,jak śpiącą królewnę?-zapytała Maja,a ja się uśmiechnąłem.
- Maju mamusia sama się obudzi.-posiedzieliśmy tam do wieczora.Maja wzięła ze sobą rysunki i opowiadała Lenie wszystko co namalowała.Postanowiliśmy wrócić do domu około 19:00,wychodząc z sali,nachyliłem się nad Lenką.
- Moja śpiąca królewno obudź się.-szepnąłem i pocałowałem ją w usta.
W domu,wszyscy zmęczeni dniem położyli się spać a stanąłem koło okna i patrzyłem jak prószy śnieg.Cholernie zawaliłem na całej linii.Jak mogłem dopuścić do tego,że Lena dziś leży w szpitalu i śpi,a ty nie możesz jej obudzić.Nie mogę darować sobie,tego co powiedział lekarz,wykończyła swój organizm,to brzmi tak strasznie.Od natłoków myśli poszedłem się położyć po 00:00.
Obudził mnie telefon,około 3:00 w nocy.Zaspany odszukałem go na półce i odebrałem.
- Halo?-zapytałem zaspany,ale to co usłyszałem przez słuchawkę szybko mnie obudziło.Niewiele myśląc zerwałem się z łóżka i obudziłem rodziców.W bloku narobiłem niezłego hałasu,ale moja księżniczka się budziła.Tak otrzymałem telefon,że Lena otworzyła oczy.Narzuciłem na siebie ubrania i zbiegłem do samochodu.Rodzice kazali mi dać znać.
Jechałem jak szaleniec,nie patrzyłem że łamię właśnie wszystkie przepisy ruchu drogowego,teraz ważne było to by być przy Lenie.Kiedy dotarłem do szpitala,szybko znalazłem się pod salą 23.Nie mogłem wejść,bo byli tam lekarze,pozostało mi czekać.
Oczami Leny:
Czym jest sen?
Dla mnie zawsze był odskocznią od codziennych problemów,bo zasypiasz i ty kontrolujesz wszystko,bo sen to nasze skryte myśli i pragnienia.Sny są ważne w moim życiu,ponieważ uświadamiają mi że mogę wszystko.Niestety ten sen był dla mnie katorgą.Przez długi czas błądziłam po jakiejś szarej planecie,nie było na niej żadnego życia.Nie potrafiłam znaleźć drogi do mojego normalnego życia,cały czas słyszałam głosy,to Mai,albo rodziców i Bartka.Szukałam wyjścia,wołałam ale nikt po mnie nie przychodził.Byłam sama,nie raz po policzku spłynęła mi pojedyncza łza,kiedy przestałam słyszeć ich głosy to usiadłam po turecku i czekałam czy nikt mnie nie zacznie szukać.
Zamknęłam oczy i tak czekałam,kiedy poczułam jakiś dotyk na swojej dłoni,gwałtownie otworzyłam oczy.Czułam coś i wreszcie znów usłyszałam głos Bartka.
- Cześć skarbie.Wstawaj,długo już spałaś.Musisz się obudzić żeby nie przegapić sylwestra.Musimy go razem spędzić.Pewnie będziesz zła,ale jak tylko się obudzisz,zabieram cię do Włoch.Nie pozwolę być ci tutaj samej,pewnie się przez to pokłócimy,ale ja nie odpuszczę.-mówił,a ja wstałam i zaczęłam biec w stronę jego głosu,ale znów przestał mówić,ale usłyszałam głos Mai.Boże pomóżcie mi się stąd wydostać.Nie wiem,ale zamiast iść w stronę ich głosów,to usiadłam i słuchałam co mają mi ciekawego do powiedzenia.Z tego wszystkiego ocknęłam się,po tym jak Bartek powiedział,że już idą.
- Nie.-krzyknęłam,ale wiedziałam że nikt mnie nie usłyszy.Ale znów usłyszałam głos Bartka.
- Moja śpiąca królewno obudź się.-powiedział,a ja mimowolnie ręką dotknęłam swoich ust kiedy poczułam jakby pocałunek.Nie Lena masz się ruszyć i wydostać się z tego nędznego świata.Biegłam w tą stronę w jaką kierowałam się wcześniej,nie poddam się choć opadałam już z sił.Nie stawałam nawet na chwilę by zaczerpnąć powietrza,nie ja muszę stąd zniknąć.Dotarłam do wielkiej bramy i nie wiedziałam czy mam ją przekroczyć,ale zaryzykowałam i kiedy przeszłam przez nią,zaczęłam spadać w dół.
- Doktorze,otwiera oczy.-słyszałam jak przez mgłę i otworzyłam oczy,ale błyskawicznie je zamknęłam.Światło było strasznie rażące,ale znów ponowiłam próbę otworzenia ich.
- Proszę zawiadomić rodzinę.-znów usłyszałam,ale już wyraźniej nie przez mgłę.
- Pani Leno,wracamy do nas.-otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy,ujrzałam 4 osoby,patrzące na mnie.Rozejrzałam się dokoła i zobaczyłam,że jestem w białej sali.
- Słyszy mnie pani?-nie miałam siły nic powiedzieć,więc pokiwałam lekko głową.Prosili mnie bym poruszyła raz prawą ręką,raz lewą,wyjaśnili też co się dzieje i dlaczego tu jestem.I dali mi w końcu spokój i kazali odpocząć,wcześniej pielęgniarka podłączyła mi coś do ręki.Nie walczyłam ze sobą i znów zamknęłam oczy,ale teraz wszystko było inne.Ten sen był w bajkowych barwach.Nie trwał on długo bo poczułam znów uścisk na swojej dłoni.Delikatnie otworzyłam oczy i ujrzałam od bardzo bardzo dawna twarz Bartka.Uśmiechnęłam się lekko,a w odpowiedzi poczułam ciepły pocałunek na ustach.
- Myszko nie rób tego więcej.-mówił.
- Przepraszam.-szepnęłam ledwo słyszalnie.
- Nie mów nic odpoczywaj,ja będę cały czas przy tobie.-pocałował moją dłoń.
- Bartek...-zaczęłam ale nie pozwolił mi nic powiedzieć.
- Teraz śpij.-powiedział,ale ja pokiwałam głową.
- Bartek,przepraszam.-szepnęłam i po moim policzku spłynęła łza,i później kolejna i kolejna.
- Nie płacz skarbie,ty nic nie zrobiłaś.-starł moje łzy.-Prześpij się.
- Ale będziesz tu.-wyszeptałam.
- Jasne ciebie już nigdy nie zostawię.-pocałował moje czoło i złapał za rękę.Znów zamknęłam oczy,trzymając jego rękę.Wiem,że i tak dostanę porządny opieprz za to że doprowadziłam się do takiego stanu i nic nikomu nie powiedziałam.
Nie wiem ile spałam,ale kiedy otworzyłam oczy to Bartek był i sam spał z głową na moich kolanach.Pogłaskałam go po głowie,a on się zerwał.
- Co się stało?
- Nic,tylko musisz iść do domu.-uśmiechnęłam się lekko.
- Nie,czemu?-spojrzał na mnie.
- Bo jest już 15 po 6.Musisz iść się przespać.
- Nie zostawię cię.
- Bartek,nie umieram idź.
- Ale wrócę.-powiedział i mnie pocałował.Kiedy wyszedł rozejrzałam się dokładnie po sali.Była biała,żadnych innych kolorów.Za oknami też biało.Przespać cały tydzień,nie możliwe,a jednak.Wstałam z łóżka i podeszłam do okna,które następnie otworzyłam.Kiedy poczułam ten powiew śniegu na moją twarz uśmiechnęłam się.Myśl o tym że mogłam już tego nie poczuć przerażała mnie,ale i tak najgorsze jeszcze przede mną.
- A czemu pani nie w łóżku?-usłyszałam głos dobiegający od strony drzwi.Odwróciłam głowę,a tam stała pielęgniarka.
- Musiałam wstać,cały tydzień leżałam.
- Pani kochana,musi pani leżeć.-powiedziała i pociągnęłam mnie do łóżka,po czym następnie dobrze przykryła.
- Dużo mnie ominęło?-zapytałam.
- Nie,tylko święta.Dziś do pani lekarz przyjdzie około 10:00.-uśmiechnęła się i wyszła życząc mi jeszcze dobrego snu.
Nic mnie nie ominęło,tylko święta.Święta,które miałam spędzić z moją rodziną.Święta,które były pierwszymi świętami Kubusia.Ciekawe,czy wszystkim się prezenty podobały,i jeszcze mnie czeka odpakowanie moich prezentów.
Była godzina 10:58,i byłam po wizycie lekarza.Tak jak przypuszczałam dostałam niezły opieprz,ale i tak większy będzie od rodziców.Muszę przyznać,że w końcu jestem wyspana.Co mnie cieszy,bo od długa nie spałam więcej niż godzinę.Usłyszałam pukanie do drzwi,a po chwili przez nie wbiegła uśmiechnięta ta Maja.
- Mamusia.-pisnęła,a ja się uśmiechnęłam przez łzy.Bardzo mocno ją przytuliłam.
- Moja myszka kochana.-szepnęłam.
- Tęskniłam.-wtuliła się we mnie,i usłyszałam Kubusia,który wyrywał się do mnie.
- Chodź do mamy.-wyciągnęłam ręce,i po chwili trzymałam już mój kolejny skarb.Zetknęłam się ze wzrokiem rodziców,mieli łzy w oczach,muszę się domyśleć ile ich to wszystko kosztowało.Po wielkim przywitaniu,rolę mówcy przejęła Maja.Opowiedziała wszystko co mnie ominęło.Porozmawiałam też szczerze z rodzicami.Z tego co wiem,mogę wyjść za dwa dni,ale czy ja wytrzymam????
Nareszcie dziś mogę wrócić do domu,ale niestety wypis będzie o 12:00,a dopiero jest 8:00.Wstałam i ubrałam mój szlafrok i spacerowałam po korytarzach szpitalnych.Muszę przyznać,że są bardziej żywsze niż sale.
- A na boga pani tu robi?-zapytała pielęgniarka.
- Chodzę i czekam do 12:00.-uśmiechnęłam się.
- Pani Leno jest 11:57.-powiedziała,a ja się złapałam za głowę,a tak mnie korytarze wciągnęły.Wróciłam do sali i tam czekał na mnie Bartek z wypisem w ręku.
- Gdzie ty mi uciekasz?-zapytał,a ja podeszłam do niego i objęłam rękami jego kark.
- To tu to tam.-stanęłam na palcach i go pocałowałam.
- Brakowało mi tego.-szepnął i znów mnie pocałował.
- Mi też.-poszłam się ubrać i żegnając się ze wszystkimi wyszliśmy ze szpitala.Droga minęła nam krótko,o pośpieszałam go żeby depnął ten gaz.Kiedy przekroczyłam próg mieszkania,poczułam taki przypływ energii,że dziś to ja będę szaleć.
Powitał mnie wielki napis "WITAJ W DOMU"miło zrobiło mi się n sercu.Wreszcie mogłam cieszyć się tym,że jestem z nimi i teraz już na pewno ich nie opuszczę nigdy.....
 
 
 
 
Witam i oddaję kolejny w wasze ręce.Miło mnie zaskoczyła liczba komentarzy pod poprzednim rozdziałem,wiem skończyłam w okropnym momencie,ale taka jestem.
Mam nadzieje że ten też wam się spodoba i miałyście rację,przecież nie zabiłabym Leny,ona jest mi jeszcze potrzebna :)
Dziś znów troszkę krótszy,ale czas i jeszcze raz czas.
Znów spóźniona,wielkie brawa dla naszych Szczypiornistów,graliście chłopaki genialnie :)
Oby tak dalej :)
Następny za tydzień mam nadzieję,że zaczekacie.
Pozdrawiam Aga
 

sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 52:


Kiedy odprowadziłam Maję do szkoły,to poszłam zrobić sobie mocną kawę.Usłyszałam dzwonek do drzwi,więc poszłam otworzyć.
- Cześć kochana.-uśmiechnęłam się widząc Polę i Izę.
- Cześć,co wy tu robicie?-zapytałam,a następnie ziewnęłam.
- Ktoś się nie wyspał,co ty w nocy robiłaś?-zapytała Pola.
- A wiecie jakoś tak z Bartkiem się zagadałam.-skłamałam.
- My z prezentami.-uśmiechnęła się Iza,weszłyśmy do salonu a one dały mi ładnie zapakowane pudełka.
- Iza ty nie powinnaś wydawać na mnie.-powiedziałam.
- Weź to samo jej mówiłam,a ona nic mnie nie słucha.-powiedziała Pola.
- Słuchajcie wychodzimy na prostą z Sebą i musiałam kupić wam te prezenty.
- A jak tam ciąża?-zapytałam.
- Na razie cienko widać,dopiero drugi miesiąc.-zaśmiała się.
- Chcecie coś do picia?-zapytałam.
- Herbatkę.-powiedziały równocześnie.Poszłam do kuchni i zaczęłam przyrządzać napoje,w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie.Złapałam się blatu,ale strąciłam trzy szklanki które tam stały.Rozbiły się na drobniutkie kawałeczki,od razu w kuchni zjawiły się dziewczyny.
- Co się stało?-zapytała Pola.
- Zahaczyłam ręką i szklanki mi spadły.-powiedziałam sprzątając szkło.
- Lenka co się dzieje?-zapytała Iza,siadając.
- Nic,spokojnie stłukło się na szczęście.-zaśmiałam się,udało mi się je uspokoić.Dziewczyny zostały na obiad,ale już później musiały wracać.
Po południu Maja bawiła się w salonie z Kubusiem,a ja byłam w kuchni i robiłam podwieczorek,kiedy do pomieszczenia wbiegła Maja.
- Mamo kiedy będzie budyń?-zapytała.
- Za chwilkę będzie spokojnie.-powiedziałam ziewając.
- Jaką chwilkę.-zaśmiała się dla żartu,a ja wybuchłam.
- Do cholery powiedziałam że za chwilę,wyjdź stąd i mi nie przeszkadzaj.-krzyknęłam,a ona przestraszona uciekła do pokoju.Nie wiedziałam co mam zrobić,nie panowałam nad tymi słowami.Poszłam do salonu i wzięłam synka na ręce,następnie udałam się do pokoju córki.
- Maju przepraszam,nie chciałam na ciebie krzyknąć.-powiedziałam,a ona pociągnęła noskiem.Usiadłam na łóżku koło niej.-Córeczko,przepraszam.
- Ale nie będziesz już krzyczeć?-zapytała,a ja pokiwałam głową.
- Obiecuje.
Niestety tego wieczora moja złość przelała się na Bartka,który powiedział że pięknie wyglądam.Nie wiem co dzieje się ze mną.Zawroty głowy,zmęczenie boję się że jestem na coś chora.
Kolejne dni mijały tak samo,aż w końcu nastał dzień w którym Bartek miał przyjechać do Polski.Oczywiście standardem było to że nie spałam w nocy i rano musiałam pić dużą kawę.O 9:00 poszłam się ubrać.Obudziłam dzieci i razem udaliśmy się do Katowic na lotnisko.Droga szła mi ciężko,miałam momentami zamroczenia i wtedy zwalniałam,żeby nie wypaść z drogi,czy spowodować wypadku.Kiedy staliśmy na lotnisku,zrobiło mi się strasznie niedobrze.Po chwili jednak wszystko wróciło do normy.Wreszcie pojawił się komunikat o wylądowaniu samolotu z Włoch.I tak jak przypuszczałam kilka minut później z korytarza wyszedł Bartek z wielką walizką i kilkoma torbami,to pewnie prezenty.Maja zadowolona pobiegła do niego i mocno się przytuliła,ja jednak usiadłam bo znów zakręciło mi się w głowie.
- Nie przywitasz się ze mną?-zapytał kiedy podszedł do mnie.
- Z tobą zawsze.-uśmiechnęłam się i przytuliłam go.Kiedy wszyscy byliśmy już szczęśliwi to ruszyliśmy do samochodu.Bartek powiedział,że teraz to on poprowadzi,powiem szczerze że nawet się nie kłóciłam nie było mi zbyt dobrze.Ruszyliśmy w trasę do Bełchatowa,Maja cały czas mówiła coś do Bartka,a on niej odpowiadał.Ja nawet się nie włączałam do rozmowy,kolejny raz zrobiło mi się niedobrze.
- Bartek możesz się zatrzymać?-zapytałam,a on posłusznie to zrobił.Kiedy stanęliśmy na poboczu to od razu wyskoczyłam z pojazdu.Bartek też wyszedł.
- Skarbie wszystko w porządku?-zapytał,podchodząc do mnie.
- Tak,po prostu dziś nie jadłam śniadania.-uśmiechnęłam się.Poczekałam jeszcze chwilkę i wsiadłam do auta i ruszyliśmy w dalszą drogę.Kiedy weszliśmy do domu,to poszłam się położyć.Niestety nie udało mi się zasnąć.Nawet na tą chwilę,cały dzień udawałam że nic mi nie jest,a kiedy wszyscy zmęczeni zasnęli i w całym mieszkaniu panował mrok to ja siedziałam w toalecie i wymiotowałam.Czułam że jest coś ze mną źle,ale nie zamierzałam iść do lekarza.Pewnie jakiś wirus mnie dopadł i tylko stracę czas w kolejce do gabinetu.
Wreszcie nastał upragniony 24 grudnia,od samego rana byłam na nogach i wszytko przygotowywałam.Jakoś po 10:00 do kuchni wszedł Bartek i mi pomagał w kuchni.Praktycznie wszystko było już gotowe,tylko dokańczałam pieczenie ciast bo spodziewałam się gości,a wiecie że zawsze przychodzi ich wiele,a w szczególności w święta.Cały dzień spędziłam w kuchni,a Bartek ubierał choinkę z Mają i Kubusiem.Muszę wam się przyznać że coraz bardziej ciężej mi się oddychało,ale nikomu nie mówiłam żeby nie wszczynać paniki.Około 18:00 poszłam szybko poubierać dzieci i sama udałam się do łazienki.Stałam przed lustrem i się malowałam.Nagle poczułam ręce Bartka obejmujące mnie w pasie.
- Pięknie kochanie wyglądasz.-powiedział i to było ostatnie co usłyszałam.Więcej nic nie pamiętam.
Oczami Bartka:
Dziś wigilia,od samego rana staram się pomagać Lenie we wszystkim.Kiedy stwierdziła że wszystko jest gotowe to postanowiłem ubrać choinkę.Dzieciaki mi strasznie pomagały,znaczy Maja wieszała bombki,a Kuba śmiał się i przytulał się mocno do mnie.Strasznie za nimi tęskniłem.Około 18:00 poszedłem do sypialni i ubrałem się w dżinsy i białą koszulę.Gotowy wszedłem do łazienki.Przy lustrze stała Lena i robiła makijaż.Podszedłem do niej i mocno przytuliłem,cholernie mi jej brakowało.
- Pięknie kochanie wyglądasz.-szepnąłem,a ona w pewnym momencie osunęła mi się na ręce.Przestraszyłem się i nie wiele myśląc wezwałem karetkę.Kuba płakał,Maja była przerażona,a ja nie potrafiłem nic zrobić.Zawiadomiłem rodziców,o wszystkim.Powiedzieli że będą jak najszybciej.Nie miałem z kim zostawić dzieci,więc z nimi pojechałem do szpitala.Po 15 minutach byłem pod recepcją.
- Przywieziono moją narzeczoną tutaj przed chwilą.Gdzie ona jest?-zapytałem,a starsza kobieta spojrzała na mnie.
- Nazwisko?-zapytała.
- Lena Witkiewicz.-prawie że krzyknąłem.
- Teraz lekarze ją badają,sala nr 13.-powiedziała,a ja podziękowałem i udałem się tam z dzieciakami.Maja usiadła na krzesełku przed salą,a ja trzymałem Kubę na rękach i chodziłem w tą i z powrotem.Przez jakieś 30 minut lekarze nie wychodzili z jej sali,bałem się cholernie się bałem,że coś jej się może stać.
Wreszcie po długich wyczekiwaniach z sali Lenki wyszedł lekarz,nie miał za ciekawej miny.
- Przepraszam co z moją narzeczoną?-zapytałem od razu.
- Możemy porozmawiać nie przy dzieciach.-powiedział,kiwnąłem głową.Udałem się za nim do gabinetu,a w tym czasie dziećmi zajęła się pielęgniarka.
- Co się dzieje?-zapytałam siadając.
- Proszę pana,sytuacja jest krytyczna.-powiedział,a ja jeszcze bardziej się przeraziłem.
- Jak to krytyczna?
- Pani Lena,wykończyła swój organizm.Mogę nawet stwierdzić,że organizm przez jakiś miesiąc,a nawet więcej nie miał odpowiedniej dawki snu.Przez co masa ciała zaczęła spadać,i wycieńczenie zaczęło się pogłębiać.-powiedział,a ja złapałem się za głowę.
- Ale jak ona się czuje?-zapytałem.
- Przykro mi ale pani Lena zapadła w śpiączkę.-powiedział.-Nie mamy pewności kiedy się obudzi i czy....-powiedział,a ja mu przerwałem.
- Czy co?
- Czy w ogóle się obudzi.-kiedy skończył swój monolog,wyszedłem z jego gabinetu i poszedłem pod salę 13.Tam stali już nasi rodzice,kiedy mnie zobaczyli to zrobili się bladzi.
- Bartek co z Leną?-zapytał mój ojciec,a ja usiadłem na krześle.
- Bartek?-zapytała teraz mama Leny.
- Lena zapadła w śpiączkę.-szepnąłem.
- Co,ale dlaczego?-krzyknęli,więc opowiedziałem im wszystko co mówił lekarz.
- Boże moja córeczka.-szepnęła pani Teresa i się rozpłakała.Wszyscy siedzieliśmy w ciszy,kiedy zobaczyłem że pielęgniarka prowadzi dzieciaki to uśmiechnąłem się do niech.
- Co tam masz?-zapytałem Mai.
- Lizaka dostałam,a gdzie mamusia?-zapytała,a ja przymknąłem oczy.
- Mama teraz śpi.
- A kiedy się obudzi?-znów zapytała,a mi w oczach stanęły łzy.
- Obudzi się,na pewno się obudzi.-szepnąłem i wytarłem łzy.Moi rodzice zabrali dzieci do domu,a rodzice Leny zostali.
- Andrzej powiedz że ona się obudzi.-szepnęła jej mama.
- Obudzi się Teresko.-jej rodziciel miał łzy w oczach,ale przed żoną nie chciał okazywać słabości.
- Przecież mamy tylko ją ona nie może nas zostawić.
- Kochanie nie zostawi nas,Lenka jest silna.-nie wytrzymałem i rozpłakałem się.Tego było dla mnie za dużo,już wtedy kiedy wracaliśmy z Katowic źle się czuła mogłem zadziałać,ale uwierzyłem jej.Cholera jasna.Siedzieliśmy pod salą do rana,kiedy lekarz wyszedł z obchodu powiedział,że stan się nie poprawił.Nie tak miały wyglądać nasze święta.
- Można do niej wejść doktorze?-zapytałem.
- Ale nie za długo.-powiedział.Spojrzałem na rodziców Leny,weszli pierwsi.Po 15 minutach,ja wszedłem do środka.Moja księżniczka leżała podpięta do różnych aparatur,które pomagały jej funkcjonować.Usiadłem koło jej łóżka i złapałem za rękę.
- Lenka,skarbie obudź się.Dlaczego mi nie powiedziałaś że źle się czujesz.Nie zostawiaj mnie i dzieci.Mieliśmy spędzić ze sobą całe życie,a ty chcesz mi teraz uciec.-mówiłem do niej,a ona nawet się nie poruszyła.Siedziałem tam pół południa,ale w końcu lekarz kazał mi wyjść i pójść do domu.Obiecał zadzwonić jak coś się będzie działo.Pojechałem do mieszkania i ujrzałem tam zadowoloną Maję,która rozpakowywała prezenty.Uśmiechnąłem się.
- Co tam dostałaś?-zapytałem.
- Popatrz na tym się maluje.-powiedziała.
- To teraz będziesz mocno ćwiczyć malowanie.-powiedziałam i usłyszałem telefon Leny.Poszedłem do sypialni,dzwoniła Pola.W końcu odebrałem i musiałem powiedzieć o całej sprawie.Już po dwóch godzinach u nas w mieszkaniu stanęła Pola,Iza,Seba i Darek.Wszyscy w milczeniu czekaliśmy na wiadomości.
Minął tydzień od tego cholernego dnia,żadnej poprawy w stanie Leny.Informacja obiegła wszystkich naszych znajomych,codziennie dzwonili i pytali o stan.Nie miałem ochoty odbierać telefonów i tylko wysyłałem codziennie tego samego sms'a:
NIESTETY ŻADNEJ POPRAWY
Próbowałem zajmować się dziećmi i jeździć do szpitala niemal codziennie.Niestety za tydzień powinienem wstawić się w klubie,ale nie zrobię tego bo moje miejsce jest przy Lenie,nawet gdybym miał stracić licencję na grę.
- Bartek,a może my zabierzemy dzieci do siebie,a ty odpoczniesz.-powiedział Igła.
- Nie i tak macie już dwójkę,a jeszcze kolejna to przesada.
- To my weźmiemy.-powiedziała Ola,a Piotrek pokiwał głową.
- Nie wiem.Cholera powinna być poprawa,a jej nie ma.-krzyknąłem,a wszyscy mnie uspokajali.
- Bartek ona będzie.-powiedziała Iwona.
- Najgorsze jest to że dalej siedzą mi w głowie słowa lekarza.Nie mamy pewności kiedy się obudzi i czy w ogóle się obudzi.-powiedziałem.
- Bartek nie możemy tak myśleć,Lena jest silna i da radę,a my musimy jej tą wiarą pomagać.-powiedziała Iza.
- To mamusia się nie obudzi?-usłyszeliśmy głos Mai i odwróciliśmy wzrok.Stała i patrzyła na mnie wielkimi oczami,a ja nie potrafiłem wydusić słowa.
- Nie no co ty Maju,mama na pewno się obudzi.-sytuację przejęła Ola.
- Przecież tak tatusiu powiedziałeś.-spojrzała na mnie.
- Córeczko,mama się obudzi na prawdę.-powiedziałem,a ona pokiwała główką.Najgorsze jest to że sam zacząłem w to wątpić.Wieczorem postanowiłem pojechać do szpitala.Dzieci zostały z moimi rodzicami i Leny.Kiedy zaparkowałem samochód pod budynkiem ogarnął mnie taki strach,co będzie jak ona zostawi mnie i dzieci,nie Barek nie myśl tak,Lena się obudzi i wszystko będzie w porządku.Ruszyłem do środka,przywitałem się z pielęgniarką na recepcji i poszedłem pod znaną mi salę.Wszedłem do środka,i od razu zbladłem łóżko było puste.Pobiegłem do pielęgniarek,ale nic nie powiedziały,skierowały mnie do lekarza.Kiedy byłem pod gabinetem to bałem się zapukać,w końcu to zrobiłem.Usłyszałem ciche proszę,więc wszedłem.
- O panie Bartoszu miałem właśnie dzwonić.-powiedział,a ja się przeraziłem.
- Gdzie jest moja narzeczona?-zapytałem,a on zrobił taką minę że nie wiedziałem czy to będzie zł wiadomość czy dobra.
- Pani Lena.......




I jest kolejny,trochę krótki i do niczego.Mam nadzieję,że wam może przypadnie do gustu.Strasznie szło mi pisanie rozdziału,jakaś taka niemoc w pisaniu mam nadzieję że powróci.
Następny pojawi się za tydzień.Dziękuje za wasze komentarze.
Do następnego.
Pozdrawiam Aga

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 51:

- Bartek spadaj z tej kuchni,bo zamiast przybywać jedzenia to znika przez ciebie.-powiedziałam rozbawiona.
- Kochanie,nie moja wina że tu same takie pyszności.-zaśmiał się.
- Jak będziesz tak podjadał to ci w bioderka pójdzie.-śmiałam się i objęłam go.
- No wiesz może to zrzucę na treningu,a jak nie to powiem że to twoja wina.-puścił mi oczko i pocałował mnie.
- Dobra idź się pobaw z synem,a ja dokończę te pierogi i biorę się za ciasto.-powiedziałam,a on poszedł do Kuby.Dziś postanowiłam przyszykować pierogi z malinami po prostu pycha.Odkąd pamiętam zawsze z Bartkiem chodziliśmy w soboty do naszej nyskiej knajpki na właśnie te pierogi.Mai też przypadły do gustu,na deser postanowiłam zrobić ciasto rafaello.
Kiedy było gotowe wstawiłam je do lodówki by stężało,następnie zaczęłam gotować pierogi lada chwila powinna przyjść Maja ze szkoły.I jak na zawołanie do domu wbiegła Maja.
- Jestem strasznie głodna.-krzyknęłam od wejścia.
- To idź umyć ręce i siadaj zrobiłam pyszny obiad.-zaśmiałam się,a ona poleciała do łazienki.Do kuchni wszedł Bartek z Kubą na rękach,a za nim wesoło merdający ogonem Rafi.
- Przyszliśmy zobaczyć co u mamy.-powiedział Bartek,a ja się uśmiechnęłam i pocałowałam Kubusia w czółko.
- Wszystko w porządku,siadaj na obiad.-powiedziałam zabierając mu synka i sama go posadziłam w jego krzesełku.
- Mamusiu wiesz,że dostałam zaproszenie na urodziny.-do kuchni wbiegła Maja i pokazała mi owe zaproszenie.
- No to musimy kupić fajny prezent.-zaśmiałam się.
- A co na obiad?-zapytała,siadając koło Bartka.
- Pierogi z malinami,a na deser rafaello.-powiedziałam,a ona pisnęła ze szczęścia.Nałożyłam każdemu po porcji,oczywiście sobie nie bo ja na samym początku muszę nakarmić Kubusia,zupką marchewkową którą też dla niego zrobiłam.
- Są pyszne.-powiedział Bartek równo z Mają.
- Cieszę się,no Kubuś leci samolot.-powiedziałam i robiłam głupie miny by nasz synek zjadł obiad.Kiedy wszyscy pojedli,to w końcu mogłam ja zjeść spóźniony obiad.
Później pozmywałam naczynia i wyjęłam ciasto z lodówki.Pięknie stężało,więc pokroiłam kilka kawałków,a resztę schowałam do lodówki.Wzięłam talerz z ciastem i poszłam do salonu,gdzie siedziały moje szczęścia.
- O ciasto.-krzyknęła Maja.
- Maju a powiedz mi czy ty chcesz chodzić na zajęcia z siatkówki?-zapytałam,biorąc na ręce synka.
- Tak bo idzie kilka moich koleżanek z klasy.
- A Oliwer idzie?-zapytałam.
- Tak,dziś mówił że tak.-zaśmiała się i zajadała się dalej ciastem.
- A mój narzeczony ciasta nie chce?-spojrzałam na Bartka.
- Najpierw ty zjesz,a później ja.-powiedział zabierając mi Kubę.Uśmiechnęłam się i wzięłam do ręki łyżeczkę,nałożyłam na nią trochę ciasta i skierowałam ją w stronę Bartka.On się zaśmiał i zjadł ten kawałek.
- I jak dobre?-zapytałam.
- Przepyszne.-muszę przyznać,że ciasto wyszło mi genialnie tak tak skromna ja.Po podwieczorku poszłam wykąpać Kubusia.Mały strasznie uwielbia wodę,z czego się cieszę bo Majka nie na widziała jej.Może Kuba zostanie jakimś pływakiem???
Wieczorem kiedy Kuba już zasnął,poszłam do pokoju Mai.
- Co robisz?-zapytałam,kiedy ona leżała na podłodze i coś rysowała.
- Rysuje rysunek do szkoły.-uśmiechnęła się.
- A wcześniej nie mogłaś,bo już spać trzeba.-powiedziałam wskazując na zegarek.
- Ale to właśnie na jutro.
- Jaki temat?-zapytałam siadając na podłodze.
- Kim chcesz zostać w przyszłości.
- I co rysujesz?-znów zapytałam.
- Właśnie nie mogę się zdecydować.Lubię malować,ale też lubię siatkówkę.-zgniotła kolejną kartkę.
- Wiesz myszko,może nie rysuj sytuacji,tylko jakieś przedmioty ,które lubisz.
- Czyli jak?-spojrzała na mnie.
- Możesz narysować piłkę i pędzel,a później opowiesz pani co miałaś na myśli rysując to.-pogłaskałam ją po głowie.
- A pomożesz mi to narysować?-zapytała,a ja kiwnęłam głową.Zajęło nam to niecałą godzinę.Kiedy rysunek był skończony,spakowała go do plecaka i położyła się do łóżka.Ja poczekałam kiedy zaśnie,a później najciszej jak mogłam wyszłam z pokoju.Poszłam do łazienki wziąć prysznic.Później posmarowałam się truskawkowym balsamem i poszłam do sypialni.Bartek rozmawiał przez telefon po angielsku,czyli już nawet przeczuwałam z kim rozmawia.Położyłam się plecami do niego i patrzyłam tępo w ścianę.Rozmawiał z nią przez jeszcze dobre 15 minut,ale w końcu skończył.
- Śpisz skarbie?-zapytał przytulając się do moich pleców.
- Tak.-szepnęłam.
- Właśnie słyszę.-zaśmiał się.
- Kto to dzwonił?
- Clara,chodzi o jakiś wywiad na który po moim powrocie muszę iść.-powiedział całując mnie w ramie.
- Przecież ona jest fizjoterapeutką,nie powinna się tym zajmować.-powiedziałam.
- Wiem,ale nasz menadżer jest na zwolnieniu i teraz zastępuje go Clara.-powiedział.
- Nie lubię jej.-szepnęłam,a on się zaśmiał.
- Zauważyłem to jak u mnie byłaś.
- Moja wina,że jest pusta jak kości ptaków.-powiedziałam odwracając się do niego.-Ty tego nie poczujesz bo jesteś facetem,ale kobiety wyczuwają zagrożenie ze strony innej kobiety i dlatego nie przepadamy za sobą.-wytłumaczyłam.
- Masz rację,a wiesz jak to się nazywa?-zapytał,a ja kiwnęłam głową.
- Zazdrość skarbie.-pocałował mnie,a później zaśmiał.
- Głupi jesteś,a musiałeś jej zdać całe sprawozdanie z twojego wolnego?-spojrzałam na niego.
- Jakie sprawozdanie?-zapytał.
- Ty nie udawaj głupiego,przecież znam angielski zrozumiałam co mówiłeś.
- Po prostu zapytała jak mi mija wolne.
- A co ją to obchodzi,następnym razem jak się zapyta masz powiedzieć,że właśnie spędzasz to wolne z narzeczoną,a ona niech zajmie się swoim życiem.-powiedziałam poważnie,a on się zaśmiał.
- Dobrze,nawet jak to ci poprawi nastrój powiem,że właśnie spędziłem zajebistą noc z narzeczoną.-puścił mi oczko.
- Tak możesz tak powiedzieć.-zaśmiałam się.-Bartek bo w zamrażalce są takie pyszne lody truskawkowe,a ja miałam cały dzień ochotę.-spojrzałam na niego oczami kota ze Shreka.Wstał z łóżka i po chwili wrócił z pudełkiem lodów i dwiema łyżkami.I oto takim sposobem wpierniczaliśmy lody w nocy.
Rano budzik zadzwonił o 7:00,oczywiście wyspana ja poszłam obudzić Maję.Jak zawsze był kłopot.Z domu wyszłyśmy o 7:50.Lekko się spóźniła,ale raz można.Gdy przemierzałam drogę do domu,to zadzwonił mój telefon.To była Iza.
- Tak słucham?-powiedziałam.
- Lanka proszę,przyjedź do mnie.-płakała.
- Boże Izka co się stało?-krzyknęłam.
- Przyjedź.-łkała.Szybko się rozłączyłam i poleciałam do domu.Do mieszkania wpadałam jak burza,budząc przy tym Bartka.
- Co się stało?-zapytał.
- Jadę do Katowic,dziś zajmiesz się dziećmi.-mówiłam pakując do torebki jakieś ciuchy.
- Lenka co się stało?
- Iza ma jakiś problem,zadzwoniła do mnie.Jutro będę,obiecuje.-pocałowałam go i wyleciałam z domu.
Jechałam jak szalona,nigdy nie zdarzyło jej się płakać przez telefon i mnie prosić o szybkie przybycie do niej.Po dwóch godzinach jestem pod jej blokiem,gdzie spotkałam zdenerwowaną Polę.
- Lena,boże co się stało?-zapytała mnie.
- Nie wiem zadzwoniła do mnie zapłakana.
- Do mnie też,jechałam z Darkiem z Zakopanego tutaj jak tylko zadzwoniła,właśnie przyjechałam.-udałyśmy się do jej mieszkania.Otworzyła nam cała zapłakana.Od razu ją przytuliłyśmy.Poszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na kanapie.Siedziałyśmy tak przez godzinę,ona płakała a my ją tuliłyśmy.
- Słonko co się stało?-spojrzałyśmy na nią.
- Dziewczyny jestem w ciąży.-powiedziała.
- Głupku i dlatego płaczesz?-zapytała Pola,a ja się do niej uśmiechnęłam.
- My sobie nie poradzimy,ledwo wiążemy koniec z końcem.-płakała.
- Iza do cholery,ja lecę tu na złamanie karku aż z Zakopanego bo myślałam,że coś się stało.Ty za to mi oznajmiasz,że w ciąży jesteś.Zastanów się,ja bym się cieszyła nawet gdyby nie starczało mi pieniędzy na rachunki.
- Pola spokojnie.-powiedziałam.
- Nie będę spokojna.-krzyknęła i wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami.
- Przepraszam,ale ja się po prostu przestraszyłam,że nie damy rady.-płakała,a ja ją przytuliłam.
- Wiem miałaś prawo,Poli przejdzie spokojnie.-mówiłam.
- Znów jej tylko przypomniałam o aborcji.
- Iza ona już zawsze będzie o tym pamiętać.Niestety czasu nie cofniemy.Izka powiedz dziś Sebie.Na pewno się ucieszy.-zaśmiałam się.
- Z czego się ucieszę?-zapytał wspomniany Sebastian wchodząc do mieszkania.
- Patrz jaki ciekawski.-śmiałam się,a razem ze mną Iza.
- Zawsze taki byłem Lena.-puścił mi oczko.
- Dobra ja was zostawiam,pójdę do Poli.-pożegnałam się z nimi i wyszłam.Wsiadłam do samochodu i pojechałam pod mieszkanie Poli.Weszłam na odpowiednie piętro i zapukałam w jasno brązowe drzwi.Otworzył mi Darek.
- Cześć Lena.-uśmiechnął się.
- Cześć jest Pola?-zapytałam,on kiwnął głową i wskazał ręką na sypialnie.Poszłam tam,a Darek do salonu.Otworzyłam drzwi,a ona leżała i płakała.
- Darek mówiłam daj spokój.-powiedziała nawet nie patrząc w stronę drzwi.
- Może i Darek da,ale ja nie.-powiedziałam,a ona się gwałtownie obróciła.
- Lenka ja nie chciałam na nią nakrzyczeć.-szepnęła i znów wybuchła płaczem.Usiadłam koło niej i złapałam za rękę.
- Wiem kierowały nami emocje.Nie jestem zła,a Iza tym prędzej.
- Dlaczego ja byłam taka głupia.Dziś byłabym szczęśliwą matką.
- Pola,posłuchaj pewnie powtórzę to kolejny raz,ale ja wierzę że jeszcze uda ci się zajść w ciąże.
- Też chciałabym w to wierzyć.-popatrzyła tępo w ścianę.
- Ostatnio miałam sen,byłam w nim ja,ty i Iza.Byłyśmy cholernie szczęśliwe i wokół nas biegała gromadka dzieci.Jedno z nich mówiło do ciebie mamo,a wiesz że sny się spełniają.-stwierdziłam.
- Myślisz?-spojrzała na mnie.
- No pewnie.Zadzwoń do Izy i przeproście się bo nie lubię jak jest między nami jakaś niezgodność.
- Zostajesz w Katowicach?-zapytała.
- Tak do jutra,pojadę do mieszkania trochę je ogarnę.Dobra lecę.-powiedziałam i wstałam,a ona razem ze mną.
- Dzięki za wszystko.-przytuliła mnie.
- Tylko pamiętaj żeby mój sen się spełnił trzeba nad tym pracować,a najlepiej w sypialni.-puściłam jej oczko.
- O to się nie martw.Pracujemy nad tym z Darkiem.-pożegnałam się i pojechałam jeszcze do knajpki,odwiedzić Ulę i Witka.Brakuje mi ich wszystkich.
Siedziałam już w starym mieszkaniu i rozglądałam się to w prawo to w lewo.Wiele się tu działo jak np.imprezy z dziewczynami,dorastanie Mai.Rozmyślając nad tym wszystkim zasnęłam.Lecz około 2 w nocy obudził mnie jakiś głos.Nieźle się przestraszyłam.Pozapalałam w każdym pomieszczaniu światło.Znowu coś szeptało mi moje imię.Kolejna noc nie przespana.
Rano byłam nieprzytomna.Wypiłam trzy duże kawy i ruszyłam do Bełchatowa.W pewnym momencie poczułam się strasznie senna.Zjechałam na pobocze i wyszłam z samochodu.
- Takie są skutki nie spania całej nocy.-powiedziałam do siebie i jeszcze chwilę powdychałam świeże powietrze i znów usiadłam za kółkiem.W domu byłam po 3 godzinach,jechałam strasznie powoli uważając na drogę.
- Jestem.-krzyknęłam,a do mnie podbiegła Maja.
- Mamusiu tęskniłam.-przytuliła się do mnie mocno.
- Tęskniłem.-powiedział Bartek do mnie podchodząc i całując.-Nie wyglądasz dobrze,strasznie blada jesteś.
- Nic mi nie jest,nie wyspałam się po prostu.
- I co się stało Izie?-spytał jak byliśmy w salonie.
- Jest w ciąży,pokłóciła się z Polą,ale już wszystko w porządku.-uśmiechnęłam się.
- Może idź się połóż.-spojrzał na mnie.
- Nie,na razie to opowiadaj co wczoraj robiliście.-opowiadał mi i opowiadał,a mi było coraz gorzej.Nigdy tak się nie czułam,w tamtym momencie marzył mi się sen,a najgorsze jest to,że w nocy tak chciało mi się spać,a nie mogłam bo budził mnie najmniejszy ruch.
Wczoraj Maja była na urodzinach u Oliwera i jak powiedziała,że było świetnie.Dziś niestety nadszedł czas powrotu Bartka do Włoch.Odwiozłam go z Mają na lotnisko,pożegnaliśmy się i znów ta sama pustka. Wieczorem dostałam wiadomość że jest już na miejscu,byłam już spokojniejsza.
- Mamo zrobisz mi kanapkę?-podeszła do mnie Maja.
- Tak skarbie.-wstałam i poszłam do kuchni.
- Mamusiu dobrze się czujesz?-spojrzałam na nią.
- Tak,a czemu pytasz?
- Bo tak smutna jesteś i taka blada.-przytuliła się do mojej nogi.
- Spokojnie dobrze się czuję,pójdziesz sprawdzić czy Kubuś się obudził?-zapytałam,a ona pobiegła.Strasznie kręciło mi się w głowie,ale zbagatelizowałam to,za chwilę mi pewnie przejdzie.
Przez cały grudzień postanowiłam oddać się obowiązkom domowym i opieką nad dziećmi.W końcu w tym roku święta spędzamy tylko w czwórkę.Muszę się wam pochwalić,że wzięłam się za ćwiczenia,schudłam na tyle że jestem z siebie zadowolona.Znów mam swoją figurę co miałam przed ciążą.
- Mamusiu,a może na święta tatusiowi kupimy to?-spytała mnie Maja pokazując na nakolanniki.Ostatnio nawet Bartek się skarżył że mu się całkowicie przetarły więc będzie miał niespodziankę.
- Świetnie tylko teraz musimy wybrać kolor.-powiedziałam.
- To może czarno-niebieskie?-zgodziłam się i poszłyśmy do kasy.Tak byłam właśnie w galerii,kupując świąteczne prezenty,wolałam to zrobić wcześniej niż dwa dni przed świętami.Mam prezenty dla dziewczyn,dziadków i Bartka.Muszę jeszcze kupić rodzicom,moim przyszłym teściom,Kubusiowi,mojemu Kubie,i oczywiście Mai.
- Maja teraz musimy znaleźć prezenty dla dziadków.
- Których?-zapytała,a ja się zaśmiałam.
- Dla obojga i jeszcze Kubie.
- Którego?-zapytała znowu i teraz to w ogóle zaczęłam się śmiać.
- Z Nysy.-powiedziałam,a ona pokiwała główką.Udałyśmy się zatem do sklepu z biżuterią.Postanowiłam tam kupić mamie i prawie teściowej to pięknym zestawie biżuterii.Dla mojej mamy z dodatkiem niebieskiego jej ulubiony kolor,a dla mamy Bartka z białymi kryształkami.Za to dla mojego taty kupiłam zestaw jego ulubionego whisky,a tacie Bartka kupiłam też whisky,także jego ulubione.Następnie udałyśmy się do sklepu z grami na PSP,z tego co wiem to Kuba właśnie uwielbia takie gry,miły pracownik pomógł nam w wyborze.Takim więc sposobem zostały mi tylko kupić prezenty dla Mai i Kubusia.W tym pomogła mi Pola,zabierając mi dzieci w galerii i udała się z nimi do kawiarni.Mogłam spokojnie udać się po prezenty.Mai postanowiłam kupić sztalugę malarską,uwielbia malować więc na stówę się nada,a Kubuś to tak nie za bardzo rozumie jeszcze te prezenty więc mu kupiłam drewniane klocki.
Cała obładowana udałam się do domu i schowałam prezenty do mojej szafy,teraz muszę pilnować by Maja nie otworzyła jej.Pola z wieczora przywiozła mi moje zguby.
- Mamo,a mogę iść zadzwonić do taty?-zapytała Maja.
- Tak,telefon jest w salonie.-powiedziałam robiąc kolację.Po chwili przyszła zadowolona Maja,rozmawiając z Bartkiem przez komórkę.Gadali i gadali już drugą godzinę.W końcu dała mi telefon i zaczęła jeść kanapki.
- Halo?-zapytałam.
- Cześć skarbie,słyszałem,że prezenty kupiłyście.
- Tak,mam już to z głowy.-zaśmiałam się.
- Ja też kupiłem.-powiedział.
- No,zobaczymy co kupiłeś swojej narzeczonej.-powiedziałam siadając na kanapie.
- Zobaczymy,na pewno ci się spodoba.-poczułam lekkie zamroczenie przed moimi oczami.
- Wiesz ja już kończę,bo Kubę muszę spać położyć.-powiedziałam mrugając.
- Dobrze,ty też zaraz do łóżka.Dobranoc.-powiedział.
- Dobranoc.-powiedziałam i się rozłączyłam.Po jakiś 10 minutach wszystko wróciło do normy,więc poszłam wykąpać Kubę,nakarmiłam go i położyłam spać.Następnie zajęłam się Mają,która zażyczyła sobie czytanie książki.Kiedy dzieci już spały,poszłam wziąć prysznic i położyłam się spać,lecz nie było mi to dane.Od miesiąca mam to samo,strasznie chcę spać,ale nie mogę zasnąć.W końcu mi się to udało,niestety po dwóch godzinach się obudziłam i tyle z mojego spania.Znowu spędziłam noc na czytaniu książki.
Około 8:00 usłyszałam dzwonek do drzwi,poszłam otworzyć,a tam stali rodzice moi i Bartka plus jego brat,który bardzo mocno mnie uściskał..
- Nie obudziliśmy?-zapytali,a ja się uśmiechnęłam.
- Nie,zapraszam.-zaprosiłam ich do środka i zaprowadziłam do salonu.
- Lenka strasznie schudłaś.-powiedziała moja mama.
- Mamo przestań,wcale nie schudłam.-zaśmiałam się.
- Tereska ma rację,Lenka strasznie blada jesteś,pewnie się nie ubierasz dobrze jak wychodzisz na taki mróz.-poparła moją mamę pani Iwona.
- Nie wyspałam się tylko to,chcecie coś do picia,jedzenia?-zapytałam.
- Nie kłopocz się,my i tak tylko na chwilkę.Prezenty przywieźliśmy i na kontrolę.-powiedział tata Bartka.
- Na kontrolę?-spojrzałam na nich.
- No tak,muszę zobaczyć jak się ma moja córeczka,która mnie nie słucha i nie dzwoni do mnie.-uśmiechnęła się mama.
- Ja cię nie słucham,ty też mogłabyś zadzwonić.
- Teresko,nie jesteś sama Bartek też nie dzwoni.-zaśmiała się pani Iwonka.
- A właśnie Bartek kiedy przyjeżdża?-zapytał jego tata.
- Za tydzień.-powiedziałam siadając,znów te zamroczenia.Udawałam żeby nic nie zauważyli,na szczęście się udało.
- No dobrze,wiesz co ja jednak poproszę kawkę.-zaśmiał się mój tatuś.Powoli wstałam i wzięłam zamówienia od wszystkich.Kiedy przygotowałam napoje i dużą stertę kanapek zawołałam wszystkich do kuchni.Zajadaliśmy się i musiałam słuchaj żalów mojej mamy,na mój temat.
- Mamusiu.-do kuchni weszła jeszcze zaspana Maja,ale kiedy zobaczyła gości uradowana pisnęła i wszystkich przytuliła.Usłyszałam też Kubusia,więc przeprosiłam wszystkich i poszłam po synka,który także uśmiechał się do wszystkich.Rodzice zostali do południa,bo musieli wracać już do Nysy.Właśnie dowiedziałam się,ze moi rodzice zostali zaproszeni na wigilię do Nysy.Wiecznie niewiedząca ja.
- Ale poczekajcie tez mam dla was prezenty.-powiedziałam i poszłam po pudełka.Przekazałam im i pojechali.Kiedy wyszli poszłam do salonu pobawić się z Kubusiem,a do nas dołączyła jeszcze Maja i Rafi.Strasznie się czułam,wszystko mnie rozsadzało.
- Mamo,a co ja dostanę na święta?-zapytała Maja,a ja się uśmiechnęłam.
- Coś.-powiedziałam.
- To fajnie.-powiedziała obrażona,a ją dźgnęłam palcem w bok.
- Nie ma Majka,czekamy do 24 grudnia.
- No dobra wytrzymam,ale możemy zachować się jak dorośli i wymienić swoje relację na temat prezentów.-powiedziała,a ja zaczęłam się śmiać.
- Nie kokietuj i tak ci nie powiem.Maju pobaw się z Kubą,a ja ogarnę trochę kuchnię po obiedzie.-puściłam jej oczko i poszłam do kuchni.Posprzątałam co miałam i wróciłam do salonu,a tam zastałam kłócąca się Maję i Kubę,który odpowiadał jej tym samym,inaczej mówiąc ona krzyknęła to ona krzyknął.
- Mamo on mi psuje rysunki.-powiedziała do mnie Maja.Usiadłam koło nich na podłodze.
- Kubuś nie wolno.-mówiłam,ale on mnie nie słucha,pewnie ma to po Bartku.-Maja przynieś laptopa to zadzwonimy do taty.-powiedziałam,a ona pobiegła po urządzenie.Szybko zalogowałam się na Skypie.Tak był dostępny,wiec zadzwoniłam,a co tam.
- Cześć.-powiedziałam,a on szeroko się uśmiechnął widząc naszą trójkę.
- Cześć,a co u was tak wesoło?-zapytał,a ja się uśmiechnęłam.
- Musiałam odciągnąć Kubusia od niszczenia rysunków Mai.-powiedziałam,a on się zaśmiał.
- Tato ty się nie śmiej,to poważna sprawa.-powiedziała obrażona.
- Maju on jest mały i nie rozumie,że nie wolno.-powiedział.
- Tatusiu a co mi kupiłeś na święta?-zapytała słodko,a ja się zaśmiałam.
- Nie powiem czekamy do 24 grudnia.-zaśmiał się.
- Tato no bądźmy dorośli.-powiedziała.
- Nie skarbie.
- Ojejku nic z wami porozmawiać nie można.-powiedziała i poszła do pokoju rysować dalej.
- Kuba,powiedz jak kochasz tatusia.-powiedział do syna,a on się szeroko uśmiechnął i rączkami dotykał całego ekranu.
- Chyba bardzo.-zaśmiałam się i posadziłam go między swoimi nogami.
- Tęsknie za wami.-jęknął.
- Bartuś,pewnie Clara ci nie pozwali się nudzić.-powiedziałam,co wywołało u niego śmiech.
- Zazdrośnica.
- Haha bardzo śmieszne.-powiedziałam i puściłam synka,bo zachciało mu się bawić zabawkami.
- Kocham twoją zazdrość.Przepraszam,ale muszę skarbie kończyć bo idę z chłopakami na miasto.-puścił mi oczko.
- Tylko spróbuj jakąś Włoszkę podrywać.-pogroziłam mu palcem.
- Najładniejsze są tylko Polki.Pa skarbie.-pożegnałam się z nim i poszłam przygotować kolację.
Szybko zjedliśmy i musiałam przygotować dzieci do spania.O 23:00 leżałam już w łóżku i nic.Zapowiadała się kolejna nie przespana noc.
- Cholera.-szepnęłam,patrząc jak mija kolejna godzina na zegarku.Poszłam do kuchni i wzięłam proszki nasenne.Myślałam,że mi pomogą,ale się pomyliłam.Sen przyszedł o 6:00 rano,ale nie nacieszyłam się nim bo musiałam o 7:00 już wstać by Maję do szkoły obudzić.Mam nadzieję,że w końcu ten cały koszmar się skończy i choć raz będę spać więcej niż dwie godziny.Bez­senna noc jest męczar­nią, prze­de wszys­tkim dla­tego, że bar­dzo chce się zasnąć.........




I jest kolejny :)
Mam nadzieję,że wam się podoba i was nie zanudziłam.Dziękuję za wasze komentarze i mam nadzieje,że pod tym również ich będzie.
Następny pojawi się w tygodniu.Do zobaczenia.
Pozdrawiam Aga

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 50:


Rodzice postanowili już dziś po śniadaniu pojechać do siebie,nawet ich nie zatrzymywałam bo wiem czemu jadą.Głupio wyszło że Maja musiała nas postawić do pionu,my jesteśmy dorośli a nie potrafimy się uspokoić,musi nas dziecko upominać.
Poszłam do pokoju Kuby i tam siedziałam,myśląc nad tym jak musimy porozmawiać żeby nie wyszła znowu kłótnia.
- Mamusiu mogę iść do Oliwera?-zapytała mnie Maja,wchodząc do pokoju.
- Dobrze odprowadzę cię.-powiedziałam i wzięłam syna na ręce.Udałyśmy się do salonu,gdzie siedział Bartek.-Bartek ja pójdę zaprowadzić Maję do Oliwera,zostaniesz z Kubą?-zapytałam.
- Ja ją odprowadzę.-powiedział i poszedł się ubrać.Wyszli z mieszkania,a ja poszłam pobawić się z synkiem,a do nas dołączył jeszcze Rafi.
- Powiedz mi synku,jak mam porozmawiać z twoim tatą?-zapytałam Kubusia,a on śmiał bo Rafi lizał go po rączce.Po jakiejś godzinie udało mi się uśpić Kubę i nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.Wyszłam szybko z pokoju i zobaczyłam Bartka,miał całą buzie we krwi.
- Boże co ci się stało?-zapytałam przerażona.
- Nic,kurwa.-powiedział i poszedł do kuchni.Nie zastanawiając się poszłam za nim.Był schylony do zlewu,wyciągnęłam apteczkę i kazałam usiąść na krześle.
- Co ty sobie zrobiłeś?-zapytałam wyciągając wodę utlenioną.
- Nic.-przyłożyłam wacik do rozwalonego nosa.-Mogłabyś do cholery uważać?-powiedział wkurzony.
- Nie,masz mi powiedzieć co się stało?-krzyknęłam,a on nic nie mówił.-Bartek,chyba mam prawo wiedzieć dlaczego mój narzeczony przychodzi do domu z roztrzaskanym nosem.-najlepiej nic mi nie mówić,wkurzona rzuciłam apteczką o ziemię i wyszłam z kuchni.Wyszłam na balkon i musiałam zebrać myśli,jasna cholera chciałam tylko wiedzieć co się stało,a tu muszę użerać się z nim jak z dzieckiem.Kiedy zawiał chłodniejszy wiatr weszłam do środka.On jak gdyby nic siedział i oglądał telewizję.Podeszłam do urządzenia i je wyłączyłam.
- Mogę wiedzieć co ty robisz?-zapytał.
- Możemy porozmawiać?-zapytałam,a on kiwnął głową.-Bartek ja wiem,że źle zrobiłam wpuszczając go do środka,ale on nic nie zrobił.Powiedział co miał powiedzieć i wyszedł,nie podoba mi się że mi nie wierzysz.
- Nie to że ci nie wierzę.-powiedział.
- Nie przerywaj mi.-syknęłam już tym wszystkim wkurzona.-Ja wiem że mogłeś się wkurzyć,rozumiem to.Tylko,że nie podoba mi się to że ty wkurzasz się o wszystko,a sam źle postępujesz.
- Ja źle postępuje?-zapytał.
- Miałeś mi nie przerywać.Zawiodłam się na tobie dwa razy,jak wyjeżdżałeś to mówiłeś że nie będziesz nas zaniedbywał,musiałam udać się do Maceraty żebyś przejrzał na oczy.Później obiecałeś,że przyjedziesz do rodziców na rocznicę.Dzwoniłeś do mnie dzień wcześniej,ale nie coś ci wypadło,okej twój zawód liczy się że może coś wypaść ale dlaczego ja dowiedziałam się ostatnia?-powiedziałam i usiadłam koło niego.-Jeszcze jest mi wstyd,że Maja musi nas uspokajać.Bartek w naszym związku jest coś nie tak,albo to uratujemy,albo to nie ma sensu.
- Co chcesz się rozstać?-zapytał,a ja na niego spojrzałam.
- I myślisz że to rozwiąże nasze problemy,znowu mamy krzywdzić Maję,Kubę.
- To co proponujesz?-zapytał.
- Bartek czy ty mnie kochasz?-spojrzałam na niego.
- Przecież,gdybym cię nie kochał to mnie by tu nie było.-spojrzał mi w oczy.Z moich oczu zaczęły spływać pojedyncze łzy.
- Może przyjechałeś tu tylko dla dzieci?-zapytałam.
- Sugerujesz,że cię nie kocham?-poderwał się z miejsca.
- Nie.-zaprzeczyłam.Kucnął przede mną i złapał za ręce.
- Lenka kocham cię,najmocniej na świecie.
- Bartek naprawmy wszystko proszę.-szepnęłam i go przytuliłam.Może to była jakaś wielkiej klasy rozmowa,ale potrzebowałam jej.
- Pakuj swoje rzeczy i dzieciaków.-pocałował mnie w czoło.
- Po co?-zapytałam.
- Naprawimy wszystko.-szepnął i się uśmiechnął.
- Ale najpierw powiesz mi co ci się stało?-spojrzałam na niego,a on westchnął.
- Przed blokiem spotkałem tego całego Damiana i nie wytrzymałem,oberwał ale mi oddał.-wyjaśnił.
- Bartek,przecież cię prosiłam kiedyś.
- Tak wiem,ale nie wytrzymałem.Leć się pakować.
- Ale gdzie się wybieramy?-zapytałam.
- Zaufaj mi że ci się spodoba.-szybko wstałam z kanapy i zaczęłam pakować rzeczy.Kiedy wszystko było gotowe,Bartek zniósł rzeczy do samochodu,a ja zeszłam z Kubusiem na rękach i psiakiem na smyczy.
- To teraz po Majkę i jedziemy.-powiedział,a ja się ucieszyłam,że coś zaczęło się naprawiać.
Pojechaliśmy po Maję,która próbowała wyciągnąć od ojca gdzie jedziemy,ale był nieugięty.Była 22:00 kiedy tak naprawdę wyruszyliśmy,bo jeszcze się z Dagą zagadałam,ale to szczegół.Jechaliśmy już 3 godzinę,cholera gdzie on nas wywozi.
- Bartuś a może jednak mi powiesz,gdzie jedziemy?-zapytałam szeptem,bo dzieciaki i psiak spali.
- Gdzieś gdzie wszystko naprawię.-szepnął.
- Bartek przepraszam cię,powinnam umieć pogodzić się z tym że masz taką pracę i musisz wyjeżdżać.Po prostu wszystko mnie przerosło.-złapał mnie za rękę.
- A ja cię przepraszam za tą cholerną zazdrość i brak zaufania.-uśmiechnęłam się i włączyłam cicho radio.Niestety sama nie wytrzymałam i zasnęłam.Obudziło mnie lekkie głaskanie mojego policzka.Otworzyłam oczy i od razu wysiadłam z samochodu.
- Bartek czy to jest.-zapytałam,ale mi przerwał.
- Tak,to ten sam domek w którym spędziliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje po maturze.-objął mnie od tyłu.
- Kotku,o boże dziękuję ci.-odwróciłam się do niego.
- Spędzimy tutaj cały weekend.-pocałował mnie.
- A która godzina?-zapytałam.
- Aktualnie jest 20 minut po 4.Chodź położymy dzieci do domku.-powiedział,ja wzięłam Kubusia a on Majkę.Niestety psiak musiał sam za nami podążyć.Zmęczeni sami położyliśmy się w drugiej sypialni.
Obudziłam się kilka minut po 9:00,miejsce obok było puste.Wstałam z łóżka i podeszłam do okna.Nie mogłam uwierzyć,że ten domek tu jeszcze stał,słyszałam że mieli go zburzyć.Słońce już dawno widniało na horyzoncie,a pogoda była wręcz cudowna choć był początek listopada.
- Wstałaś już.-szepnął mi na ucho obejmując mnie od tyłu.
- Yhmm.-zaśmiałam się.
- Dzieciaki jeszcze śpią,a ja byłem kupić jakąś żywność.-pocałował mnie w policzek,odwróciłam się do niego przodem.
- Boli?-zapytałam dotykając jego nosa.
- Nie,nawet on bić się nie umie.-zaśmiał się.
- Ale ty go nie uszkodziłeś za mocno?-zapytałam.
- Nie,może będzie miał tylko limo pod okiem.Lenka wybaczysz mi,że was tak skrzywdziłem?-spojrzałam w jego oczy.
- A ty mi wybaczysz,że ciebie tak skrzywdziłam?-spytałam,a w odpowiedzi on mnie pocałował.Pogłębiłam pocałunek,ale wszystko co dobre szybko się kończy,a mianowicie naszym dzieciom już spać się nie chciało.Poszliśmy więc do drugiego pokoju.
- Gdzie my jesteśmy?-zapytała Maja.
- Na małych wakacjach.-powiedział Bartek biorąc synka na ręce.
- Dobra idę zrobić jakieś śniadanie i idziemy na spacer.-klasnęłam w dłonie.Zeszłam do kuchni.Postanowiłam zrobić naleśniki.I przyszykowałam dla Kuby kaszkę waniliową jego ulubioną.Po śniadaniu poszłam się ubrać.
Na to narzuciłam płaszcz i wyszliśmy się przejść wzdłuż jeziora.Uwielbiam Mazury,tu człowiek może zebrać wszystkie myśli i spędzić cudowne chwile z rodziną.Maja latała z Rafim,a ja trzymałam Kubusia od pachami i pomagałam mu stawiać kroki.
- Za chwile sam będzie śmigał.-zaśmiał się Bartek.
- No w końcu musi się nauczyć chodzić,potrafi siadać,raczkować więc teraz czas na chodzenie.-uśmiechnęłam się.
- Lenka,bo wiesz ze za miesiąc święta?-zapytał,a ja pokiwałam głową.
- Nie dostaniesz wolnego?-zapytałam choć bardziej stwierdziłam.
- Nie,tylko zastanawiam się czy musimy je spędzać z całą rodziną.-powiedział,a ja niego spojrzałam.
- Nie rozumiem.
- Wiesz może te święta spędzimy tylko w czwórkę.
- Poprawka kochanie w piątkę.-powiedziałam i pokazałam na psa.
- Jasne w piątkę.
- Masz rację,spędzimy je razem w domu,a rodzice będą mogli nas odwiedzić.-uśmiechnęłam się.
- Ba.-zaśmiał się Kubuś,a my razem z nim.
- Mamusiu Rafi się strasznie pobrudził w błocie.-zawołała Maja,a ja spojrzałam na Bartka.
- Masz kotku robotę na dziś.-zaśmiałam się.
- Rafi zrobiłeś to specjalnie.-spojrzał na zwierzę,a on zaczął się do niego łasić.
- Ba.-klasnął w dłonie Kubuś który także wyraził swoje zdanie.Później wróciliśmy do domu na obiad.
Wieczorem to była niezła jazda kiedy to Bartek musiał wykąpać Rafiego.
- Siedź tu grzecznie.-powiedział kolejny raz kiedy to pies mu uciekł z łazienki.Ale marny z niego dawca komend bo co się odwrócił to Rafiego nie było w łazience.Bardzo śmiesznie to wyglądało jak po całym domu lata dwu metrowy człowiek za czworonogiem,któremu bardzo podobała się zabawa z panem.
- Maja pomóż mi go złapać.-powiedział załamany.
- Tato to twój interes ja nie będę za ciebie odwalać roboty.-powiedziała i znów zaczęła bawić się z bratem.
- Lenka.-spojrzał na mnie.
- Bartuś słonko zawołaj go to przyjdzie.-uśmiechnęłam się i oglądałam dalsze jego poczynania.
Rafi chyba nie lubi kąpieli bo albo krył się pod łóżkami,albo szczekał i uciekał przed Bartkiem.Uganiał się za nim przez godzinę,aż w końcu skończyło się na tym że Bartek ciągnął Rafiego za przednie łapy do łazienki.Tak się śmiałam,że teraz mnie policzki bolą.Świetny pies.
- Rafi ja cię proszę,musiałeś chlapać?-usłyszałam Bartka z łazienki i znów się zaśmiałam.Po 20 minutach drzwi od łazienki się otworzyły i wybiegł z niej mokry psiak,a za nim wyszedł także mokry Bartek.
- Miałeś umyć psa,a nie siebie.-powiedziałam.
- Bardzo śmieszne.-powiedział i usiadł na kanapie,a ja się do niego przytuliłam,ale nasze czułości przerwał Rafi wskakując na Bartka i się o niego wycierając.Normalnie jakby mógł mówić to powiedział by masz to za tą kąpiel.
- Rafi.-krzyknął ale pies nic sobie z tego nie robił,położył się na nim i tak leżał.Z tego wszystkiego śmiałam się ja i dzieciaki.
- Tato,Rafi cię po prostu kocha.-powiedziała uśmiechając się do niego Maja.
Około 22:00 dzieciaki już spały i Rafi oczywiście razem z nimi,ja udałam się do kuchni po dwa kieliszki i wino.Poszłam do salonu,gdzie Bartek siedział przed kominkiem,usiadłam koło niego i podałam mu butelkę.
- Wypijemy za udaną kąpiel.-powiedziałam i się zaśmiałam.
- Następnym razem to ty go myjesz.-powiedział otwierając czerwoną ciecz.
- Oj tam zabawy trochę ci się przyda.
- To pijemy za kąpiel,za nas i nasze dzieci.
- Tak jest kochanie.-pocałowałam go.
- Wiesz co wtedy,kiedy wybiegłaś z domu co powiedziałem ci o kontrakcie to wiedziałem,że zachowałem się źle.Jakiś tydzień później poszedłem do ciebie do domu,ale już się okazało że wyprowadziłaś się,ale dowiedziałem się że to były Katowice.Pojechałem tam,ale nie znalazłem cię i niestety muszę przyznać,że odpuściłem poszukiwania.-powiedział,a ja na niego spojrzałam.
- Szukałeś mnie?-szepnęłam,a on pokiwał głową.-A ja nie potrafiłam wysłać tego cholernego listu do ciebie.Dowiedziałam się o twoim adresie,ale nie miałam odwagi.
- Oboje byliśmy głupi,że odpuściliśmy ale ważne że teraz jesteśmy razem.-zaśmiał się.
- Tak mam nadzieję,że już na zawsze.-szepnęłam.
- Oczywiście że na zawsze.-pocałował mnie,ten pocałunek przerodził się w bardzo namiętną noc,która tylko potwierdziła nasze uczucia co do siebie.-Lenka myślałaś już nad ślubem?-zapytał nagle kiedy leżeliśmy już w sypialni.
- Nie miałam głowy,a ty?
- Jasne,nawet wiem kto będzie moim świadkiem.-uśmiechnął się,a ja na niego spojrzałam.-No wiesz Piotrek Nowakowski.-zaśmiał się.
- No tak,a ja kogo mam wziąć.Chyba Polę pogadam z Izą czy nie zostałaby chrzestną Kubusia.-powiedziałam.
- A kto jest Mai?-zapytał.
- Chrzestną jest Pola,a chrzestnym jest mój kuzyn Eryk.
- To dobrze,go lubię.-zaśmiał się.
- Przepraszam bardzo kogoś z mojej rodziny nie lubisz?-spojrzałam na niego.
- Tak,ten twój kuzyn Wiktor jest głupi.
- A jak dla mnie to twoja kuzynka Dorota jest głupia.-powiedziałam,a on się zaśmiał i mnie pocałował.
- Kocham cię.-szepnął.
- A ja ciebie,najmocniej na świecie.-w świetnym nastroju poszliśmy spać.
Obudziłam się,kiedy to poczułam jak ktoś się na mnie położył.Otworzyłam oczy i zobaczyłam pyszczek Rafiego.
- Bartek twój kolega.-zaśmiałam się.
- Co jest Rafi?-zapytał,a on podniósł z podłogi smycz.Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam 9:00.Wstaliśmy więc i ja poszłam do dzieci,a Bartek z psem na dwór.Zrobiłam wszystkim śniadanie i po południu musieliśmy już wracać do Bełchatowa,on wraca za tydzień do Włoch musimy ten czas dobrze wykorzystać i cieszę się,że zaczęliśmy naprawiać bo w końcu musimy stworzyć prawdziwą rodzinę dla dzieci.
W Bełchatowie byliśmy już o 21:00,ta podróż nas tak wyczerpała że od razu poszliśmy spać.Rano budzi zadzwonił o 7:00,w końcu Maja musi się do szkoły iść.Jak zawsze pomarudziła,ale w ostateczności o 7:45 wyszłyśmy z domu.Po drodze postanowiłam wstąpić do sklepu bo pieczywo.
- Lenka.-usłyszałam i odwróciłam głowę.To była Dagmara.
- Cześć,a ty też na zakupach?
- No tak zaraz Michał pójdzie a trening i wiesz śniadanie.Jak było na Mazurach?-zapytała.
- Świetnie musisz Miśka namówić na taki wypad,chętnie się dziećmi zajmę.-zaśmiałam się.
- Jak na razie dwójka mi wystarczy.Posłuchaj organizuję Oliwerowi urodziny w sobotę,ale dziś pewnie Maja przyniesie zaproszenie.
- Oczywiście że się wstawi,muszę przyznać że Maja ma niezły kontakt z Olim.
- Też to zauważyłam,a ty będziesz zapisywać Majkę na te zajęcia z siatki?-zapytała.
- Myślałam o tym,ona chce więc raczej tak.
- Oliwer powiedział,że jak Maja pójdzie to on też.-zaśmiałyśmy się.Pogadałyśmy jeszcze trochę i wróciłyśmy do domów,w końcu moi mężczyźni są już pewnie godni.
- No gdzie ty byłaś?-zapytał mnie Bartek.
- W sklepie i jeszcze zagadałam się z Dagą.-powiedziałam,a on się zaśmiał.
- Wszystko jasne,co tam kupiłaś?-zapytał zaglądając do reklamówek.
- Dziś będzie pyszny obiad,a Kuba śpi?-zapytałam wchodząc do kuchni.
- Tak,a co będzie na obiad?-położył torby na stole,a następnie mnie przytulił.
- Same pyszności.-pocałowałam go i zaczęłam rozpakowywać zakupy.
Cholera kocham takie życie,kiedy nie ma między nami spięcia,jesteśmy normalną rodziną.Mówimy sobie jak to się kochamy,ale wiemy że nie zawsze będzie kolorowo.Muszę się w końcu nauczyć,żeby o wszystkim mówić Bartkowi,muszę go wspierać bo dlatego później wychodzą nasz kłótnie.Obrzucamy siebie pretensjami.Bo kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu.Teraz wierzę,że wyjazd Bartka przeżyjemy razem i później tylko będziemy się z naszych głupot śmiać.Bo kto dla miłości wal­czy, zwycięża.......




Witam i zostawiam rozdział :)
Taki można rzec,że na początku spięcie,ale później sama słodycz,należy im się w końcu.Jest krótszy,ale mam nadzieję że się spodoba.
Dziękuję za wasze komentarze,które dają kopa.Następny pojawi się jakoś w tygodniu.Zachęcam do dalszego komentowania i do zobaczenia.
Pozdrawiam Aga

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 49:


Około 9:00 zeszłyśmy na śniadanie,kiedy tylko przekroczyłyśmy próg restauracji to Darek już miał uśmiech od ucha do ucha.
- To on jeszcze dziś pracuje,no to świetnie.-powiedziała Iza siadając przy stole.
- O co ci chodzi?-zapytała Pola.
- No dziewczyno,chłopak w nocy strasznie się starł żeby ci dogodzić i jeszcze do pracy taki zmęczony przyszedł.-zachwycała się Iza.
- A Sebastian tak nie robi?-zapytała,a ta się zaśmiała.
- Po naszej pierwszej nocy spędzonej razem,wziął u szefa wolne bo był zmęczony,więc nie dziw się że ja tak zachwycona jestem.-puściła jej oczko.I w tym momencie podszedł do nas Darek.
- Co wam dziewczyny podać?-zapytał i puścił oczko do Poli.
- Wcale w tym momencie nie poczułyśmy się urażone.-zaśmiałam się i wszyscy do mnie dołączyli.
- Gdzie moje maniery.-powiedział i puścił oczko do każdej z nas.
- Ej,nie podrywaj moich przyjaciółek-zaśmiała się Pola.-A wy nie podrywać mojego faceta,bo powiem chłopakom.
- Sorki Darek,ale kultura wymaga powiedzieć że wolę mojego męża.-powiedziała Iza.
- Tak kultura wymaga mi powiedzieć że wolę swojego narzeczonego,którego kocham i nigdy nie spojrzałabym na innego,bo po pierwsze ten inny by nie przeżył,a po drugie ja też bym tego nie przeżyła,choć wystarczyłoby że powiem Bartkowi że go kocham i ja bym przeżyła,więc jeszcze raz ten inny by nie przeżył.-powiedziałam poważnie,a wszyscy się zaśmiali.Zamówiłyśmy śniadanie i po jakiś kilkunastu minutach miałyśmy je przed sobą.
- Uwierzycie,że już jutro musimy wracać?-zapytałam.
- Nie,ale dłużej bez Seby bym nie wytrzymałam.-zaśmiała się Iza.
- Tęsknie za dziećmi,ale nie mogę się doczekać kiedy Bartek w końcu przyjedzie.
- Lena,nie obraź się ale jak on znowu coś wymyśli i nie przyjedzie,znaczy nie wątpię w to,ale gdyby nie chcę żebyś znów płakała.-powiedziała Pola.
- Obiecał,a ja chcę mu ufać.Wiem że zrobił mi kilka razy przykrość,ale ja też nie byłam lepsza.-powiedziałam.
Później oczywiście znów udałyśmy się na masaże,a nawet skusiłam się na kąpiel w błocie i powiem wam,że było świetnie,wieczorem odbył się ostatni kurs tańca na rurze i tak zleciał nam cały dzień.
Niestety następnego dnia musiałyśmy wrócić do szarej rzeczywistości,choć muszę przyznać że wiadomość,którą mi przekazał Bartek naładowała mi nowa energię,nic tylko czekać aż w końcu zjawi się w domu.
- Pola tylko nie żegnaj się za długo.-powiedziała Iza i wraz z nią udałam się do samochodu,zostawiając Polę z Darkiem.
- Myślisz że to wypali?-zapytała mnie,kiedy byłyśmy w samochodzie.
- Iza to zależy tylko od nich,oni muszą o tą miłość dbać.-powiedziałam.
- Wiem,ale nie chcę żeby kolejny ją skrzywdził.-powiedziała i obie spojrzałyśmy się na namiętnie całujących się zakochańców.
- Darek wydaje się być w porządku,jeszcze dostaniemy zaproszenie na ślub.-zaśmiałam się i w tym momencie Pola weszła do środka.
- Z czego się śmiejecie?-zapytała.
- Szczerze to z twojego ślubu.-powiedziała Iza.
- Jakiego ślubu?
- Lena stwierdziła że prędzej czy później dostaniemy zaproszenie na wasz ślub.-wytłumaczyła blondynce.
- I to jest aż takie śmieszne?-zapytała,a my kiwnęłyśmy głowami.Ona tylko zaśmiała się pod nosem i ruszyłyśmy w drogę.Pola włączyła radio i z niego poleciała ta piosenka.Więc wraz z wokalistkami dołączyłyśmy się do tego.Po 4 godzinach jazdy docieramy pod mój blok.Wyszłam z samochodu wcześniej żegnając się z dziewczynami i dziękując za świetny wypad i z walizką poszłam do mieszkania.
Zdziwiłam się kiedy drzwi były otwarte,trochę zaczęłam się bać może okradali mi właśnie mieszkanie,ale ja oczywiście weszłam do środka.Zostawiłam walizkę w przedpokoju i udałam się do salonu,ale tam nikogo nie było,może po prostu zapomniałam zamknąć je??
Nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje od tyłu,zaczęłam piszczeć i krzyczeć,ale nie na długo bo po chwili napastnik zaczął mnie namiętnie całować.Kiedy poczułam te usta to myślałam,że go zabije.
- Witam cię kochanie.-szepnął i uśmiechnął się do mnie.
- Czy ty jesteś normalny,dostałabym przez ciebie zawału.-zaczęłam go bić.
- Dobra może trochę przesadziłem,ale taki mi pomysł wpadł do głowy.
- Osierociłbyś własne dzieci,gdybym dostała ten zawał,a tak w ogóle co ty tu robisz miałeś być za tydzień?-zapytałam mojego narzeczonego.
- Dostaliśmy jeszcze ten tydzień wolny,ale jak chcesz to wrócę do Włoch.-powiedział i zaczął iść w stronę drzwi,a ja zaciągnęłam go mocno do sypialni.
- No chyba się tam nie wybierzesz.-powiedziałam i pchnęłam Bartka na łóżko.Nie wiem co się ze mną działo,ale nagle wyszła ze mnie taka dzikość i chęć poczucia jego bliskości.Zdzierałam z niego ubrania,był trochę zaskoczony,ale no w końcu nie widziałam go długo,a jak dobrze wiemy najlepiej taki czas nadrabia się w łóżku.Dziś to ja dominowałam w naszych czułościach.Kiedy już poczuliśmy wspólną rozkosz,to położyłam głowę na jego torsie a on delikatnie okrył nasze ciała cienkim materiałem.
- To było zajebiste.-powiedział,a ja się zaśmiałam.
- Takie 9/10.-stwierdziłam.
- A gdzie nam uciekł ten 1?-zapytał.
- Jakoś się na ten 1 nie postarałeś.-powiedziałam,a on popatrzył na mnie uważnie.
- Kobieto ja się nie przyłożyłem,to zaraz zobaczysz jak ja się porządnie przykładam.-powiedział i wpił mi się w usta.Zaczął błądzić rekami po moich plecach,kończąc na pośladkach.Strasznie dziś byliśmy niewyżyci.Kiedy to kolejny raz doznaliśmy rozkoszy,usłyszeliśmy otwierające się drzwi.
- Jesteśmy.-krzyknęli o cholera nasi rodzice.Szybko zaczęłam narzucać na siebie swoje rzeczy,Bartek robił dokładnie to samo.Wyszliśmy z sypialni strasznie wymięci.
- Już tak szybko?-zapytałam głośno oddychając.Nie dość że właśnie trochę zbłaźniłam się przed prawie teściami to poczułam taki wstyd że moi rodzice jak i Bartka doskonale wiedzieli w czym nam przerwali.
- Tatuś.-pisnęłam Maja i wrzuciła się Bartkowi na szyję.
- Chyba wam nie przeszkadzamy?-zapytała mama spoglądając na nas.
- Nie.-zaprzeczyłam i wzięłam od niej Kubusia,który się niecierpliwił żebym wzięła go na ręce.
- Bartek trzeba było nam napisać ile potrzebujecie czasu,a nie tak na szybko kolejnego wnuka nam tworzycie.-zaśmiał się mój tata,a ja zrobiłam się cała czerwona,co wywołało śmiech u wszystkich.
- Spokojnie zdążyłem.-zaśmiał się Bartek,a mi do śmiechu nie było jeszcze bardziej było mi wstyd.
- To ja pójdę małego przebrać.-powiedziałam i wręcz pobiegłam do pokoju synka.-Boże jaki wstyd.-szepnęłam.Niestety nie mogłam przebierać go cały dzień,więc kiedy wykonałam tę czynność to nie pewnie weszłam do salonu,gdzie wszyscy się śmiali.Kiedy się tylko pojawiłam jeszcze bardziej się śmiali,spojrzałam na Bartka pewnie coś nagadał.
- Z czego się śmiejecie?-zapytałam.
- Z niczego skarbie.-powiedziała mama Bartka.
- Z ciebie córeczko najdroższa.-znów śmiał się mój tata.
- Dzięki że jesteś tak szczery,a dokładnie z czego?
- Opowiadałam jak w dzieciństwie upiekłaś ciasto i pół rodziny się rozchorowało.-powiedziała mama,co jeszcze bardziej mnie zawstydziło.
- O albo jak nie potrafiłaś wymawiać R,strasznie śmiesznie mówiła.Jak np.Tato nie lusaj moich lzeczy.-zaśmiali się wszyscy.
- Bardzo śmieszne,po prostu tato boki zrywać-zaśmiałam się ironicznie.
- Nie mówiłaś że miałaś problemy z R.-zaśmiał się Bartek.
- Ty się Bartek nie śmiej,a pamiętasz jak cię tata przyłapał na strychu z papierosami?-zapytała jego mama,i teraz to ja zaczęłam się śmiać.
- Haha bardzo śmieszne.-powiedział przyjmujący.
- Ty się Lena nie śmiej bo kiedyś podpaliłaś stodołę swojego wujka.-do samego wieczora nasi rodzice wymieniali się naszymi śmiesznymi historyjkami z życia.Niestety Bartek nie miał ich tyle i tego dnia byłam najbardziej ośmieszona.Rodzice postanowili zostać na noc.Rodzice Bartka dostali wolny pokój,a moi naszą sypialnię,nam został tylko salon i przecudowna kanapa.
Około 2 w nocy coś mnie wyrwało ze snu.Zdawało mi się,że ktoś kręci się koło naszych drzwi wejściowych.Po chwili słyszałam dziwne chichoty i jęki jak z najgorszego horroru.Zaczęłam budzić Bartka.
- Bartek obudź się.-szeptałam.
- Co się stało?-zapytał zaspany.
- Ktoś jest pod naszymi drzwiami.
- Coś ci się przyśniło.-powiedział i poszedł dalej spać.Świetnie nie ma to jak wsparcie w rodzinie.Po chwili nie słyszałam już tych dźwięków.Natomiast poszłam do łazienki za potrzebą,kiedy wracałam do salonu ktoś zaczął mnie wołać.Zaczęłam się patrzeć w każdą stronę,lecz nikogo nie było.Pobiegłam szybko na kanapę i znów budziłam Bartka.
- Bartek.-szturchałam go.
- Co?
- Ktoś jest w mieszkaniu.-powiedziałam.
- Ty patrz,ludzie są w mieszkaniu i pies.-powiedział i położył się znów.
- Bartek proszę sprawdź to.-prosiłam go,a on niechętnie wstał i przeszedł się po całym mieszkaniu.
- Nikogo nie ma,możesz wreszcie iść spać?-powiedział i ułożył się koło mnie.
- Ale ja się boję.-szepnęłam.
- Uroiłaś sobie coś.
- Przytulisz mnie?-zapytałam,a on mnie objął i zasnął.Ja nie mogłam spać całą noc,co chwilę słyszałam swoje imię i jakieś odgłosy.
Rano z łóżka wstałam z niezłymi worami pod oczami.Nie wiem co mi się uroiło,ale dałabym sobie rękę uciąć że ktoś w mieszkaniu był.Siedziałam sobie na parapecie w kuchni i patrzyłam na budzący się Bełchatów.Widziałam jak po ulicy jadą pojedyncze samochody,pewnie ludzie śpieszący się do pracy.Lubię takie poranki,kiedy nie muszę się śpieszyć tylko siedzę i oglądam jak słońce pokazuje się na horyzoncie,słyszałam że najlepiej się ogląda wschodzące słońce na plaży choć sama to przeżyłam.
Ciekaw jestem jakby wyglądało moje życie gdybym wtedy nie zaszła w ciąże i pojechała do tego klubu w którym miałam się rozwijać?
Wiem że może byłoby ono łatwiejsze,całymi dniami siedziałabym na sali i trenowała,a wieczorami miała tą chwilę dla siebie,ale nie zeszłabym się z Bartkiem i nie miałabym dwójki cudownych dzieci.Mimowolnie po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy szczęścia.Wiele osób,które w życiu mają wiele mówią że nie są jeszcze spełnieni,a ja jestem spełniona.Mimo że w życiu mało osiągnęłam poza maturą nie podjęłam żadnej dalszej nauki.
- Tu jesteś.-poczułam jak przytula się do mnie Bartek.
- Jestem.-szepnęłam wycierając łzy.
- Czemu płaczesz?-spojrzał mi w oczy,a ja znów się rozpłakałam.
- Jestem po prostu szczęśliwa,że mam ciebie.-powiedziałam łkając,a on się zaśmiał.
- Kocham cię myszko.-szepnął i mnie pocałował.
- Ja ciebie też.Bartek muszę ci coś powiedzieć.-powiedziałam.
- Co się stało?
- Bo ja... nawet nie wiem jak mam to powiedzieć.
- Najlepiej wprost.-zaśmiał się.
- Nie potrafię,bo to na pewno cię zdenerwuje.-szepnęłam.
- Powiedz mi.
- Był tutaj Damian.-powiedziałam i jego ciało się napięło.
- Zrobił ci coś?-zapytał.
- Nie fizycznie tylko psychicznie.-powiedziałam.-Powiedział,że się we mnie zakochał,ja chcę tą sprawę zakończyć,ale....
- Wpuściłaś go do środka,czy ty myślisz?-krzyknął.
- Bartek proszę nie krzycz bo wszystkich obudzisz.
- Będę bo sama narażasz się na niebezpieczeństwo,pamiętasz co chciał ci zrobić na balu niczego z tego nie wyciągnęłaś?
- Bartek.-upomniałam go.
- Co Bartek,to że nic mi nie mówisz to już u ciebie normalne.Mamy być małżeństwem a ty nic mi nie mówisz.
- A ty do cholery się pytałeś,co u mnie?-krzyknęłam sama.
- Jak widać muszę cię kontrolować.
- Może ja powinnam nie wiem co ty robisz z Clarą we Włoszech.Tam jesteś sam.-zaśmiałam się.
- Jasne,codziennie lądujemy w łóżku.Wiesz co wolę już być tam niż tu bo właśnie widzę że we własnym domu nie da się odpocząć.-powiedział i się odwrócił.
- Jasne leć się pakować i jedź do niej.
- Żebyś wiedziała,że chyba wrócę z powrotem bo mam już dość.-krzyczał i ja na niego krzyczałam,byłam pewna że wszyscy się obudzili ale nie chcieli wyjść z pokoi.
- Dlaczego na siebie krzyczycie?-usłyszeliśmy głos Mai.Odwróciliśmy twarz do drzwi i zobaczyliśmy lekko przestraszoną naszą córkę.
- Nie żabko my rozmawiamy.-powiedziałam.
- Nie krzyczycie na siebie.-powiedziała i uciekła do swojego pokoju.Spojrzałam na Bartka i razem udaliśmy się za Mają.
- Córeczko,nic się nie działo.-powiedział Bartek,a ona usiadła na łóżku i była strasznie smutna.
- Maju my z tatą tylko rozmawialiśmy.-usiadłam koło niej,a po drugiej stronie Bartek.
- Nie chcę żebyście na siebie krzyczeli.-powiedziała i przytuliła się do nas.
- Obiecujemy.-szepnęliśmy razem i mocno ją uściskaliśmy,kolejna kłótnia bez sensu.Właśnie zauważyłam jaki wielki problem mamy w związku,który niszczy wszystko między nami,a my tego nawet nie zauważamy.....




I jest kolejny :)
Dość późno,ale jak to mówią "Ucz się ucz,bo nauka to potęgi klucz",mało czasu,dlatego on jest także taki krótki,następny będzie dłuższy obiecuję.Następny pojawi się za tydzień,wielka niespodzianka Bartek w końcu przyjechał do Polski.Lena zauważyła problem jaki mają w związku,czy ten problem zniszczy ich miłość????
Bardzo się cieszę siatkarze znów Drużyną Roku,Mariusz genialnie na drugim miejscu,Stephan Antiga trenerem roku.Po prostu się cieszyć,jak wczoraj oglądałam tą galę to byłam dumna że Polska ma się czym pochwalić w sporcie,do następnego.
Pozdrawiam Aga