piątek, 1 maja 2015

Rozdział 59:

Jak co wieczór ro­bię so­bie her­batę i za­bieram się do czy­tania ja­kiejś książki, spra­wia mi to przeog­romną przy­jem­ność i nap­rawdę pop­ra­wia humor.Dzieci śpią,Bartek siedzi w salonie i ogląda telewizję,a ja delektuje się tą ciszą.
Na pewno znacie taką nocną ciszę,kiedy leżysz sobie spokojnie w cieplutkim łóżku i po prostu nie martwisz się niczym.
Wertując kolejną kartkę książki,czuję jak łóżko po drugiej stronie się ugina lecz nie odrywam wzroku od poprzedniej czynności.Teraz czuję ciepłe pocałunki na moim nagim ramieniu,dlaczego nagim,odpowiedź jest prosta,gdyż mam na sobie bokserkę i dlatego.
- Co byś chciał?-zapytałam,kiedy przez niego czytałam już piąty raz to samo zdanie.
- Kiedy gasisz?-zapytał,a ja się zaśmiałam.
- Jak przeczytam to zgaszę.
- Ale światło mi przeszkadza.-marudził mi nad uchem.
- To odwróć się w drugą stronę,a jak człowiekowi chce się spać to idzie spać i nic mu nie przeszkadza.-powiedziałam odrywając się od lektury.
- Misiu no chodź spać,jutro poczytasz.-jęknął.
- Misiu jutro nie poczytam bo muszę wracać do Polski z dziećmi.-spojrzałam na niego.
- Ej to dopiero pojutrze.-powiedział z oburzeniem.
- No ale jutro cały dzień zajmie mi pakowanie,chyba że pójdę spać a tą książkę ci zabiorę.-spojrzałam na niego moimi pięknymi oczami.
- Możesz wziąć każdą,ale teraz spać.-powiedział,więc zaznaczyłam sobie stronę i zgasiłam lampkę.Wygodnie się ułożyłam do snu i zamknęłam,ale nie na długo bo po chwili poczułam znów pocałunki na ramieniu.
- Co znowu?-zapytałam.
- Odechciało mi się spać.-szepnął i zaczął podnosić moją koszulkę.
- Ej kolego teraz mi się chce spać.-zaczęłam się śmiać.
- Przestań gadać.-przyssał się do moich ust,ale nie protestowałam,a sama zaczęłam zachłanniej go całować,kiedy zdjął ze mnie górę od piżamy,usłyszeliśmy wołanie Mai,a raczej płacz.Szybko ubrałam z powrotem ubranie i pobiegliśmy do pokoju dzieci.
- Co się stało?-zapytam przytulając płaczącą Maję.
- Gonił mnie taki zły pan.-mówiła łkając.
- Skarbie to tylko zły sen,nikt cię nie będzie gonić.-mówiłam głaskając ją po głowie.Długo nie mogła się uspokoić i Maja tej nocy spała z nami.
Rano obudziłam się o 6:00,nie czułam żadnego zmęczenia,a wręcz przeciwnie byłam wyspana i wypoczęta.Wstałam delikatnie z łóżka by nie obudzić Mai i Bartka,a następnie poszłam zobaczyć do Kubusia.Chrapał sobie smacznie.Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się i tak powstał mój poranny uśmiech na twarzy.Zrobiłam sobie moja ulubioną latte i usiadłam na parapecie.Wiecie jak piękna jest Macerata gdy się budzi.Niczym nie różni się od Polski,praktycznie widzę za oknem to samo co u mnie,ale każde państwo ma coś w sobie na co my potrafimy się złapać.Kiedy mój kubek był pusty to poszłam do łazienki się ubrać.
- A co ty już nie śpisz?-zapytał mnie Bartek z którym zderzyłam się wychodząc z pomieszczenia.
- Wyspałam się więc wstałam,a która już godzina?-zapytałam.
- Po 7:00 zaraz idę na trening.-pocałował mnie i wszedł do łazienki,a ja udałam się do kuchni gdzie przygotowałam śniadanie dla Bartka i kanapki na trening.Zjadł szybko i nim się spostrzegłam już go nie było,a ja żeby się nie nudzić znów pogrążyłam się we wczorajszej lekturze.
Oczami Bartka:
Kiedy zaparkowałem pod halą,zobaczyłem Clarę.Chwilę zastanawiałem się czy poczekać aż wejdzie,ale nie mogę jej teraz unikać w końcu z nią pracuję.
- Cześć.-powiedziałem kiedy przechodziłem koło niej.
- Cześć Bartek,co tam?-zapytała z uśmiechem.
- Dobrze spędzam każdą wolną chwilę z narzeczoną i naszymi dziećmi.-również się uśmiechnąłem.
- Wczoraj ją spotkałam na placu zabaw.-powiedziała,a mi od razu zrobiło się gorąco.
- A o czym rozmawiałyście?-zapytałem.
- Tak ogólnie.-zaśmiała się,a ja odetchnąłem z ulgą.
- To dobrze.-usiadłem na schodach.
- Bartek,przecież ci przysięgałam że Lena nie dowie się nic o tym głupim błędzie.Nie jestem,aż taką suką.Nie będę ukrywać podobasz mi się i ta noc była dla mnie fantastyczna,ale ja wiem że jest Lena i ona się tylko dla ciebie liczy i ja się z tym pogodziłam.Więc niczym się nie przejmuj.-powiedziała,a ja lekko się do niej uśmiechnąłem.
- Dzięki.-powiedziałem i wstałem.-I w ogóle Clara,jesteś super.-powiedziałem i ją przytuliłem.Później razem weszliśmy na halę.
Trening był męczący,ale teraz trener wyciąga od nas więcej w końcu za tydzień w Polsce gramy ze Skrą.Zacząłem się zastanawiać nad zmianą klubu,wiem że marzyłem o grze we Włoskiej lidze ale muszę zacząć nowe życie w którym nie będzie już Clary tylko będzie Lena i dzieci.
Wróciłem do mieszkania i zobaczyłem jak Maj leży sobie na podłodze i maluje,Kubuś się bawi piłką,a Lenka próbuje zamknąć walizkę.Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej.
- Cześć skarbie.-powiedziałem i pocałowałem ją.
- Cześć,dobrze że jesteś bo siłuję się z tym cholerstwem już drugą godzinę.-powiedziała.
- Mogłaś na mnie poczekać.
- Nie chciałam być już spakowana,nie będę się pakować na ostatnią chwilę tak jak ty.-powiedziała i się zaśmiała.
- Masz piękny uśmiech.-powiedziałem,a ona się zaczerwieniła.
- Przestań Bartek.-szepnęła i poprawiła opadający kosmyk włosów,zawsze tak robił gdy się zawstydziła.
- Dobra siadaj na walizce,a ja ją zapnę.-zaśmiałem się.Szybko się uporaliśmy z walizką i poszedłem wziąć prysznic.
Oczami Leny:
Bartek poszedł wziąć prysznic,a ja udałam się do salonu.
- Mamusiu zobacz jak ładnie namalowałam.-pokazała mi Maja swoje dzieło.
- Ślicznie,kochanie.-pochwaliłam ją.Popatrzyłam na Kubusia,który się do mnie uśmiechał.
- Bam-bam.-pisnął i poturlał do mnie piłeczkę.Zaczęłam się z nim bawić,nawet nie zauważyłam jak do pomieszczenia wszedł Bartek i przyłączył się do naszej zabawy.
- Kiedy macie samolot?-zapytał.
- O 12:00,a co zawieziesz nas?-spojrzałam na niego.
- Tak powiedziałem trenerowi że lekko się spóźnię.Będę za wami tęsknił.
- Przecież za tydzień znów się zobaczymy,damy radę.W końcu muszę zobaczyć co u mojej ciężarnej przyjaciółki.-zaśmiałam się.
- A który to już miesiąc?
- 4 miesiąc,kotku bo wiesz że twój syn za półtora miesiąca ma pierwsze urodziny?-zapytałam.
- Wiem słońce.Musimy wyprawić mu urodzinki.-puścił mi oczko.-A wiesz co jest za 20 dni?-zapytał,a ja na niego spojrzałam.
- Co niby?
- Lenka walentynki.-zaśmiał się.
- A no tak,oj tam zapomniałam.-powiedziałam.
- Tato a przyjdziesz na moje przedstawienie?-zapytała się go Maja siadając mu na kolanach.
- Jakie przedstawienie?-zapytał.
- Bo w szkole gramy śpiącą królewnę i ja gram główną rolę.-uśmiechnęła się słodko.
- A kiedy myszko?-spojrzał na nią.
- Kiedy to jest mamusiu?-spojrzała teraz na mnie.
- 28 stycznia,akurat tego dnia przylecicie.
- Maju posłuchaj bardzo bym chciał być,ale nie uda mi się przyjść,ale opowiesz mi jak było.-uśmiechnął się,a ona zrobiła smutną minę.
- No dobrze,mogę iść się położyć jestem śpiąca?
- Tak myszko.-pocałował ją w czółko,a później ona wyszła z salonu.-Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej o tym?-spojrzał na mnie.
- Od razu wiedziałam że nie uda ci się być więc nic nie mówiłam,a nie sądziłam że się zapyta.
- Znowu wyszedłem na najgorszego ojca.-powiedział i zaczął budować z Kubą zamek.
- Bartek nigdy nie będziesz złym ojcem,to że masz taką pracę nie decyduje o tym jaki jesteś.Maja zrozumiała że nie będziesz mógł przyjść,jej teraz jest smutno ale zrozumiała.Pójdę z nią pogadać,ale niech teraz pobędzie sama troszkę.
- Bam-bam.-krzyknął Kuba i zburzył Bartkowi jego budowlę.
- Kto mi to zburzył?-zapytał i zaczął małego łaskotać,a Kuba śmiał się w niebo głosy,resztę dnia spędziliśmy podobnie.
Wieczorem poszłam sprawdzić co u Mai.Zapukałam,ale ie usłyszałam żadnego proszę,uchyliłam lekko drzwi i zauważyłam jak śpi.Podeszłam do niej i przykryłam kołdrą i ucałowałam w czółko.Wyszłam bardzo cicho z pokoju i poszłam do sypialni.
- Maja śpi?-zapytał Bartek.
- Tak,a Kubuś?-zapytałam kładąc się koło niego na łóżku.
- Mhm zmęczony zasnął.Będę tęsknić.-musnął moje wargi.
- Ja też ale nie dużo czasu nam zostało.Damy radę.
- Idziemy spać,czy będziemy niegrzeczni?-spojrzał na mnie.
- A czy mi kiedyś byliśmy niegrzeczni?-zaśmiałam się i zaczęłam go całować namiętnie,później co się działo to już wiecie.
Następny dzień był dl nas dniem pożegnań kolejnych w naszym życiu i wiem że na nich się nie skończy.Najbardziej zabolał mnie widok Mai,która nie chciała puścić Bartka z ucisku.Później w samolocie jeszcze popłakiwała,ale w końcu zasnęła.Sama sobie ledwo radzę z taką rozłąką a co dopiero dziecko.
Gdy wylądowaliśmy to od razu napisałam Bartkowi sms'a.Z lotniska w Berlinie odebrał mnie mój tata.Pomógł mi wziąć walizki i pojechaliśmy do domu.Tam czekał na nas stęskniony Rafi.Oczywiście musiałam opowiadać wszystko mamie która bez takich informacji jak np.: jak było,co u Bartusia i wiele wiele różnych by nie dał mi spokoju.U rodziców zostałam na jeszcze dwa dni i wróciłam do Bełchatowa.Od razu zadzwoniłam do Poli i Izy że mają obowiązkowo do mnie wpaść.Także następnego dnia w moim mieszkaniu zawitały moje przyjaciółki.
- Iza opowiadaj co u ciebie,jak z dzieckiem?-zapytałam podawając dziewczyną gorące czekolady.
- Dobrze,dziecko rośnie,rozwija się prawidłowo.Sebastian szaleje na punkcie ciąży i w ogóle.-zaśmiała się.
- Pola a u ciebie?-spytałam drugą przyjaciółkę.
- Po staremu,nie mogę mieć dzieci i muszę znosić rozłąkę z Darkiem,ale jakoś żyje czyli tak jak zawsze.-powiedziała i się zaśmiała.
- Nie tak jak zawsze bo masz Darka.-powiedziała Iza.
- A Lenka u ciebie?
- Wiecie byłam teraz u Bartka i w ogóle jakoś tak dobrze jest.-uśmiechnęłam się.
- Napiłabym się czegoś.-stwierdziła Pola.
- Nie ma picia jest z nami ciężarna.-zaśmiałam się.
- Oj Iza by się nie obraziła.-powiedziała i spojrzała na brunetkę.
- No dobra polej jej czegoś.-Iza zaczęła się śmiać.Otworzyłam wino,które przywiozłam z Włoch.
- Lena a jak w ogóle ze zdrowiem?-zapytała Pola.
- Dobrze,biorę witaminy znaczy powinnam brać witaminy,ale ciągle zapominam je kupić.-powiedziałam,a one spojrzały na mnie złowrogo.
- Lena chcesz znów wylądować w szpitalu?-zapytała zła Pola.
- Nie spokojnie nic mi nie jest,jutro pójdę kupić witaminy,a w ogóle mam wizytę u lekarza za trzy dni.-powiedziałam patrząc na kalendarz.
- O super to zadzwonisz do nas jakie masz wyniki.-powiedziała Iza i upiła łyk czekolady.
- Dobrze mamo.-zaśmiałam się.
- No i tak ma być.-powiedziała i spojrzałyśmy wszystkie na siebie,ale w końcu nie wytrzymałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać.Cieszę się,że mam tak wspaniałe przyjaciółki,które sprawiają że nawet w najgorszy dzień w życiu sprawiają że potrafię się uśmiechnąć nie na długo choćby na moment....


I jest kolejny :)
Na początku pragnę podziękować wszystkim za nominacje,na pewno jak będę miała czas to odpowiem na pytania.Również muszę podziękować za komentarze :)
Mam nadzieję że wam się rozdział spodoba i będę mogła liczyć na wasze komentarze,mamy już maj kurcze szybko ten czas leci jeszcze dwa miesiące i wakacje po prostu świetnie,a co najważniejsze wreszcie rozpocznie się sezon reprezentacyjny.
Następny pojawi się za tydzień i jeszcze raz dziękuję za wszystko.
Pozdrawiam Aga

czwartek, 16 kwietnia 2015

Rozdział 58:

Bartek wrócił z treningu o 14:00,w dość strasznie dobrym humorze.Nie sądzę by spodobał mu się trening,lub jakieś ćwiczenie.Był wszędzie,a to pomagał mi w kuchni,a za chwilę leciał i bawi się z dziećmi.Kurczę tak mogło być codziennie,niż te jęki że boli go tu,a to trening męczący.
- Lenka pójdziesz ze mną na imprezę klubową?-zapytał nagle wchodząc do kuchni.
- Co?-odwróciłam się zaskoczona.
- No skarbie impreza klubowa.-mówił,a ja na niego patrzyłam wielkimi oczami.-No suknie,garnitury,kolacja później tańce.-mówił wymachując rękami.
- Wiem co to impreza klubowa tylko nie mówiłeś mi wcześniej.-powiedziałam odkładając nóż na blat.
- No ale mi właśnie Ivan przypomniał.-uśmiechnął się.
- A co z dziećmi?-zapytałam.
- Moja sąsiadka,taka starsza kobieta powiedziała że zaopiekuję się dziećmi.
- To już z nią gadałeś?-pisnęłam,co go rozbawiło.
- Jasne,tylko wystarczy że się zgodzisz.-dobra Lena nie daj pokazać,że jesteś łatwa i każ mu cię dalej przekonywać,bądź twarda i niedostępna.
- Zgadzam się.-niech to szlag,dobra jeszcze nad tym popracuje.-Ale musimy jechać do jakiejś galerii bym mogła wybrać jakąś ładną suknię,byś nie musiał się za mnie wstydzić.
- Chyba ty za mnie.-pocałował mnie,a ja chętnie oddałam zaczepkę.Niestety naszą namiętną scenę przerwał dzwonek do drzwi. Bartek niechętnie poszedł otworzyć.Zastanawiałam się kto to może być i na odpowiedź długo nie musiałam czekać,bo do kuchni wszedł Bartek z państwem Zaytsev.
- Cześć Lena,długo cię nie widziałam.-zaśmiała się Ashling.
- I wzajemnie.-zaśmiałam się.
Więc tak Ivana i Ashling poznałam na tamtym spotkaniu klubu kiedy przyjechałam do Bartka pierwszy raz.Bardzo świetnie małżeństwo i genialni przyjaciele.
- Więc tak kobiety lecicie do galerii,kosmetyczki i fryzjerki,a my zajmujemy się dziećmi,widzimy się na miejscu.-powiedział Bartek,a ja się na niego spojrzałam.
- To kiedy jest ta impreza?-zapytałam.
- No dziś,chodź kosmetyczkę mamy zamówioną i fryzjerkę też tylko zostaje nam kupić suknie.-pociągnęła mnie za rękę Ashling.Praktycznie nie miałam nic do powiedzenia,jak to powiedział Bartek tylko wystarczy żebym się zgodziła,chociaż nie miałam prawa się nie zgodzić.
Razem z Ashling udałyśmy się do największej galerii w Maceracie.Od razu ruszyłyśmy do pierwszego sklepu z pięknymi sukniami.
- Lena,a ta?-zapytała mnie pokazując czarną sukienkę za kolano.
- Nie ja wolę jakąś jaśniejszą i krótką.-zaśmiałam się.
- Jasne poszukamy,a ciekawe w co się Clara ubierze?-zapytała ze śmiechem Ashling.
- Nie wiem,ale ja sie jej już czepiać nie będę.-uśmiechnęłam się.
- A co się dzieję?-zapytała.
- A wiesz przez nią prawie rozpadł się mój związek z Bartkiem.Byłam po prostu głupia i przewrażliwiona.
- Oj przestań na pewno nie.
- Tak,co bym nie słyszała imienia Clara to od razu posądzałam go o zdradę,ale głupia wiedziałam że Bartek taki nie jest i nigdy by mnie nie zdradził.-uśmiechnęłam się do niej.
- No tak ale warto mieć zawsze szeroko otwarte oczy,tak dla własnego bezpieczeństwa.
- Masz rację Ash,a co tam w ogóle u ciebie?-zapytałam.
- Wiesz jak to leci życie z siatkarzem.
- No coś tam wiem,o zobacz jaka śliczna.-powiedziałam pokazując jej kreację.
- Bierz ją jest świetna.-klasnęła w dłonie.Poszukałyśmy jeszcze kreacje na dzisiejszy wieczór dla Ashling i poszłyśmy do kasy zapłacić za zakupy.Następnie pojechałyśmy do fryzjera gdzie zrobią nam też tam makijaż.Na początku robili nam fryzury,po godzinie powstał piękne uczesanie.
- No Lena wyglądasz prześlicznie.-puściła mi oczko Ashling.
- I tak się czuję.-zaśmiałam się,teraz fotel ustąpiłam Ash,ja udałam się na mój makijaż.Wskazując że mam jasną sukienkę,mój makijaż również był jasny,subtelny i delikatny by podkreślić moje oczy.
Od kosmetyczki wyszłyśmy równo o 18:35,a o 19:00 jest cała impreza,więc szybko udałyśmy się do danej restauracji gdzie miało się to wszystko odbyć,miałyśmy szczęście że mogłyśmy się u kosmetyczki przebrać w nasze stroje.Równo o 19:00 zaparkowałyśmy samochód pod restauracją " Cesare ".
- No na bogato.-zaśmiała się Ash pokazując na budynek.
- Co nie tak z nią?-zapytałam.
- Nie najlepsza restauracja w całym mieście i w ogóle.A wiesz jakie ciasteczka są kelnerami.Po prostu tylko co chwilę coś zamawiać.-zaśmiałyśmy się.
- Chodź bo na nas czekają dwa ciasteczka.-powiedziałam i weszłyśmy do środka.Wzrokiem wypatrzyłam Bartka i Ivana,patrzcie zajęli nam miejsca.Podeszłyśmy do nich i przywitałyśmy się.
- Przepraszam panią,tutaj jest zajęte dla naszych kobiet.-zaśmiał się Ivan.
- Bardzo śmieszne kochanie.-powiedziała Ash.
- Pięknie wyglądasz kotku.-szepnął mi na ucho Bartek,a ja w odpowiedzi lekko ucałowałam jego policzek.
- Dziękuję.-uśmiechnęłam się.Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam Clarę,była na prawdę ładnie ubrana i siedziała sama.
- Co tak się rozglądasz?-zapytał Bartek.
- Dlaczego Clara siedzi sama?
- Nie siedzi sama tylko z trenerami i resztą sztabu.-powiedział i zaczął gadać z Ivanem i Ashling.
Wreszcie rozpoczęła się impreza,na początku mówił prezes,trener i kilka osób jeszcze.Po całej przemowie,kelnerzy zaczęli przynosić nasze dania i Ash miała racje kelnerzy są dość przystojni.Serio w skali 1 do 10 to daje im z czystym sercem 8.Wszystkie dania były przygotowane według włoskiej receptury,palce lizać po prostu,ale kochani nadeszła najlepsza część każdej zabawy,tak dobrze myślicie tańce.Wszyscy ruszyli na parkiet,a ja siedziałam dalej na miejscu,ponieważ Bartkowi się nie śpieszyło mnie poprosić do tańca.
- Dlaczego siedzimy?-zapytałam.
- Chcę się napatrzeć na moją piękną narzeczoną.-uśmiechnął się.
- Bartek chodź tańczyć.-wstałam i go pociągnęłam za rękę.
- Lenka poczekaj,chcę coś zrobić.-powiedział,a ja się na niego spojrzałam.
- Co?-zapytałam,a on wpił mi się namiętnie w usta.
- Teraz możemy iść.-powiedział kiedy oderwał się ode mnie.
- Wariat.-zaśmiałam się i poszliśmy tańczyć.
Tańczyliśmy już piątą piosenkę,kiedy mój wzrok utkwił przy stoliku Clary.Siedziała ona smutna i sama.Wiecie zrobiło mi się jej żal.Szepnęłam Bartkowi,żeby poprosił ją do tańca.Spojrzał na mnie uważnie,a ja pokiwałam tylko głową.Ja wróciłam do stolika,a ona udał się do Clary.
- Co się stało?-zapytała Ashling,kiedy usiadłam na swoim miejscu.
- A gdzie Ivan?-zapytałam jej.
- Poszedł do toalety,a ty już nie tańczysz?
- Powiedziałam Bartkowi,żeby poprosił Clarę do tańca.-powiedziałam a ona się zakrztusiła napojem,który piła.
- Wow jaka odmiana,ostatnio ci przeszkadzała.
- Wiem,ale zmieniłam się i wiem że to tylko jego koleżanka.-zaśmiałam się.
- Ale pamiętaj....-zaczęła Ashling,ale przerwałam jej.
- Miej zawsze szeroko otwarte oczy.-powiedziałam,a ona się zaśmiała.
- O czym plotkujecie dziewczyny?-zapytał Ivan podchodząc do nas.
- O tobie kochanie.-zaśmiała się Ash.
- A gdzie Bartek?-spojrzał na mnie.
- Na parkiecie,a co chcesz mnie i Ash porwać na taniec?-zapytałam i obie na niego spojrzałyśmy.
- Jasne,czy mogę panie prosić?-zapytał a my się zaśmiałyśmy i razem ruszyliśmy na parkiet.
Tańczyliśmy w trójkę trzy piosenki,ale kiedy z głośników poleciała moja piosenka to poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu.Tym ktosiem okazał się mój misio.Odwróciłam się do niego i objęłam rękoma wokół szyi.W jego ramionach mogłam zostać całe życie,a jak zaczął mi szeptać tekst piosenki do ucha to całkowicie się rozpłynęłam.Kiedy popłynęły ostatnie dźwięki piosenki,zbliżyłam swoje usta do ust Bartka i szepnęłam.
- Kocham cię skarbie.-i złożyłam ciepły oraz delikatny pocałunek.
- Ja ciebie też myszko.
W mieszkaniu byliśmy około 3:00 w nocy,pożegnaliśmy się z sąsiadką i podziękowaliśmy za opiekę.Dzieci smacznie spały,więc my zajęliśmy się sobą,oczywiście w sypiali,ale to już normalka.Kochaliśmy się całą noc,a księżyc oświetlał nasze nagie i bardzo spragnione ciała.Takie noce to ja mogę mieć codziennie.
Rano obudziły mnie promienia słońca wpadające przez okno do sypialni.Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po całym pokoju,byłam w nim sama.Zdziwiona narzuciłam na siebie koszulkę Bartka i wstałam z łóżka.Gdy weszłam do salonu doznałam kolejnego szoku,nikogo nie było.Byłam w każdym pomieszczeniu,cicho pusto i głucho.Poszłam po telefon i wybrałam numer Bartka,ale nie odebrał.Kurcze co się dzieje,przecież zaraz dostanę zawału.Zaczęłam się bardziej denerwować.Nagle drzwi wejściowe się otworzyły i zobaczyłam uśmiechniętego Bartka z dziećmi.
- Cześć kochanie.-cmoknął mnie w czoło.
- Cześć mamusiu.-przytuliła się do mnie Maja.
- Gdzie wy byliście?-zapytałam przytulając Maję.
- Byliśmy w sklepie po coś na śniadanie.-zaśmiał się Bartek.
- Dlaczego mnie nie obudziłeś,wiesz jak się wystraszyłam.
- Oj tam,chodź zrobimy śniadanie.-poszliśmy do kuchni i zrobiliśmy wspólnie śniadanie.Kiedy wszyscy byliśmy pojedzeni,ja zajęłam się sprzątaniem,a Bartek poszedł bawić się z dziećmi.Kiedy sobie pomyślę,że za chwilę muszę wracać do Polski to odechciewa mi się wszystkiego.Myłam tak naczynia i nagle poczułam jak obejmują mnie silne ramiona i ciepłe pocałunki na szyi.
- Co się stało?-zapytałam z uśmiechem.
- Nic tylko się stęskniłem.-wyłączyłam wodę i odwróciłam się do niego twarzą.
- Wiesz że z dziećmi wracam do Polski za dwa dni.-powiedziałam,a on zrobił smutną minę.
- Niestety wiem,ale zaraz się zobaczymy bo przylatujemy grać ze skrą.
- Bartek musimy w końcu pomyśleć o chrzcie Kuby.-powiedziałam.
- No tak,ale to chyba od razu ze ślubem.
- Nie wiem,w ogóle jakie ty masz plany.-zaśmiałam się.
- Moimi planami jest porwać taką brunetkę pod sam ołtarz i czekać aż powie TAK.
- Oj gdzie ty tą brunetkę znajdziesz?-zapytałam.
- Ona stoi przede mną.-pocałował mnie.
- Jak mi kupisz ładną suknię to pójdę pod ten ołtarz z tobą.-powiedziałam z uśmiechem.
- Kupię ci wszystko co będziesz chciała.-zaśmiał się i mnie pocałował.
- Wszystko mówisz.-uśmiechnęłam się.-Więc chcę piękny kryształowy pałac.
- No dobra może nie wszystko ci kupię,ale postaram się spełniać każdą twoją zachciankę.-znów oddaliśmy się pocałunkowi,ale teraz przerwał nam hałas z salonu,szybko się od siebie oderwaliśmy i pobiegliśmy do pomieszczenia.
- Kuba wszystko mi zepsułeś.-krzyczała Maja,a Kuba się śmiał z tego co mówiła do niego siostra.
- Co tu się dzieje?-zapytałam.
- Mamo on zniszczył mi kolejny rysunek.-powiedziała pokazując na brata.
- Kuba nie wolno.-mówiłam biorąc go na ręce.
- I tyle pracy na marne.Idę się zaszyć do pokoju,żeby pewien osobnik o imieniu Jakub,znowu mi coś nie popsuł.-powiedziała Maja i wyszła z salonu,a ja zaczęłam się śmiać.
- Ty pewny osobniku o imieniu Jakub idziemy się przebrać i lecimy na spacer.-powiedziałam patrząc na synka,a on zadowolony klasnął w dłonie.Przebrałam Kubę i wyszłam z nim na spacer,a Bartek został z Mają w mieszkaniu.Doszłam na jakiś plac zabaw,więc Kuba bawił się w piaskownicy,a ja siedziałam na ławce.Nagle zauważyłam Clarę,nie wiele myśląc zawołałam ją.Na początku była zdziwiona,ale podeszła.
- Hej Clara.-uśmiechnęłam się.
- Hej,coś się stało?-zapytała.
- Nie chciałam cię przeprosić za moje zachowane wcześniejsze.Zrozumiałam,że cię krzywdziłam.
- Nie ma sprawy,nie przejmuj się tym.
- Clara przepraszam cię.-podałam jej rękę, a ona z uśmiechem ją uścisnęła.
- Sama tu jesteś?-zapytała.
- No Maja nie chciała iść więc Bartek z nią w domu został.
- Aaaa rozumiem.-zaśmiała się.
- Wiesz ona to taka straszna obrażalska i musimy uważać żeby jej nie podpaść.-zaśmiałam się.
- Kiedy ślub planujecie?-zapytała.
- Nie wiemy jeszcze,musimy zobaczyć kiedy Bartek będzie mieć tak luźniej w którymś miesiącu.A tak w ogóle dzięki,ze mu pomagałaś tutaj.-uśmiechnęłam się do niej.
- Nie ma sprawy.
- A ty wiesz czy nie zrobił czegoś głupiego po tm jak powiedziałam,że z nami "koniec"?-zapytałam robiąc takiej zajączki z palców i patrząc na nią uważnie.
- Nie,fakt wypił trochę,ale odwiozłam go do domu i pojechałam do siebie.-powiedziała,a mnie ulżyło.Spojrzałam na zegarek na której widniała 13:00.
- Dobra ja się zwijam bo muszę jeszcze obiad zrobić.-powiedziałam biorąc Kubę na ręce.
- Tak ja też już lecę miło było tak pogadać.-uśmiechnęła się.
- Kiedyś to powtórzymy,to cześć.-pożegnałam się z nią i poszłam do mieszkania.Muszę przyznać się,że Clara nie jest taka za jaką ją uważałam,da się z nią pogadać.Jak widać nie ocenia się książki po okładce.....
 
 
 
 
 
I jest kolejny po dłuższym czasie,ale powstał.Nie będę się tłumaczyć bo to nic nie da.Mam nadzieje że wam się spodoba,jak widać Clara chroni Bartka i czy zacznie przyjaźnić się z Leną???
A jak myślicie Bartek przyzna się do zdrady??
Następny pojawi się w następnym tygodniu.Dziękuję za wasze komentarze,a ja obiecuje wszystko u was nadrobić.
Pozdrawiam Aga

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 57:

Już następnego dnia o 12:00 miałam z dziećmi lecieć do Maceraty.Strasznie się bałam,bo wiem że cała ta sytuacja jest moją winą.Właśnie zrozumiałam,że całe życie nie potrafiłam wybrać rozsądnej decyzji nie raniącej nikogo z moich bliskich.Bałam się spojrzeć Bartkowi w oczy,po tak idiotycznym z mojej strony telefonie.Błędy, które po­pełni­liśmy po­zos­tają z na­mi na zawsze
mogą być wy­baczo­ne, ale nig­dy zapomniane.
Kiedy stanęliśmy już na włoskiej ziemi,udałam się z dziećmi do postoju taksówek.Podałam adres,który jest mi już dobrze znany.Maja była zachwycona,że wreszcie zobaczy tatę,w końcu długo go nie widziała.Muszę z Bartkiem poważnie porozmawiać,przeprosić go i ustalić co dla nas będzie najlepsze.
Kiedy zatrzymaliśmy się pod blokiem Bartka,zauważyłam go jak wracał z treningu.
- Tata.-Majka wyskoczyła z samochodu i szybko znalazła się przy swoim ojcu,który na początku był w szoku,ale szybko otrząsnął się i mocno uśmiechnął.Ja w tym czasie,zapłaciłam za taksówkę i wzięłam Kubę na ręce,a miły taksówkarz wyciągnął nasze bagaże.
- Co wy tu robicie?-zapytał podchodząc do mnie i biorąc na ręce Kubę.
- Dzieci się stęskniły i przylecieliśmy.-wyszeptałam,a on się uśmiechnął.Wzięliśmy bagaże i poszliśmy do mieszkania,w którym panował straszny syf.
- Przepraszam,ale nie wiedziałem że przyjedziecie.-lekko się uśmiechnęłam.-Jesteście głodni?
- Ja jestem.-krzyknęła Maja,a Kuba ją sparodiował też krzyknął coś po swojemu co wywołało u nas śmiech.
- To ja zrobię,a wy się rozpakujcie bo zostajecie chyba na kilka dni?-spojrzał na mnie,a ja lekko kiwnęłam głową.Kuba i Maja zostali w salonie i zaczęli się bawić,a ja udałam się do sypialni.Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nasze wspólne zdjęcie,które podarowałam mu kiedy wyjeżdżał tutaj.Uśmiechnęłam się bardzo szeroko.Poczułam jak jego silne ramiona obejmują mnie nie mogłam się powstrzymać i jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
- Tęskniłem za tobą strasznie.-wyszeptał mi do ucha.
- Ja też.-odwróciłam się do niego przodem.-Przepraszam cię za tą ostatnią rozmowę.
- Chodź tu do mnie.-zaśmiał się i przyciągnął moją twarz do swojej i pocałował bardzo namiętnie.-A teraz zapraszam panią do kuchni.-powiedział,kiedy się od siebie oderwaliśmy.
Po posiłku rozpakowałam nasze rzeczy i ze względu że Bartek miał wolne to poszliśmy na spacer,ale skończyło się na tym że usiedliśmy na placu zabaw.
- Bartek bo ja tak nie chciałam ci powiedzieć ostatnio.Jestem po prostu głupią idiotką.
- Nie mów tak,powiedziałaś to w gniewie i ja to rozumiem.-uśmiechnął się do mnie.
- I przepraszam cię,że osądziłam cię o zdradę,bo dobrze oboje wiemy że ty nie zrobiłbyś mi czegoś takiego.-przytuliłam się do niego,a on mocno westchnął.
- Nigdy bym ci tego nie zrobił.-szepnął.Nasz przytulanie przerwał telefon Bartka.On spojrzał na ekran,ale nie odebrał wręcz przeciwnie odrzucił połączenie.
- Kto dzwonił?-zapytałam.
- Nikt ważny,teraz wy się liczycie.-pocałował mnie.
Do mieszkania wróciliśmy pod wieczór,ponieważ Bartek nie miał treningu po południu mogliśmy sobie na to pozwolić.Dzieci szybko nam zasnęły,więc nastał moment naszej poważnej rozmowy.
Bartek siedział w salonie,patrząc w jeden punkt.Podeszłam do niego od tyłu i przytuliłam się do niego.
- Bartek musimy pogadać.-szepnęłam,a on kiwnął głową.
- O czym?-zapytał,usiadłam koło niego i zaczęłam mówić.
- Posłuchaj,ostatnio między nami było wiele spięć i w ogóle te głupie rozstanie tylko z mojej strony.Wiem,że poczułeś się strasznie jak powiedziałam że to koniec,więc przepraszam cię za to.-powiedziałam i złapałam go za rękę.
- Lenka bo ja chcę ci coś powiedzieć.-szepnął,ale przerwał mu dzwonek do drzwi.Pocałowałam go w usta i poszłam otworzyć drzwi,a za nimi stała Clara.
- O Lena nie wiedziałam że przyjechałaś.-zdziwiła się.
- Hej,a taka niespodzianka.-zaśmiałam się.
- A ty sama przyjechałaś?
- Nie no z dziećmi,w końcu stęskniły się za tatą.
- No tak.-zaśmiała się trochę nerwowo.-Wiesz nie będę przeszkadzać.
- Poczekaj coś chcesz od Bartka?-zapytałam.
- Nie to znaczy ja pogadam z nim jutro na treningu.-powiedziała i szybko się zmyła.Zamknęłam drzwi i wróciłam do Bartka.
- Kto to był?-zapytał.
- Clara,chciała z tobą rozmawiać,ale powiedziała że jutro na treningu z tobą pogada.-powiedziałam.
- Chodź do mnie.-pociągnął mnie na swoje kolana i mocno przytulił.
- Co chciałeś mi powiedzieć?-zapytałam.
- Że bardzo cie kocham i ty z dziećmi zawsze będziecie na pierwszym miejscu.-powiedział patrząc mi w oczy,a ja pocałowałam go bardzo namiętnie.
- Ty też jesteś dla nas na pierwszym miejscu.
- Idziemy spać?-zapytał,ściągając z moich ramion sweterek.
- A masz coś w planach?-zapytałam przygryzając dolną wargę.
- Mam,ale to pokaże ci w sypialni.-zaśmiał się i wziął mnie na ręce.Poszliśmy do sypialni,a tak na prawdę zaniósł mnie do sypialni,gdzie działy się rzeczy o których tylko my powinniśmy wiedzieć.
Rano obudziły mnie ciche śmiechy dochodzące z mojej prawej strony,więc odwróciłam się i zobaczyłam dzieci ,które wspólnie z Bartkiem się śmiali.
- A co tu taka sielanka?-zapytałam.
- Nic mamusiu,tu jest tak fajnie.-przytuliła się do mnie Maja,a Kubuś zgapił od siostry i też mnie przytulił.
- Muszę już iść na trening.-powiedział Bartek.
- O której wrócisz?-zapytała kiedy ubierał bluzę.
- Jak najszybciej.-pocałował mnie namiętnie i pożegnał się z dziećmi.
- Uważaj na siebie.-uśmiechnęłam się.
- Zawsze będę uważać.-powiedział i wyszedł z mieszkania.Właśnie chciałam by tak moje życie wyglądało,ranne śmiechy,pocałunki to jest życie o którym marzyłam wiele wiele lat.
Oczami Bartka:
Na trening szedłem jak na ścięcie głowy.Jestem tchórzem,nie potrafię przyznać się Lenie do mojej niewierności,nie potrafię stanąć twarzą w twarz z Clarą,przecież nie mogę udawać że nic się nie stało.Wszedłem do szatni i przywitałem się z kolegami,szybko się przebrałem i udałem na salę.Trening nie był jakiś męczący,ale trochę pracy było bo za niedługo gramy mecz z Modeną.Kiedy trener zarządził koniec treningu,wszyscy udali się do szatni,ja jednak zostałem i usiadłem na ławce myśląc.
- Bartek możemy porozmawiać?-nie wiem skąd obok mnie znalazła się Clara.
- Chyba musimy.-szepnąłem.
- Posłuchaj musisz mi powiedzieć teraz,czy ty coś do mnie czujesz?-zapytała,a ja pokiwałem przecząco głową.
- Nie Clara,ja nie wiem byłem pijany i nie wiedziałem co robię.Przepraszam,ale nic do ciebie nie czuję.-powiedziałem.
- Masz zamiar powiedzieć Lenie?-zapytała.
- Nie wiem,nie chce jej okłamywać,ale też nie chce jej stracić.
- Posłuchaj ja nic nie powiem to będzie nasza chwila słabości,zapomnijmy o tym,choć nie ukrywam że mi się podobasz i spędzenie z tobą nocy,to było coś o czym marzyłam,ale wiem że ja nie mogę się równać z Leną i nawet gdybym mocno się starała ty zawsze wybierzesz ją.
- Clara przepraszam,że cię skrzywdziłem.-powiedziałem.
- Wiesz nie będę ci niszczyć rodziny,więc żyjmy tak jakby to się nie wydarzyło.-spojrzała na mnie.
- Dziękuję.-szepnąłem,a ona się uśmiechnęła.
- Leć do swojej rodziny,bo czekają na ciebie.-pożegnałem się z nią i pobiegłem się przebrać i bardzo szybko udałem się do mieszkania gdzie czekały na mnie moje największe osiągnięcia w życiu..........


I jest kolejny.Mam nadzieję,że wam się spodoba.Wkurza mnie tylko ten czas bo mam go tak mało,a nawet prawie wcale.Dziękuję za wasze komentarze,które dają mocnego kopa do pisania kolejnego rozdziału.Więc liczę na wasze komentarze,i bardzo przepraszam,że taki krótki ale jak mówiłam czas nie pozwalał na napisanie dłuższego.
Czy uważacie,że Clara mówiła to wszystko szczerze,czy może jednak to nie koniec jej bycia w życiu Bartka??
Następny pojawi się za tydzień :)
Teraz z całego serca pragnę życzyć wszystkim udanych świąt wielkanocnych,udanego dyngusa :)

Cukrowy baranek ma złociste różki pilnuje pisanek na łączce z rzeżuszki. A gdy nikt nie patrzy, chorągiewką buja i cichutko beczy Święte Alleluja.
 
 
Pozdrawiam Aga


niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 56:

- Halo?-usłyszałam po drugiej stronie słuchawki,nie był to głos Bartka,chyba że nagle zmienił mu się na damski głos.
- Przepraszam mogę rozmawiać z Bartkiem?-zapytałam po angielsku.
- Niestety teraz bierze prysznic,przekazać coś?-zapytała,a ja rozpoznałam głos Clary.
- Powiedz mu żeby się ze mną skontaktował.-powiedziałam wkurzona i rozłączyłam się.Podeszłam do okna i patrzyłam w dal,myśląc ze tam znajdę rozwiązanie tego wszystkiego.
- Lena co się stało?-zapytała Iza równocześnie z Polą.
- Nic wszystko jest w porządku,to ja lecę na zakupy.Miło było ze wpadłyście ale musicie już iść.-powiedziałam,a one spojrzały na mnie zdziwione.
- Wyrzucasz nas?-zapytała Iza.
- Nie,ale muszę załatwić parę spraw.
- Dobra,jakby coś się działo to zadzwoń.-powiedziała Pola i razem z Izą wyszły z mieszkania.
- Maju idź do pokoju spakuj kilka swoich rzeczy.-powiedziałam biorąc synka na ręce.
- Po co?-zapytała.
- Jedziemy do babci i dziadka.-jak powiedziałam,tak postanowiłam.Już godzinę później kierowaliśmy się w stronę Berlina.Może to był dziwny i lekko myślny pomysł,ale chce się oderwać od tego wszystkiego.
Po 4 godzinie jazdy dzieciaki spały,więc ja włączyłam cicho radio.Wszędzie leciały jakieś radosne piosenki i w końcu natrafiłam na audycję,w której wypowiadała się jakaś kobieta:
- By­wają dni,które nie pachną słońcem,są burzo­we i zachmurzo­ne.W ta­kie dni spróbuj przy­wołać nadzieję uśmiechem.Wznieś się po­nad zmartwienia.Kłopo­ty wys­taw za ok­no,niech wiatr je uniesie wy­soko i za­bie­rze w dal.Pamiętajmy za­kaza­ny owoc sma­kuje naj­le­piej-dla­tego mamy ty­le kłopotów.-jej słowa dają strasznie do myślenia.Zaczęłam się zastanawiać,co ja źle robię w naszym związku,że wiecznie się kłócimy.U nas brakuje kilka elementów by było stabilnie,ale jak my możemy to ustabilizować,jeżeli nie potrafimy dogadać się w najprostszych sprawach.Minął cały dzień,a Bartek nie oddzwonił,pewnie jest zajęty Clarą.Czy on jest mi wierny???
Około 1:00 w nocy byłam pod domem moich rodziców,lekko byli zdziwieni że mnie zobaczyli no tak zapomniałam zadzwonić.
- Lena,dziecko a co ty tu robisz?-zapytała mama.
- Możemy zostać kilka dni?-zapytałam.
- Możecie zostać nawet kilka miesięcy.-zaśmiał się tata,biorąc wnuka na ręce.Maja zadowolona,złapała za rękę swoją babcię i podążyły do domu,a za nimi Rafi i tata z Kubusiem na rękach.Ja wzięłam nasze walizki i też weszłam do środka.Dzieciaki szybko zasnęły,a i rodzice się położyli.Ja natomiast siedziałam głupia przy tym telefonie i czekałam aż zadzwoni,choć wiedziałam że w nocy dzwonić nie będzie.Ale w głębi serca liczyłam że chociaż sms'a napisze,ale się przeliczyłam.Zmęczona położyłam się na kanapie w salonie i zasnęłam.
Rano obudziła mnie Maja,wołając na śniadanie.Mega nie wyspana weszłam do kuchni,na mój widok tata zaczął się krztusić kawą.
- Dzięki tato,wiem że przerażam ale mogłeś zachować to dla siebie.
- Córeczko czy ty dziś w nocy spałaś?-zapytała mama.
- Mało,czekałam aż Bartek zadzwoni.
- W środku nocy miał dzwonić,dziś pewnie zadzwoni.-powiedział tata.
- Wątpię.-szepnęłam pod nosem i zaczęłam jeść śniadanie.
Po śniadaniu tata wyszedł do pracy,a ja pomagałam mamie posprzątać po posiłku.
- Lenka co się między wami dzieje?
- Nic mamusiu.-zaśmiałam się.
- Ściemniać sobie możesz tatę,ale nie mnie.
- Mamy ciche dni po prostu.-zaśmiałam się nerwowo.
- Lena,pamiętasz że macie dwójkę dzieci?-zapytała.
- Tak i myślę,że chyba się pośpieszyliśmy.-powiedziałam,a ona na mnie spojrzała.
- Z czym?
- Z nami,ledwo do siebie wróciliśmy i już zaszłam w ciążę.-usiadłam przy stole.
- Skarbie żałujesz,że tak to się potoczyło?
- Mamo,ja już nie wiem czy byłam szczęśliwa jako samotna matka,czy teraz zaręczona kobieta wychowująca dwójkę dzieci ale dalej samotna,bo on jest daleko.Po prostu nie wiem.-szepnęłam i do kuchni weszła Maja rozmawiając przez moją komórkę.
- Już daję.-powiedziała do telefonu i w tym momencie podała mi telefon.-Tatuś dzwoni.-uśmiechnęła się.Szybko wyszłam z kuchni i poszłam do pokoju.
- Halo?-zapytałam nie miło.
- Cześć Lena,czemu mi nie powiedziałaś że do rodziców jedziecie?-zapytał,a ja się zaśmiałam.
- Kiedy miałam ci powiedzieć,jak wczoraj nie oddzwoniłeś.
- Wiem,ale zapomniałem po prostu.
- Tak bo o tym się zapomina że trzeba zadzwonić do swojej narzeczonej.-podeszłam do okna i patrzyłam w dal.
- Lena musimy się kłócić?-zapytał.
- Nie,tylko ja mam kilka pytań.Czemu nie powiedziałeś że gracie mecz ze Skrą?
- Zapomniałem.-szepnął.
- A nie zapomniałeś przelecieć Clary?-zapytałam zła.
- O czym ty mówisz?-zapytał.
- Co robiła wczoraj u ciebie,jak ty brałeś prysznic?
- Nic przyszła,a ja akurat szedłem pod prysznic,nic wielkiego.
- Bartek to nie wypali,rozstańmy się.-powiedziałam.
- Co?-krzyknął,aż odsunęłam telefon od ucha.
- Rozstańmy się,ja daję ci wolną rękę co do dziewczyn i w ogóle.
- Lena co ty gadasz,nie chcę się rozstawać.-powiedział smutny.
- Rozstańmy się na okres twojego pobytu we Włoszech.
- Nie zgadzam się do cholery.-krzyczał.
- Bartek to koniec.-szepnęłam i się rozłączyłam.Po czym się odwróciłam i zobaczyłam Maję,która patrzyła na mnie dużymi oczami.-Maju,posłuchaj to nie jest tak.-powiedziałam,a ona odwróciła się i pobiegła do drugiego pokoju.Usiadłam na łóżku i dałam upust swoim emocją.Za mocno zareagowałam tak mówiąc Bartkowi,ale tak będzie lepiej dla nas obojga.Jeżeli przetrwamy do jego powrotu to znaczy że nie łączą nas tylko dzieci.Kiedy się ogarnęłam,zeszłam do kuchni gdzie siedział już tata z mamą.
- A gdzie Kubuś?-zapytałam.
- Zasnął,tata go położył w pokoju.-powiedziała mama.
- Córeczko,możesz nam wreszcie wytłumaczyć,co się stało?-zapytała tata.Smutna odetchnęłam ciężko i zaczęłam wszystko tłumaczyć.
- No i powiedziałam,że to koniec na czas jego pobytu we Włoszech,a Majka to usłyszała i uciekła do pokoju.-skończyłam opowiadać.
- Byłaś u Mai?-pokiwałam przecząco głową.
- To idź do niej,wiesz że ona najbardziej to wszystko odczuwa.-wstałam z krzesła i udałam się do pokoju Mai.
Lekko zapukałam ale nie usłyszałam odpowiedzi,uchyliłam drzwi i zobaczyłam jak leży na łóżku i płacze.
- Maju nie płacz.-szepnęłam i usiadłam na łóżku.
- Dlaczego ty nie kochasz tatę?-spojrzała na mnie zapłakanymi oczami.
- Kocham tatę.Co ty opowiadasz?
- To dlaczego nie pojechaliśmy do taty,on tak chciał żebyśmy pojechali.
- Maju posłuchaj...ja... to znaczy tata my się bardzo kochamy ale po co mamy jechać jak za raz kończy się tacie tak kontrakt.-powiedziałam,a ona przytuliła się do mnie.
- Mamusiu proszę pojedzmy do taty.-łkała.
- Pojedziemy myszko na kilka dni dobrze?-zapytałam,a ona pokiwała głową i wytarła łzy.
- Tatuś będzie szczęśliwy.-uśmiechnęła się lekko.
- Na pewno.-szepnęłam i mocną ją przytuliłam.
W nocy kiedy wszyscy spali,ja zamawiałam bilety do Maceraty.Nie powinnam tak krzywdzić dzieci,ale nie zadzwonię do Bartka z wiadomością że przyjeżdżamy,chce zrobić mu niespodziankę.
Oczami Bartka:
- Bartek to koniec.-szepnęła,podczas naszej rozmowy przez telefon i szybko się rozłączyła.Próbowałem się do niej jeszcze kilka razy dodzwonić ale nie mogłem bo wyłączyła telefon.Było mi smutno,a nawet byłem na siebie wkurzony.
- Kurwa.-powiedziałem i kopnąłem stojące krzesło.
- Co się stało?-zapytała mnie Clara,która weszła do szatni.
- Lena właśnie oznajmiła że na czas mojej gry tutaj się rozstajemy.-powiedziałem i usiadłem na ławce.
- Ojej bardzo mi przykro,wiesz co chodź na jakiegoś drinka.Oderwiesz się od tego wszystkiego.-powiedziała a ja się zgodziłem w końcu musiałem odreagować.
Dwie godziny później:
Weszliśmy do mieszkania Clary,ja byłem kompletnie zalany.Wszystko się kręciło.
- Bartek chodź się położyć.-ciągnęła mnie za rękę Clara.Kiedy byliśmy w sypialni ja usiadłem na łóżku i nie wiem czemu przyciągnąłem ją do siebie.
- Wiesz cholernie mi smutno.-powiedziałem.
- Wiem ona nie jest ciebie wart.-szepnęła i pocałowała mnie,a ja oddałem pocałunek.Przez dłuższą chwilę się z nią całowałem,ale nie wytrzymałem i przewróciłem ją na plecy,a sam zawisłem nad nią i stało się.
Obudziły mnie promienia słońca wpadające przez okno.Nie pamiętam co się wczoraj działo,bolała mnie nieźle głowa.Odwróciłem się na drugi bok i zobaczyłem Clarę.Szybko zerwałem się z łóżka i zacząłem się ubierać.
- O już wstałeś?-zapytała.
- Tak,lecę do siebie.Clara czy my...?-nie mogło mi to przejść przez gardło.
- Bartek poniosło nas,niestety spaliśmy ze sobą.-powiedziała,a ja się załamałem.
- O boże.-szepnąłem.-Ja muszę już iść.Cześć.-powiedziałem i wybiegłem z jej mieszkania.Jak mogłem zrobić to Lenie,przecież to że tak powiedziała nie dawała mi prawa od razu iścia do łóżka z inną.Nie mogę jej o tym powiedzieć,po prostu nie mogę.Super Kurek potrafisz spieprzyć sprawę.....



I jest kolejny.Wiem że mnie zabijecie,ale tak musi być.Dziękuję za wasze komentarze i przepraszam że taki krótki jest ale brak czasu powoduje że nie mogę siąść i porządnie go napisać.Mam nadzieję że spodoba wam się i będą pod nim również komentarze.
Następny pojawi się za tydzień i obiecuje że będzie długi.
Pozdrawiam Aga

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 55:

Nasza zabawa trwała do 4:00 rano.Ja siłą musiałam zaciągać Bartka do sypialni,bo on przez alkohol nieźle się rozkręcił,ale nie tylko on reszta balangowiczów tu czyt.chłopaki też po kilku głębszych kieliszkach zaczęli się dobrze bawić.Zobaczymy jak rano będą wyglądać.
Otworzyłam oczy,ponieważ poczułam jak ktoś się na mnie kładzie.Spojrzałam w lewą stronę i już wiedziałam co to takiego,a raczej kto jest odpowiedzialny za obudzenie mnie.
- Bartek złaź ze mnie.-powiedziałam trochę wkurzona,no kurcze położy się na człowieku i dalej śpi.
- Jeszcze 5 minutek.-szepnął i dalej spał.
- Ja za 5 minutek będę martwa.Złaź ze mnie grubasie.-pisnęłam i machnęłam rękami tak,że spadł z łóżka.Nie wiedziałam ze mam tyle siły i taką moc.Zaczynam odkrywać swoje moce.
- Boże czemu się tak rzucasz?-zapytał wstając z podłogi i znów legł na łóżku.
- Trzeba było się na mnie nie kłaść.-powiedziałam i zamknęłam oczy.Lecz sen nie przybywał już.Spojrzałam więc na zegarek na którym widniała godzina 11:36.Niechętnie wstałam i założyłam na siebie szlafrok.I poszłam na takie jakby to nazwać zwiedzanie własnego mieszkania.
Jak tylko wyszłam to przeżyłam szok.Całego grono męskie leżało na podłodze i spali smacznie sobie.Niech tylko się obudzą.Żeby dojść do kuchni musiałam ominąć niezły tor przeszkód.Każdy miał rękę i nogę w inną stronę i trzeba się nieźle nagimnastykować żeby nie nadepnąć na żadną cześć ciała.Kiedy już bezpiecznie dotarłam do kuchni tam siedziały wszystkie dziewczyny.
- Cześć Lenka.-powiedziały równocześnie.
- Cześć dziewczęta.Jak się spało?-zapytałam,siadając na parapecie.
- Dobrze,tylko nie wiem czemu nasi partnerzy wybrali sobie podłogę do spania niż obok nas.-powiedziała Pola.
- Ich wybór,mój partner za to bardzo się wczuł w łóżku.-powiedziałam,a one się zaśmiały.
- Słyszałyśmy,to było dobre.-śmiały się dalej i sama o nich dołączyłam.
- Jedziesz z nim do Włoch?-zapytała Monika.
- Nie wiem co mam robić.-upiłam trochę herbaty z filiżanki.-Z jednej strony pojechałabym bo nic mnie tak tu nie trzyma,ale jest Maja która ma szkołę i tu przyjaciółki.Tak zmienianie jej miejsca nie jest dobre.Bo co za kilka miesięcy znów tu wrócimy bo Bartek nie przedłuży kontraktu?-zaczęłam się bawić swoimi sznurkami od szlafroka.
- No wiem,że ci trudno.Ale musisz podjąć jakąś decyzje.-powiedziała Daga.
- Wiem,ale ja mogę do niego dolecieć później,nie muszę teraz jechać.-uśmiechnęłam się.Tak sobie gadałyśmy,dopóki nie usłyszałyśmy,że stado się obudziło.Wszystko było by fajnie gdyby robili to spokojnie,a oni musieli ogłosić całemu bloku,że wstali.
- Igła gdzie moja skarpetka?
- Nie wiem powiedz lepiej gdzie jest moja skarpetka?
- A gdzie są moje okulary?
- Zibi obśliniłeś mnie!
Oni są po prostu genialni.Wszystkie w wielkimi uśmiechami weszłyśmy do salonu.
- Cześć chłopaki.-krzyknęłam,a oni wszyscy złapali się za głowy.
- Ciszej.-wymamrotał Igła i zaczął na czworaka chodzić po salonie.
- Co ty robisz?-zapytała Iwona.
- Szukam swojej skarpetki,bo któryś mi ją zajebał i przyznać się nie chce.-powiedział i dalej szukał między szafkami.
- Czemu ty Michał jesteś tak obśliniony?-zapytała Dzika,Monika.
- Ten debil mnie obślinił.-powiedział wskazując na Zibiego.
- Nie prawda,no nie wszystko to moja ślina.-powiedział w obronie.
- Skarbie moje najdroższe,gdzie moja skarpetka?-do Oli przytulił się Piotrek.
- Skąd mam wiedzieć,lepiej jej szukaj bo musimy wracać do Rzeszowa.-zaśmiała się,a on padł na kolana i tak jak Igła szukał skarpetki.
- A co tu się dzieje?-zapytał Bartek wchodząc do salonu.
- Twoi dwaj koledzy szukają skarpetek.-powiedziałam wskazując na Igłę i Piotrka.-Ten natomiast,obślinił nam Michała znaczy nie cała jest jego ślina,najlepiej jak zrobimy badania DNA.-streściłam wszystko Bartkowi.
- Aha,głupki.-zaśmiał się,ale później złapał za głowę.
Poszłam do kuchni już mniej ekstremalnie i przygotowałam stos kanapek i do tego każdemu mężczyźnie tabletkę i wodę.Niech znają moje dobre serce.Niestety wszyscy zebrali się już po obiedzie do domów,bo niestety treningi się rozpoczynają.
Późnym popołudniem siedzieliśmy w salonie przed telewizorem.
- Bartuś,a ty wszystko spakowałeś?-zapytała patrząc na niego.
- Tak,tylko nie wiem czemu ze mną nie lecisz?
- Może dolecę do ciebie,wiesz że to dla mnie też trudne.
- Ale co trudne wszystko załatwione wystarczy tylko że spakujesz rzeczy.-denerwował się.
- Bartek dla ciebie to spakowanie tylko rzeczy a dla mnie to zostawienie wszystkiego tutaj.
- No co tu zostawisz?-zapytał.
- Rodzinę,przyjaciół.-mówiłam wyliczając na palcach.
- Strasznie bo jesteśmy w czasach kiedy to nie ma telefonów.
- Bartek,może tobie łatwo wszystko rzucić i wyjechał ale nie mi.-krzyknęłam ze zdenerwowania.
- Jasne,marzyłem żeby ciebie zostawić tu z dziećmi,bo wcale was nie kocham.-wkurzony rzucił pilotem od telewizora.
- Dobra powiem wprost.-powiedziałam a on na mnie spojrzał.-Nie chce wyjeżdżać i nie zmusisz mnie do tego nawet gdybyś powiedział że to koniec,po co mam tam jechać,po to by siedzieć tam i zajmować się dziećmi i czasami wyskoczyć na twój mecz,po prostu super zajęcie.
- Aha dobrze,że mogę na ciebie liczyć.-powiedział i poszedł do sypialni i po chwili wyszedł z dwoma walizkami.
- Co ty robisz?-zapytałam.
- Jadę do jakże pięknych Włoch,w których tylko byś siedziała w domu i zajmowała się dziećmi i czasem poszła na mój meczyk.
- Przecież jutro masz samolot.-powiedziałam.
- Idę spać do Wrony,a jutro on mnie zawiezie i nie kłopocz się,nie zajmuję ci czas leć i zadzwoń do przyjaciółek i rodziców,bo przecież nie chcesz ich zostawić.-powiedział i wyszedł z domu,a ja podeszłam do poduszki i przyłożyła ją do twarzy,ze wszystkich sił krzyknęłam w nią.To koniec.
Następnego dnia o 4:00 byłam już na nogach.Znaczy nie spałam tej nocy nic,sprawa z Bartkiem mi nie dawała spokoju.Bartek ma wylot o 9:00,nie wiedziałam czy mam jechał na lotnisko czy sobie odpuścić.Wahałam się i spasowałam.Nie pojechałam,durna nie pojechałam na lotnisko.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi,zdziwiłam się trochę na początku myślałam że to Bartek,ale to byli rodzice z dziećmi.
- Lenka,a co wy nie wyjechaliście jeszcze?-zapytała moja mama.Wzięłam od niej Kubusia i zaczęłam go rozbierać.
- Lena,mama o coś zapytała.-powiedział teraz tata.
- Już go zawiozłam.-powiedziałam.
- Mamusiu a kiedy my lecimy do taty?-zapytała Maja.
- My nie jedziemy nigdzie.
- Jak nie jedziemy?-zapytała,a raczej krzyknęła.
- Chyba powiedziałam wyraźnie.-spojrzałam na nią,a ona zła jak osa poszła do pokoju.
- Córeczko co się stało?-zapytał tata.
- Nic,a co miało się stać?-spojrzałam na niego.
- Miałaś przecież lecieć z Bartkiem.-powiedziała teraz mama.
- Czy wy chcecie mnie tam na siłę wysłać?-zapytałam zła.
- Lenka my chcemy dla ciebie jak najlepiej.
- To nie każcie mi wyprowadzać się gdzieś gdzie nie chcę.
- Lena,zastanów się czego ty w końcu chcesz.-powiedział tata i razem z mamą wyszli.Znów wyszłam na tą najgorszą,dobra może przegięłam ale no kurcze,zdarzył mi się mały spadek formy,ale nie oznacza to że muszę od razu wyprowadzać się do Włoch,gdzie żyłabym tak samo jak w Polsce.Niestety do tego wszystkiego byłaby wliczana jeszcze Clara.
Wieczorem,kiedy siedziałam sobie z Mają i Kubą w salonie,odezwał się mój telefon.Wzięłam owy przedmiot do ręki i odczytałam sms'a którego wysłał mi Bartek,z jakże miłą treścią że doleciał do Maceraty i mam pozdrowić dzieci.Nawet nie napisał żadnych przeprosin,po prostu super.
- Mamo a dlaczego nie pojedziemy do taty?-zapytała mnie Maja.
- Maju,przecież wiesz że Kubuś jest mały i nie możemy lecieć.-powiedziałam.
- Nie.-tupnęła nogą i rzuciła swoim rysunkiem,który rysowała.-Ty nie chcesz jechać do taty,bo już go nie kochasz.-powiedziała,a ja wyszczerzyłam oczy.
- Maju,ja kocham tatusia.Skąd ci taki pomysł mógł wpaść do głowy?
- Widzisz to wszystko przez ciebie Kuba.-krzyknęła na brata,który zaczął płakać kiedy tylko usłyszał głośny głos siostry.
- Maja.-krzyknęłam,ale w odpowiedzi usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami wszystko znów się sypie.
Ja znów nie mogłam zmrużyć oka tej nocy,wszystko mnie przytłaczało.Kiedy spojrzałam na zegarek była już 2 w nocy.Nie wiele myśląc złapałam do ręki telefon.I wybrałam numer do Bartka.Nie odebrał,spróbowałam drugi raz niestety z marnym skutkiem.Położyłam głowę na poduszce i leżałam tak do 6:00.Kiedy w końcu zmorzył mnie sen,obudził mnie dzwonek do drzwi.Nie chętnie wstałam z łóżka i podążyłam do drzwi.
- Cześć Lenka,boże czemu nic nie mówiłaś?-do mieszkania weszła Pola z Izą.
- O czym miałam mówić?-zapytałam ziewając.
- Że Lube gra mecz ze Skrą.-powiedziała Iza,a momentalnie otworzyłam oczy.
- Skąd wy macie taką informację?-zapytałam.
- Wszyscy o tym trąbią,nawet mamy już bilety,spokojnie dla ciebie też mamy.-dała mi do ręki Iza kopertę,a ja w tym momencie ziewnęłam.
- Lena,czy ty dziś spałaś?-spojrzała na mnie Pola,a ja popatrzyłam na swoje nogi.
- Tak,spoko.-powiedziałam i znów ziewnęłam.
- Do łóżka,ale już.
- Dziewczyny dajcie spokój.
- Nie do łóżka.-krzyknęły,więc poczłapałam do sypialni i położyłam się do łóżka.
Trochę dziwne,Bartek nic mi nie powiedział że Lube gra mecz ze Skrą.Nie wiem może to miała być niespodzianka,choć teraz to raczej nie,ale kurcze mógł powiedzieć choć ze względu na dzieci.W końcu udało mi się zasnąć.Niestety nie da się tego snu zaliczyć do przyjemnych.Śniło mi się mieszkanie Bartka,gdzie on z Clarą zabawiał się w sypialni.Nie mogłam się ruszyć i tylko stałam i patrzyłam na to co się dzieje,a najgorsze było to że nie mogłam się obudzić z tego koszmaru.
- Lena.-usłyszałam swoje imię.Otworzyłam gwałtownie oczy i nad sobą zobaczyłam twarz Poli.
- Co się stało?-zapytałam.
- No właśnie,krzyczałaś przez sen.-powiedziała.
- Miałam koszmar nic więcej.Przepraszam muszę zadzwonić.-powiedziałam chwytając telefon.Wybrałam numer Bartka i czekałam aż odbierze.Jeden sygnał,drugi,trzeci i wreszcie usłyszałam głos po drugiej stronie,ale niestety to nie był głos Bartka.
- Halo?.....



I jest kolejny,przepraszam że tak długo czekałyście ale laptop odmówił posłuszeństwa i tak wyszło.Już na szczęście jestem i oddaje wam rozdział.Mam nadzieje że wam się spodoba.Następny w tygodniu.Dziękuje za wasze komentarze i oczywiście za waszą cierpliwość.Dziś krótki ale następny będzie dłuższy.Kto odezwał się po drugiej stronie słuchawki???
Pozdrawiam Aga

poniedziałek, 9 marca 2015

Wielkie przeprosiny

Przepraszam że nic nie dodawałam ale laptop padł na szczęście już działa i rozdział pojawi się w tym tygodniu.


Pozdrawiam Aga

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 54:

Wieczorem,kiedy dzieci już spały,kiedy zasypiał cały Bełchatów ja stałam przy oknie i nie mogłam się napatrzeć.Nie było mnie tydzień,a czuję jakby cały rok mnie ominął.Nie mogę pojąć co ja ze sobą zrobiłam,mając dwójkę dzieci,kochającego narzeczonego doprowadziłam się o mało do śmierci.
- Do spania kochanie.-usłyszałam szept Bartka i jego silne ramiona,które objęły mnie mocno wokół pasa.Wtuliłam się w niego bardziej.
- Jeszcze nie.-szepnęła i odwróciłam się do niego.
- Lekarz kazał ci odpoczywać.-spojrzał mi w oczy.
- Wiem,ale troszkę sobie pospałam i nie chce mi się teraz,wolę zająć się czymś innym.-zaśmiałam się i wspięłam się na palcach i delikatnie musnęłam jego usta.
- Czym skarbie?-zapytał łapiąc mnie za biodra.
- Może dokończymy tą konwersację w sypiali?-zapytałam i złapałam go za rękę i zaczęłam ciągnąć do sypialni.Kiedy zamknęłam drzwi to rzuciłam go na łóżko i wręcz zrywałam z niego ubrania,ale sam zachowywał się podobnie.Nasze rzeczy latały po całej sypiali,kiedy chciałam z niego ściągnąć bokserki,usłyszałam płacz Kubusia.Niechętnie się od niego oderwałam.
- Zaraz wrócę.-powiedziałam,ale on postanowił,że ze mną pójdzie.Weszliśmy do pokoju syna,a on nagle przestał płakać,wzięłam go na ręce,a on się we mnie wtulił.Pokazałam Bartkowi by się położył,a ja do niego za chwilę dołączę.Chodziłam z Kubusiem po całym pokoju i po godzinie wreszcie zasnął,delikatnie go położyłam do łóżeczka i wróciłam do sypialni.
- Zasnął?-zapytał.
- Tak,musiało mu się coś przyśnić.-powiedziałam siadając okrakiem na Bartku.-Więc na czym skończyliśmy?-zapytałam.
- Nie myszko,jest już po 1:00 idziemy spać,jutro też jest dzień.-pocałował mnie,a ja zrobiłam smutną minę.
- Bartuś no.-zaczęłam całować jego szyję,zostawiając tak lekko mokre ślady.
- Lenka.-szepnął wiedziałam że zaczął się przełamywać i jak na zawołanie zaczął oddawać pocałunki.Znów zrobiliśmy się strasznie na siebie napaleni.Kiedy byliśmy już nadzy to Bartek delikatnie złączył nasze ciała w jedność.Wiem,że wyszłam dopiero ze szpitala,ale nie trzeba się ze mną obchodzić jak z jajkiem.Więc to ja dziś nadawałam tępo naszej namiętnej nocy,spać poszliśmy dopiero nad ranem.
Spałam sobie spokojnie,kiedy usłyszałam śmiechy dobiegające z salonu,obróciłam głowę w stronę szafki na której stał zegarek.Kiedy ujrzałam godzinę 14:09 szybko się zerwałam z łóżka i ubrałam na siebie szlafrok.
- Mama.-ucieszyła się Maja i przytuliła się do mojej nogi.
- Cześć żabko,a co tu tak wesoło?-zapytałam patrząc na to na Maję,to na Bartka i Kubusia.
- A nic bawimy się klockami.-powiedział Bartek.
- Właśnie mamusiu musisz prezenty odpakować.-pociągnęła mnie w stronę zielonego drzewka pod którym stało kilka ładnie zapakowanych pudełek.
- Dobrze to podawaj.-uśmiechnęłam się.Pierwsze pudełka,które mi podała było od rodziców moich i Bartka a w nich piękne zestawy kosmetyków,które uwielbiam bardzo mi się podobają.Kolejny był od Poli i Darka.Tam piękna szkatułka na biżuterie,którą jej pokazywałam,świetny prezent dała mi Iza z Sebą,całe pudełko słodyczy plus liścik że strasznie schudłam i mam przytyć.Nadszedł czas na prezent od Bartka,delikatnie rozwijałam pudełko,a w nim ujrzałam piękny naszyjnik.Było to złote serduszko,takie jakie kocham i zawsze chciałam dostać.
Spojrzałam na Bartka,a on puścił do mnie oczko.
- Podobają ci się mamusiu prezenty?-zapytała Maja.
- No jasne słońce.-pocałowałam ją w czółko.
- Zapiąć ci go skarbie?-zapytał Bartek stając za mną,a ja kiwnęłam głową.
- Jest piękny,kochanie.-powiedziałam i go pocałowałam.
- Ja też dziękuje za prezent.-puścił mi oczko,postanowiłam coś zjeść.Udałam się do kuchni i co zrobiła Lena,ależ oczywiście zaczęłam gotować obiad bo moja trójka skarbów zaczęła o sobie dawać znać.Przygotowałam więc zupę pomidorową z ryżem na którą sama miałam ochotę.Kiedy tylko zawołałam OBIAD zlecieli się do kuchni jak stado wygłodniałych lwów.Nałożyłam każdemu porcję obiadu i zjedliśmy ją ze smakiem,tą pyszną zupkę.Później Bartek poszedł z dziećmi do salonu,a ja zajęłam się zmywaniem.Kiedy sobie tak spokojnie zmywałam do kuchni wleciała Maja.
- Mamo,a możemy iść na dwór?-zapytała mnie.
- No ale zapytaj się taty czy pójdzie z tobą i Kubusiem.-powiedziałam,a ona poleciała do swojego ojca.-Zgodził się mamo.-krzyknęła a ja się zaczęłam śmiać.Poszłam więc ubrać Kubusia stosowanie do pogody.
- Skarbie może z nami pójdziesz?-zapytał Bartek kiedy ubierał kurtkę w przedpokoju.
- Nie misiu muszę troszkę mieszkanie ogarnąć,a w ogóle troszkę odpocznę.-powiedziałam poprawiając mu szalik.
- No dobrze,ale telefon cały czas przy sobie.-powiedział i mnie pocałował.Po naszym czułym pożegnaniu wziął dzieci i oczywiście Rafiego na spacer,a ja poszłam troszkę ogarnąć mieszkanie.Nie zajęło mi to dużo czasu może z 30 minut bo mam takie świetne mamy że sprzątały mieszanie pod moją nieobecność.Więc szybko ogarnęłam mieszkanie i położyłam się w salonie na kanapie.Tak mi się nudziło,że zasnęłam.Nie wiem ile spałam,ale przebudziłam się kiedy do domu wszedł Bartek z dziećmi i psiakiem.Poszłam więc na przedpokój i się przeraziłam.
- Co się stało?-zapytałam kiedy Bartek miał rozwalony nos.
- Nic się nie stało.-powiedział i podał mi Kubę i poszedł do łazienki.
- Maju co się stało?-zapytałam córki.
- Taki pan stał pod naszym blokiem i tata powiedział że ma sobie stąd iść i zaczął się z tym panem bić.-powiedziała.Szybko rozebrałam Kubę i poprosiłam Maję by się z nim pobawiła w salonie,a sama udałam się do łazienki.
- Bartek co się stało?-zapytałam kiedy tylko zamknęłam drzwi pomieszczenia.
- Przecież ci powiedziałem że nic.-powiedział ocierając krew.
- Bartek to był Damian prawda?-zapytałam,a on westchnął.
- Tak.-szepnął.
- I zacząłeś się bić przy dzieciach oszalałeś?-zapytałam zła.
- Wkurzył mnie.
- Ale trzeba było mu powiedzieć że ma spadać,a nie rzucać się na niego.Bartek były z tobą dzieci.-powiedziałam i wzięłam od niego gazik i zaczęłam mu ocierać tą krew.
- Przepraszam Lenka.-powiedział,a ja go pocałowałam.
- Oj Bartuś,mam nadzieję że nic mu nie zrobiłeś?-spojrzałam mu w oczy.
- Nie tylko też ma rozwalony nos.-uśmiechnął się.
- Pokaż ten nos.-powiedziałam i szybko mu go opatrzyłam.Wyszliśmy z łazienki i poszliśmy do salonu.Maja siedziała z Kubusiem na kanapie i oglądali bajkę,znaczy Maja oglądała a Kuba jej dokuczał.
- Mamo powiedz mu coś.-powiedziała.
- Kubuś,chodź do mamy.-powiedziałam i wzięłam go na ręce.-Zbudujemy wielki zamek klocków.-zaczęłam więc swoją budowlę,ale jak coś powstawało to Kuba to burzył i śmiał się z tego.
- Bam.-powiedział i znów się zaśmiał,a wszyscy razem z nim.
- Oj Kubuś.-powiedziałam i zaczęłam go gilgotać.Usłyszeliśmy w pewnym momencie dzwonek do drzwi.Wstałam i poszłam otworzyć.Za drzwiami stał Damian.
- Czego chcesz?-zapytałam zamykając drzwi.
- Chciałem dziś pogadać,ale twój narzeczony mnie nie wpuścił.
- I bardzo dobrze.-powiedziałam.
- Wszystko już w porządku ze zdrowiem?-zapytał.
- Tak,a w ogóle nie życzę sobie żebyś bił się z Bartkiem na oczach moich dzieci.
- Posłuchaj umówimy się i spędzimy ze sobą noc.
- Co?-krzyknęłam.
- To co słyszałaś,masz czas do piątku.
- Jesteś popieprzony.Nigdy rozumiesz.-powiedziałam.
- Ty dalej twierdzisz,że Bartek jest tobie wierny w tych Włoszech.Przebiera w każdych dziewczynach.-zaśmiał się i poszedł.
Wiem,że teraz mnie znienawidzicie ale zmartwiło mnie ostatnie zdanie Damiana.Teraz zaczęło mi się to układać w całość,nie miał czasu bo wychodził z kolegami do klubów gdzie jest dużo dziewczyn,jeszcze na dodatek ta Clara.Nie Lena,Bartek nigdy cię nie zdradził,i nie zrobi tego.Stałam na tym korytarzu dobre 20 minut,kiedy weszłam do mieszkania to od razu przy mnie pojawił się Bartek.
- A co ty tak długo gadałaś?
- Przyszła sąsiadka i nie chciała wchodzić,pytała o zdrowie.-skłamałam.
- No dobrze,ja idę zadzwonić do klubu,muszę się dowiedzieć kiedy mam być już na treningach.-powiedział i poszedł do sypialni.I co przeszło przez moją głowę,że idzie zadzwonić do Clary,a czemu nie może pogadać w salonie tylko pd razu się zamknął w sypialni.Boże,Lena przestań.Siedziałam jak na szpilkach w salonie i nie wytrzymałam i poszłam pod drzwi sypialni.Wiem,że nie powinnam ale zaczęłam podsłuchiwać jego rozmowę.
- Tak kocham bardzo mocno.-mówił.-Tak Clara,jak wrócę to się spotkamy,jak zawsze u mnie.Znów się zapowiada świetna noc.-kiedy to usłyszałam,zrobiło mi się słabo,Damian miał racje Bartek mnie zdradza i do tego z Clarą.
Oczami Bartka:
Poszedłem zadzwonić do klubu by dowiedzieć się kiedy mam wstawić się na treningach.Wybrałem numer i czekałem.Po chwili usłyszałem głos Clary.
- Tak słucham?-zapytała.
- Cześć Clara.
- O Bartek,a co się stało że dzwonisz?
- Pytanie kiedy mam się wstawić na treningach?
- A poczekaj już sprawdzam.Wy macie być 3 stycznia na treningu o godzinie 9:00.
- Dzięki.-zaśmiałem się.
- A jak Lena?-zapytała.
- Już od wczoraj jest w domu,wszystko w porządku.
- I bierzesz rodzinkę do Włoch?
- Tak,muszę ją namówić na tą przeprowadzkę.-powiedziałem.
- Widzę że bardzo ją kochasz.-zaśmiała się.
- Tak kocham bardzo mocno.
- Właśnie miałam ci przypomnieć,szykuje ci się sesja i wywiad,więc jeden wieczór musisz mieć wolny dla prasy i fotografów.
- Tak Clara,jak wrócę to się spotkamy,jak zawsze u mnie.
- Tylko nie zapomnij w mieszkaniu mieć czysto,jak przyjdę z nimi.-zaśmialiśmy się.
- Znów się zapowiada świetna noc.-powiedziałem.
- Oj tak długo cię będą trzymać na mikrofonach i aparatach.Dobra Bartek ja kończę,jakby coś to dzwoń.
- No cześć pa.-rozłączyłem się i poszedłem do salonu.
Oczami Leny:
Moje oczy powoli zaczynały mnie szczypać.Cholera jednak to prawda,Bartek ma romans z Clarą.Nie słuchałam jego dalszej rozmowy tylko poszłam do salonu.
- Mamusiu a pomożesz mi namalować taki ładny duży balonik?-zapytała mnie Maja.
- Tak myszko.-powiedziałam i zajęłam się rysowaniem,wtedy też do salonu wszedł Bartek.
- A co tu robicie?-zapytał,całując mnie w policzek.
- Możesz mi nie przeszkadzać?-zapytałam,skupiając się na rysunku.
- Przepraszam pani malarz.-zaśmiał się i usiadł obok.Nagle zaczęła mi jego obecność przeszkadzać.
- I kiedy musisz być na treningach?-zapytałam.
- 3 styczeń,Lenka musimy pogadać.-powiedział.
- To chodź do kuchni,muszę zrobić kolacje.-powiedziałam,a on podążył za mną.Zaczęłam szykować kanapki.
- Lena,bo ja właśnie 2 stycznia wylatuje.-powiedział.
- Dobrze,jedź przecież musisz.
- Lena tu chodzi o coś innego.-powiedział.
- Mów jestem przygotowana na najgorsze.-powiedziałam,a po moich policzkach zaczęły kapać łzy.
- Ty i dzieci jesteście dla mnie ważni i ja nie mogę już tak żyć.-mówił.
- Powiedz mi tylko dlaczego?-zapytałam odwracając się do niego przodem.
- Musimy Lena,tak już postanowiłem.
- W czym ona była lepsza?-kolejny raz zapytałam.
- Kto był lepszy?-zapytał.
- Nie ukrywaj się już,rozumiem że nie pojechałam z tobą i tam znalazłeś szczęście.-mówiłam.
- O co ci chodzi kotek?-zapytał,a ja nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Nie zostawiaj mnie dla niej.-przytuliłam się do niego,a on mnie przytulił.
- Lenka nie płacz przecież nie zostawiam cię,wręcz przeciwnie zabieram cię i dzieci.
- Co?-oderwałam się od niego.-Chcesz zabawić się w trójkąt i jeszcze dzieci do tego wciągasz.
- Jaki trójkąt,Lena czy ty chcesz mi zarzucić że mam romans?-zapytał.
- A nie masz?-zapytałam wycierając łzy.
- Nie i nigdy nie miałem.-spojrzał na mnie z takim rozczarowaniem w oczach,a mi zrobiło się strasznie głupio.
- Boże Bartek przepraszam.-powiedziałam.
- Jasne nic się nie stało.-powiedział i usiadł przy stole.
- Skarbie przepraszam ja po prostu usłyszałam strzępki rozmowy twojej i tak jakoś wyszło.-powiedziałam siadając mu na kolanach.
- Podsłuchiwałaś?-zapytał.
- Nie ale przechodziłam i tak wyszło,przepraszam.-popatrzyłam mu w oczy.
- Chce żebyś ty i dzieci polecieli ze mną do Włoch.-powiedział,a ja wstałam z jego kolan.
- Po co?
- Lena wylądowałaś w szpitalu,nie dajesz sobie rady,musisz ze mną polecieć.
- Nie ja sobie daje radę,i nie polecę nigdzie.Bartek nie warto przeprowadzać się tam na ostatnie kilka miesięcy.-uśmiechnęłam się.
- Nie Lena,pojedziesz ze mną albo ja zostanę tutaj.-powiedział poważnie.
- Wiesz,że nie możesz zostać.
- Wiem,ale ja powiedziałem tak i tak będzie.
- Bartek a moje zdanie się nie liczy?-zapytałam.
- Niestety raz się liczyło i o mały włos cię nie straciłem.-powiedział i wyszedł z kuchni.
I znów to cholerne uczucie,nie ja chyba nie nadaje się na takie życie.Co ja mam teraz zrobić,przeprowadzić się na 5 miesięcy i znów wracać do Polski,widywać codziennie Clarę.Nie ja powiedziałam,że na ten pierwszy sezon zostanę i poradzę sobie.Dokończyłam przygotowywanie kanapek i zawołałam ich na kolację.Nakarmiłam Kubusia i poszłam go wykąpać,nie mam ochoty na jedzenie dziś.Kiedy Kuba już smacznie spał,to poszłam położyć Maję spać,ale zaskoczenie ona już spała więc nie pozostało mi nic innego jak pójść wziąć prysznic.Spłukałam z siebie cały dzisiejszy dzień,miałam taką ochotę żeby on już się skończył.Wchodząc do sypialni zdziwiłam się nieobecnością Bartka.Odłożyłam rzeczy na krzesło i poszłam go szukać.Nie szukałam długo bo stał na balkonie i rozmawiał przez telefon.Nie wiem z kim i o czym ale znów w głowie pokazały mi się dziwne myśli.Udałam się więc z powrotem do sypialni i położyłam się po swojej stronie łóżka.
Co chwilę patrzyłam na zegarek,mijała minuta za minutą,sekunda za sekundą.Nie wiem ile czasu minęło,ale do sypialni wreszcie wszedł Bartek.
- Czemu nie śpisz?-zapytał.
- Czekałam na ciebie,z kim rozmawiałeś?-spojrzałam na niego.
- Ze swoją kochanką o wywiadzie i sesji.-powiedział i się położył do nie plecami.
- Bartek ja na prawdę,cię przepraszam.-mówiłam,a on się w ogóle nie odzywał.-Bartuś,proszę porozmawiaj ze mną.-szturchnęłam go lekko w bok.
- Lena ja nie chcę o tym gadać bo jest 2:00 w nocy i jestem śpiący.-wkurzył się lekko.Położyłam się też do niego plecami i patrzyłam w ścianę.Sen niestety nie przychodził.Wierciłam się strasznie,nie wytrzymałam i wstałam udając się do kuchni.Zrobiłam sobie mocną kawę i usiadłam na parapecie.
Spędziłam tak całą noc,kiedy otworzyły się drzwi sypialni szybko się ogarnęłam.
- O której wstałaś?-zapytał Bartek na wstępnie.
- A cześć to nie łaska powiedzieć?-spytałam.
- Cześć o której wstałaś?-poprawił się.
- Godzinę temu.-skłamałam.
- Fajnie tylko szkoda że tak nie było.Lena,nie spałaś całą noc.
- No i co dziś mi się nie chciało.
- Lena przez to mi się nie chciało wylądowałaś w szpitalu,gdzie walczyli o twoje życie.-powiedział i podszedł do mnie i po prostu przytulił.
- Bartek ja nie chce lecieć do Włoch.-szepnęłam.
- Mamy jeszcze tydzień,teraz o tym nie myśl.-pocałował mnie w czubek głowy,a ja się w niego mocniej wtuliłam.-Ale teraz idziemy spać,jest dopiero 6:00 rano.-poszliśmy do sypialni i położyliśmy się do łóżka zasypiając wtuleni w siebie.
Kilka dni później:
Dziś jest 31 grudnia,czyli sylwester.Igła zapraszał do Rzeszowa,ale nie miałam ochoty jechał więc co wymyślił Igła?
Tak sylwester odbędzie się w Bełchatowie,gdzie w naszym mieszkaniu.Po prostu świetnie,wczoraj zostały zabrane mi dzieci.Otóż moi rodzice stwierdzili że się będą nudzić i jadą do Nysy,a po drodze zabierają nam dzieci żebyśmy mogli się wybawić.Powiem wam szczerze,nie czuję się za dobrze.Nikomu o tym nie mówię,bo to pewnie dlatego że nie odzyskałam jeszcze siły po mojej dłuższej zapaści z tego świata.
Od samego rana siedzę w kuchni z dziewczynami.Brakuje jeszcze całego Rzeszowa,ale dzwonili że będą około 16:00.
- Lenka,a co ubierasz?-zapytała Daga.
- A normalnie spodni i bluzkę,nie mam ochoty na sukienki.-powiedziałam.
- Dobra co się dzieje?-zapytała Iza.
- Nic tylko od samych przygotowań odechciewa się zabawy.
- Oj Lena dlatego tu jesteśmy wcześniej,żeby pomóc.-zaśmiała się Pola.
- Wy tak ale Iza nie powinna nic robić.-stwierdziłam patrząc na ciężarną przyjaciółkę.
- Oj tam.-usłyszałam dzwonek do drzwi.Poszłam więc otworzyć,bo Bartek oczywiście zajęty z kolegami rozstawianiem alkoholu.
- Monia,Michał.-pisnęłam i przytuliłam Kubiaków,znaczy jeszcze nie ale za niedługo.
- Też się stęskniliśmy.-oczywiście Michał szybko zmył się do męskiego grona,więc ja wzięłam Monikę do żeńskiego grona.Oczywiście żeńskie grono jest lepsze niż męskie.
- No jak Pola?-zapytała Iza.
- Dobrze teraz jest u dziadków w Wałczu,sami po nią przyjechali.-zaśmiała się Monia.
- A ja musiałam zmusić Miśka żeby chłopaków zawiózł do do moich rodziców.-powiedziała Daga,a my się zaśmiałyśmy.
Przygotowania szły dość szybko,jak też Rzeszów wspomniał byli o 16:00 w naszych skromnych progach.Jak tylko Igła wszedł do mieszkania zaczęła się zabawa.My dziewczyny okupowałyśmy łazienkę i sypialnie.Już brałam swój naszykowany strój kiedy dziewczyny wepchnęły w moje ręce sukienkę.
- Nie ma wszystkie dziś jesteśmy w kieckach.-zaśmiała się Iwona.
- Dziewczyny,ja was proszę przecież nigdzie nie wychodzimy.-powiedziałam,ale nic nie podziałało.Ubrałam się więc w sukienkę.
Włosy ułożyłam w kłosa.Kiedy wszystkie byłyśmy wyszykowane,oznajmiłam że sylwestra czas zacząć.Myślałam,że w naszym mieszkaniu,które nie jest ogromne,tylko lekko duże nie pomieści wszystkich,a tu jeszcze parkiet do tańca się zrobił.Jestem wzruszona moje mieszkanie ma tyle zalet.Muzyką zajmował się oczywiście Winiar,bo kto inny by puszczał tak świetnie muzykę,Igła latał ze swoją kamerą i wszytko nakręcał.
- A jednak to miłość.-powiedziała Iza.
- Oj tak,cieszę się jej szczęściem.-mówiłam patrząc na tańczącą Polę i Darka.-A gdzie twój mąż?-zapytałam brunetkę.
- Pije z twoim narzeczonym.-zaśmiała się.
- Dobra idę po jakieś jedzenie do kuchni.-powiedziałam i poszłam do kuchni.Co chwili przynosiłam jakieś zakąski,bo szybko znikały,tak komuś smakuje moje jedzenie.
- A tu jest moja narzeczona.-zaśmiał się Bartek i mnie pociągnął na parkiet,akurat zaczęła lecieć wolna piosenka.Więc objęłam go wokół szyi,a on złapał mnie w pasie.- Zatrzymaj mnie nie daj mi odejść.-zaczął mi szeptać refren piosenki zespołu IRA.Uwielbiałam jak to robi,wtedy świat się zatrzymuje,nie ma nic tylko ja i on.
- Kocham się Bartuś.-szepnęłam mu na ucho.
- Ja ciebie też Lenka.-pocałował mnie,a ja się zaśmiałam.-Z czego się śmiejesz?-zapytał.
- Z niczego,po prostu cię kocham.-piosenka zamieniła się na bardziej żywszą,więc ja spasowałam i poszłam usiąść.
- No Lenka dawaj tańczyć.-pociągnął mnie Igła.
- Nie Krzysiu,nie mam siły.-mówiłam,ale na marne i tak mnie zaciągnął na parkiet.Przetańczyłam 5 piosenek i nie czułam nóg.Usiadłam koło Izy,która siedziała na kanapie i sączyła soczek przez rurkę.
- Co Lenka zmęczona?-zapytała.
- Poszłabym spać najchętniej.-zaśmiałam się.
- Co ty taka blada jesteś?-zapytała mnie Pola dosiadając się do nas.
- Ja,wydaje ci się.-pokręciłam głową.
- Źle się czujesz?
- Nie spokojnie,zmęczona jestem.Wszystko gra.-zaśmiałam się.
- A ty kochana czemu pijesz drinki?-zapytała teraz Izy.
- Nie piję.To soczek.
- Tak,ja też piję tylko soczek.-zaśmiała się Pola.
Zabawa trwała dalej w najlepsze,niektórzy byli już lekko mówiąc podpici,znaczy niektórzy oczywiście że chodzi o męską część.My kobiety trzymamy rękę na pulsie.Kiedy na zegarze pojawiła się godzina 23:57 wyszliśmy z mieszkania na dwór by powitać nowy rok.
- Uwaga zaczynamy odliczanie.-krzyknął Igła.
- 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1 i Szczęśliwego Nowego Roku.-krzyknęliśmy na całe gardła.I tak wszyscy zaczęliśmy składać życzenia.Oczywiście każdy mi życzył zdrowia,szczęścia Bartkiem i zajebistego wesela na które chce każdy zaproszenie dostać.
- No kotek zostałaś tylko ty mi.-powiedział Bartek obejmując mnie.-Więc życzę ci żebyś zawsze była uśmiechnięta,żebyś wytrzymała ze mną do końca życia,żebyśmy jeszcze pomyśleli o dzieciach i bardzo mocno cię kocham Lenka.
- Dziękuję,tobie również życzę tego samego,a do tego żebyś się rozwijał zawodowo.Kocham się Bartuś.-szepnęłam,a później złączyliśmy się w ciepłym i bardzo namiętnym pocałunku.Tak oto powitaliśmy nowy rok.......
 
 
 
 
I jest kolejny,przepraszam że tak późno ale dopadła mnie grypa i nie miałam siły nawet laptopa otworzyć,ale na szczęście jest już lepiej i stworzyłam taki oto rozdział.Mam nadzieję że wam się spodoba,dziękuję za wszystkie komentarze i obiecuje że nadrobię wszystko na waszych blogach.Następny pojawi się za tydzień.
Pozdrawiam Aga